Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 101
Перейти на страницу:

-Jesteś pewny, że w nas nie trafią?

Holmes zaprzeczył ruchem głowy.

-Popatrz - pokazywał ręką - te trzy wieże pozostaną nienaruszone. Rosjanie muszą przecież według czegoś nawigować. Główną oś będzie stanowić linia łącząca Kościół Świętej Elżbiety i Urząd Czekowy. Korektę nawigatorzy będą robić według kościoła Świętego Wojciecha. Dlatego też prawdopodobnie do końca wojny tym trzem budowlom nic się nie stanie.

-Rosjanie są na tyle precyzyjni?

-Są. Pamiętaj, że nie zobaczysz tutaj archaicznych Po-2. Najprawdopodobniej ujrzymy chyba najlepsze na świecie lekkie bombowce, jakie dotąd wyprodukowano.

-Już się boję. Będą lecieć tuż nad nami.

-Tak, ale znad celu.

-A jak zaczną walić z karabinów maszynowych?

-Do nas? Zanim pilot i bombardier podniosą oczy znad przyrządów, będą już daleko za nami.

Schielke ciągle miał wątpliwości. Słyszał o precyzyjnych bombardowaniach dokonywanych choćby przez Brytyjczyków w Holandii. Ale czy Petlakowy i Tupolewy są w stanie dorównać Mosąuito? A konkretnie, czy Rosjanie szkolili się tak długo, jak Anglicy?

-Są. - Holmes opuścił trzymaną przy oczach lornetkę i zerknął na zegarek. - Dokładnie o czasie.

Schielke odwrotnie. Podniósł swoją lornetkę do oczu. Dwusilnikowe, małe bombowce zbliżały się w idealnym szyku. Artyleria na Neumarkt zaczęła bić, ale chyba tylko dla zrobienia wrażenia akustycznego. Samoloty trzymały się bardzo niskiego pułapu. Były też cholernie szybkie. Tak jak przewidział Holmes: po wejściu na oś kościół świętej Elżbiety - Urząd Czekowy wyrównywały i brały poprawkę według świętego Wojciecha. Bomby szybowały w dół i po sekundzie samoloty prawie przelatywały tuż nad ich głowami tak, że czuli dosłownie swąd spalin. Obaj obserwowali wybuchy poniżej.

-No, no... W celu!

-Ten też.

-O ja cię!... Ten jak zrzucił!

-To zapisz jego numery boczne. Niech facet dostanie medal za celność!

Holmes rzeczywiście wyjął notes i zaczął zapisywać wyniki.

-E, nie... Ten jakiś ślepy chyba.

-Oj, po prostu nie będzie już pałacu Hatzfeldów. Może pilot wiedział, że tam siedział Hanke?

-No fakt, zniosło go paręnaście metrów raptem. A Hanke już tam nie siedzi.

-Ale porusza się po okolicy. To Wzgórze Partyzantów, to biblioteka uniwersytecka na Ostrowie Tumskim. A może pilot chciał spróbować po prostu na chybił trafił.

Kolejne dwie maszyny przeleciały nad nimi. Odruchowo pochylili głowy.

-O patrz! Ten znowu idealnie w celu.

-Właśnie. Poczty Głównej już nie będzie.

-Ciekawe, gdzie Polacy zrobią pocztę główną?

-Pewnie tu, gdzie stoimy. W Urzędzie Czekowym. Blisko, wyposażenie w środku jest.

-Aha. Ale ci dwaj to sieją po wszystkim wokół, jak leci.

-Cholerne łamagi! No i szlag z tym wszystkim!

-Z czym szlag?

-No z tymi domami i ulicami. - Holmes wydął wargi. A... co tam. Nasi tu zrobią po prostu wielki plac i już.

-To on będzie naprawdę wielki.

Jeden z bombowców zadymił nagle. Chwilę później coś w nim wybuchło. Przez moment wydawało się, że wpadnie do fosy, ale przeleciał i rąbnął w budynek flankujący Urząd Czekowy. Zatrzęsło nawet ogromną, nowoczesną wieżą, na której stali.

Podnieśli się po dłuższej chwili z trudem, strzepując kurz i pyl z ubrań. Niebo wokół było już czyste. Schielke podniósł walkie-talkie.

-Watson?

-Jestem.

Ukryty z ludźmi czekał w kanale. Jedyne problemy, jakie napotkał, to przedłużenie anteny na zewnątrz, żeby utrzymać łączność. Poza tym wszystko było w porządku.

-Słuchaj. Poczta już zburzona. Czekasz na drugą falę i wchodzisz, zrozumiałeś?

-Zrozumiałem. Kiedy będzie druga fala?

-Ruscy są dość punktualni. Wchodzisz dokładnie za dziesięć minut. Powtórz.

-Zrozumiałem, wchodzę za dziesięć minut.

Wbrew pozorom łączność przez walkie-talkie była bezpieczna i pozwalała na otwarty tekst. Tej amerykańskiej częstotliwości służącej do łączności na bardzo krótkich dystansach nikt tu nie podsłuchiwał. Druga fala bombowców miała już zrzucać wyłącznie lekkie bomby zapalające. Chodziło o to, żeby nikt się nie zbliżał, nie kręcił się wokół i po prostu nie przeszkadzał Watsonowi, ani nie zwracał uwagi, kiedy będzie musiał wysadzić jakiś strop.

Schielke i Holmes wyciągnęli papierosy.

-To mówisz, że będzie tutaj plac?

-Mmmm... Może w końcu coś wybudują. Jakieś sklepy czy co?

-Na przykład. Wejdzie potem jakiś klient i spyta, czy są jeszcze te buty po ruskim pilocie, bo reszta już się chyba nie nadaje do sprzedaży.

Zaczęli się śmiać. Zwykła głupawka pourazowa. Za dużo wybuchów, za dużo ruin. Dodatkowo ni stąd, ni zowąd nagle runął w dół hełm z wieży kościoła świętego Wojciecha. Zaczęli rechotać tak, że nie było sposobu, aby ich uspokoić.

-Rany. - Schielke usiłował rękawem wytrzeć oczy. Desperacko usiłował zmienić temat. - A wiesz, że w Holandii przesłuchiwałem polskiego pilota?

-Zestrzelili go?

-Nie, leciał sobie i samolot mu się popsuł.

Nowy wybuch śmiechu.

-Facet wyskoczył i po lądowaniu biegnie do holenderskiej wsi, żeby go ukryli. A ci, owszem, przyjęli, herbatą poczęstowali i czekają. Facet mówi, żeby mu chociaż spadochron ukryli i ciuchy dali, a ci czekają. Po godzinie wchodzi dwóch holenderskich policjantów, grzecznie aresztują lotnika i prowadzą do miasteczka leśną drogą. A tu nadjeżdża dwóch gości na rowerach. Zatrzymują się, witają ze wszystkimi i mówią, że są z holenderskiego ruchu oporu, byliby szybciej i przeflancowaliby go do Anglii, ale niestety koledze dętka w rowerze pękła i policjanci przyjechali pierwsi.

-Nie wierzę... Poważnie?

-Poważnie. Tak mi facet mówił, sam zszokowany, że się tam wszyscy znają.

Kolejny napad śmiechu.

-A co z tym pilotem?

-Był majorem lotnictwa albo nawet podpułkownikiem, nie pamiętam, to go wysiali do oflagu.

-Pewnie już go koledzy wyzwolili.

-Niezłe. A nie spytali ruchu oporu o pozwolenie?

Przerwali rozmowę, kiedy na horyzoncie pojawiła się kolejna fala lekkich bombowców. Holmes zerknął na zegarek.

-Punktualnie.

-Ale teraz już chyba schodzimy, co?

-Lepiej tak. To już nie nalot precyzyjny, tylko powierzchniowy.

Ruszyli w stronę wyłazu dachowego. Schielke jeszcze raz zerknął do tyłu.

-Ciekawe, jak się będzie nazywał ten plac, cośmy go dzisiaj razem urządzili?

Holmes też zerknął przez ramię.

-Jak przeżyjemy, to zobaczymy.

Wiosna w Carlowitz rozkwitała w najlepsze i tak szybko, jakby chciała pokazać całe swoje piękno we wszystkich szczegółach jeszcze przed upadkiem twierdzy. Może po to, żeby obrońcy już po sowieckich wyrokach, za drutami gułagów jeszcze bardziej tęsknili wpatrzeni beznadziejnie w mroźną pustkę wokół? Okropne. Nikt jednak nie pamiętał tak wczesnej wiosny. Nikt nie pamiętał już w kwietniu lata w całej swojej okazałości. Nikt nie potrafił znaleźć wytłumaczenia. Poza może jednym zwariowanym doktorem, którego Schielke poznał w bunkrze dla ludności cywilnej. Naukowiec twierdził, że takie anomalie pogodowe następują w miarę cyklicznie i być może będą zdarzać się częściej. Według jego obliczeń następny taki letni czy upalny kwiecień może powtórzyć się dopiero gdzieś w okolicach dwutysięcznego dziewiątego roku. Schielke nie słuchał go zbyt uważnie.

Po chwili otrząsnął się z zamyślenia, ziewając. Tu, w Carlowitz, wszystko wydawało się bajką. Rzędy wspaniałych, pustych willi tonęły w kwiatach, ptaki harcowały pomiędzy tryskającymi zielenią gałęziami i nikt już nie pamiętał o mieszkańcach dzielnicy wygonionych do dusznych i mrocznych schronów w przysypanym gruzami centrum. W cudownych ogrodach pojawiali się czasem tylko rozleniwieni upałem, samotni żołnierze na przepustkach z milczącego frontu nad Widawą.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)