Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 101
Перейти на страницу:

-Doszliśmy. - Jeden z przewodników wskazał potężną dziurę po jakiejś eksplozji, którą włączono pośpiesznie do okopów. W środku siedziało trzech żołnierzy. Oprócz stalowych hełmów ich głowy osłaniały dodatkowo ich własne plecaki.

-Szukamy... - Schielke nagle zdał sobie sprawę, że zapomniał nazwiska człowieka o przezwisku Nadia. Gorączkowo przeszukiwał pamięć, ale tam niczego nie było. Miał przy sobie dokumenty i mógł sprawdzić, ale... No przecież wtedy wszyscy wokół będą wiedzieć, że się boi. Szlag! Wyjął z kieszeni zdjęcie Nadii, które wypiął z akt, i zaczął porównywać z twarzami straceńców z karnej kompanii. - O! Ciebie szukamy - zawołał.

-Czemu mnie? - odparła galareta w mundurze, wodząc nerwowo oczami po przybyszach.

-Prowadzę śledztwo w sprawie zabójstwa... - Znowu luka w pamięci. O Jezu Chryste! Naprawdę nie mógł sobie przypomnieć. Kogo ta trzęsąca się przed nim wesz zabiła? No kogo?

No tak, sprawdzać w dokumentach? Dla wszystkich stanie się jasne, że jest tchórzem i ze strachu zapomniał wszystkich nazwisk.

-Krausego? - podpowiedział niespodziewanie tamten.

-Tak.

-Ale to nie ja! Nie ja, naprawdę...

-Posłuchaj, Nadia. - Z ciekawością obserwował, jak mężczyzna mruga nerwowo.

-Jaka Nadia?

-Co? Nie znasz swojego przezwiska?

-Ach. - Pokręcił głową. - O tym, że pomagałem Ruskim też donieśli... Wiem, że mówili o mnie „Wołodia”.

-Nie stary. Po tym, co wyrabiałeś z rosyjskimi jeńcami, a raczej oni z tobą na twoje życzenie, dostałeś imię „Nadia”. - Schielke mówił bardzo powoli. - Nadia, a nie Wołodia.

-Ale, ale...

-Posłuchaj mnie uważnie. Pederastia jest w państwie Hitlera zakazana. Gorzej jednak, jakby się dowiedziano, że niemiecki żołnierz dawał tyłka Rosjanom i jeszcze za to płacił. Czapa jak nic. Poprzedzona miesiącami tortur albo zeszmaceniem w obozie koncentracyjnym.

-Ale...

Schielke znowu nie dał mu dojść do głosu.

-Ale - podjął - mnie to kompletnie nie interesuje. Powiem więcej. Kompletnie nie interesuje mnie, że zabiłeś Krausego.

Po raz pierwszy Nadia podniósł głowę. Patrzył na Schielkego w bezgranicznym zdumieniu.

-Pewne sukinsyny, które robią coś znacznie gorszego niż ty, miały na ciebie haka. I twoimi rękami pozbyły się Krausego, a ciebie langsam, langsam posłały do kompanii karnej, żeby nie brudzić własnych rąk. Wiedzieli, że nie piśniesz ani słowa, bo jak piśniesz, to każda władza skróci cię o głowę i to z kilku paragrafów naraz.

-Ale to nie tak. Ja...

-Czekaj. A mnie, droga Nadiu, w ogóle nie obchodzisz - syczał Schielke. - Ani twoje skłonności, ani brudne sprawki. Są mi zupełnie obojętne.

Nadia był tak bezbrzeżnie zaskoczony, że nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.

-Interesują mnie wyłącznie sukinsyny, którzy to wszystko zaaranżowali. Bo oni popełnili prawdziwe zbrodnie.

-Nie zabijecie mnie? - Odważył się nareszcie powiedzieć przerażony do granic możliwości człowiek.

-Nie.

-To... to co ze mną będzie?

-Jeżeli dzięki tobie dotrzemy do prawdziwych zbrodniarzy, to zapomnimy, jak narozrabiałeś. Oczywiście pójdziesz siedzieć. Ale po pierwsze, każde więzienie jest chyba lepsze niż karna kompania. A po drugie, co cię obchodzi wysokość odsiadki. Zaraz przyjdą Rosjanie albo Amerykanie i opróżnią więzienia, żeby zrobić miejsce dla swoich ofiar. Będą mieli w dupie niemieckie wyroki kryminalne.

-Ale...

-Popatrz.

Schielke wyjął z kieszeni blankiet rozkazu wylotu do Berlina. Powoli, zamaszystym pismem umieścił tam imię i nazwisko Nadii (teraz oczywiście już je pamiętał). Podał mu dokument razem z drugim papierem - gwarancją uzyskania miejsca w samolocie.

-Wybieraj. Pójdziesz z nami, złożysz zeznania i odwieziemy cię na lotnisko samochodem pancernym, czy...

Nadia cały drżał.

-Zabierzcie mnie stąd - ni to wyszeptał ni załkał. - Zabierzcie mnie stąd. Z tego piekła!

-Rozsądny człowiek.

-Co chcecie wiedzieć?

-Kto kazał ci zabić Krausego?

-To nie był nikt z grupy pakowaczy. Oficer kripo.

-Jak wyglądał? Pamiętasz?

-Nie wiem. Znalazłem w biurku list. W kopercie były dowody moich... moich... - najwyraźniej nie wiedział, jakiego słowa użyć. - Były zdjęcia, zeznania. Wszystko.

-I co? Listownie kazał ci zabić Krausego? - Schielke ze zdumienia uniósł brwi.

-Nie. Ale... w liście bardzo dokładnie była opisana rola Krausego w dostarczaniu na mnie materiałów. To ten sukinsyn na mnie donosił do kripo!

-Ciekawe - mruknął Holmes. - Ale był jeszcze jeden powód, dla którego nienawidziłeś tego faceta, prawda?

-Prawda.

-No powiedz.

Nadia rozglądał się wokół nieprzytomnie. Nie wiedział, jak to powiedzieć, szczególnie w obecności uzbrojonych mężczyzn.

-On odrzucił moją miłość - wyjąkał wreszcie.

-O! - wyrwało się Ricie. Przygryzła wargi, żeby ukryć zmieszanie. - Ale to... powód równie ważny.

- Spuściła wzrok, żeby ukryć konsternację malującą się na jej twarzy.

-A ty skorzystałeś z okazji i go zabiłeś?

-Nie. Był jeszcze drugi list. Potem.

-Tak?

-Oficer kripo napisał, że jest taki jak ja. Ze boi się ruszyć Krausego, bo ten gnój wie także sporo o nim.

-Aha, wszystko jasne - westchnął Holmes. - Napisał też, iż w razie czego będzie cię kryl, że sam jest w niezręcznej sytuacji, a nabrzmiała sytuacja wymaga radykalnego rozwiązania i ktoś musi się tym zająć.

-Tak było.

-I załatwiłeś sprawę definitywnie.

Nadia skinął głową.

-No - Holmes zapalił papierosa. - To trzyma się kupy. Choć w całych Niemczech trudno chyba o większego naiwniaka niż ty.

-Odrzucona miłość zaślepia - wtrąciła Rita.

Schielke również przytaknął.

-Powiedz mi jeszcze, kim był Krause. Specjalistą od dzieł sztuki? Jubilerem? Dlaczego znalazł się w grupie pakowaczy?

Nadia podniósł głowę.

-Był specjalistą od akumulatorów - powiedział.

-Co?!

-Specjalistą od elektrycznych akumulatorów. Pracował przy konstruowaniu U-bootów.

Schielke i Holmes wymienili się spojrzeniami. Nie zdążyli zamienić słowa, gdy bliska eksplozja sypnęła na nich ziemią. Szczątki jakichś dwóch ciał wyrzuconych z mogił runęły do wnętrza wykopu. Żołnierze w środku zaczęli krzyczeć. Jedynie Holmes zachował pozory zimnej krwi.

-Hej, wy tam! - ryknął do zwłok. - Nie pchać się tu! Jeszcze nie czas na zmartwychwstanie!

Rita zaczęła się histerycznie śmiać. Po chwili opanowała się jednak.

-Jeszcze nie Wielkanoc - dodała. - Nawet Jezus jeszcze nie zmartwychwstał.

Sytuacja w okopie wydawała się opanowana. Stało się jednak jasne, że dalsze przesłuchanie powinno się odbyć w bardziej cywilizowanych warunkach. Drżący ze strachu Nadia obejmował się obiema rękami.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)