Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Doszliśmy. - Jeden z przewodników wskazał potężną dziurę po jakiejś eksplozji, którą włączono pośpiesznie do okopów. W środku siedziało trzech żołnierzy. Oprócz stalowych hełmów ich głowy osłaniały dodatkowo ich własne plecaki.
-Szukamy... - Schielke nagle zdał sobie sprawę, że zapomniał nazwiska człowieka o przezwisku Nadia. Gorączkowo przeszukiwał pamięć, ale tam niczego nie było. Miał przy sobie dokumenty i mógł sprawdzić, ale... No przecież wtedy wszyscy wokół będą wiedzieć, że się boi. Szlag! Wyjął z kieszeni zdjęcie Nadii, które wypiął z akt, i zaczął porównywać z twarzami straceńców z karnej kompanii. - O! Ciebie szukamy - zawołał.
-Czemu mnie? - odparła galareta w mundurze, wodząc nerwowo oczami po przybyszach.
-Prowadzę śledztwo w sprawie zabójstwa... - Znowu luka w pamięci. O Jezu Chryste! Naprawdę nie mógł sobie przypomnieć. Kogo ta trzęsąca się przed nim wesz zabiła? No kogo?
No tak, sprawdzać w dokumentach? Dla wszystkich stanie się jasne, że jest tchórzem i ze strachu zapomniał wszystkich nazwisk.
-Krausego? - podpowiedział niespodziewanie tamten.
-Tak.
-Ale to nie ja! Nie ja, naprawdę...
-Posłuchaj, Nadia. - Z ciekawością obserwował, jak mężczyzna mruga nerwowo.
-Jaka Nadia?
-Co? Nie znasz swojego przezwiska?
-Ach. - Pokręcił głową. - O tym, że pomagałem Ruskim też donieśli... Wiem, że mówili o mnie „Wołodia”.
-Nie stary. Po tym, co wyrabiałeś z rosyjskimi jeńcami, a raczej oni z tobą na twoje życzenie, dostałeś imię „Nadia”. - Schielke mówił bardzo powoli. - Nadia, a nie Wołodia.
-Ale, ale...
-Posłuchaj mnie uważnie. Pederastia jest w państwie Hitlera zakazana. Gorzej jednak, jakby się dowiedziano, że niemiecki żołnierz dawał tyłka Rosjanom i jeszcze za to płacił. Czapa jak nic. Poprzedzona miesiącami tortur albo zeszmaceniem w obozie koncentracyjnym.
-Ale...
Schielke znowu nie dał mu dojść do głosu.
-Ale - podjął - mnie to kompletnie nie interesuje. Powiem więcej. Kompletnie nie interesuje mnie, że zabiłeś Krausego.
Po raz pierwszy Nadia podniósł głowę. Patrzył na Schielkego w bezgranicznym zdumieniu.
-Pewne sukinsyny, które robią coś znacznie gorszego niż ty, miały na ciebie haka. I twoimi rękami pozbyły się Krausego, a ciebie langsam, langsam posłały do kompanii karnej, żeby nie brudzić własnych rąk. Wiedzieli, że nie piśniesz ani słowa, bo jak piśniesz, to każda władza skróci cię o głowę i to z kilku paragrafów naraz.
-Ale to nie tak. Ja...
-Czekaj. A mnie, droga Nadiu, w ogóle nie obchodzisz - syczał Schielke. - Ani twoje skłonności, ani brudne sprawki. Są mi zupełnie obojętne.
Nadia był tak bezbrzeżnie zaskoczony, że nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.
-Interesują mnie wyłącznie sukinsyny, którzy to wszystko zaaranżowali. Bo oni popełnili prawdziwe zbrodnie.
-Nie zabijecie mnie? - Odważył się nareszcie powiedzieć przerażony do granic możliwości człowiek.
-Nie.
-To... to co ze mną będzie?
-Jeżeli dzięki tobie dotrzemy do prawdziwych zbrodniarzy, to zapomnimy, jak narozrabiałeś. Oczywiście pójdziesz siedzieć. Ale po pierwsze, każde więzienie jest chyba lepsze niż karna kompania. A po drugie, co cię obchodzi wysokość odsiadki. Zaraz przyjdą Rosjanie albo Amerykanie i opróżnią więzienia, żeby zrobić miejsce dla swoich ofiar. Będą mieli w dupie niemieckie wyroki kryminalne.
-Ale...
-Popatrz.
Schielke wyjął z kieszeni blankiet rozkazu wylotu do Berlina. Powoli, zamaszystym pismem umieścił tam imię i nazwisko Nadii (teraz oczywiście już je pamiętał). Podał mu dokument razem z drugim papierem - gwarancją uzyskania miejsca w samolocie.
-Wybieraj. Pójdziesz z nami, złożysz zeznania i odwieziemy cię na lotnisko samochodem pancernym, czy...
Nadia cały drżał.
-Zabierzcie mnie stąd - ni to wyszeptał ni załkał. - Zabierzcie mnie stąd. Z tego piekła!
-Rozsądny człowiek.
-Co chcecie wiedzieć?
-Kto kazał ci zabić Krausego?
-To nie był nikt z grupy pakowaczy. Oficer kripo.
-Jak wyglądał? Pamiętasz?
-Nie wiem. Znalazłem w biurku list. W kopercie były dowody moich... moich... - najwyraźniej nie wiedział, jakiego słowa użyć. - Były zdjęcia, zeznania. Wszystko.
-I co? Listownie kazał ci zabić Krausego? - Schielke ze zdumienia uniósł brwi.
-Nie. Ale... w liście bardzo dokładnie była opisana rola Krausego w dostarczaniu na mnie materiałów. To ten sukinsyn na mnie donosił do kripo!
-Ciekawe - mruknął Holmes. - Ale był jeszcze jeden powód, dla którego nienawidziłeś tego faceta, prawda?
-Prawda.
-No powiedz.
Nadia rozglądał się wokół nieprzytomnie. Nie wiedział, jak to powiedzieć, szczególnie w obecności uzbrojonych mężczyzn.
-On odrzucił moją miłość - wyjąkał wreszcie.
-O! - wyrwało się Ricie. Przygryzła wargi, żeby ukryć zmieszanie. - Ale to... powód równie ważny.
- Spuściła wzrok, żeby ukryć konsternację malującą się na jej twarzy.
-A ty skorzystałeś z okazji i go zabiłeś?
-Nie. Był jeszcze drugi list. Potem.
-Tak?
-Oficer kripo napisał, że jest taki jak ja. Ze boi się ruszyć Krausego, bo ten gnój wie także sporo o nim.
-Aha, wszystko jasne - westchnął Holmes. - Napisał też, iż w razie czego będzie cię kryl, że sam jest w niezręcznej sytuacji, a nabrzmiała sytuacja wymaga radykalnego rozwiązania i ktoś musi się tym zająć.
-Tak było.
-I załatwiłeś sprawę definitywnie.
Nadia skinął głową.
-No - Holmes zapalił papierosa. - To trzyma się kupy. Choć w całych Niemczech trudno chyba o większego naiwniaka niż ty.
-Odrzucona miłość zaślepia - wtrąciła Rita.
Schielke również przytaknął.
-Powiedz mi jeszcze, kim był Krause. Specjalistą od dzieł sztuki? Jubilerem? Dlaczego znalazł się w grupie pakowaczy?
Nadia podniósł głowę.
-Był specjalistą od akumulatorów - powiedział.
-Co?!
-Specjalistą od elektrycznych akumulatorów. Pracował przy konstruowaniu U-bootów.
Schielke i Holmes wymienili się spojrzeniami. Nie zdążyli zamienić słowa, gdy bliska eksplozja sypnęła na nich ziemią. Szczątki jakichś dwóch ciał wyrzuconych z mogił runęły do wnętrza wykopu. Żołnierze w środku zaczęli krzyczeć. Jedynie Holmes zachował pozory zimnej krwi.
-Hej, wy tam! - ryknął do zwłok. - Nie pchać się tu! Jeszcze nie czas na zmartwychwstanie!
Rita zaczęła się histerycznie śmiać. Po chwili opanowała się jednak.
-Jeszcze nie Wielkanoc - dodała. - Nawet Jezus jeszcze nie zmartwychwstał.
Sytuacja w okopie wydawała się opanowana. Stało się jednak jasne, że dalsze przesłuchanie powinno się odbyć w bardziej cywilizowanych warunkach. Drżący ze strachu Nadia obejmował się obiema rękami.