Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 101
Перейти на страницу:

-Jasne.

Przystanęli pod jedną z fosforowych ścian. Wyglądali jak duchy. Schielke, jak zwykle w miejscach, gdzie absolutnie nie wolno palić, sięgnął odruchowo do kieszeni. Holmes uśmiechnął się trupiozielonymi ustami, potrząsając głową. Zerknął na stojaki z amunicją również oświetlone na zielono. Przysłuchiwali się rozmowie z najbliższej konsoli.

„Człowieku, zlituj się! Idą wprost na mnie!” - Na szczęście głośnik był odpowiednio wyciszony, nie przenosił wszystkich emocji żołnierza po tamtej stronie.

-Uspokój się. Nie mam czym strzelać. - Łącznościowiec tłumaczył cierpliwie, wręcz flegmatycznie.

- Mam nakaz oszczędzania amunicji.

-„Zmiażdżą mnie! Już tu są!”

-Nie możemy strzelać bez rozkazu.

-„Człowieku, dam głośniej. Usłyszysz głosy Iwanów!”

-Zachowaj zimną krew. - Technik rękawem stłumił ziewnięcie. - Nie mam zapasów jak stąd do Bałtyku.

-„Ale to już jest walka wręcz! Iwan nas masakruje! Strzelajcie!!!”

-Mam nakaz oszczędzania amunicji.

Z głośnika dobiegł trzask serii z automatu. Potem jakiś wybuch, chyba granatu.

-„Koledzy, błagam pomóżcie, już tu są!”

Łącznościowiec zerknął leniwie na kolegę przy drugiej konsoli. Ten odstawił kubek z kawą i wzruszył ramionami.

-„Połowa naszych nie żyje! Strzelajcie!”

Technik znów zerknął w bok, a kolega znów wzruszył ramionami. Potem jednak skrzywił się i pokazał na palcach: „osiem”.

-Dobrze, dam ci wsparcie. Podaj koordynaty.

-„Wal w moją pozycję. Żołnierze ukryją się pod gruzami!”

Facet przy konsoli nie mógł się dogadać z kolegą, bo tamten tym razem rozłożył ręce w geście niemocy. Niemrawa rozmowa na migi najwyraźniej nie przynosiła rezultatu.

-Dobrze, dostaniesz osiem pocisków.

Technik pokazał jednak, że jest fachowcem. Jednym palcem wodził po mapie, ustalając dokładne parametry, a drugą dłonią od razu wystukiwał je na małej klawiaturze łączącej go z powierzchnią placu. Kiedy dotknął czerwonego przycisku, rozległ się cichy brzęczyk. Dosłownie po sekundzie z góry przyszło potwierdzenie.

-„Jezu Chryste, szybciej! Widzę ich twarze!” - Nowa seria z automatu.

-Strzelamy bardzo szybko. - Nowe zakamuflowane rękawem ziewnięcie.

Ale miał rację, już po kilkunastu sekundach z góry dobiegła stłumiona kilkoma metrami betonu salwa.

-„No szybciej! Jezu...”

-Pociski już do ciebie lecą.

-„Boże, kiedy będą?”

-Za mniej więcej półtorej minuty.

Usłyszeli jeszcze jedną serię, potem następną i czyjeś krzyki.

-„Są na naszych pozycjach! Powtarzam: są na naszych pozycjach! Pomocy!”

-Pięćdziesiąt osiem sekund.

-„Jezu...”

-Trzydzieści sekund.

Łączność urwała się nagle. Bez żadnych szumów, trzasku, niczego. Po prostu zapadła cisza. Technik bez przerwy patrzył na zegarek. Po dłuższej chwili podniósł głowę.

-No to Ruscy dostali prosto w hełmy.

-W czapeczki. - Kolega podał mu kubek ze świeżą kawą. - Cukru?

Oficerem, który przyszedł z boku, okazał się kapitan, młody służbista, najwyraźniej z jakąś misją. Z całą pewnością nie był dowódcą jednostki, a to znaczyło, że ktoś chce ich szybko spławić.

-Słucham panów? - W jego głosie pobrzmiewała stal. - W czym mogę pomóc?

-Chcielibyśmy skorzystać z waszego połączenia z linią frontu. Bezpośredniego.

-Z telefonów?

-Tak.

-Niestety, to niemożliwe. Dlaczego nie skorzystacie panowie z połączeń Abwehry?

-Chryste! - Nie wytrzymał Schielke - Przecież Abwehra nie ma bezpośrednich połączeń telefonicznych z linią frontu!

-To może przez radio?

Facet najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia o procedurach radiowych.

-Niby jak? Otwartym tekstem na wszystkich częstotliwościach?

Kapitan wzruszył ramionami.

-Niestety, nie mogę panom pomóc. Proszę skontaktować się z dowództwem twierdzy. Oni na pewno mają łączność.

-Człowieku, wiesz, ile to potrwa?

-Przykro mi. Telefony artylerii nie mogą być udostępniane nikomu. - Kapitan zawahał się przez chwilę. - Ale tu jest normalny telefon miejski - zakpił i wskazał na aparat wiszący na ścianie, z którego pewnie dawniej korzystali żołnierze, żeby pod okiem podoficerów porozmawiać z rodzinami, jeśli mieli je w mieście. Na stoliku poniżej leżała nawet książka telefoniczna. -To wszystko, co mogę dla panów zrobić.

Zasalutował regulaminowo i odszedł, stukając po bruku obcasami.

-Co za skurw... - zaczął Schielke, ale umilkł w pół słowa. Czasu było coraz mniej. - Co robimy?

-Myślę - mruknął Holmes.

-Na piechotę, na pierwszą linię?

-Co? I będziemy po ciemku chodzić od kompanii do kompanii, pytając, czy jest w niej poszukiwany przez nas człowiek?

-No to za dnia z całym oddziałem. Ale pamiętaj, jak załatwili Nadię. Tu każda sekunda...

-Myślę - przerwał mu Holmes.

Rzeczywiście milczał dłuższą chwilę, potem bezczelnie podszedł do stołu operacyjnego i zdjął z niego mapę z zaznaczoną linią frontu. Położył ją na stoliku przy telefonie i zaczął szukać czegoś w książce telefonicznej.

-Chodź - powiedział wreszcie, zdejmując słuchawkę z widełek. - Zadzwoń pod ten numer.

-Po co?

-To masarnia. Sądząc po adresie, leży jakieś pięćset metrów od linii frontu. Może niecały kilometr. Właścicielka to Greta Muller.

-Człowieku, przecież tam nikogo nie ma po ewakuacji. A jeśli są, to pierdzą ze strachu w piwnicy.

-Właśnie. To masarnia, musi mieć dużą piwnicę, więc pewnie jest tam sporo osób. Usłyszą telefon, ktoś podniesie słuchawkę.

-I co mam mu powiedzieć?

-Gadaj tylko z Gretą. Postrasz ją. Powiedz, że wiesz wszystko o jej handlu mięsem na lewo. I ją rozstrzelasz.

-A jak nie handlowała na lewo?

Holmes aż wzniósł oczy ku betonowemu sufitowi.

-Oj, Dieter, przecież to masarnia. Handlowała na lewo, uwierz mi.

Schielke wolał nic nie mówić o różnicy w podejściu Polaków i Niemców do tych samych spraw.

Posłusznie wziął słuchawkę.

-I co ona ma zrobić?

-Niech biegnie do pierwszego niemieckiego oficera, którego napotka. Niech go weźmie na litość, czy co tam.

-A on do nas zadzwoni? - Schielke przygryzł wargi. - Przez linie artylerzystów? No fakt. Wtedy nie odmówią.

Sprawnie wykręcił numer. Czekając, znowu odruchowo sięgnął po papierosa i znowu zaklął w myślach. Nagle w słuchawce rozległ się schrypnięty głos. Ktoś mówił mieszaniną niemieckiego i rosyjskiego.

-A co ty Giermaniec chcesz, a?

Schielkego tak zaskoczyło, że powiedział odruchowo:

-Ja do Grety.

-Do Grety? - zdziwił się z kolei Rosjanin. - Aha. - Przez chwilę panowała cisza. - Greta! Greta! Mąż do ciebie dzwoni. Niepokoi się.

W słuchawce słychać było czyjś krzyk. Kobiecy. W dodatku przerwany mocnym uderzeniem.

-Ty jesteś Greta? Przyznaj się!

-Nie... - chlipanie. - Jestem Mareike.

-Tichij użas. Jak?

-Mareike.

-Jemu to powiedz - w słuchawce rozległ się szelest. - Mąż dzwoni. Niepokoi się o ciebie.

-Tu Mareike Ebbing. - Jakaś zapłakana kobieta krzyknęła do słuchawki. - Ratunku!!!

Nowy odgłos uderzenia, wrzask, płacz.

-Jesteś Niemcem? Ratuj nas. Oni...

Słuchawka musiała upaść na ziemię. Po chwili jednak znowu rozległ się zachrypnięty głos Rosjanina:

-Ty, Giermianiec. Nie musisz się niepokoić. Mamy tu kilka Niemek. Jeśli jest wśród nich twoja Greta, to się nią zaopiekujemy. Komsomolskie słowo.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)