Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Niech ogień piekielny pochłonie komendanta Niehoffa! Jaki czart mianował go dowódcą? Przecież ten zbrodniarz już zniszczył najpiękniejszy zabytek chrześcijaństwa! Zniszczył klasztor na Monte Cassino tylko po to, żeby Polacy zdobyli same gruzy! Hańba! On zniszczy Breslau tak samo jak najświętszy zabytek...
Koło wózka inwalidzkiego jakiegoś starca utknęło w dziurze pomiędzy płytami chodnika. Holmes podskoczył, żeby pomóc.
-Kto to jest? - spytał przy okazji, wskazując księdza prowadzącego przedziwną procesję.
-Oj, on jest trochę stuknięty, on...
-Nie bój się. Nie doniosę na niego.
Staruszek spojrzał na Holmesa badawczo. Lustracja musiała wypaść dobrze, bo mówił dalej po chwili wahania.
-Miał kościół na Klosterstrasse. No i zbombardowali mu parafię. Jakiś pastor z Zimpel zgodził się nas przyjąć, więc prowadzi resztki swoich wiernych do bezpiecznego miejsca.
-I słusznie. Dzielnicy Zimpel nie powinni zrównać z ziemią.
-Jak każdy pasterz usiłuje po prostu chronić swoje owieczki. Niech pan na niego nie donosi.
-Nigdy się czymś takim nie skalam. Może mi pan wierzyć.
Staruszek pokiwał głową.
-On jest trochę stuknięty. Prowadzi dziennik, w którym wszystko zapisuje. Fakt po fakcie, dzień po dniu.
-Z tym to powinien raczej uważać.
-On ma plan. Chce ukryć swoje zapiski i wierzy, że w przyszłości ludzie dowiedzą się prawdy o Festung Breslau.
Holmes skinął głową z pewnym podziwem. Zerknął na księdza, którego postać jaśniała w blasku iskier.
-Jak on się nazywa?
-Paul Peikert.
-Pomysł Holmesa, żeby odnaleźć pozostałych ludzi z ekipy pakowaczy, był doskonały w teorii. Zakończył się wyprawą Schielkego do szkoły podstawowej na Hubenstrasse, gdzie co prawda udało się odnaleźć stolarza Franza Rittera, a nawet go przesłuchać, choć bardzo krótko, bowiem przesłuchujący przy pomocy dwóch granatów sam zabił uwięzionego w ścianie świadka. Schielke, który znalazł się w piekle, dowodził kompanią żołnierzy na pierwszej linii, strzelał do ludzi z bliskiej odległości i odczuł na sobie siłę eksplozji dwóch bomb, rozchorował się i miał wrażenie, że umiera. Kilka dni leżał prawie bez czucia i prawie bez świadomości w tajnej willi Abwehry w dzielnicy Carlowitz. Żadne zabiegi Holmesa ani Watsona nie przynosiły efektu. Chory tkwił w stuporze, z nieobecnym wzrokiem. Nawet Ricie nie udało się niczego zdziałać. Kiedy jednak poczuł się trochę lepiej, zdecydowała się na kurację bardziej radykalną i zmusiła do uprawiania brutalnego seksu. Chyba podziałało. W każdym razie, leżąc w skołtunionej pościeli, jeszcze niezbyt przytomny wyszeptał:
-Chińskie laleczki.
Rita tylko kręciła głową.
-Lepiej ci?
-Chińskie laleczki. On powiedział „chińskie laleczki”.
-Ja też niczego nie rozumiem. Holmes mi powtórzył, co bredziłeś w szoku.
-Co Ritter miał na myśli?
Sięgnęła do małego stolika na kółkach i nalała im gorzkiej, mocnej herbaty z termosu. Pomogła mu nachylić się do filiżanki.
-Odnalazłam znanego sinologa - powiedziała. - No i oczywiście o to spytałam.
-I?
-Początkowo usiłował mnie zbyć. Chińskie laleczki? To takie laleczki, które zostały kupione na targu w Chinach, brzmiała jego pierwsza odpowiedź. Ale oficera kripo tak łatwo się nie zbywa.
-Błagam, płyń do brzegu, a nie błądź po meandrach - usiłował poskromić jej typowo kobiecy talent do szczegółowej narracji.
-Mogą to być marionetki teatralne. W siedemnastym wieku powstał teatr kabuki i teatr lalek joruri wywodzące się z teatru nó...
-No?
-To nie jest takie zwyczajne „no” tylko no pisane przez o z wężykiem u góry, nó. Takie... takie nohhooouuu. - Wydała się z siebie charkotliwy dźwięk, jakby zamierzała zwymiotować. - Albo no - to było krótkie, ale brzmiało jak okrzyk - w zależności od wymowy.
-To znaczy, że jak ktoś chce rzygać, mówi długie „no”?
-No - skinęła głową.
Zaczęli się śmiać.
-I co z tym teatrem?
-W joruri opowieści śpiewane ilustrowane są grą lalek ubranych w bogaty kostium historyczny. Lalki są wielkości około metra, ale z kostiumem ważą tyle, że muszą je poruszać aż trzy osoby. Animator w scenicznym stroju i dwóch asystentów ubranych na czarno.
-I co? - Dopił herbatę i sam odstawił filiżankę na stolik. - Te lalki są aż tak cenne, że trzeba je aż ukrywać w narodowo- socjalistycznych skrzyniach przed Sowietami?
Przygryzła wargi.
-Otóż nie są.
Oniemiał.
-Nie są. Oczywiście bywają bardzo cenne kolekcje, a nawet pojedyncze bardzo stare egzemplarze. Ale nawet one nie dorównują wartością choćby chińskiej porcelanie, której przecież nie chowa się w narodowosocjalistycznych jaskiniach.
Schielke uniósł się na łokciach.
-Więc po jaką cholerę je chowają razem z innymi skarbami?
-Wiesz, proponuję taką grę. Ty będziesz pytał mnie, a ja ciebie.
Opadł z powrotem na poduszkę. Rita pochyliła się nad nim.
-A może źle myślimy - powiedziała. - Może wcale ich nie chowają?
-Ale Ritter mówił...
Przerwała mu.
-Konfabulujesz. Nie powiedział, że chowają. To była tylko jego odpowiedź na twoje pytanie, z czym mu się kojarzy tajemniczy von Neumann, który przyjeżdża z Berlina, którego wszyscy się boją, ale którego nikt nie widział.
-Fakt. Ritter odpowiedział, że Neumann kojarzy mu się z chińskimi laleczkami. Tylko kojarzy.
-Hm...
-No dobrze. Ale po cholerę potrzebne im były ogromniaste chińskie lalki? Nie lepiej kolekcjonować takie malutkie, leciutkie z teatru cieni, zamiast takich, które musi podnosić aż trzech ludzi naraz?
Wzruszyła ramionami. Milczeli dłuższą chwilę, słuchając grzmotu dział na południu i zachodzie. Tu w Carlowitz byli prawie bezpieczni. Holmes twierdził, że w tym miejscu do końca wojny nie będzie się nic dziać. Z powodu podtopienia terenów zalewowych nie nastąpi tu żaden cięższy atak. Wojska powinny zatrzymać się na linii Widawy od północy, a od wschodu w Sackrau. Wielkich bombardowań też nie powinno być. Rosjanie byli wygodni i nie chcieli niszczyć niemieckich, ogromnych koszar w tym rejonie. Przecież po wojnie gdzieś musieli pomieścić masy swoich wojsk. Ta dzielnica miała jeszcze jedną zaletę. Z powodu odległości nie słychać tu było sowieckich megafonów propagandowych.
Schielke ocknął się pierwszy.
-No dobrze. A teraz połącz mi zegarmistrza i specjalistę od akumulatorów, których zabito, z chińskimi laleczkami.
Rita spojrzała na niego gwałtownie. Zbyt gwałtownie nawet. Czymś ją poruszył? Coś było nie tak?
Aaa... Może miał omamy po szoku pourazowym.
-Słuchaj, zacznij się powoli zbierać. Jutro Holmes zamierza rozwalić Pocztę Główną. Watson z ludźmi już są w podziemiach bunkra.
-O cholera. Naprawdę?
-Na najcałkowitszą prawdę. Chyba musisz mu pomóc, dostarczając różne dokumenty, ubezpieczające tę akcję.
-Myślałem, że odpuścił. Albo żartował.
-On? - roześmiała się. -Słuchaj, jak Polak coś wymyśli, to zrobi wszystko, by osiągnąć cel.
Machnął ręką.
-Ale wracając do lalek...
-Ale wracając do seksu - weszła mu w słowo - jak się nie zaczniesz zbierać, to...
Tkwili we dwóch na samym szczycie wielkiej wieży Urzędu Czekowego. Cały personel został ewakuowany, gdy ogłoszono specjalny alarm bombowy sprowokowany przez Schielkego. On jednak miał wątpliwości. Kopuła wieży Poczty Głównej była chyba zbyt blisko.