Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 116
Перейти на страницу:

— Ale równocześnie walczyć z tym, Klaudiuszu. Teraz zdałam sobie z tego sprawę. Naprawdę nie byłam osobowością patologiczną i cieszyłam się, że jestem żywa, a nie martwa. Ale nie opuszczało mnie to zadawnione poczucie winy, nawet jeśli wysublimowałam je w moje powołanie tak skutecznie, ze nie zdawałam sobie sprawy, jak mnie to podkopuje, przez całe lata kontynuowałam naprawdę ciężką pracę i nie brałam, tak jak inni, wakacji ani urlopów. Zawsze zdarzał się wypadek wymagający mojej opieki a ja zawsze byłam dość silna, by jej udzielić. Aż wreszcie wszystko to okazało się mydleniem oczu. Demonów nie udawało się już wyegzorcyzmować. Wysiłek emocjonalny z powodu pracy zmieszał się z ukrytym poczuciem winy i wszystko stało się nie do zniesienia.

Starszy pan odezwał się ze współczuciem:

— A więc gdy zakony kontemplacyjne słusznie cię odrzuciły, zaczęłaś się kręcić, aż znalazłaś to, co wydawało ci się jeszcze skuteczniejszą formą pokuty… Czy nie rozumiesz, Amerie, że nie kochałaś dostatecznie samej siebie? Pomysł pustelnictwa na Wygnaniu był ostatecznym zapędzeniem się w zaułek bez wyjścia.

Mniszka jechała z głową odwróconą od Klaudiusza, tak że szerokoskrzydły kapelusz zakrywał jej twarz. Odpowiedziała:

— A więc anachoretka na Wygnaniu okazała się nie mniejszym oszustwem niż opiekuńcza zakonnica w schronisku dla umierających.

— Ależ to nieprawda! — zareagował ostro Klaudiusz. — Ani Gen tak nie myślała, ani ja. Ani też setki innych cierpiących ludzi, którym pomogłaś. Na litość boską, Amerie, spójrz na to z właściwej perspektywy! Każda istota ludzka kieruje się zarówno motywami głębokimi, jak i powierzchownymi. Lecz motywacja nie unieważnia sprawionego obiektywnego dobra.

— Chcesz, abym żyła dalej i przestała samą siebie ranić. Ale, Klaudiuszu, teraz już nie ma drogi powrotu, nawet gdy już wiem, że dokonałam niesłusznego wyboru. Już nic mi nie pozostało.

— A jeśli został ci choć okruch wiary, czemu nie wierzysz, że znalazłaś się tu niebezcelowo?

Uśmiechnęła się krzywo.

— Interesujący pomysł. Może bym tak poświęciła resztę nocy na medytację nad nim?

— Dzielna z ciebie dziewczyna. Przeczuwam, że później niewiele będziesz miała czasu na medytację, jeśli plan Felicji się powiedzie… Coś ci powiem. Ty pomedytuj, a ja się zdrzemnę; obojgu nam to dobrze zrobi. Obudź mnie, gdy tylko Basil zagra sygnał. To będzie tuż przed świtem.

— Gdy jest najciemniej. — Zakonnica westchnęła. — Spij, Klaudiuszu. Przyjemnych marzeń.

Nie widzieli już podwójnych ognisk, które prawdopodobnie były dawanymi przez zwiadowców sygnałami obecności Firvulagów w okolicy. Karawana zjechała już z płaskowyżu i posuwała się teraz po szerokich, zalesionych zboczach poprzecinanych spienionymi na kamieniach strumyczkami, co zmuszało chalika do ostrożnego wybierania drogi w świetle gwiazd. Teren stał się bardziej nierówny, w powietrzu unosił się zapach żywicy. Noc wlokła się długo. Zerwał się lekki wietrzyk i marszczył powierzchnię jeziora oraz chwiał płomieniami nadbrzeżnych ognisk sygnałowych. Prócz dźwięków wydawanych przez idącą karawanę rozlegało się tylko pohukiwanie sów. Nie było widać świateł wiosek po ferm, żadnych w ogóle oznak istnienia miejsc zamieszkanych.

Tym lepiej, jeśli uda im się ucieczka…

Dojechali do głębokiej rozpadliny, gdzie w dole spływał kaskadami potok. Z obu stron oświetlały go ogniska przy odosobnionym posterunku strzegącym mostu wiszącego nad wąwozem gdy Epone i kaptal Waldemar przejeżdżali przez chwiejny most, trzech ludzi w brązowych zbrojach i z pochodniami w rękach stało na baczność. Następnie żołnierze przeprowadzili małymi grupami więźniów strzeżonych po obu bokach przez amficjony.

Gdy kolumna znów ruszyła, Ryszard odezwał się do Felicji:

— Jest już po czwartej. Straciliśmy czas, kiedy brodziliśmy przez potoki.

— Musimy odczekać, aż znajdziemy się dość daleko od tego cholernego posterunku. Tego nie przewidziałam. Sądzę, że składa się z więcej niż trzech żołnierzy. Epone może ich telepatycznie wezwać na pomoc. Musimy mieć pewność, że dotrą do nas zbyt późno. Chcę poczekać jeszcze przynajmniej z pół godziny.

— Postaraj się nie przedobrzyć, kochanie. A co, jeśli jest jeszcze jeden posterunek? I co ze zwiadowcami, którzy jadą przodem i podpalają ogniska?

— Och, zamknij się. Bez przerwy kombinuję, jak uzyskać optymalne rozwiązanie, aż mi się w głowie kręci… A co do ciebie, to wystarczy, byś był gotów… Czy przywiązałeś to mocno do przedramienia?

— Tak jak chciałaś.

Felicja zawołała:

— Basil!

— Obecny.

— Czy nie zagrałbyś jakiejś kołysanki? Rozległy się ciche dźwięki fletu, które uspokoiły podróżnych po zdenerwowaniu wywołanym przekraczaniem mostu. Dwa rzędy chalików, a po ich bokach psodźwiedzie, biegły teraz wśród potężnych pni drzew iglastych. Trakt był miękko wymoszczony wiekowym pokładem igliwia głuszącym kroki zwierząt i usypiającym nawet najmniej zmęczonych podróżnych. Szlak biegł teraz po wznoszącym się stopniowo terenie, aż osiągnął wysokość stu metrów powyżej lustra jeziora Bresse. Z prawej strony brzeg stawał się miejscami urwisty. Zbyt szybko, jak zauważyła Felicja, niebo zaczęło blednąc. Westchnęła, naciągnęła na oczy hełm hoplity i pochyliła się w siodle do przodu.

— Basil. Teraz.

Alpinista zagrał „Ali Through the Night”.

Gdy dokończył melodię, znowu zaczął ją grać. Cztery amficjony ruszyły do szturmu na czoło kolumny i równocześnie zaczęły szarpać zębami chaliko Epone. Kosmitka wydała mrożący krew w żyłach wrzask i spadła na ziemię w kłębowisko ciemnych ciał. Psodźwiedzie, porykując szczekliwie, rzuciły się na nią. Żołnierze i jadący na przodzie więźniowie krzyknęli z przerażenia, ale tańskiej władczyni niewolników już nie było słychać.

Ryszard uwolnił nogę, kopnął swego wierzchowca w szyję i silną dłonią schwycił wodze. Chaliko zerwało się do galopu w sam środek czterech żołnierzy próbujących przyjść Epone z pomocą.

Waldemar wykrzykiwał:

— Lancami, nie z łuków! Ściągnijcie je z niej, wy głupie sukinsyny!

Chaliko Ryszarda stanęło dęba, zwaliło się na kaptala i zrzuciło go z wierzchowca. Postać w białym habicie i czarnym welonie skoczyła na ziemię, jakby chciała pomóc wysadzonemu z siodła oficerowi. W chwili gdy Waldemarowi zaparło dech w piersiach ze zdumienia na widok wąsów na twarzy zakonnicy, Ryszard wyciągnął sztylecik Felicji ze złotej pochwy i dwukrotnie dźgnął nim Waldemara w szyję tuż za szczękami, powyżej szarej obroży; przeciął mu tętnice szyjne. Kaptal wrzeszcząc i bulgocząc złapał nieprawdziwą mniszkę, uśmiechnął się dziwnie i wyzionął ducha.

W półmroku dwa chalika bez jeźdźców walczyły zadając sobie nawzajem okropne rany wielkimi pazurami. Ryszard schował sztylecik do pochwy, chwycił brązowy miecz zmarłego oficera i cofnął się z przekleństwem na ustach. Z kłębowiska amficjonów i zbrojnych ludzi dobiegały zmieszane krzyki i długie wrzaski bólu. Dwaj żołnierze straży tylnej nadjechali galopem na pomoc kolegom. Jeden zaszarżował z pochyloną lancą, przebił małego psodźwiedzia, który zaatakował z boku, i podniósł go w powietrze. Ale wtedy rzuciła się na nich druga niezdarna postać; gryzła w pięty ich oszalałe i skrzeczące chalika.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)