Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
Jeden z żołnierzy z końca karawany przegalopował koło nich, by naradzić się z kaptalem Waldemarem, po czym wrócił na swoje miejsce. Chalika zwolniły aż do stępa i wreszcie się zatrzymały. Epone i Waldemar zjechali z traktu i wspięli się na szczyt małego wzniesienia, skąd rozciągał się widok na jezioro. Felicja cicho biła pięścią w otwartą dłoń i szeptała:
— Gówno, gówno, gówno.
— Tam jest coś na wodzie — zauważyła Amerie.
— Nad zatoką unosiła się lekka mgiełka. Kiedy patrzyli przez chwilę w tamtą stronę, zauważyli, że w pewnym miejscu mgła gęstnieje i rozjaśnia się, aż rozpadła się na cztery oddzielne, słabo świecące części, bezkształtne i niewyraźne. Te błędne ogniki rosły i rozpalały się kolorowo: jeden niebieskawo, drugi bladozłoto, dwa ciemnoczerwone Potoczyły się krętym szlakiem, przy czym podskakiwały nad wodą, aż do miejsca blisko brzegu, na którym stała karawana.
— Les lutins — powiedziała tancerka ochrypłym ze strachu głosem.
Pośrodku każdej z czterech części ukazało się teraz okrągławe ciało ze zwisającymi, kurczliwymi wypustkami, zawieszone w świetle. Ciała te były przynajmniej dwukrotnie większe niż człowiek.
— Ależ one wyglądają jak olbrzymie pająki — szepnęła Amerie.
— Les lutins araignees — powtórzyła tancerka. — Moja stara Grandmere opowiadała mi stare opowieści. To są przemieńce.
— To jest złudzenie — zdecydowała Felicja. — Popatrzcie na Epone.
Kobieta Tanu stanęła w strzemionach wysoko nad grzbietem nieruchomego białego chalika. Kaptur płaszcza odrzuciła na plecy; jej włosy rozbłysły odbiciem wielobarwnych świateł promieniujących od stworów nad jeziorem. Położyła obie dłonie na szyi i krzyknęła jedno słowo w języku Obcych.
Płomienne pająki skierowały na nią swe tułowia. Wystrzeliły w jej stronę nitki szkarłatnego światła, które przeleciały nad głowami więźniów. Ludzie krzyknęli ze zdumienia; nie zdawali sobie jednak sprawy z niebezpieczeństwa. To, co się działo, było tak dziwaczne, że wydawało się pokazem gry świateł.
Świetliste sploty nie dosięgły ziemi. Migocząc nad ludzkimi głowami zaczęły się już rozpadać na tysiące błyszczących drobin jak gasnące sztuczne ognie. Powierzchnie otaczających pająki aureol także zaczęły się rozpadać w podobnym skrzeniu i otulać zjawy chmurami wirujących iskier. Płonące pająki zmieniły się w ośmiornice o wijących się mackach, następnie w monstrualne bezcielesne głowy ludzkie z wężowymi włosami Meduzy i gorejącym spojrzeniu, wreszcie w zwykłe kule, które skurczyły się, pobladły i zgasły.
Nad jeziorem świeciły tylko gwiazdy i ogniska sygnałowe.
Epone i kaptal pokłusowali w stronę traktu i zajęli swe miejsca na czele kolumny. Chalika parsknęły, zakołysały się i ruszyły zwykłym truchtem. Jeden z żołnierzy powiedział coś do więźnia w przodzie kolumny, co powtarzano przez całą jej długość.
— Firvulagowie. To byli Firvulagowie.
— To było złudzenie — upierała się Felicja. — Ale na pewniaka coś je wywołało. Coś, co nie lubi Tanów bardziej niż my. Interesujące.
— Czy to znaczy, że musisz zmienić plan? — zapytała Amerie.
— Ni cholery. To może nawet pomóc. Jeśli strażnicy mają się na baczności przed wampirkami, upiorkami i długonogimi bestyjkami, będą mniej zwracać uwagę na nas.
Kawalkada przeszła wzdłuż zatoki aż do miejsca, gdzie paliły się dwa ogniska i tam więźniowie wjechali do kolejnego fortu na nocny postój. Felicja szybko zsiadła z wierzchowca i podeszła do trójki swych przyjaciół, by im pomóc, a także i kilku innym podróżnym. Później, gdy nadszedł czas wsiadania, znów była na miejscu i pomagała zmęczonym jeźdźcom wkładać nogi w strzemiona na chwilę przed tym, nim zbliżyli się żołnierze, by zamknąć brązowe kajdany nożne z łańcuchami obszytymi skórą.
— Siostra Amerie źle się czuje — powiedziała mała hokeistka do żołnierza, który przykuwał ją do zwierzęcia. — Dostała nudności na widok tych dziwnych stworów nad jeziorem.
— Nie przejmuj się Firvulagami, Siostro — rzekł strażnik do skulonej, zawoalowanej postaci. — Nie ma sposobu, by cię dostały, dopóki przebywa z nami Jej Wysokość. Jest presorką najwyższej klasy. Jedź spokojnie.
— Bóg ci zapłać — szepnęła w odpowiedzi.
Gdy żołnierz się oddalił, by zająć się Basilem i tancerką, Felicja powiedziała:
— Po prostu staraj się zasnąć, Siostro. To najlepsze na nerwy. — A po cichu dodała: — I zamknij swój mineciarski ozór na kłódkę, jak ci kazałam!
Biedna chora zakonnica zaproponowała Felicji anatomicznie niewykonalną wycieczkę.
Jechali przed siebie wzdłuż wybrzeża, ciągle kierując się na północ. Po godzinie Klaudiusz powiedział:
— Jestem wolny. A ty, Amerie?
Jeździec obok niego był dziwacznie ubrany: w płaszcz kapitana żeglugi kosmicznej i czarny kapelusz z szerokimi kresami i czarnymi piórami.
— Mam zerwane łańcuchy. Cóż za niezwykłe dziecko z tej Felicji! Teraz rozumiem, dlaczego inni ringhokeiści ją wygnali. Ta wielka siła w ciele takiej laleczki zakrawa na potworność.
Jej siłę fizyczną mogli jeszcze wytrzymać — zamknął temat Klaudiusz.
Wkrótce po tym Amerie zapytała:
— Ile osób uwolniła?
— Dwóch jadących za nią Japończyków, Basila, tego w tyrolskim kapeluszu, i tego nieszczęsnego średniowiecznego rycerza Dougala, tuż przed Basilem. Dougal nie wie, że jego łańcuchy zostały na tyle nadłamane, iż może je zerwać. Felicja sądzi, że Rycerz nie jest dość zrównoważony, by go wtajemniczać w plan. Ale gdy się zacznie, powiemy mu, żeby się uwolnił i nam dopomógł. Bóg świadkiem, że jest na to dość duży i mocny, a być może tak nienawidzi Epone, że otrząśnie się z lęku, gdy zobaczy, jak walczą inni.
— Mam nadzieję, że Ryszard dobrze się sprawi.
— O to się nie martw. Sądzę, że zrobi, co do niego należy, choćby tylko po to, aby pokazać Felicji, że z niego też chłop z jajami.
Zakonnica zaśmiała się.
— Ale z nas menażeria! Sami przegrani i banici. Mamy to, na cośmy zasłużyli. Uciekliśmy przecież od odpowiedzialności. Spójrz na mnie. Mnóstwo ludzi potrzebowało mojej opieki. Ale ja zaczęłam dumać i bredzić na temat mojej drogocennej duchowości, zamiast zajmować się tym, co do mnie należało… Wiesz, Klaudiuszu, większa część zeszłej nocy była dla mnie piekielna. Jazda wierzchem przyprawia mnie o najgorsze cierpienia. A gdy mnie tak bolało, zrozumiałam, że próbowałam tylko skupić się na sobie. I myślę, że wreszcie pojęłam też, dlaczego się w to wrobiłam. Nie tylko w pójście na Wygnanie… Zrozumiałam wszystko.
Starszy pan nie odpowiedział.
— Myślę, Klaudiuszu, że ty też to zrozumiałeś. Od pewnego czasu.
— Nooo, tak — przyznał się. — Kiedy rozmawialiśmy o twoim dzieciństwie, wtedy w górach. Ale sama musiałaś do tego dojść.
— Pierworodna córeczka w roli Małej Mateczki w serdecznej rodzinie włoskiego pochodzenia — zaczęła cicho Amerie. — Ciężko pracujący w wolnych zawodach rodzice polegający na niej, że pomoże wychować ładnych małych braciszków. Ona zaś uwielbiała tę rolę i bez oporu brała na siebie odpowiedzialność. Wreszcie rodzina przygotowuje się do emigracji na nową planetę. Co za emocje! Ale córeczka spieprzyła wszystko, bo sforsowała jakieś mięśnie, upadła i złamała nogę.
… „Ależ, kochanie, to tylko tydzień w basenie regeneracyjnym i dołączysz do nas następnym statkiem. Pośpiesz się z wyzdrowieniem, Annamaria. Na Multnomahu, dziewczyno, będziemy potrzebować twojej pomocy bardziej niż kiedykolwiek!” Więc spieszyłaś się. Ale gdy wyzdrowiałaś, oni już nie żyli. Zginęli podczas awarii układu translacji ich statku kosmicznego. Cóż więc mogłaś zrobić innego, niż pokutować? Przez całe lata okazywać im, że żałujesz, iż nie zginęłaś razem z nimi. Poświęcić się niesieniu ulgi innym umierającym, skoro nie mogłaś tego zrobić dla nich…