Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 113
Перейти на страницу:

— Doskonale, Shannon — pochwalił ją Caslet i uśmiechnął się szeroko, klepiąc ją po ramieniu.

Rzeczywiście była to spekulacja, ale logiczna i oparta na solidnych podstawach. Gdyby mogli zbliżyć się nieco, miałby pewność. Gdyby…

— Coś jeszcze, Shannon?

— Niestety nie, skipper. Z tej odległości nie wycisnę ze sprzętu nic więcej, bo inne źródła napędu powodują zbyt wiele interferencji. Mogę tylko sądzić, że z drugiej strony formacji jest też pięć okrętów liniowych, ale nic więcej o nich panu nie powiem. A jeśli utrzymają kurs, nie będziemy w stanie uzyskać lepszych odczytów, nim wyjdą z zasięgu sensorów.

— Nic nie szkodzi, Shannon, i tak doskonale się spisałaś.

— Jest jakaś szansa, by ktoś obejrzał sobie drugą stronę ich szyku, skipper? — spytała z nadzieją.

— Obawiam się że nie. — Caslet westchnął. — De Conde jest zbyt daleko i nie ma na pokładzie tak dobrej czarownicy taktycznej jak my.

Ostatnie zdanie powiedział z uśmiechem i ponownie poklepał ją po ramieniu. A potem podszedł do Jourdaina, nadal zajętego systemem podtrzymywania życia.

— I co, towarzyszu komandorze?

— Tak jak mówiłem, towarzyszu komisarzu: jesteśmy zbyt daleko, by uzyskać jednoznaczne odczyty. Przy tym założeniu jednak sądzę, że operacja jak dotąd przebiega zgodnie z planem. Podejdźmy może do stanowiska astrogacyjnego… o, właśnie. Jak widać, ugrupowanie przeciwnika wyszło z nadprzestrzeni w rejonie wskazującym na najkrótszą trasę przejścia z systemu Yeltsin. Co więcej, towarzyszka porucznik Foraker potwierdziła bez wątpliwości emisje naszych radarów z dwóch ich okrętów liniowych, co wskazuje, że są to pryzy przekazane przez RMN Marynarce Graysona. Możemy także założyć na podstawie innych danych, że trzy kolejne okręty są mniejsze od superdreadnaughtów Królewskiej Marynarki, co sugeruje, że też są pryzami z tego samego źródła. Co prawda jest to wniosek wynikający z dedukcji, nie z dowodów, ale nie ma sposobu, by go potwierdzić, nie zbliżając się do przeciwnika, a tego zabraniają nam rozkazy.

Jourdain skinął głową, Caslet zaś westchnął i przeszedł do najtrudniejszego.

— Natomiast martwi mnie coś innego, towarzyszu komisarzu: wygląda na to, że jest ich za dużo.

— Jak to: za dużo?

— Naliczyliśmy trzynaście okrętów liniowych.

— Aha. — Jourdain podrapał się w ciemię i widać było, że myśli intensywnie.

Nie był idiotą o wyłącznie politycznym zacięciu i zwracał równie baczną uwagę na odprawy przed rozpoczęciem zadania, co na rewolucyjnego ducha załogi i na to, by Vaubon nie zawiódł zaufania Komitetu.

— Właśnie. — Caslet przerwał w końcu milczenie, widząc że towarzysz komisarz sam do niczego nie dojdzie. — Jeżeli to są superdreadnoughty Marynarki Graysona, to po drodze ktoś się do nich dosiadł. A raczej dwa ktosie.

— Można to wytłumaczyć rozmaicie — sprzeciwił się Jourdain. — Królewska Marynarka najprawdopodobniej sięgnęła do wszelkich możliwych źródeł, by zareagować na nasz atak. To mogą być dwa dreadnaughty odwołane z eskorty jakiegoś konwoju.

— Przynajmniej jeden to superdreadnaught, towarzyszu komisarzu.

— Nadal mogły zostać odwołane z jakiejś eskorty.

— Mogły, choć to mało prawdopodobne, bo superdreadnaughtów z zasady się do tego nie używa. Z drugiej strony równie mało prawdopodobnym jest, by Royal Manticoran Navy operowała pojedynczymi dywizjonami i jeden taki akurat znalazł się w pobliżu.

— Racja. — Tym razem Jourdain westchnął i dodał: — cóż, skąd by się nie wzięły, przybyły z kierunku Yeltsina. Poza tym wywiad dawał ledwie sześćdziesiąt procent szans na to, by stocznie Królestwa zdołały tak szybko wyremontować wszystkie jedenaście pryzów. Stoczniowcy graysońscy są powolniejsi, więc najprawdopodobniej mamy do czynienia z dwoma dywizjonami superdreadnaughtów RMN, a samodzielne działanie połowy eskadry jest już znacznie prawdopodobniejsze, zgadza się?

Caslet przytaknął z namysłem. Tej możliwości nie wziął pod uwagę, a miała ona sens.

— W każdym razie przynajmniej pięć z nich to okręty graysońskie — ciągnął Jourdain. — A więc najprawdopodobniej są to wszystkie zdolne do lotów pozasystemowych okręty liniowe Marynarki Graysona.

Ostatnie zdanie zabrzmiało tak, jakby towarzysz komisarz próbował sam siebie przekonać, że ma rację. Caslet nie odezwał się i znów zapadła cisza, którą ponownie przerwał Jourdain:

— W porządku, skoro z tej odległości niczego więcej się nie dowiemy, poczekamy, aż przeciwnik wyjdzie z zasięgu sensorów, i udamy się na miejsce spotkania.

ROZDZIAŁ XIX

Gwardzista Yard stojący na warcie przed drzwiami kabiny Honor wyprężył się w postawie zasadniczej, widząc ją w korytarzu. Honor z kolei zastanawiała się, jak dalece głupio z jego perspektywy wyglądała zbliżająca się procesja. Prowadził LaFollet, potem szła ona, za nią maszerowali Abraham Jackson, nadal w sutannie i komży, oraz Jared Sutton, a całość zamykał Jamie Candless niczym uczciwy eskortowiec floty. Wszystko to było dla niej nienormalne i skomplikowane, choć było niczym w porównaniu z pierwszą kolacją u Mayhewów. Jako nieprzyzwyczajona do tego, by ktoś ciągle gapił się jej w talerz, przez cały posiłek musiała powstrzymywać odruch spoglądania za siebie na milczących ochroniarzy Protektora. Była wówczas naprawdę wdzięczna losowi, że nie musi przez całą dobę mieć osobistej ochrony. Jak się okazało, los był bardziej złośliwy niż dotąd go podejrzewała.

LaFollet i Candless zostali na korytarzu, pozostała dwójka weszła w ślad za nią do kabiny. Drzwi do jadalni były otwarte, a MacGuiness właśnie zakończył nakrywanie do stołu.

— Jesteś gotów, Mac? — spytała, podchodząc.

— Naturalnie, milady — zapewnił steward, odsuwając wysoki stołek Nimitza.

Treecat przeskoczył nań z jej ramienia. Honor uśmiechnęła się i oceniła:

— Sądzę, że komandor Jackson będzie chciał wpierw przebrać się w coś… wygodniejszego.

Kapelan roześmiał się i zdjął komżę. MacGuiness odebrał ją od niego i starannie przerzucił przez ramię, posyłając Honor pełne wyrzutu spojrzenie.

— Dalej nie będę się rozbierał, Mac — uspokoił go Jackson, wygładzając sutannę. — Jest mi całkiem wygodnie, milady. W końcu ten uniform nosiłem przez ponad pięć lat standardowych, nim pierwszy raz włożyłem mundur marynarki.

— W takim razie siadajmy, panowie — zaprosiła, dając przykład.

Nimitz znajdował się po jej prawej, Sutton po lewej, a Jackson naprzeciwko, po drugiej stronie długiego stołu. MacGuiness nalał wina, specjalnie na tę okazję przeznaczonego, pochodzącego z Gryphona chablis z niewielkiego południowego kontynentu zwanego Wishbone. Dla Honor było ono nieco zbyt słodkie — wolała czerwone wino burgundzkie z Manticore, ale wśród mieszkańców Graysona popularniejsze stały się łagodniejsze i słodsze wina, a ponieważ dania były typowo graysońskie, poszła na ustępstwa.

Mac wycofał się, obecni skosztowali wina, a Honor przyglądała im się spod oka. Tradycją już stało się, że zapraszała Jacksona na obiad po mszy niedzielnej, a Sutton obecność miał niejako w obowiązkach służbowych jako część zawodowej edukacji. Z obowiązkami służbowymi radził już sobie nie najgorzej, natomiast towarzyskie pozostawiały jeszcze sporo do życzenia. Poza tym był członkiem jej oficjalnej „rodziny” i lubiła go, co także nie było bez wpływu na to, że chciała go częściej widywać.

Upiła łyk ze swego kielicha, spojrzała na Jacksona i przerwała milczenie:

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)