Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
— Uzgodnił pan to z Protektorem, sir? — spytał z niezwykłym szacunkiem Henries. — To połowa waszych okrętów liniowych, sir. I chciałbym zauważyć, że nie miał pan aż tyle czasu, by wyszkolić w pełni załogi.
— Mieliśmy go wystarczająco dużo, by lady Harrington niezgorzej dawała sobie radę, prawda? — uśmiechnął się Matthews. — Moja eskadra miała znacznie więcej czasu na zgranie i tylko dlatego wybrałem ją do tej operacji. Jeśli tak dobrze spisaliśmy się przeciwko Royal Manticoran Navy, to myślę, że poradzimy sobie z Ludową Marynarką.
— No tak, sir. Sądzę, że rzeczywiście może się wam, cholera, udać — przyznał Henries, zaczynając się uśmiechać. — ale to jest nadal poważne osłabienie obrony systemu.
— Wiem. Ale w rzeczy samej otrzymałem zgodę Protektora Benjamina.
— W takim razie, panie admirale, mogę jedynie podziękować panu w imieniu Królowej.
— Wy zrobiliście dla nas więcej — powiedział cicho Matthews, spoglądając mu w oczy, po czym przeniósł spojrzenie na Honor i dodał przepraszająco: — Chciałbym zabrać panią także, lady Harrington, ale ktoś musi pilnować tego bałaganu i…
Umilkł i wymownie wzruszył ramionami. Honor bez słowa skinęła głową — z jednej strony chciała z nimi lecieć, z drugiej wiedziała, że Matthews ma rację. Zmniejszał o połowę siły broniące systemu i to o tę lepszą połowę, bowiem jej ludzie nie byli równie dobrze wyszkoleni jak jego. Ktoś musiał zostać i „pilnować tego bałaganu”, jak to ujął, toteż logiczne było, że zadanie to przypadło jednostce, która nie osiągnęła jeszcze pełnej gotowości bojowej.
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej coś jeszcze — Matthews zostawiał co prawda mniej wyszkoloną jednostkę, za to posiadającą dowództwo o znacznie większym doświadczeniu. On sam będzie miał trzech weteranów, admirałów z RMN, więc będzie mógł liczyć na ich radę i ufać, że dobrze wykonają rozkazy. Natomiast do obrony rodzinnego systemu pozostawiał swego najbardziej doświadczonego admirała, czyli ją, wiedząc, że ma ona do pomocy równie doświadczonych: szefa sztabu i kapitana flagowego. Prawie wstrząsnął nią dreszcz, kiedy to sobie uświadomiła, lecz szybko wzięła się w garść — parę lat temu utrzymała ten system, mając tylko ciężki krążownik i niszczyciel, teraz, kiedy dysponowała eskadrą superdreadnaughtów, powinno to być łatwiejsze zadanie. Zwłaszcza że tym razem niejaki Alfredo Yu był dla odmiany po jej stronie.
Zdawała sobie sprawę, że w pewien sposób sama siebie oszukuje — każde zagrożenie, które mogło powstać, będzie nieporównanie większe niż to, jakie cztery lata temu stworzyła Masada, ale zmusiła się, by o tym nie myśleć. Jak na razie nie istniał nawet ślad takowego zagrożenia, więc nie było sensu martwić się bezpodstawnie. Zadowolony z takiego toku jej myśli Nimitz mruknął cicho z aprobatą, więc podrapała go pod brodą, nie spuszczając wzroku z admirała Matthewsa.
— Zostawię pani stosowne rozkazy, milady, ale wykonanie ich pozostawiam pani uznaniu. Pozostawię także pełną obsadę pikiety Endicott. Jeśli uzna to pani za konieczne, proszę korzystać ze znajdujących się tam jednostek, acz wolałbym nie pozbawiać Masady blokady orbitalnej. Honor przytaknęła bez słowa. Pikieta Endicott nie dysponowała niczym cięższym niż krążownik liniowy, a Masada, choć znajdowała się w mniej strategicznie istotnym systemie, pozbawiona była jakichkolwiek fortów orbitalnych. Co gorsza, gdyby Ludowa Marynarka zdawała sobie z tego sprawę, nawet najkrótszy rajd mógłby mieć katastrofalne konsekwencje. Gdyby bowiem przegonione zostały okręty pilnujące planety i zniszczona została baza, którą Królewska Marynarka umieściła na orbicie, wojska generała Marcela nie byłyby w stanie zapewnić spokoju na powierzchni. A przeciwnik nie musiałby nawet wysadzać desantu — wystarczyło odciąć planetę od jednostek blokujących i bezczynnie obserwować, jak fanatycy wyrzynają oddziały Marcela. Bo wyrżnęliby je bez cienia wątpliwości wraz z pomagającym im szczątkowym „rządem” złożonym z wyjątkowo umiarkowanych. Ponieśliby przy tym takie straty, że całość zasługiwałaby jedynie na miano masakry, ale to akurat nie miałoby dla nich żadnego znaczenia. A Gwiezdne Królestwo zostałoby zmuszone do wysłania ekspedycji karnej, która po długiej i krwawej wojnie odzyskałaby kontrolę nad planetą, dziesiątkując przy okazji jej mieszkańców.
A to z kolei mogło mieć niemiłe skutki w samym Królestwie, na przykład spowodować spadek poparcia dla rządu i dalszego prowadzenia wojny, nie licząc ciężkich strat w ludziach, których tak naprawdę nic nie obchodziłaby Masada, a którzy by na niej zginęli.
— Rozumiem, sir.
Matthews pokiwał głową i powiedział:
— Sądziłem, że pani zrozumie.
Przyjrzał się kolejno swoim obu admirałom, westchnął ciężko i wstał.
— Cóż… w takim razie… — Matthews uśmiechnął się do Honor i użył jednego z jej ulubionych powiedzeń: — bierzmy się do roboty!
ROZDZIAŁ XVIII
— Ahhhh! No to zaczynamy, towarzyszu komandorze. Mamy gości.
Komandor Caslet skrzywił się, podchodząc pospiesznie do stanowiska taktycznego. Nie było takiej możliwości, żeby towarzysz komisarz Jourdain nie usłyszał kolejnej gafy porucznik Shannon Foraker. Załoga lekkiego krążownika Ludowej Marynarki Vaubon w przeciwieństwie do załóg większości innych okrętów przetrwała rok czystek w zasadzie nienaruszona, co spowodowało, iż bagatelizowała zagrożenia istniejące w nowych warunkach. Caslet wielokrotnie przypominał swoim oficerom, że bezpieka jak najpoważniej traktowała zakaz zwracania się do dowódców per „sir” i „ma’am” i że mogły ich za to spotkać surowe kary, ale nie na wszystkich to działało. Najbardziej odporna na tłumaczenia była Shannon Foraker. Kiedy miała czas, by pomyśleć, nim się odezwie, pamiętała o „towarzyszu”, kiedy jednak była pochłonięta pracą czy jakimś problemem, odruchowo używała starych form. Porucznik Foraker należała do „technicznych entuzjastów”, jak to ładnie określono, albo „techno-wariatów”, jak mówiono potocznie. W swojej specjalizacji była genialna, ale kwestie poprawnych form językowych były dla niej zbędnymi detalami. Pochłonięta jakimś szczególnie fascynującym problemem nie zwracała na nie w ogóle uwagi. Na szczęście Jourdain był porządnym facetem (jak na komisarza, ma się rozumieć), a Caslet dokładnie i długo tłumaczył mu, dlaczego porucznik Foraker jest tak ważna nie tylko dla okrętu, ale i dla wszystkich. Jej talent do analizowania danych i wyciągania szczegółów z sensorów pokładowych graniczył wręcz z magią, a w dodatku należała do naprawdę nielicznego grona oficerów Ludowej Marynarki odpornych na zbiorowe przygnębienie wynikające z technicznej przewagi przeciwnika. Wiedziała oczywiście, że ma do dyspozycji sprzęt gorszy od używanego przez RMN, ale traktowała to jak wyzwanie, a nie powód do desperowania. Wychodziło na to, że towarzysz komisarz pojął w czym rzecz i był gotów ignorować braki w rewolucyjnym słownictwie towarzyszki porucznik Foraker. Caslet mógł mieć jedynie nadzieję, że stan ten potrwa dłużej, bo na zmiany w reakcjach Shannon nie było co liczyć.
Pochylił się nad jej ramieniem i spojrzał na ekran. Shannon już zakończyła komputerową obróbkę odczytu sensorów i na ekranie widać było największe możliwe powiększenie, które Casletowi i tak niewiele mówiło.
— Co to według ciebie jest, Shannon? — spytał.
— Cóż, skipper… trudno jednoznacznie powiedzieć… jakbyśmy byli bliżej… — Wystukała kolejną komendę na klawiaturze. — Pasywne sensory są do dupy na taką odległość, sir.
— Towarzyszu komandorze! — warknął Caslet.
Shannon, wzruszyła ramionami i przestała zajmować się nieistotną duperelą. Caslet posłał Jourdainowi przepraszające spojrzenie. Komisarz nie wyglądał na szczęśliwego, ale przeszedł w przeciwległy koniec mostka i zajął się studiowaniem informacji na ekranie stanowiska enviro, jak zaczęto nazywać system podtrzymywania życia. W ten sposób mógł spokojnie udawać, że nic nie słyszy, toteż Caslet z ulgą skupił się na oficerze taktycznym. Porucznik Foraker tymczasem mamrotała coś pod nosem, zmuszając komputer do operacji, które zaskoczyłyby jego projektanta. Caslet czekał cierpliwie, wiedząc z doświadczenia, że w takim stanie jest stracona dla wszechświata, bowiem jej niepodzielna uwaga skupia się na wspaniałych zabawkach, które Ludowa Marynarka dostarczyła dla jej wyłącznej rozrywki. Odczekał, aż jej palce znieruchomieją na kilka sekund, i odchrząknął głośno.