Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 112
Перейти на страницу:

– On musi tutaj zostać, jeśli ty chcesz płynąć – powtórzył przewoźnik.

Lady Salmakia szarpnęła wodze, jej ważka sfrunęła z ramienia Lyry i wylądowała na okrężnicy łodzi, gdzie dołączył do niej Tialys. Powiedzieli coś do przewoźnika. Lyra śledziła ich wzrokiem, jak skazaniec śledzi zamieszanie na końcu sali sądowej, które może oznaczać posłańca z ułaskawieniem.

Przewoźnik nachylił się, żeby posłuchać, a potem pokręcił głową.

– Nie – powiedział. – Jeśli ona popłynie, on zostanie.

– To niesprawiedliwe – odezwał się Will. – My nie musimy zostawiać części siebie. Dlaczego Lyra musi?

– Och, wy też musicie – odparł przewoźnik. – To jej pech, że ona widzi i słyszy cząstkę, którą musi zostawić. Wy zauważycie to dopiero na wodzie, a wtedy będzie za późno. Ale wszyscy musicie tutaj zostawić część siebie. Tacy jak on nie mają wstępu do krainy zmarłych.

Nie, pomyślała Lyra. Nie po to przetrwaliśmy koszmar w Bolvangarze; jakże się potem odnajdziemy?

I znowu spojrzała na ponury, niegościnny brzeg, brudny, cuchnący, przesiąknięty trucizną, i pomyślała o swoim kochanym Pantalaimonie czekającym tutaj samotnie, o towarzyszu jej serca patrzącym, jak ona znika we mgle, i wybuchnęła rozpaczliwym płaczem. Jej gwałtowne szlochy nie budziły echa, ponieważ mgła je tłumiła, ale wszędzie wzdłuż brzegu, w niezliczonych zatoczkach i płyciznach, w spróchniałych pniach drzew, okaleczone stworzenia, które tam mieszkały, usłyszały jej serdeczny płacz i przypadły niżej do ziemi, przestraszone.

– Gdyby on mógł popłynąć...! – zawołał Will, pragnąc ukoić jej rozpacz, ale przewoźnik pokręcił głową.

– On może wejść do łodzi, ale wtedy łódź nie odpłynie – oznajmił.

– Ale jak ona znowu go znajdzie?

– Nie wiem.

– Czy będziemy wracali tą samą drogą?

– Wracali?

– Zamierzamy wrócić. Popłyniemy do krainy zmarłych, a potem wrócimy.

– Nie tędy.

– Więc jakąś inną drogą, ale wrócimy!

– Przewoziłem już miliony, ale nikt nie wrócił.

– Więc będziemy pierwsi. Znajdziemy drogę powrotną. A skoro zamierzamy wrócić, zlituj się, przewoźniku, okaż współczucie, pozwól jej zabrać dajmona!

– Nie – odparł i potrząsnął głową. – Tego prawa nie możecie złamać. Tak jak tego... – Wychylił się z łodzi, zaczerpnął wody w dłoń, a potem przechylił rękę tak, że woda się wylała. – To jest takie samo prawo jak to, które każe wodzie spadać do jeziora. Nie mogę przechylić ręki i sprawić, żeby woda popłynęła w górę. Tak samo nie mogę zabrać jej dajmona do krainy zmarłych. Czy ona popłynie, czy nie, on musi zostać.

Lyra nic nie widziała; zanurzyła twarz w kocim futerku Pantalaimona. Will zobaczył, że Tialys zsiadł ze swojej ważki i gotuje się do skoku na przewoźnika, i częściowo popierał jego zamiar, lecz starzec również go zauważył i zwrócił ku niemu pomarszczoną twarz.

– Jak myślisz, od ilu wieków przewożę ludzi do krainy zmarłych? Myślisz, że nie spotkało mnie już wszystko, co mogło mnie zranić? Myślisz, że ludzie, których zabieram, chętnie ze mną płyną? Walczą i płaczą, próbują mnie przekupić, grożą i stawiają opór; nic nie pomaga. Nie zdołasz mnie zranić swoim żądłem. Lepiej pociesz to dziecko; nie zwracaj na mnie uwagi.

Will nie mógł na to patrzeć. Lyra popełniała najokrutniejszy uczynek w życiu, nienawidziła siebie, nienawidziła swojego czynu, cierpiała z Pantalaimonem, za niego i z jego powodu; próbowała postawić go na ścieżce, odczepiała jego kocie pazurki od swojego ubrania, szlochała i szlochała. Will zatkał sobie uszy; nie mógł znieść tych żałosnych dźwięków. Raz po raz Lyra odpychała dajmona, a on wciąż czepiał się jej z piskiem.

Mogła zawrócić.

Mogła powiedzieć: Nie, to zły pomysł, nie możemy tego zrobić.

Mogła pozostać wierna swojej głębokiej, serdecznej więzi z Pantalaimonem, mogła postawić ten związek na pierwszym miejscu, mogła wyrzucić z myśli całą resztę...

Ale nie potrafiła.

– Pan, jeszcze nikt nigdy tego nie robił – szepnęła, drżąc – ale Will mówi, że wrócimy, i przysięgam, Pan, kocham cię, przysięgam, że wrócimy... Wrócę do ciebie... Trzymaj się, kochany... Będziesz tu bezpieczny... Wrócimy i odnajdę cię, choćbym miała poświęcić na to każdą minutę mojego życia, nie spocznę, dopóki... och, Pan... kochany Pan... Ja muszę, muszę...

I odepchnęła go tak, że usiadł w błocie, zziębnięty, wystraszony i rozgoryczony.

Will nie potrafił odgadnąć, w jakie zwierzę zmienił się teraz Pantalaimon. Wydawał się taki mały – szczeniak, kociak, coś bezradnego i skrzywdzonego, żałosne stworzenie, wręcz wcielenie nieszczęścia. Ani na chwilę nie odrywał oczu od twarzy Lyry i Will widział, że dziewczynka zmusza się, żeby nie odwracać wzroku, nie unikać poczucia winy, i podziwiał jej uczciwość, jej odwagę, chociaż ich rozdzielenie nim wstrząsnęło. Przepływały pomiędzy nimi tak silne prądy uczuć, że powietrze zdawało się naładowane elektrycznością.

Pantalaimon nie zapytał: „dlaczego?”, ponieważ wiedział; nie zapytał, czy Lyra kocha Rogera bardziej niż jego, ponieważ znał prawdziwą odpowiedź. I wiedział, że gdyby przemówił, Lyra nie potrafiłaby mu się oprzeć; więc dajmon milczał, żeby nie przysparzać udręki człowiekowi, który go opuszczał, i teraz oboje udawali, że to nie boli, że to nie potrwa długo, zanim znowu się połączą, że wszystko będzie dobrze. Ale Will widział, że dziewczynka wydarła sobie serce z piersi.

Weszła do łodzi. Była tak lekka, że łódź prawie się nie zakołysała. Usiadła obok Willa, nie odrywając oczu od Pantalaimona, który stał drżący na brzegu; lecz kiedy przewoźnik puścił żelazne kółko i pociągnął wiosłami, żeby odepchnąć łódź, mały dajmon-piesek bezradnie podreptał na sam koniec pomostu, lekko stukając pazurkami o miękkie deski, stanął tam i patrzył, tylko patrzył, kiedy łódź odpływała i pomost niknął we mgle.

Wtedy Lyra krzyknęła tak przeraźliwie, że nawet w tym mglistym wytłumionym świecie odpowiedziało jej echo, chociaż oczywiście to nie było echo, to była jej druga część krzycząca w krainie żywych, kiedy Lyra odpływała do krainy zmarłych.

– Moje serce, Will... – jęknęła i przywarła do niego z mokrą twarzą wykrzywioną bólem.

Tak spełniła się przepowiednia, wygłoszona przez Rektora Kolegium Jordana do Bibliotekarza, że Lyra popełni wielką zdradę, przez którą będzie straszliwie cierpieć.

Lecz Will również poczuł narastający ucisk w piersi i przez zasłonę bólu zobaczył, że dwoje Gallivespian przywiera do siebie w takiej samej udręce.

Częściowo ból był fizyczny. Zupełnie jakby żelazna ręka chwyciła jego serce i wyciągała spomiędzy żeber, więc przycisnął dłonie do tego miejsca. Cierpiał znacznie bardziej niż wtedy, kiedy stracił palce. Lecz cierpienie było również duchowe; coś prywatnego i sekretnego zostało wywleczone na zewnątrz wbrew swojej woli i Will mało nie załamał się pod ciężarem bólu, wstydu, strachu i wyrzutów sumienia, ponieważ sam to spowodował.

I było jeszcze gorzej. Zupełnie jakby powiedział: „Nie, nie zabijaj mnie, ja się boję; lepiej zabij moją matkę, ona się nie liczy, nie kocham jej”, i jakby ona go usłyszała, ale udawała, że nie słyszy, żeby oszczędzić mu wstydu, i zaofiarowała się umrzeć zamiast niego, ponieważ go kochała. Czuł się koszmarnie. Nie znał gorszego uczucia.

Wiedział, że te wszystkie rzeczy wiązały się z posiadaniem dajmony i czymkolwiek była jego dajmona, ona również została z Pantalaimonem na tym ponurym brzegu. Ta myśl jednocześnie przyszła dzieciom do głowy, więc wymieniły spojrzenia pełne łez. I po raz drugi w życiu, lecz nie ostatni, każde z nich ujrzało własne uczucia wypisane na twarzy tego drugiego.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)