Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 236
Перейти на страницу:

— Odłóż miecz — polecił mu Perrin. — Nie będzie ci potrzebny. A mógłby nawet zaszkodzić. — Przez moment namawiał czule drżącego bułanka do ruchu, w końcu jednak wierzchowiec podążył za nieświeżym zapachem, ostrożnie wąchając ośnieżoną ziemię przed sobą. Perrin znał ten zapach, znał go nie tylko ze snu.

Szybko odnalazł to, czego szukał, a Stepper zarżał głośno, gdy jego pan skierował go na prawo, gdzie na ziemi leżał jakiś prostokątny, szeroki na dwa kroki przedmiot o wyglądzie płyty z szarego kamienia. Śnieg wszędzie wokół był gładki i niemal niezadeptany, jednak pochyłą, kamienną płytę znaczyły psie ślady, jak gdyby przebiegło po niej spore stado lub wataha. Choć dokoła panował jeszcze wypełniony ciemniejszymi cieniami półmrok, Perrin widział te ślady dokładnie. Odciski łap były większe niż jego dłoń, wyraźnie odbite w kamieniu niczym w miękkiej ziemi. Aybara znów poklepał Steppera po szyi. Nic dziwnego, że zwierzę się przestraszyło.

— Wróć do obozu, Aramie, i odszukaj Dannila. Powiedz mu, że kazałem powiadomić wszystkich o obecności w okolicy Psów Czarnego. Biegły tędy może z godzinę temu. I odłóż miecz. Wierz mi, nie chciałbyś spróbować zabić nim jednego z Psów Czarnego.

— Psy Czarnego? — krzyknął służący, bacznie przyglądając się mrocznym cieniom wśród drzew. Teraz w jego zapachu Perrin wyczuł niepokój i strach. Większość osób śmiała się z opowieści podróżnych lub historii dla dzieci, Druciarze jednak stale wędrowali po świecie i dobrze wiedzieli, jakie dziwy można spotkać na pustkowiu. Aram z wyraźną niechęcią schował miecz do umieszczonej na plecach pochwy, ale jego prawa ręka pozostała w górze, muskając rękojeść. — A jak zabić Psa Czarnego? Czy w ogóle można go zabić? — Chyba nie widział zbyt dużego sensu w tym wszystkim.

— Aramie, ciesz się po prostu, że nie musisz się tego dowiadywać. Teraz jedź i zrób, jak ci poleciłem. Niech wszyscy bacznie obserwują teren, na wypadek gdyby Psy wróciły. Moim zdaniem to minimalne ryzyko, najważniejsze wszak jest bezpieczeństwo. — Perrin pamiętał pewną konfrontację ze stadem. Zabił wówczas jedno zwierzę, a raczej sądził, że je zabił, gdyż trafił w nie kolejno trzema strzałami o rozszerzonych grotach. Pomiot Cienia nie umiera jednak łatwo. Wreszcie Moiraine wykończyła stado płomieniem stosu. — Dopilnuj, żeby o Psach Czarnego dowiedziały się przede wszystkim Aes Sedai i Mądre. I Asha’mani.

Niewielka była wprawdzie szansa, że któreś z nich potrafi skonstruować płomień stosu — zresztą i kobiety, i mężczyźni mogli nie mieć chęci przyznać się do umiejętności wykonania zakazanego splotu — może wszakże wiedzieli coś innego, co mogło w tej sytuacji pomóc.

Aram nie miał ochoty zostawiać Perrina samego, więc Aybara musiał na niego warknąć i dopiero wtedy mężczyzna zawrócił ku obozowi. Ciągnął się za nim zapach zranionej urazy sugerującej, że dwaj ludzie zawsze są odrobinę bezpieczniejsi niż jeden. Skoro tylko Aram zniknął Perrinowi z pola widzenia, Aybara skierował Steppera na południe, czyli w kierunku, w którym pobiegły Psy Czarnego. Nie chciał towarzystwa podczas poszukiwań, nawet towarzystwa byłego Druciarza. Choć niektóre osoby czasami zauważały wyjątkowo bystry wzrok Perrina, nie zamierzał się z nim obnosić czy nim popisywać. Ani wzrokiem, ani zdolnością wyczuwania i rozróżniania zapachów. A to już były wystarczające powody do unikania towarzystwa innych.

Bliskość Psów Czarnego mogła oznaczać zwyczajny przypadek, jednak po przeżyciach ostatnich kilku lat Aybarę niepokoiły podobne zbiegi okoliczności. Aż za często okazywały się czymś innym — wcale nie przypadkiem, lecz sytuacją starannie przez kogoś zaplanowaną. Perrin był wszak ta’veren, osobą, wokół której Koło Czasu oplatało wątki losów otaczających go ludzi, i fakt ten raczej mu w tej chwili przeszkadzał, niż pomagał. Mógłby się bez tego obejść. Bycie ta’veren wydawało się mieć więcej wad niż zalet, nawet jeśli zdarzenia z pozoru działały na jego korzyść. Przypadek, który w jednej minucie sprzyjał, w następnej mógł się obrócić przeciwko niemu. I zawsze istniała jeszcze inna możliwość. Jako ta’veren człowiek wyróżniał się we Wzorze i czasem niektórzy Przeklęci mogli z tego względu go znaleźć... Tak przynajmniej słyszał Aybara. Może Pomiot Cienia również potrafiłby go odszukać.

Trop, za którym jechał, pochodził mniej więcej sprzed godziny, jednak Perrin czuł pod jego wpływem napięcie w łopatkach i ciarki na czaszce. Niebo, tam gdzie prześwitywało między koronami drzew, wciąż miało barwę intensywnej ciemnej szarości, nawet dla bystrych oczu Aybary. Słońce nie zaczęło jeszcze swojej wspinaczki nad horyzont. Pora tuż przed świtem — gdy ciemność miała się właśnie przemienić w światło, lecz tego światła nadal nie było — należała do najgorszych momentów na spotkanie Dzikiego Gonu. Na szczęście nie było w pobliżu żadnego skrzyżowania ani żadnego cmentarzyska, a jedyne kamienne paleniska znajdowały się w Brytan, choć Perrin nie był pewien, jak duże bezpieczeństwo zapewniały tamtejsze rudery. Przypomniał sobie położenie najbliższego strumienia, z którego obóz czerpał wodę, wyciąwszy uprzednio przeręble w lodzie. Ruczaj miał zaledwie dziesięć czy dwanaście kroków szerokości, woda w nim sięgała jedynie do kolan, Perrin wszakże wiedział, iż nawet najwęższa struga powinna zatrzymać Psy Czarnego. Musiałby jednak stanąć wobec stada, co zapewne nie obyłoby się bez negatywnych skutków. Pociągnął teraz nosem, szukając tego starego zapachu. I choćby nutki jakiegoś świeższego. Najgorsze bowiem było niespodziewane spotkanie z Pomiotem Czarnego.

Stepper łapał zapach równie łatwo jak jego pan, a czasami nawet szybciej, ale w takich sytuacjach zdarzało się bułankowi znarowić i wówczas Perrin musiał go popędzać. Na śniegu wokół było mnóstwo rozmaitych znaków, śladów kopyt pozostawionych przez wyjeżdżające i powracające patrole konne, sporadycznych tropów królików i lisów, lecz odciski łap Psów Czarnego pozostały jedynie na wystającej ze śniegu kamiennej płycie. Zapach spalonej siarki był tam najsilniejszy, jednakże niewielka jego ilość unosiła się również w pobliżu, zapewne aż do następnego miejsca, gdzie można było dostrzec ich ślady, czyli do kolejnej skalnej powierzchni. Ogromne łapy zachodziły zazwyczaj na siebie, toteż nie sposób było ocenić wielkości stada, ale bez względu na to, czy skała miała szerokość jednego, czy też sześciu kroków, ślady Psów Czarnego, które po niej przebiegły, pozostawały widoczne, jakby wyrzeźbione. W okolicach Illian Perrin widział stado składające się z ponad dziesięciu psów. Dobrze ponad dziesięciu. Czy dlatego na tym terenie nie mieszkały już wilki? Perrin był przekonany, że myśl o nieuchronnej śmierci z jego snu była jak najbardziej rzeczywista, a on wszak był w tym śnie właśnie wilkiem.

Ponieważ trop zaczął skręcać na zachód, w Aybarze zrodziły się podejrzenia, które w miarę upływu czasu umacniały się, aż przekształciły się w pewność. Psy Czarnego całkowicie okrążyły obozowisko, przebiegły miejsce na północ od niego, docierając do punktu, w którym kilka olbrzymich drzew leżało na wpół przewróconych lub wspartych na sąsiednich; wysokie, odcięte pniaki spoczywały na rozszczepionych karczach. Psie ślady pokrywały kamienną odkrywkę — gładką i płaską niczym wypolerowana marmurowa podłoga z wyjątkiem jednego cienkiego jak włos wyżłobienia przecinającego ją pionowo. Nic nie pilnowało wejścia do bram Asha’manów, więc dwie zostały otwarte. W pniu grubej sosny, który upadłszy, zablokował jedno z wejść, widniała wypalona część szeroka na cztery kroki, a zwęglone końce wydawały się odcięte równo niczym w tartaku. Najwyraźniej ów dowód działania Jedynej Mocy nie zainteresował Psów Czarnego. Stado nie zatrzymało się tu na dłużej niż gdzie indziej, z tego, co Perrin widział, nawet nie zwolniło. Psy Czarnego potrafiły galopować szybciej niż konie i mogły biec dłużej, a ich zapach nigdzie chyba nie był szczególnie silny. W dwóch miejscach na obwodzie wokół obozu Perrin dostrzegł rozwidlenie w śladach, jednak raz stado skręcało na północ, raz na południe. Obiegły obozowisko i popędziły dalej, ścigając coś lub kogoś.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)