Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 128
Перейти на страницу:

Żołnierz zwęził oczy.

— Zadzwoń — upierałem się. — Poślij po doktora Wallisa. Lub profesora Gödela. Poręczą za mnie, jestem tego pewien! Przynajmniej sprawdź, proszę.

W końcu — z wycelowaną w nas bronią — żołnierz cofnął się w drzwiach i zdjął lekką słuchawkę telefoniczną ze ściany.

Przeprowadzenie rozmowy zabrało mu kilka minut. Czekałem z narastającą udręką. Nie mogłem znieść myśli, że moja ucieczka w czas nie dojdzie do skutku z takiego błahego powodu — po pokonaniu tylu dotychczasowych przeszkód! W końcu powiedział niechętnie:

— Macie iść do biura doktora Wallisa.

Po tym oświadczeniu dzielny żołnierz odsunął się na bok i weszliśmy, pozostawiając za sobą chaos panujący na ulicy i wkraczając do dość spokojnego wnętrza Imperiał College.

— Zgłosimy się u pana Wallisa — powiedziałem mu. — Proszę się nie martwić. Dziękuję!

Wkroczyliśmy w labirynt krytych tuneli, które już wcześniej opisałem.

Moses odetchnął z ulgą.

— Takie to już nasze szczęście — powiedział — że trafiliśmy na jedynego żołnierza w całym przeklętym Londynie, który nie zszedł z posterunku! Beznadziejny głupiec...

— Jak może się pan tak pogardliwie o nim wyrażać? — warknąłem. — To zwykły człowiek, który jak najlepiej stara się wykonywać swoje obowiązki w trakcie tego całego... szaleństwa, do którego nie przyłożył ręki! Czegóż jeszcze pan chce od człowieka?

— A co z wyobraźnią? Ze sprytem, inteligencją, inicjatywą...

Zatrzymaliśmy się, stając twarzą w twarz.

— Panowie — odezwał się Nebogipfel. — Czy to odpowiednia pora na takie spory?

Spojrzeliśmy obaj na Morloka, a potem na siebie. Dostrzegłem w twarzy Mosesa strach połączony z bezbronnością, którą ukrył pod maską gniewu. W jego oczach malował się wyraz przerażenia. Skinąłem do niego głową, próbując go uspokoić.

Po chwili odsunęliśmy się od siebie.

— Oczywiście, ty się nigdy nie spierasz, prawda, Nebogipfelu? — zapytałem, próbując rozładować napięcie.

— Tak — odparł lekkim tonem Morlok. — Po prostu to nie leży w mojej naturze.

Ruszyliśmy pospiesznie w dalszą drogę. Dotarliśmy do głównego biurowca i zaczęliśmy szukać pokoju Wallisa. Szliśmy korytarzami wyłożonymi dywanem, mijając rzędy drzwi z mosiężnymi tabliczkami. Światła nadal się paliły — przypuszczałem, że College ma własne, zabezpieczone źródło energii elektrycznej — a dywan tłumił odgłos naszych kroków. Nie zauważyliśmy nikogo w pobliżu. Drzwi do niektórych biur były otwarte i widać było oznaki pospiesznej ucieczki, takie jak rozlana herbata, papieros dopalający się w popielniczce, papiery porozrzucane po całej podłodze.

Trudno było uwierzyć, że w odległości zaledwie kilkudziesięciu jardów od tego miejsca dokonywano rzezi!

Doszliśmy do otwartych drzwi, z których wydobywało się migotliwe, niebieskawe światło. Kiedy stanęliśmy w wejściu, jedyna osoba zajmująca to pomieszczenie — Wallis — siedziała na rogu biurka.

— Ach... to pan. Nie spodziewałem się pana ponownie zobaczyć.

Na jego nosie tkwiły okulary w drucianej oprawce i był ubrany w tweedową marynarkę, pod którą zwisał wełniany krawat. Miał przyczepiony jeden epolet, a jego maska przeciwgazowa leżała obok niego na biurku. Najwyraźniej przygotowywał się do ewakuacji z budynku wraz z resztą pracowników, ale postanowił pozostać chwilę dłużej.

— To tragiczna sprawa — powiedział. — Tragiczna!

Spojrzał na nas uważniej.

— Dobry Boże, jesteście w okropnym stanie!

Weszliśmy do pokoju i zobaczyłem, że migotanie pochodzi z ekranu małego pudełka ze szklaną taflą na przodzie. Na ekranie widać było dość ziarnisty obraz odcinka rzeki, przypuszczalnie Tamizy.

Moses pochylił się do przodu, opierając ręce na kolanach, żeby lepiej zobaczyć mały aparat.

— Ostrość jest dość kiepska — stwierdził — ale to zupełna nowość.

Pomimo pośpiechu mnie również zaintrygowało to urządzenie. Najwidoczniej była to zdolna do przekazywania obrazów, udoskonalona wersja fonografu, o której wspominał Filby.

Wallis nacisnął przełącznik na biurku i obraz się zmienił. Widać było tę samą rzekę, która wiła się pośród rozmaitych budowli, ale w trochę jaśniejszym świetle.

— Proszę spojrzeć — powiedział. — Oglądam ten film w kółko od chwili, kiedy to się stało. Naprawdę nie mogę uwierzyć własnym oczom... No cóż, jeśli my potrafimy wyobrazić sobie takie rzeczy, to przypuszczam, że oni też!

— Kto? — zapytał Moses.

— Oczywiście Niemcy. Przeklęci Niemcy! Spójrzcie. To widok z kamery umieszczonej na szczycie kopuły. Mamy widok na wschód, poza Stepney. Widać krzywiznę rzeki. A teraz popatrzcie tutaj. Oto nadlatuje...

Zobaczyliśmy latającą maszynę, czarny pojazd w kształcie krzyża, który sunął nisko nad lśniącą rzeką. Zbliżał się od wschodu.

— Rozumiecie, niełatwo jest zbombardować kopułę — wyjaśnił Wallis. — Rzecz jasna o to właśnie chodzi. Cała konstrukcja to solidna robota murarska, trzyma się w kupie zarówno dzięki grawitacji, jak i stali. Wszelkie małe wyrwy same się zasklepiają...

Teraz latająca maszyna upuściła mały przedmiot w kierunku wody. Obraz był niewyraźny, ale przedmiot przypominał kształtem walec i błyszczał w świetle słonecznym, jakby wirował podczas spadania.

— W zasadzie odłamki po wybuchu w powietrzu po prostu odbijają się od betonu — ciągnął Wallis. — Nawet bomba upuszczona bezpośrednio na powierzchnię kopuły nie może w normalnych przypadkach wyrządzić jej szkody, ponieważ zbyt duża część siły wybuchu rozchodzi się w powietrzu. Widzicie? Ale istnieje jeden sposób. Wiedziałem! Mina rotacyjna, czyli torpeda powierzchniowa... Sam złożyłem taki projekt, ale nie przeszedł, a ja nie miałem siły przebicia, tak jak w przypadku Wojny z Wykorzystaniem Skoków w Czasie... Jak widzicie, w miejscu zetknięcia się kopuły z rzeką pancerz sięga pod powierzchnię wody. Ma to na celu zapobiec atakowi okrętów podwodnych i tak dalej. Z punktu widzenia konstrukcji całość przypomina tamę. Jeśli uda się umieścić bombę w pobliżu części kopuły, która znajduje się pod wodą... — Wallis rozłożył duże ręce uczonego, by to pokazać — ...wówczas woda okaże się pomocą, gdyż skumuluje siłę wybuchu i skieruje jaw kopułę.

Na ekranie przedmiot — niemiecka bomba — uderzył w wodę i odbił się od niej, wzbijając mgłę srebrzystych kropli, a następnie pomknął dalej w kierunku kopuły, podskakując na powierzchni wody. Latająca maszyna przechyliła się w prawo i odleciała z wdziękiem, pozostawiając za sobą minę rotacyjną, która w podskokach posuwała się w kierunku kopuły.

— Ale jak dokładnie nakierować bombę do takiego niedostępnego miejsca? — zastanawiał się Wallis. — Nie można jej ot tak, po prostu upuścić. Nie trafi do celu... Przy spuszczeniu miny nawet z niewielkiej wysokości, powiedzmy piętnastu tysięcy stóp, krzyżujące się wiatry o prędkości zaledwie dziesięciu mil na godzinę spowodują niedokładność rzędu dwustu jardów.

— Potem jednak przyszło mi do głowy rozwiązanie — kontynuował po chwili. — Wystarczy nadać bombie odwrotny pęd wirowy i będzie się ona mogła odbijać od wody. Niewielką liczbą eksperymentów można ustalić prawa rządzące rykoszetem i zapewnić dokładność trafienia... Czy mówiłem warn o moich eksperymentach związanych z tym zjawiskiem, które przeprowadziłem w domu przy użyciu szklanych kulek mojej córki? Mina zbliża się w podskokach do podstawy kopuły, a potem ześlizguje się po jej powierzchni pod wodę, aż dociera na wymaganą głębokość... I oto znajduje się w doskonałym położeniu!

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)