Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 91
Перейти на страницу:

W końcu, po czterech dniach zabiegów i pielęgnacji, rany prawie całkiem się zabliźniły. Dlatego Dubhe postanowiła przejść się po wiosce. Po całym tym czasie, kiedy była zamknięta w pokoju, miała ochotę na świeże powietrze i pragnęła rozjaśnić swój umysł.

Znaleźli dla niej kij. Jak na jej wzrost był zdecydowanie za krótki, ale wystarczał, aby mogła się poruszać, nie prosząc nikogo o pomoc. To Lonerin się o niego postarał. Nauczył się porozumiewać w języku elfickim, wprawdzie nieco akademickim i na poziomie elementarnym, dlatego nietrudno mu było wytłumaczyć jednemu z ludzi Huve, czego potrzebują. Podał go Dubhe z wahaniem.

— Jesteś pewna, że dasz radę?

Uśmiechnęła się.

— Po całym tym czasie spędzonym w łóżku może mi to zrobić tylko dobrze.

Lonerin pomógł jej wstać, podtrzymując ją za ramiona, a kiedy tylko był pewien, że sama stoi na nogach, pocałował ją znienacka w usta.

— Bądź ostrożna — wyszeptał jej do ucha.

Uśmiechnęła się zakłopotana.

Wyszła za drzwi na drżących nogach. Mimo tego przymusowego odpoczynku była jeszcze bardzo słaba.

Światło dnia oślepiło ją, a powiew lekkiego porannego wietrzyka sprawił, że zadrżała. Kiedy była w stanie otworzyć oczy, ze zdumienia stanęła jak wryta. Przed jej stopami rozciągał się zawieszony mostek zbudowany z drewna i lin, prowadzący do szeregu chatek przycupniętych wzdłuż skalnej grani. Wydawały się gniazdami jaskółek i były rozmieszczone na różnych wysokościach. Każdy domek był połączony z innymi za pomocą wiszących mostów, takich samych jak ten, który wychodził od drzwi jej chatki, a różne piętra wioski łączyły drewniane drabinki, zawsze zawieszone nad próżnią. Zmyślni Huve pomyśleli też o takich, którzy tak jak ona nie mogli się sprawnie poruszać: małe kabiny pozwalały przemieszczać się z jednego poziomu na drugi dzięki uczynnym pracownikom, którzy podnosili je i opuszczali w miarę potrzeby.

— Miłego spaceru — uśmiechnął się do niej Lonerin, przechodząc obok, by wejść na most.

Dubhe spokojnie przemierzyła całą wioskę i zorientowała się, że nie jest ona zbyt wielka. W sumie jakieś dwadzieścia chatek skonstruowanych z ciemnego drewna odcinającego się na jasnej skale, z dachami wykonanymi ze splecionych suchych liści.

Pracowitość tego ludu była niesamowita. Wszystko mieli tam doskonale przemyślane. Kanały doprowadzały wodę do wielkich, zawieszonych cystern, a system ruchomych mostów pozwalał w razie ataku odseparować jedną chatkę od drugiej. Wszystko zbudowano z wykorzystaniem materiałów puszczy, a pomysłowość i dokładność tych konstrukcji były takie, że nie sposób się było nimi nie zachwycać. Między innymi dlatego, że ze skrajną mechaniczną funkcjonalnością szła w parze wyszukana estetyka: wszędzie bowiem pojawiały się wycinane w drewnie ornamenty, dowodzące wielkiego kunsztu tutejszych artystów. Wiele z tych dekoracji przedstawiało lądowe smoki, którym prawdopodobnie oddawano niemal boską cześć. Dubhe zauważyła, że Huve używali jako wierzchowców zdecydowanie mniejszej i łagodnej odmiany tych stworzeń. Nierzadko można było zobaczyć grupki myśliwych poruszających się w kierunku wąwozu, jakąś setkę łokci poniżej, dosiadających tych dziwnych rumaków.

Najpierw pomyślała, że muszą żyć głównie z polowania, ale wytężając wzrok, zorientowała się, że trudnili się również rolnictwem. W głębi wąwozu znajdował się niewielki ogrodzony obszar nawadniany siatką kanałów, gdzie kobiety uprawiały różne warzywa. Rozpoznała jednak tylko kilka gatunków: w większości były to rośliny, których nie znała.

Nieco dalej dostrzegła znów owe majestatyczne smoki, które po raz pierwszy napotkali na polanie. Jak się zdawało, Huve zbudowali wioskę blisko ich gniazda, i pomyślała, że pewnie nie było to przypadkowe. Potwierdziło się to, kiedy zorientowała się, że na szczycie ściany, wzdłuż której położona była wioska, znajdowało się coś w rodzaju drewnianego totemu, na którym z wielkim realizmem przedstawiono jedno z tych ogromnych zwierząt. Obok rosło olbrzymie drzewo w jakiś sposób przypominające Ojca Puszczy, pod którym zatrzymali się w połowie ich podróży. Wokół pnia stała długa chata, lepiej wykończona w porównaniu do innych, o drewnianym dachu. Za każdym razem, kiedy ktoś z ludzi Huve przechodził w jej pobliżu, podnosił dłoń do serca. Najwyraźniej było to miejsce kultu lub miało dla wioski strategiczne znaczenie.

Po zakończeniu spaceru Dubhe przepełniało zdumienie. Zauważyła też, że ludzie, których spotykała, również mierzyli ją spojrzeniem z mieszaniną sympatii i ciekawości. Dzieci ukrywały się za rogiem chatek albo szły za nią, a dorośli patrzyli na nią spod oka, pokazując w jej kierunku i mówiąc coś między sobą. Poczuła natychmiast skrępowanie. Przyzwyczaiła się do tego, że nie jest zauważana, a tam nieuchronnie znajdowała się w centrum uwagi. Jednak owa postawa przychylnego zainteresowania rozczuliła ją. Ich proste i pracowite życie, ich elegancki i cichy krok, a nawet ich tak śmieszne ciała uświadamiały jej, jakie mogłoby być jej życie w Selvie, gdyby nie przydarzyło się całe to zło. Lud Huve prowadził życie z pozoru pokojowe, na które przez te wszystkie lata ona mogła tylko patrzeć z daleka i z zazdrością.

Po południu wykończona schroniła się w swojej chatce, ledwo zdążając na leczenie. Lonerin wszedł w momencie, kiedy kapłan właśnie rozsmarowywał jej ziołową maść.

Twarz miał ściągniętą i zmęczoną, ale z jego spojrzenia biła radość. Trzymał w dłoniach bukłak.

— Oto on! — powiedział triumfalnie.

Dubhe poczuła, jak bicie jej serca przyspiesza. Nie śmiała w to wierzyć.

— Niewiele było trzeba, wystarczyło dodać ambrozji, co zresztą było oczywiste. Widziałaś, prawda, Ojca Puszczy na szczycie skalnej ściany? To ostateczny składnik, razem z kilkoma absolutnie niezwykłymi roślinami, jakie rosną w tych stronach.

Lonerin mówił tak szybko, że z trudem za nim nadążała.

— Czy to eliksir? — spytała z obawą.

— Oczywiście, że tak! Najnowsza wersja, a teraz, kiedy znam już rośliny do jego produkcji, mogę zawsze zrobić go tyle, ile zechcę.

Miał na twarzy wyryty szeroki uśmiech. Włożył jej w dłonie bukłak, odsuwając młodego kapłana i, nie zważając na niego, objął ją. Dubhe odsunęła się szybko, a Lonerin spojrzał na nią zaskoczony. Trwało to zaledwie sekundę.

— Dziś wieczorem jesteśmy zaproszeni na posiłek do domu wodza wioski.

Dubhe przypomniała sobie długą chatkę znajdującą się na szczycie urwiska.

— Są dobre wieści. — Uśmiechnął się zagadkowo. — Przyjdę po ciebie o odpowiedniej porze.

Dubhe obudziła się po długim i regenerującym popołudniowym śnie. Od razu zauważyła, że na ławie coś leży. Podniosła się ciekawie i zobaczyła ubrania. Jej własne zresztą były w bardzo złym stanie; ktoś je wyprał, ale na rozcięcia i rozdarcia nie można było nic poradzić.

Usiadła na brzegu łóżka i przyjrzała się nowemu odzieniu. Było skórzane, z tego rodzaju giemzy, którą zdawali się nosić wszyscy w tych stronach. Spodnie wyglądały na może nieco przykrótkie, ale jeżeli wsunie je w wysokie buty, nie będzie tego widać. Koszula natomiast miała dobry rozmiar: była bez rękawów, a na piersi wyhaftowano na czerwono wspaniałego lądowego smoka.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)