Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 91
Перейти на страницу:

Dlatego zaryglowała drzwi i zamknęła okiennice. Nie miała ochoty na światło. Ciemność bardziej jej odpowiadała, tak jak wtedy, gdy w dzieciństwie, po śmierci Gornara, zabarykadowała się na strychu.

Jej samotność przerywały tylko spotkania z kapłanem. Okazał się niebywale taktowny. Nie zapytał o powód jej odosobnienia, nie próbował otwierać okien. Uszanował jej milczenie i nie patrzył jej w oczy. Zamiast tego dalej pełnił swoją rolę, dwa razy dziennie przynosząc jej jedzenie. Jego milcząca obecność była dla niej w jakiś sposób pocieszająca.

Tymczasem jej ciało zdrowiało i powracały jej siły. Jednak jej umysł jakby trwał w zawieszeniu. Część niej zastanawiała się, czy gdzieś się nie pomyliła, czy nie popełniła jakiegoś straszliwego błędu. W jakiś sposób brakowało jej Lonerina. Nie potrafiła jednak znaleźć żadnej odpowiedzi. Wówczas zadawała sobie pytanie, dlaczego wybieranie musi być takie trudne i dlaczego każda decyzja była niczym skok w ciemność.

Potem, pewnego dnia, ktoś przerwał jej osamotnienie. W jasnym kwadracie drzwi nie pojawił się ten młody kapłan co zwykle, ale inny gnom, wyższy i dorosły.

— Dzisiaj dzień odjazdu — powiedział z uśmiechem.

Miał bardzo wyraźny akcent, ale nie był on wcale drażniący.

Następnie podniósł dłoń do piersi i dodał:

— Jestem Yljo, wasz przewodnik. Poczekam na ciebie na zewnątrz, przygotuj się.

Zamknął za sobą drzwi tak samo cicho, jak wszedł.

Dubhe przez kilka sekund siedziała na brzegu łóżka w półcieniu pokoju.

Nadszedł czas — pomyślała. Błyskawicznie się ubrała i po raz pierwszy, odkąd dotarli do tej wioski, wzięła swoją broń. Jeden po drugim powkładała noże do rzucania, wsunęła sztylet do pochwy, przewiesiła przez ramię łuk. Wracała do życia wojownika. Odkryła, że w jakiś sposób brakowało jej ciężaru broni.

Na końcu zobaczyła list. Leżał na ławie, tam, gdzie jej stare ubrania, których nikt nie zabrał. Poczuła ucisk w gardle. Był jej życiem przez wiele lat. Czuła przemożne pragnienie ponownego wzięcia go ze sobą, położenia go na piersi. A jednak to był koniec, wiedziała o tym. Kiedy powiedziała „żegnaj” Lonerinowi, w rzeczywistości pożegnała się z Mistrzem. Pozwoliła mu wrócić na jego miejsce pośród cieni, zrezygnowała z niego na zawsze. Dlatego jednym ruchem szeroko otworzyła okno i odetchnęła świeżym powietrzem docierającym z lasu. Powiew wiatru zrzucił list na ziemię. Nie podniosła go. Zrobiła kilka kroków i wyszła na zewnątrz.

Zobaczyła Lonerina z daleka, kiedy próbował dosiąść jednego z tych małych smoków, które miała okazję widzieć podczas swojej wycieczki po wiosce. Dostrzegła trzy, uczepione skały. Najwyraźniej miały być ich środkiem transportu.

Dubhe poczuła pokusę nakrycia głowy kapturem, ale oparła się jej. Byłoby to całkiem niepotrzebne. Zostawiła sobie udrękę i poczucie winy. Nie mogła ich uniknąć, a w dodatku z całą pewnością na nie zasługiwała.

On nie zauważył jej od razu, więc mogła dzięki temu pozwolić sobie na dawną przyjemność obserwowania go jeszcze przez kilka chwil, nie będąc widzianą. Poruszał się trochę niezgrabnie, jakby przestraszony tymi zwierzętami, i był zmęczony, czytała to w jego twarzy. Zaczerwieniła się, opuściła wzrok i podeszła.

Gnomy odwróciły się w jej stronę, a Yljo uśmiechnął się do niej uspokajająco.

Dubhe pozdrowiła skinieniem głowy wszystkich obecnych i starała się skupić na nich wzrok, unikając spojrzenia Lonerina. Stali tam opiekunowie smoków i wódz, którego Dubhe uczciła głębszym ukłonem. Następnie prawie nonszalancko oparła się na kiju, którego wciąż używała do chodzenia, bo czuła się słaba.

To Yljo wyrwał ją z impasu. Wskazał jej jednego z mniejszych smoków.

— Pojedziemy na Kagua. Najkrótsza droga prowadzi przez spadziste ścieżki, po których tylko one potrafią się poruszać.

Dubhe po raz pierwszy widziała je z bliska. Były bardzo podobne do smoków lądowych: te same łuski, chociaż mniejsze i mniej pancerne, oraz te same kolory. Ich pyski były z kolei mniej wydłużone, a czub z tyłu głowy mniejszy. Przede wszystkim jednak nie miały skrzydeł, wyposażono je za to w uprząż dla wygody tych, którzy je dosiadali.

— Przed odjazdem zmówmy modlitwę do naszego boga — zarządził wódz.

Koło platformy, na której się znajdowali, stał wielki drewniany posąg wyraźnie przedstawiający lądowego smoka. Huve uklękli przed nim i pokłonili się, dotykając ziemi czołem. Dubhe poszła za ich przykładem i kątem oka widziała, że Lonerin zrobił to samo. Wódz powtórzył kilka słów, których nie zrozumiała.

— Powtórzcie: „Hawas”.

Dubhe i Lonerin usłuchali.

Mężczyzna odwrócił się do niej.

— Modliłem się do Boga Smoka, Makhtahara, aby czuwał nad waszą podróżą i pozwolił wam dotrzeć na miejsce bez szwanku. Twoja odpowiedź znaczyła: „Prosimy cię”.

Uśmiechnął się, a Dubhe kiwnęła potakująco głową.

Cała trójka podniosła się i dosiadła swoich Kagua.

— To młodsze dzieci Makhtahara, skrzyżowanie naszego boga i wielkich rzecznych gadów. Bardzo wygodne do dalekich podróży.

Rzeczywiście, jeżeli chodzi o wygodę, nie wydawały się gorsze niż konie i Dubhe od razu znalazła sposób, żeby bez problemów siedzieć prosto. Mięśnie trochę ją bolały, ale nie było to nic, czego nie można by znieść.

— Niech wasza podróż będzie bezpieczna i wygodna, i obyście mogli znaleźć to, czego szukacie — powiedział wódz przed pożegnaniem.

— Dziękujemy za waszą nieocenioną pomoc — odpowiedział Lonerin.

Jego głos był ochrypły i cichy. Dubhe zastanawiała się, czy długo płakał.

Potem wyruszyli.

Wioska szybko znikła, pochłonięta przez jeden z pierwszych zakrętów, jakie przebyli. Przed nimi otwierały się nowe nadzieje i tyle samo otchłani.

Chód Kagua był dość dziwaczny: chodząc, znacznie kiwały się na boki, a to nastręczało jeźdźcom trudności w utrzymaniu równowagi. Dubhe miała przewagę przebytego wyszkolenia i trzymając mocno lejce, szybko znalazła właściwy rytm. Inaczej było z Lonerinem, który od razu przywarł płasko do grzbietu swojego Kagua, blady jak prześcieradło.

Yljo roześmiał się.

— Nie martw się, przyzwyczaisz się. Parę godzin i wszystko będzie w porządku.

Lonerin uśmiechnął się słabo, ale było widać, że cierpi. Potem popatrzył na nią. Pierwszy raz wymienili spojrzenia i Dubhe poczuła się przeszyta jego wzrokiem na wskroś. Zauważyła, że ma opuchnięte oczy jak ktoś, kto nie spał i płakał, i ten dowód jego słabości sprawił jej ból. Poczuła się winna, dobrze znała to płynne wrażenie w piersiach. Chłopak długo się w nią wpatrywał, jak gdyby chciał jej pokazać swoją ściągniętą i cierpiącą twarz, po czym przeniósł wzrok gdzie indziej.

Przez cały dzień jechali, nie odzywając się do siebie ani słowem. Yljo dbał o to, aby wypełnić ciszę. Huve, jak się zdawało, byli ludem raczej jowialnym i wesołym, a zwłaszcza kochającym pogawędki. Yljo dokształcił ich w kwestii natury Kagua, ich zachowań, legend dotyczących sposobu, w jaki zostały oswojone. Dubhe przysłuchiwała się niechętnie, ciesząc się tylko, że ta paplanina maskuje milczenie pomiędzy nią a Lonerinem. Nie zatrzymali się na obiad, ale zjedli w siodle, nie przerywając jazdy. Kagua były niezmordowane, a Yljo nie omieszkał podkreślić, jak bardzo są wytrzymałe i ile mil mogą przebiec bez zmęczenia.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)