Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]
Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]

Электронная книга - «Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]». Краткое содержание книги:

Coś nowego pojawiło się między starożytnymi miastami Ankh-Morpork i Al-Khali. Dosłownie. To wyspa, wynurzająca się z dna Okrągłego Morza Dysku. Ponieważ jest niezamieszkana i oba miasta roszczą sobie do niej prawa, komendant Vimes ze swymi wiernymi strażnikami staje wobec zbrodni tak wielkiej, że żadne prawa jej nie obejmują.
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 87
Перейти на страницу:

— A jaka jest ich opinia na temat dobrego traktowania jeńców? — zapytał.

— Sądzę, że pojmą, o co w tym chodzi. Jeśli będę nalegał.

Dowódca raz jeszcze popatrzył na milczących D’regów.

— Dlaczego? — zapytał. — Dlaczego z nami nie walczą?

— Mój dowódca mówi, że nie chce zbędnego rozlewu krwi, sir — odparł Marchewa. — To komendant Vimes, sir. Siedzi na tamtej wydmie, o tam.

— Potrafisz przekonać uzbrojonych D’regów, żeby nie atakowali, i masz dowódcę?

— Tak, sir. On twierdzi, że to operacja policyjna.

Dowódca Klatchian przełknął ślinę.

— Poddajemy się — oświadczył.

— Tak po prostu, sir? — zaprotestował jego sierżant. — Bez walki?

— Tak, sierżancie. Bez walki. Ten człowiek może sprawić, żeby woda popłynęła pod górę, i ma dowódcę. Bardzo mi się podoba myśl o kapitulacji bez walki. Walczę od dziesięciu lat i kapitulacja bez walki to coś, o czym zawsze marzyłem.

Duża kropla spłynęła z metalowego stropu Okrętu i rozprysnęła się na kartce papieru. Leonard z Quirmu ją starł. Kto inny mógłby się nudzić, czekając zamknięty w puszce pod jakimś nędznym pomostem, ale Leonard w ogóle nie rozumiał tego terminu.

Z roztargnieniem nakreślił prosty szkic udoskonalonego systemu wentylacyjnego.

Zaczął przyglądać się własnej dłoni. Niemal bez kierowania, odbierając instrukcje z jakiegoś innego miejsca w mózgu, wyrysowała przekrój dużo większej wersji Okrętu. Tu, tu i tutaj… i tam można umieścić rząd setki wioseł zamiast pedałów, przy każdym siądzie — ołówek pieścił papier — dobrze umięśniony i nie nazbyt obficie ubrany młody wojownik. Taka łódź przepływałaby niewidoczna pod innymi statkami, zabierając ludzi wszędzie tam, gdzie chcieliby dotrzeć. Tutaj… ogromna piła, umocowana do sklepienia, by przy pełnej sile wioseł z wielką szybkością rozcinała kadłuby wrogich jednostek. A tutaj i tutaj rury…

Znieruchomiał i przez chwilę wpatrywał się w rysunek. Potem westchnął i podarł go na kawałki.

Vimes obserwował wszystko z wydmy. Ze swojego miejsca nie słyszał wiele, ale też nie musiał.

Obok usiadła Angua.

— To działa, prawda? — powiedziała.

— Tak.

— I co on teraz zrobi?

— Myślę, że zabierze im broń i pozwoli odejść.

— Dlaczego ludzie za nim idą?

— Jesteś jego dziewczyną, powinnaś…

— To co innego. Kocham go, bo jest dobry bez zastanowienia. Nie analizuje własnych myśli, tak jak inni. Kiedy robi coś dobrego, to dlatego że tak postanowił, nie dlatego że chce spełnić jakieś wymagania. Jest taki… prosty. Zresztą jestem wilkiem żyjącym wśród ludzi, a istnieje takie słowo, które określa wilki żyjące z ludźmi. Kiedy zagwiżdże, przybiegnę.

Vimes starał się nie okazywać zakłopotania.

— Proszę się nie martwić, panie Vimes — powiedziała Angua z uśmiechem. — Sam pan tak mówił. Wcześniej czy później każdy z nas jest czyimś psem.

— To działa jak hipnoza — odezwał się nerwowo Vimes. — Ludzie idą za nim, żeby zobaczyć, co się stanie. Tłumaczą sobie, że dołączyli tylko na chwilę, że mogą przestać, kiedy tylko zechcą. Ale nigdy nie chcą. To jakaś magia.

— Nie. Czy kiedykolwiek naprawdę pan go obserwował? Mogę się założyć, że zanim przez dziesięć minut porozmawiał z Jabbarem, dowiedział się o nim wszystkiego. Mogę się założyć, że poznał imię każdego wielbłąda. I zapamiętał je. Zwykle ludzie nie interesują się specjalnie innymi. — Jej palce odruchowo wykreśliły jakiś deseń na piasku. — Dlatego on sprawia, że człowiek czuje się ważny.

— Politycy się tak zachowują…

— Nie w taki sposób, może mi pan wierzyć. Przypuszczam, że lord Vetinari pamięta o faktach dotyczących innych…

— Naprawdę lepiej w to nie wątpić!

— …ale Marchewę to ciekawi. Nawet o tym nie myśląc, robi w głowie miejsce dla innych. Interesuje się ludźmi, więc ludzie uważają, że są interesujący. Czują się… lepsi, kiedy on jest w pobliżu.

Vimes spuścił wzrok. Znowu rysowała coś palcem na piasku.

Pustynia zmienia nas wszystkich, pomyślał. Nie jest taka jak miasto, które przycina myśli. Tutaj czuje się, że umysł rośnie aż po horyzont. Nic dziwnego, że w takich miejscach rodzą się religie. Nagle ja tu trafiam, prawdopodobnie nielegalnie, i próbuję tylko wykonywać swoją pracę. Dlaczego? Bo jestem za głupi, żeby zatrzymać się i zastanowić, nim ruszę w pościg, tylko dlatego. Nawet Marchewa wiedział, że powinien zachować się inaczej. Ja bym bez namysłu zaczął gonić statek Ahmeda, ale on miał dość rozumu, żeby najpierw złożyć mi raport. Zrobił to, co powinien każdy rozsądny funkcjonariusz, ale ja…

— Terier Vetinariego — powiedział głośno. — Najpierw goni, potem myśli.

Dostrzegł na horyzoncie daleką masę Gebry. Tam była klatchiańska armia, gdzieś z drugiej strony wojska Ankh-Morpork. A on miał kilku ludzi i żadnego planu, bo najpierw gonił, a…

— Ale musiałem — stwierdził. — Żaden policjant nie wypuściłby takiego podejrzanego jak Ahmed…

Po raz kolejny ogarnęło go uczucie, że problem, z jakim się męczy, tak naprawdę wcale nie jest problemem. To coś zupełnie oczywistego. To sam Vimes stanowi problem. Nie myśli prawidłowo…

Właściwie, jeśli się zastanowić, to w ogóle nie myśli…

Popatrzył na schwytanych wrogów. Rozebrali się do opasek biodrowych i wyglądali na bardzo zmieszanych, jak zwykle mężczyźni w samej bieliźnie.

Biała szata Marchewy trzepotała na wietrze. Jest tu niecały dzień, pomyślał Vimes, a już nosi pustynię niczym parę sandałów.

— …ehm… bingely bingely biip?

— Czy to pański demoniczny notatnik? — spytała Angua.

Vimes przewrócił oczami.

— Tak. Chociaż wydaje się, że mówi o kimś innym.

— Ehm… godzina piętnasta… — powiedział wolno demon. — Żadnych spotkań… Sprawdzić obronę murów…

— Widzisz? Myśli, że przebywam w Ankh-Morpork! Kosztował Sybil trzysta dolarów, a nawet nie potrafi zapamiętać, gdzie jestem. — Odrzucił niedopałek cygara i wstał. — Lepiej tam zejdę. W końcu to ja jestem szefem.

Zsunął się z wydmy i podszedł do Marchewy, który wykonał tradycyjne salaam.

— Wystarczyłby salut, kapitanie, ale dziękuję.

— Przepraszam, sir. Trochę mnie poniosło.

— Dlaczego kazaliście im się rozebrać?

— Kiedy wrócą, ludzie będą się z nich śmiali, sir. To cios dla ich dumy. — Pochylił się i dodał szeptem: — Ale dowódcy pozwoliłem zostać w ubraniu. Oficerów nie należy wprawiać w zakłopotanie.

— Doprawdy? — mruknął Vimes.

— A niektórzy chcą się do nas przyłączyć, sir. Jest chłopak Goriffa i jeszcze kilku innych. Wczoraj siłą wcielili ich do wojska. Nie wiedzą nawet, o co walczą. Powiedziałem im, że mogą.

Vimes pociągnął kapitana na stronę.

— Hm… nie przypominam sobie, bym sugerował, że jacyś jeńcy mogą do nas dołączyć — powiedział cicho.

— No tak, sir, ale pomyślałem, że przecież zbliża się nasza armia… i sporo tych chłopców pochodzi z różnych zakątków imperium, więc lubią Klatchian nie bardziej od nas… Lotna kolumna partyzancka mogłaby…

— Nie jesteśmy żołnierzami!

— Wydawało mi się, że właśnie jesteśmy…

— Tak, tak. W pewnym sensie… ale naprawdę jesteśmy glinami, jak zawsze. Nie zabijamy nikogo, dopóki…

Ahmed? Wszyscy są trochę spięci, gdy pojawia się w pobliżu, irytuje ludzi, wszędzie zdobywa informacje, wydaje się, że chodzi, gdzie mu się spodoba, i zawsze kręci się gdzieś niedaleko, kiedy są kłopoty… Szlag, szlag, szlag…

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)