Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 116
Перейти на страницу:

Klaudiusz spokojnie przyglądał się Felicji. Rozmawiała cicho z trójką mężczyzn. W pewnym momencie jeden z roninów próbował się przeciwstawić temu, co mówiła. Przerwała mu gwałtownym ruchem ręki i wschodni wojownik ucichł.

Było późne i bardzo gorące popołudnie. Wewnątrz otoczonego wałami fortu panował ciemnozielony Jmlok. Od jednego z budynków dotarły zapachy kuchenne; Klaudiuszowi pociekła ślinka. Jeszcze raz duszone mięso i coś pieczonego, jakby placki owocowe. Bez względu na inne swe wady, społeczeństwo na Wygnaniu jadło dobrze.

Skończywszy dyskusję Felicja chyłkiem przecisnęła się przez zatłoczone pomieszczenie w stronę posłania Klaudiusza. Była pełna animuszu, a jej brązowe oczy szeroko otwarte. Miała na sobie krótką sukienkę bez rękawów, którą nosiła pod zbroją hoplity; mundur zdjęła, ale z wyjątkiem czarnych nagolenników. Na nie osłoniętych częściach jej skóry błyszczały krople potu.

— Obudź Ryszarda — szepnęła rozkazująco.

Klaudiusz potrząsnął ekskosmonautę za ramię.

Ryszard zaklął pod nosem i oparł się na łokciach.

— Wszystko wskazuje, że musimy to zrobić dziś w nocy — powiedziała Felicja. — Jeden z ludzi w forcie mówił Amerie, że od jutra wjeżdżamy na bardzo nierówny teren, gdzie mój plan nie miałby szans powodzenia. Muszę mieć otwartą przestrzeń, by widzieć, co robię. Zdecydowałam, że wybiorę właściwy moment jutro przed świtem, póki jest jeszcze dość ciemno, a psodzwiedzie biegną już resztkami sił.

— Chwileczkę — zaprotestował Ryszard. — Czy nie uważasz, że najpierw powinniśmy przedyskutować twój plan?

Zignorowała go.

— Tamci, to znaczy Yosh, Tat i Basil postarają się nam dopomóc. Pytałam Cyganów, ale są na wpół obłąkani, a poza tym nie przyjmują rozkazów od kobiet. A więc zrobimy tak: po nocnym postoju Ryszard zamienia się na miejsca z Amerie i jedzie obok mnie.

— Ależ Felicjo! Strażnicy zauważą zmianę.

— Zamienisz się z nią ubraniem w kiblu.

— Za żadne!… — wybuchł Ryszard.

Ale Felicja złapała go za klapy i powlokła po podłodze, aż zetknęli się nos w nos.

— Zamknij się i słuchaj, Kapitanie Zasrańcu. Żadne z was nie ma cienia nadziei na wydostanie się z tego. Amerie wyciągnęła na słówko jednego ze strażników po mszy, którą odprawiła dla nich dziś rano. Ci kosmici mają taką metazdolność, że mogą ci nią strzelić w mózg tak, że zwariujesz albo zmienisz się w pieprzonego manekina. Nie można ich nawet zabić zwykłą bronią! Mają jakiś prawie bezbłędny system kontroli nad swymi miastami niewolników. Gdy tylko przyjedziemy do Finiah i zbadają mnie, i odkryją, że jestem utajoną meta, to albo mi założą obrożę, albo zabiją, a wy wszyscy spędzicie resztę życia na szuflowaniu gnoju w stajniach chalików, jeśli będziecie mieć szczęście. To jest nasza szansa. Ryszardzie! I będziesz robić to, co ci powiem.

— Puść go, Felicjo — rzekł z naciskiem Klaudiusz. — Strażnicy.

Gdy go odepchnęła, Ryszard szepnął:

— Cholera z tobą, Felicjo! Nie powiedziałem, że nie pomogę. Ale nie możesz mnie traktować jak zasmarkanego dzieciaka.

— A na co innego zasługuje dorosły, który robi pod siebie w łóżku? — zapytała. — Kto ci zmieniał pieluszki, gdy sterowałeś statkami kosmicznymi, kapitanie?

— Ryszard zbladł jak ściana. Klaudiusz był wściekły.

— Dość tego! Oboje dosyć… Ryszardzie, byłeś chory. Człowiek nie odpowiada za siebie w takim stanie. Na litość boską, zapomnij o tym. Cieszyliśmy się, że możemy ci pomóc. A teraz musisz wziąć się do kupy i razem z nami zająć planowaną ucieczką. Nie możesz sobie pozwolić na to, by twoje osobiste urazy do Felicji storpedowały jedyną zapewne szansę wydostania się z tego piekła.

Ryszard rzucił wściekłe spojrzenie małej sportsmence, po czym zmusił się do krzywego uśmiechu.

— Być może ty jedna z nas dorównujesz im jako przeciwnik, kochanie. Na pewno. Zrobię wszystko, co zechcesz.

— Świetnie — powiedziała. — Sięgnęła pod lewy skórzany nagolennik i wyciągnęła coś, co wyglądało jak wąski złoty krzyż. — A teraz pierwsza dobra wiadomość: nie jesteśmy całkowicie bezbronni…

Odjechali wieczorem. Sierp księżyca świecił przez gałęzie cyprysów. Po przebyciu w bród płytkiego dopływu trakt wspiął się na płaskowyż burgundzki i znowu skierował na północ. W ciemniejącym zmroku drogę oświetlały ogniska sygnałowe. Po pewnym czasie ujrzeli w dole wielki jakby falujący od mgieł nad ogromnymi bagnami obszar, gdzie plioceńska Saona wypływała z przedhistorycznego jeziora Bresse. Jego wody ciągnęły się w oddali na północ i wschód jak tafla czarnego szkła, zalewając całą równinę poniżej Cóte d’Or. Ryszard opisywał dla rozrywki staremu paleontologowi legendarne gatunki win, które będą produkowane w tym regionie za sześć milionów lat.

Później, gdy zabłysły gwiazdy, Ryszard wziął ostatni namiar na Polarną pliocenu. Była najjaśniejszą gwiazdą w konstelacji, którą obaj ochrzcili zgodnie mianem Wielkiego Indyka.

— Zrobiłeś kawał dobrej roboty — powiedział Klaudiusz.

— To się może okazać problemem akademickim, jeśli skończymy jako martwi albo bez mózgów…

Myślisz, że plan Felicji naprawdę może się powieść?

— Pomyśl trochę, synu. Felicja dość łatwo mogłaby uciec sama. Ale plan opracowała po to, aby i nam dać szansę. Możesz tej małej nienawidzić jak zarazy, ale jej się to po prostu może udać. Gotów jestem wyskoczyć dla niej ze skóry, nawet będąc starym głupcem o krok od zwapnienia. Ale ty, Ryszardzie, jesteś jeszcze młody. Wyglądasz, jakbyś potrafił dawać sobie radę w walce. Liczymy na ciebie.

— Mam pietra jak stąd do mostu — odparł Pirat.

— Ten jej maciupeńki nożyk! Przecież to tylko zabawka. Jak, u diabła, mam to zrobić?

— Spróbuj recepty Amerie — odrzekł starszy pan.

— Pomódl się gorąco.

W czołowej części karawany Basil Alpinista włączył na cześć zachodzącego księżyca odtwarzacz z „Au clair de la lune”. Płocha tancereczka z Paryża, jadąca obok niego, zaczęła śpiewać do wtóru. I co zadziwiające, po chwili rozległ się wspaniały, dźwięczny sopran Epone. Basil zagrał na flecie kilka innych pieśni, a kosmitka mu wtórowała śpiewem. Ale gdy zaczął „Londonderry Air”, przygalopował na chaliku jeden z żołnierzy i oznajmił:

— Jej Wysokość zabrania pospólstwu śpiewania tej pieśni.

Alpinista wzruszył ramionami i odłożył flet, płocha tancerka powiedziała:

Potwór śpiewa tę pieśń własnymi słowami.

Słyszałam ją w Zamku Przejścia pierwszej nocy naszego uwięzienia. Czy to nie dziwne, że potwór jest muzykalny? To jak w bajce, a Epone jest jak piękna zła wróżka.

— Czarownica zaśpiewa inną pieśń przed świtem — rzekła Felicja, ale usłyszała ją tylko mniszka.

Trakt zbliżał się coraz bardziej do zachodniego brzegu wielkiego jeziora. Karawana miała je okrążyć, nim skieruje się na wschód ku Bramie Belforckiej, między Wogezami i Jurą, prowadzącej do doliny ProtoRenu. Wody jeziora były zupełnie spokojne; odbijały jak atramentowe zwierciadło jaśniejsze gwiazdy. Gdy wyjechali zza zakrętu drogi okrążającej pagórek, w jeziorze ujrzeli też odbicie dalekiego ognia sygnałowego w postaci oranżowego pasa skierowanego ku nim przez szeroką zatokę.

— Popatrzcie, nie jedno ognisko, ale dwa.

— W głosie Felicji słychać było zaniepokojenie.

— Jak myślicie, co to może, u diabła, oznaczać?

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)