Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 100
Перейти на страницу:

– Mówisz tak, jakbyś dokładnie wiedział, z czym mamy do czynienia.

– Może – powiedział Gordy. Spojrzał na ukrzyżowanego księdza, a potem wrócił spojrzeniem do Franka. – A ty, czy ty nie wiesz? Naprawdę nie wiesz, Frank?

Kiedy wyszli z kościoła, za rogiem przecznicy trafili na dwa zniszczone auta.

Cadillac seville przejechał trawnik plebanii, taranując po drodze żywopłot, i wpadł na słup werandy na rogu domu. Słup pękł niemal na dwoje. Dach werandy opadł.

Tal Whitman zajrzał przez okno do wnętrza samochodu.

– Kobieta za kierownicą.

– Nieżywa? – spytał Bryce.

– No. Ale nie od wypadku.

Jenny próbowała otworzyć drzwi od strony kierowcy. Były zablokowane. Wszystkie drzwi były zablokowane, a okna podsunięte do samej góry.

Tym niemniej kobieta za kierownicą – Edna Gower, Jenny ją znała – wyglądała jak inne trupy. Sczerniała od siniaków. Spuchnięta. Zamarły krzyk grozy na skrzywionej twarzy.

– Jak to mogło dostać się do środka i zabić? – głośno zastanawiał się Tal.

– Przypomnij sobie zamkniętą łazienkę w Zajeździe Pod Płonącą Świeczką – powiedział Bryce.

– I zabarykadowany pokój u Oxleyów – dodała Jenny.

– To prawie argument za generalską teorią gazu psychotoksycz-nego – powiedział kapitan Arkham.

Odpiął od pasa miniaturowy licznik Geigera i uważnie zbadał samochód. Ale nie promieniowanie zabiło kobietę.

Drugi samochód, perłowobiały lynx, stał pół kwartału dalej. Na nawierzchni zostały czarne ślady opon. Lynx blokował w poprzek ulicę. Maską uderzył o bok żółtego mikrobusu chevrolet. Szkody były niewielkie, ponieważ wyhamował prawie do końca, nim uderzył w stojący pojazd.

Kierowcą był mężczyzna w średnim wieku z gęstymi wąsami. Miał na sobie skrócone do kolan dżinsy i koszulkę z Dodgersami. Jego Jenny też znała. Marty Sussman. Szef służb miejskich Snowfield przez ostatnie sześć lat. Czarujący, sumienny Marty Sussman. Martwy. Tu także przyczyna śmierci nie miała wyraźnego związku z wypadkiem. Drzwi lynxa były zablokowane, okna podniesione do góry, tak jak w cadillacu.

– Wygląda na to, że oboje usiłowali przed czymś uciec – rzekła Jenny.

– Może – powiedział Tal. – Może wybrali się na przejażdżkę albo jechali coś załatwić, kiedy nastąpił atak. Jeśli próbowali ucieczki, coś przystopowało ich na dobre, zmusiło do zjechania z ulicy.

– Niedziela była ciepła. Ciepła, ale nie za ciepła – przypomniał sobie Bryce. – Nie tak gorąca, żeby jeździć z zamkniętymi oknami i włączoną klimatyzacją. To był taki dzień, kiedy większość ludzi spuszcza szyby w wozach i korzysta ze świeżego powietrza. Więc wygląda na to, że zostali zmuszeni do zatrzymania się, podnieśli szyby, zablokowali drzwi i starali się nie dopuścić czegoś do środka.

– Ale ono i tak ich dopadło – powiedziała Jenny. Ono.

Ned i Sue Marie Bischoffowie byli właścicielami ślicznego, otulonego wielkimi sosnami elżbietańskiego domku, wzniesionego na ogromnej posesji. Mieszkali tu z dwójką swoich synów. Ośmioletni Lee Bischoff mimo drobnych dłoni już potrafił zadziwiająco dobrze grać na fortepianie, a raz powiedział Jenny, że zamierza zostać następnym Stevie Wonderem – “tylko że nie ślepym". Sześcioletni Terry wyglądał jak czarnoskóra wersja Złowieszczego Denisa, ale miał bardzo łagodne usposobienie.

Ned był popularnym plastykiem. Jego oleje szły po co najmniej sześćset, siedemset dolarów, a wydawane w krótkich seriach grafiki kosztowały czterysta, pięćset dolarów sztuka.

Był pacjentem Jenny. Choć miał dopiero trzydzieści dwa lata i osiągnął sukces, leczyła go na wrzody.

Wrzody już nigdy nie miały mu dokuczać. Ned był w swojej pracowni. Leżał na podłodze, przed sztalugami, martwy.

Sue Marie była w kuchni. Jak Hilda Beck i wielu innych ludzi w całym miasteczku, Sue Marie zmarła podczas przygotowywania obiadu. Kiedyś była piękną kobietą. Teraz już nie.

Znaleźli chłopców w sypialni.

Był to wspaniały pokój dla dzieciaków, wielki, wysoki, z piętrowym łóżkiem. Półki pełne dziecięcych książek. Na ścianach wisiały malunki, zrobione przez Neda tylko dla jego dzieci, zabawne sceny naszkicowane z nieokiełznaną fantazją, o tematach niepodobnych do tych, z których był dobrze znany: świnia w smokingu, tańcząca z krową w wieczorowej sukni; wnętrze sterowni statku kosmicznego, w którym wszyscy kosmonauci byli żabami; nieziemska urzekająca scena: szkolne boisko w nocy, skąpane światłem pełni księżyca, bez dzieci, za to z wielkim, złowieszczo wyglądającym wilkołakiem, który bawi się cudownie, do zawrotu głowy kołysząc się na huśtawce.

Chłopców znaleźli w kącie za rozsypanymi zabawkami. Młodszy, Terry, za Lee, który zdawał się stawiać waleczny opór, broniąc młodszego brata. Patrzyli wybałuszonymi oczami na środek pokoju; ich martwe spojrzenie na zawsze zawisło na wczorajszej grozie. Mięśnie Lee zesztywniały, cienkie ramiona pozostały w tej samej co przez ostatnie sekundy życia pozycji: uniesione jak tarcza, z dłońmi rozpostartymi w obronie przed zalewem ciosów.

Bryce ukląkł przed chłopcami, przyłożył drżącą dłoń do twarzy Lee, jakby nie wierzył, że dziecko rzeczywiście nie żyje.

Jenny uklękła obok.

– To są chłopcy Bischoffów – powiedziała, nie mogąc opanować drżenia w głosie. – Więc teraz musimy skreślić całą rodzinę.

Łzy płynęły po twarzy Bryce'a.

Jenny usiłowała sobie przypomnieć wiek jego syna. Siedem? Osiem lat? Mniej więcej w wieku Lee Bischoffa. W tej właśnie chwili mały Timmy Hammond leżał w szpitalu w Santa Mira, pogrążony w śpiączce, wciąż tak samo od roku. Niewiele różnił się od rośliny. Tak, ale nawet tamto było lepsze niż to. Wszystko było lepsze niż to tutaj.

W końcu łzy Bryce'a wyschły. Teraz obudził się w nim gniew.

– Dobiorę się za to do nich – zagroził. – Ktokolwiek to uczynił… zapłaci.

Jenny nigdy nie spotkała podobnego mężczyzny. Pełen niezaprzeczalnej męskiej siły i stanowczości, zachował zdolność do wyrażenia czułości.

Chciała go objąć. I znaleźć się w jego objęciach.

Ale jak zawsze, zanadto skrywała swoje emocje. Gdyby była tak otwarta jak Bryce, nigdy nie oddaliłaby się od matki. Ale nie była taka, jeszcze nie, choć ku temu zmierzała. Więc w odpowiedzi na jego przysięgę pomsty za dzieci Bischoffów, powiedziała:

– A co, jeśli nie zabił ich człowiek? Nie całe zło tkwi w ludzkości. Jest i w naturze. Ślepa złośliwość trzęsień ziemi. Obojętne zło raka.

To stworzenie może być podobne – odległe, nieosiągalne. Jeśli nie należy do naszego gatunku, nie postawisz go przed sądem. I co wtedy? – Do diabła, ktokolwiek czy cokolwiek to jest, dopadnę tego. Zapłaci za to, co się tu stało – powtórzył uparcie.

Opuściwszy kościół katolicki, zespół poszukiwawczy Franka Aut-ry'ego przeczesał trzy opuszczone domy. Czwarty nie był pusty. Znaleźli Wendella Hulbertsona, nauczyciela z liceum w Santa Mira, który zdecydował się na mieszkanie w górach, w domu należącym kiedyś do jego matki. Gordy chodził na lekcje angielskiego do Hulbertsona zaledwie pięć lat temu. Nauczyciel nie był posiniaczony ani spuchnięty jak inni; sam odebrał sobie życie. Wciśnięty w kąt sypialni wsadził do ust lufę samopowtarzalnej trzydziestki dwójki i nacisnął spust. Najwidoczniej wolał śmierć z własnej ręki niż to, co ono mogło mu zgotować.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)