Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
– Idziemy.
Wyszły, niosąc ostrożnie kocioł między sobą. Zupa parowała, rozsiewając wokół smakowity zapach, drewniany uchwyt rożna wpijał się Kailean w palce, ukryty za paskiem nóż uwierał w krzyże. Dwadzieścia kroków dzielące je od kuźni wydawało się nagle drogą nie do przebycia. Kailean z trudem przełknęła ślinę. Co zobaczą, gdy staną przed drzwiami? Ślady kopyt na dziedzińcu i dwa trupy w środku?
Konie były na miejscu, podobnie jak strażnik. Na widok zbliżających się kobiet zmarszczył brwi i wykonał gest, jakby zamierzał zastąpić im drogę.
– Widziałam żołnierzy i od razu pomyślałam, że musieli do generała w jakiejś sprawie przyjechać. – Ciotka uśmiechnęła się szeroko. – Postaw to, dziecko. No to zupę przyniosłam, żeby zdrożonych nakarmić, wstyd byłby, jakby głodni odjechali.
Postawiły naczynie na ziemi, Kailean została z rożnem w ręce. Skierowała go ostrzem w dół i jednym spojrzeniem ogarnęła wnętrze kuźni. And’ewers stał przy kowadle, ręce luźno opuszczone, twarz skryta w cieniu. Laskolnyk klęczał przy Der’eku, zasłaniał go, słysząc Vee’rę, nawet nie podniósł głowy. Kawalerzysta w płaszczu obszytym czerwienią uśmiechnął się na widok dwóch kobiet, trzech pozostałych jeźdźców, stojących wewnątrz kuźni, obrzuciło je obojętnymi spojrzeniami. Gdyby rzeczywiście przybyły tu, żeby poczęstować wszystkich zupą, teraz właśnie powinny zorientować się, że coś jest nie w porządku. Żaden normalny żołnierz nie oparłby się takim zapachom.
Ciotka złapała kociołek za uchwyt i ruszyła do kuźni. Przystanęła nagle, w pół kroku, jakby dopiero teraz zauważyła Laskolnyka i leżącego na ziemi Pierwszego.
– Co się stało?! – Podbiegła, taszcząc ze sobą naczynie.
– Mieliśmy mały wypadek. – Porucznik zerknął na Kailean, zahaczył wzrokiem o coś za jej plecami i niemal niezauważalnie skinął głową. – Zaraz pojedziemy po uzdrowiciela. I panienkę też poproszę do środka.
Oczywiście, chcieli ich wszystkich mieć wewnątrz, mordowanie kogokolwiek na dziedzińcu mogłoby zwrócić uwagę i zostawiłoby wiele śladów. Kailean wstrzymała oddech, patrząc, jak ciotka przyspiesza kroku. Oficer uśmiechnął się zachęcająco i wskazał jej Laskolnyka.
Coś przywarło Kailean do pleców i potężne ramię owinęło się wokół jej szyi. Spodziewała się tego, więc napięła tylko mięśnie i pisnęła cienko, bo tak zachowałaby się każda dziewczyna na jej miejscu. Ciotka Vee’ra zrobiła jeszcze kilka kroków do przodu, uniosła kociołek i mijając oficera, zakręciła się na pięcie i chlusnęła mu zupą w twarz.
Trzymający Kailean żołnierz warknął coś prosto w jej ucho i zacisnął uchwyt. Wycie poparzonego oficera zostało zagłuszone przez szum krwi w uszach, charkot, który mimowolnie wydobył się z jej krtani. Oparła rożen o stopę napastnika i z całej siły nacisnęła. Ostrze przeszło przez ciało i pogrążyło się przynajmniej sześć cali w ziemi.
– Sukaaa! – ryk niemal ją ogłuszył, uścisk zelżał.
Wolną ręką wyrwała nóż zza paska i obracając się tuż przy mężczyźnie, chlasnęła go przez twarz. Zębate ostrze zahaczyło o oko, oskórowało pół policzka i gładko weszło tuż pod zapinkę hełmu. Ryk przeszedł w rzężenie.
Złapała go za rękę, w której wciąż trzymał kuszę, i spróbowała wyrwać broń.
Naciśnięty ostatnim skurczem mięśni spust posłał bełt w ziemię. Puściła łoże kuszy i sięgnęła po szablę żołnierza, świadoma, że wszystko robi rozpaczliwie wolno, że lada moment usłyszy kolejny brzęk i bełt przeszyje ją na wylot.
Brzęknęło dwa razy, ale żaden pocisk nie był skierowany w jej kierunku. Wyrwała szablę i runęła ku kuźni. Wszystko działo się jednocześnie. Laskolnyk podrywał się z ziemi z kavayo w ręku, And’ewers trzymał już nie wiedzieć skąd wzięty pobijak, oficer, klęcząc, z dłońmi zakrywającymi twarz, wył wniebogłosy.
Eso’bar wypadł zza węgła i w dwóch długich susach dopadł stojącego najbliżej żołnierza. Jego nóż błyszczał matowo, żołnierz, wyczuwając ruch, zaczął się odwracać z szablą na wpół wyciągniętą z pochwy. Zderzyli się. Trzeci, skacząc jak kot, na nisko ugiętych nogach runął na mężczyznę i przewrócił go na ziemię. Siknęła jasna, tętnicza krew.
Dwóch ostatnich kawalerzystów zdążyło odrzucić wystrzelone kusze i dobyć broni. Biegnąc, widziała wszystko jak we śnie, jakby każda postać poruszała się w gęstym syropie. Ten, który stał najbliżej kowala, widząc cios zadawany pobijakiem, złożył paradę. Równie dobrze mógłby próbować zatrzymać rozpędzony wóz, dwudziestofuntowy młot trafił dokładnie w ostrze szabli, stal jęknęła i prysła. Młot uderzył mężczyznę w środek piersi i nie napotykając oporu, zagłębił się w niej na dobre dwa cale. Siła ciosu rzuciła porywacza na ścianę.
Ostatni napastnik zadał Laskolnykowi pchnięcie w głębokim wypadzie, a w następnej chwili kha-dar był tuż przy nim, zakrzywiona klinga kavayo błysnęła i szabla upadła na ziemię.
Oficer wył.
Kailean patrzyła, jak wuj spokojnie robi dwa kroki w jego stronę, unosi młot nad głowę i z całej siły spuszcza na kark żołnierza. Chrupnęło i zapadła cisza.
Wyhamowała.
Kowal stał. Eso’bar podnosił się z ziemi z zakrwawionym nożem w ręce. Nawet Der’eko już był na nogach, choć prymitywny opatrunek na jego udzie zdążył przesiąknąć krwią. Laskolnyk trzymał swojego kawalerzystę za gardło. Mężczyzna zacisnął zdrową dłoń na prawym przegubie, usiłując zatrzymać krwawienie. Kha-dar przysunął do jego twarzy swoją i wysyczał:
– Ty i ja, przyjacielu. Pogadamy. – Spojrzał na kowala. – Rozpalisz palenisko?
And’ewers nie patrzył na niego. Patrzył w kąt kuźni, gdzie jak kupka szmat leżała drobna postać.
– Vee’ra? – wyszeptał.
Teraz wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Ciotka wciąż trzymała dłoń zaciśniętą na uchwycie kociołka, resztki zupy parowały, a dwa krótkie bełty sterczały jej z piersi.
Kailean poczuła, jak uginają się pod nią nogi, podparła się szablą, żeby nie upaść. Gdzieś trzasnęły drzwi, reszta rodziny, zaintrygowana hałasem, już biegła na ratunek, ale ona wiedziała, że jest za późno. „Czekajcie, aż się zacznie”, powiedziała ciotka. Wiedziała, że mają kusze, wiedziała, że ich użyją, a żołnierze, kimkolwiek byli, kierowani instynktem strzelili do tego, kto pierwszy zaatakował ich dowódcę.