Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 173
Перейти на страницу:

– Idzie­my.

Wy­szły, nio­sąc ostroż­nie ko­cioł mię­dzy sobą. Zupa pa­ro­wa­ła, roz­sie­wa­jąc wo­kół sma­ko­wi­ty za­pach, drew­nia­ny uchwyt roż­na wpi­jał się Ka­ile­an w pal­ce, ukry­ty za pa­skiem nóż uwie­rał w krzy­że. Dwa­dzie­ścia kro­ków dzie­lą­ce je od kuź­ni wy­da­wa­ło się na­gle dro­gą nie do prze­by­cia. Ka­ile­an z tru­dem prze­łknę­ła śli­nę. Co zo­ba­czą, gdy sta­ną przed drzwia­mi? Śla­dy ko­pyt na dzie­dziń­cu i dwa tru­py w środ­ku?

Ko­nie były na miej­scu, po­dob­nie jak straż­nik. Na wi­dok zbli­ża­ją­cych się ko­biet zmarsz­czył brwi i wy­ko­nał gest, jak­by za­mie­rzał za­stą­pić im dro­gę.

– Wi­dzia­łam żoł­nie­rzy i od razu po­my­śla­łam, że mu­sie­li do ge­ne­ra­ła w ja­kiejś spra­wie przy­je­chać. – Ciot­ka uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko. – Po­staw to, dziec­ko. No to zupę przy­nio­słam, żeby zdro­żo­nych na­kar­mić, wstyd był­by, jak­by głod­ni od­je­cha­li.

Po­sta­wi­ły na­czy­nie na zie­mi, Ka­ile­an zo­sta­ła z roż­nem w ręce. Skie­ro­wa­ła go ostrzem w dół i jed­nym spoj­rze­niem ogar­nę­ła wnę­trze kuź­ni. And’ewers stał przy ko­wa­dle, ręce luź­no opusz­czo­ne, twarz skry­ta w cie­niu. La­skol­nyk klę­czał przy Der’eku, za­sła­niał go, sły­sząc Vee’rę, na­wet nie pod­niósł gło­wy. Ka­wa­le­rzy­sta w płasz­czu ob­szy­tym czer­wie­nią uśmiech­nął się na wi­dok dwóch ko­biet, trzech po­zo­sta­łych jeźdź­ców, sto­ją­cych we­wnątrz kuź­ni, ob­rzu­ci­ło je obo­jęt­ny­mi spoj­rze­nia­mi. Gdy­by rze­czy­wi­ście przy­by­ły tu, żeby po­czę­sto­wać wszyst­kich zupą, te­raz wła­śnie po­win­ny zo­rien­to­wać się, że coś jest nie w po­rząd­ku. Ża­den nor­mal­ny żoł­nierz nie oparł­by się ta­kim za­pa­chom.

Ciot­ka zła­pa­ła ko­cio­łek za uchwyt i ru­szy­ła do kuź­ni. Przy­sta­nę­ła na­gle, w pół kro­ku, jak­by do­pie­ro te­raz za­uwa­ży­ła La­skol­ny­ka i le­żą­ce­go na zie­mi Pierw­sze­go.

– Co się sta­ło?! – Pod­bie­gła, tasz­cząc ze sobą na­czy­nie.

– Mie­li­śmy mały wy­pa­dek. – Po­rucz­nik zer­k­nął na Ka­ile­an, za­ha­czył wzro­kiem o coś za jej ple­ca­mi i nie­mal nie­zau­wa­żal­nie ski­nął gło­wą. – Za­raz po­je­dzie­my po uzdro­wi­cie­la. I pa­nien­kę też po­pro­szę do środ­ka.

Oczy­wi­ście, chcie­li ich wszyst­kich mieć we­wnątrz, mor­do­wa­nie ko­go­kol­wiek na dzie­dziń­cu mo­gło­by zwró­cić uwa­gę i zo­sta­wi­ło­by wie­le śla­dów. Ka­ile­an wstrzy­ma­ła od­dech, pa­trząc, jak ciot­ka przy­spie­sza kro­ku. Ofi­cer uśmiech­nął się za­chę­ca­ją­co i wska­zał jej La­skol­ny­ka.

Coś przy­war­ło Ka­ile­an do ple­ców i po­tęż­ne ra­mię owi­nę­ło się wo­kół jej szyi. Spo­dzie­wa­ła się tego, więc na­pię­ła tyl­ko mię­śnie i pi­snę­ła cien­ko, bo tak za­cho­wa­ła­by się każ­da dziew­czy­na na jej miej­scu. Ciot­ka Vee’ra zro­bi­ła jesz­cze kil­ka kro­ków do przo­du, unio­sła ko­cio­łek i mi­ja­jąc ofi­ce­ra, za­krę­ci­ła się na pię­cie i chlu­snę­ła mu zupą w twarz.

Trzy­ma­ją­cy Ka­ile­an żoł­nierz wark­nął coś pro­sto w jej ucho i za­ci­snął uchwyt. Wy­cie po­pa­rzo­ne­go ofi­ce­ra zo­sta­ło za­głu­szo­ne przez szum krwi w uszach, char­kot, któ­ry mi­mo­wol­nie wy­do­był się z jej krta­ni. Opar­ła ro­żen o sto­pę na­past­ni­ka i z ca­łej siły na­ci­snę­ła. Ostrze prze­szło przez cia­ło i po­grą­ży­ło się przy­naj­mniej sześć cali w zie­mi.

– Su­ka­aa! – ryk nie­mal ją ogłu­szył, uścisk ze­lżał.

Wol­ną ręką wy­rwa­ła nóż zza pa­ska i ob­ra­ca­jąc się tuż przy męż­czyź­nie, chla­snę­ła go przez twarz. Zę­ba­te ostrze za­ha­czy­ło o oko, oskó­ro­wa­ło pół po­licz­ka i gład­ko we­szło tuż pod za­pin­kę heł­mu. Ryk prze­szedł w rzę­że­nie.

Zła­pa­ła go za rękę, w któ­rej wciąż trzy­mał ku­szę, i spró­bo­wa­ła wy­rwać broń.

Na­ci­śnię­ty ostat­nim skur­czem mię­śni spust po­słał bełt w zie­mię. Pu­ści­ła łoże ku­szy i się­gnę­ła po sza­blę żoł­nie­rza, świa­do­ma, że wszyst­ko robi roz­pacz­li­wie wol­no, że lada mo­ment usły­szy ko­lej­ny brzęk i bełt prze­szy­je ją na wy­lot.

Brzęk­nę­ło dwa razy, ale ża­den po­cisk nie był skie­ro­wa­ny w jej kie­run­ku. Wy­rwa­ła sza­blę i ru­nę­ła ku kuź­ni. Wszyst­ko dzia­ło się jed­no­cze­śnie. La­skol­nyk pod­ry­wał się z zie­mi z ka­vayo w ręku, And’ewers trzy­mał już nie wie­dzieć skąd wzię­ty po­bi­jak, ofi­cer, klę­cząc, z dłoń­mi za­kry­wa­ją­cy­mi twarz, wył wnie­bo­gło­sy.

Eso’bar wy­padł zza wę­gła i w dwóch dłu­gich su­sach do­padł sto­ją­ce­go naj­bli­żej żoł­nie­rza. Jego nóż błysz­czał ma­to­wo, żoł­nierz, wy­czu­wa­jąc ruch, za­czął się od­wra­cać z sza­blą na wpół wy­cią­gnię­tą z po­chwy. Zde­rzy­li się. Trze­ci, ska­cząc jak kot, na ni­sko ugię­tych no­gach ru­nął na męż­czy­znę i prze­wró­cił go na zie­mię. Sik­nę­ła ja­sna, tęt­ni­cza krew.

Dwóch ostat­nich ka­wa­le­rzy­stów zdą­ży­ło od­rzu­cić wy­strze­lo­ne ku­sze i do­być bro­ni. Bie­gnąc, wi­dzia­ła wszyst­ko jak we śnie, jak­by każ­da po­stać po­ru­sza­ła się w gę­stym sy­ro­pie. Ten, któ­ry stał naj­bli­żej ko­wa­la, wi­dząc cios za­da­wa­ny po­bi­ja­kiem, zło­żył pa­ra­dę. Rów­nie do­brze mógł­by pró­bo­wać za­trzy­mać roz­pę­dzo­ny wóz, dwu­dzie­sto­fun­to­wy młot tra­fił do­kład­nie w ostrze sza­bli, stal jęk­nę­ła i pry­sła. Młot ude­rzył męż­czy­znę w śro­dek pier­si i nie na­po­ty­ka­jąc opo­ru, za­głę­bił się w niej na do­bre dwa cale. Siła cio­su rzu­ci­ła po­ry­wa­cza na ścia­nę.

Ostat­ni na­past­nik za­dał La­skol­ny­ko­wi pchnię­cie w głę­bo­kim wy­pa­dzie, a w na­stęp­nej chwi­li kha-dar był tuż przy nim, za­krzy­wio­na klin­ga ka­vayo bły­snę­ła i sza­bla upa­dła na zie­mię.

Ofi­cer wył.

Ka­ile­an pa­trzy­ła, jak wuj spo­koj­nie robi dwa kro­ki w jego stro­nę, uno­si młot nad gło­wę i z ca­łej siły spusz­cza na kark żoł­nie­rza. Chrup­nę­ło i za­pa­dła ci­sza.

Wy­ha­mo­wa­ła.

Ko­wal stał. Eso’bar pod­no­sił się z zie­mi z za­krwa­wio­nym no­żem w ręce. Na­wet Der’eko już był na no­gach, choć pry­mi­tyw­ny opa­tru­nek na jego udzie zdą­żył prze­siąk­nąć krwią. La­skol­nyk trzy­mał swo­je­go ka­wa­le­rzy­stę za gar­dło. Męż­czy­zna za­ci­snął zdro­wą dłoń na pra­wym prze­gu­bie, usi­łu­jąc za­trzy­mać krwa­wie­nie. Kha-dar przy­su­nął do jego twa­rzy swo­ją i wy­sy­czał:

– Ty i ja, przy­ja­cie­lu. Po­ga­da­my. – Spoj­rzał na ko­wa­la. – Roz­pa­lisz pa­le­ni­sko?

And’ewers nie pa­trzył na nie­go. Pa­trzył w kąt kuź­ni, gdzie jak kup­ka szmat le­ża­ła drob­na po­stać.

– Vee’ra? – wy­szep­tał.

Te­raz wszy­scy spoj­rze­li w tam­tą stro­nę. Ciot­ka wciąż trzy­ma­ła dłoń za­ci­śnię­tą na uchwy­cie ko­cioł­ka, reszt­ki zupy pa­ro­wa­ły, a dwa krót­kie beł­ty ster­cza­ły jej z pier­si.

Ka­ile­an po­czu­ła, jak ugi­na­ją się pod nią nogi, pod­par­ła się sza­blą, żeby nie upaść. Gdzieś trza­snę­ły drzwi, resz­ta ro­dzi­ny, za­in­try­go­wa­na ha­ła­sem, już bie­gła na ra­tu­nek, ale ona wie­dzia­ła, że jest za póź­no. „Cze­kaj­cie, aż się za­cznie”, po­wie­dzia­ła ciot­ka. Wie­dzia­ła, że mają ku­sze, wie­dzia­ła, że ich uży­ją, a żoł­nie­rze, kim­kol­wiek byli, kie­ro­wa­ni in­stynk­tem strze­li­li do tego, kto pierw­szy za­ata­ko­wał ich do­wód­cę.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)