Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 173
Перейти на страницу:

La­skol­nyk oparł się bio­dra­mi o ko­wa­dło, za­kła­da­jąc ręce na pier­si. A Ka­ile­an na­gle od­kry­ła, że pod­słu­chi­wa­nie to jed­nak zły na­wyk. A w każ­dym ra­zie pro­wa­dzi do sy­tu­acji, kie­dy chcia­ło­by się zna­leźć gdzieś in­dziej, lecz pró­ba zmia­ny po­zy­cji i wy­co­fa­nia się może na­ra­zić cię na de­kon­spi­ra­cję. Już daw­no zda­ła so­bie spra­wę, że je­śli kha-dar ją tu­taj od­kry­je, bę­dzie mia­ła kło­po­ty. Duże kło­po­ty, bo tych rze­czy z pew­no­ścią nie po­win­na sły­szeć.

– Co mógł­bym prze­ka­zać w mie­ście? – za­py­tał wresz­cie Der’eko, do­wo­dząc, że jed­nak po­tra­fi szyb­ko my­śleć.

– To, co po­wie­dzia­łem o sta­dach i ta­bu­nach. Oraz to, że zo­sta­ną nie­tknię­te, chy­ba że ich li­czeb­ność za­cznie się zmniej­szać lub ktoś spró­bu­je prze­pę­dzić je na pa­stwi­ska bli­żej obo­zów. Będą pod uważ­ną ob­ser­wa­cją.

– Ukła­dy i umo­wy... – Chy­ba tyl­ko mina ojca po­wstrzy­ma­ła Pierw­sze­go od splu­nię­cia La­skol­ny­ko­wi pod nogi. – Więc tak się te­raz na­zy­wa przy­ło­że­nie ko­muś noża do gar­dła.

– Nie, chłop­cze. Tak na­zy­wa się po­wstrzy­ma­nie ko­goś przed pod­pa­le­niem wszyst­kim da­chu nad gło­wą. Yawe­nyr jest sta­ry i cho­ry, to praw­da, ale był już sta­ry i cho­ry w ze­szłym roku, dwa lata i pięć lat temu. Su­czy syn trzy­ma się ży­cia jak koń­ska pi­jaw­ka skó­ry, a to, że nie wy­cho­dzi z na­mio­tu, może być czę­ścią ja­kiejś jego gry. Je­śli te­raz ude­rzy­cie na ko­czow­ni­ków, to się zjed­no­czą, za­ci­sną w jed­ną, po­tęż­ną pięść. Dziś każ­dy z Sy­nów Woj­ny ma pod sobą od dzie­się­ciu do dwu­dzie­stu ty­się­cy jeźdź­ców i wła­sny ka­wa­łek Ste­pów, któ­rym rzą­dzi jak udziel­nym księ­stwem. Wjedź­cie te­raz na te­ren któ­re­go­kol­wiek z nich, a Yawe­nyr nie bę­dzie miał wyj­ścia, odda Pas Woj­ny i wy­zna­czy swo­je­go na­stęp­cę.

– Może to zro­bić, na­wet jak nie ru­szy­my.

– On? Yawe­nyr Kedo Ba­ken? Chy­ba mó­wi­my o kimś in­nym. Mu­siał­by się do­ga­dać z Oj­cem Po­ko­ju, a nie wia­do­mo na­wet, czy ten żyje, i mu­siał­by uzy­skać po­par­cie Sy­nów Po­ko­ju, któ­rych od dwu­dzie­stu lat trzy­ma pod stra­żą. Nie. Po­cze­kaj­cie, aż sta­ry su­kin­syn umrze, a Sy­no­wie Woj­ny rzu­cą się so­bie do gar­deł. Ża­den nie ma dość sił, żeby szyb­ko i pro­sto pod­bić i zhoł­do­wać resz­tę. Będą się wy­krwa­wiać przez lata i naj­pew­niej po­dzie­lą w koń­cu Ste­py na kil­ka kró­lestw.

– A je­śli nie? Je­śli wy­bio­rą Ojca Woj­ny bez­kr­wa­wo? Te­raz są po­dzie­le­ni, a za rok mo­że­my tra­fić na mur ko­pyt. Daj nam coś wię­cej – albo za­bierz sta­da od razu.

– Wy­bio­rą bez­kr­wa­wo? Ka­ileo Hynu La­wyo i So­wy­nenn Dyr­nih? Ama­ne­we Czer­wo­ny i Za­wyr Heru Lom? Oni nie­na­wi­dzą się tak, że je­den dru­gie­mu gar­dło by prze­gryzł. A Kyh Danu Kre­do nie­na­wi­dzi wszyst­kich po­zo­sta­łych bez wy­jąt­ku. Gdy tyl­ko Yawe­nyr zdech­nie, Ste­py za­pło­ną. Wte­dy bę­dzie­cie mie­li szan­sę.

– To zna­czy kie­dy? Za pięć, dzie­sięć, dwa­dzie­ścia lat? Mam się do­cho­wać wła­snych dzie­ci w mię­dzy­cza­sie?

– Mat­kę byś na pew­no ucie­szył. Po­wiem ci tak – nie­któ­rzy ro­zum­ni lu­dzie w Im­pe­rium też li­czą na to, że se-koh­landz­kie kró­le­stwo roz­pad­nie się na trzy albo czte­ry mniej­sze władz­twa. I wie­dzą, że nic tak nie jed­no­czy, jak wspól­ny wróg. Nie damy im ta­kie­go wro­ga, nie w po­sta­ci wiel­kich ka­ra­wan wjeż­dża­ją­cych na Ste­py z za­cho­du. Wy­ku­li­by so­bie na was ar­mię, wśród Sy­nów Woj­ny wy­ło­nił­by się nowy Oj­ciec, mło­dy i spra­gnio­ny zwy­cięstw.

– Bo­icie się.

Mia­ło to za­brzmieć oskar­ży­ciel­sko i po­gar­dli­wie, ale La­skol­nyk tyl­ko po­ki­wał gło­wą.

– Nie wiem jak inni, ale ja z pew­no­ścią. Dwa­dzie­ścia lat od­bu­do­wy­wa­li­śmy wschod­nie i pół­noc­ne pro­win­cje. W rok mo­że­my wszyst­ko stra­cić. Tak. Ja się boję.

Der’eko za­ło­żył ręce na pier­si.

– Daj mi coś wię­cej, ge­ne­ra­le, coś poza po­gróż­ka­mi i stra­chem. Ina­czej ru­szy­my.

– Kie­dy? Te­raz? Der’eko, jest po­czą­tek je­sie­ni, jesz­cze nie pa­da­ją desz­cze, ale za parę dni mogą za­cząć, a wte­dy Ste­py za­mie­nią się w ba­gno. Wozy będą grzę­zły po osie w bło­cie. Nie do­trze­cie na pół­noc przed mro­za­mi. A je­śli na­wet, to nie bę­dzie tam dość pa­szy dla wa­szych zwie­rząt ani cza­su, żeby za­ło­żyć obo­zy i opa­no­wać wy­ży­nę. Prze­gra­cie, za­nim na do­bre się za­cznie. Nie, chłop­cze, wy pla­no­wa­li­ście ru­szyć za pół roku, wcze­sną wio­sną, gdy jest dużo wody, świe­żej tra­wy, a dni ro­bią się co­raz dłuż­sze, więc moż­na wię­cej dro­gi zro­bić mię­dzy po­sto­ja­mi. Mam ra­cję? No i oczy­wi­ście wte­dy więk­szość ko­czow­ni­ków bę­dzie jesz­cze sie­dzieć w zi­mo­wych obo­zach, da­le­ko od głów­ne­go szla­ku na wy­ży­nę. Za­nim się zo­rien­tu­ją, prze­bę­dzie­cie po­ło­wę dro­gi. Taki był plan, mam ra­cję?

W mia­rę jak kha-dar mó­wił, twarz Pierw­sze­go ciem­nia­ła. Wy­glą­dał, jak­by miał pęk­nąć. Na­gle par­sk­nął dzi­ko i uśmiech­nął się.

– Oj­ciec ma ra­cję, ła­two za­po­mnieć, z kim roz­ma­wiam, ge­ne­ra­le. Sam byś tak zro­bił, praw­da? Wy­ru­szył wio­sną?

– Praw­da.

– A więc za pół roku... bę­dzie­my mo­gli od­je­chać?

– Już po­wie­dzia­łem. Tyl­ko je­śli Yawe­nyr umrze, a jego na­stęp­cy za­czną się rżnąć.

– A je­śli mimo wszyst­ko spró­bu­je­my?

– Czym jest wóz bez koni? – po­wtó­rzył La­skol­nyk. – Nie po­zwo­li­my wam.

– Na­praw­dę?

Och, ależ to za­brzmia­ło – to „na­praw­dę” z prze­cią­ga­niem sa­mo­gło­sek i wy­zy­wa­ją­cym spoj­rze­niem. I z od­po­wied­nią po­sta­wą, lewa sto­pa w przód, lek­ko ugię­te nogi, opusz­czo­ne ręce, pra­wa już scho­wa­na za ple­ca­mi. Mło­dzi i nie­cier­pli­wi lu­bią roz­wią­zy­wać szyb­ko ta­kie spra­wy. Zwłasz­cza je­śli no­szą przy so­bie broń.

– Wy­cią­gnij nóż, Der, a oso­bi­ście po­ła­mię ci wszyst­kie ko­ści. – Ka­ile­an pierw­szy raz sły­sza­ła, żeby ko­wal mó­wił ta­kim gło­sem, jak­by lo­do­wiec su­nął na­przód.

W kuź­ni za­pa­no­wa­ła cał­ko­wi­ta ci­sza.

Koń­skie par­sk­nię­cie za­brzmia­ło w tej ci­szy jak huk gro­mu. Ka­ile­an pra­wie pod­sko­czy­ła. Jak, do cięż­kiej cho­le­ry, kto­kol­wiek zdo­łał pod­je­chać pod bu­dy­nek tak bez­sze­lest­nie? Ostroż­nie, po­su­wa­jąc się na czwo­ra­kach, do­tar­ła do koń­ca ścia­ny i wyj­rza­ła zza rogu.

Sześć koni i pię­ciu jeźdź­ców, wszy­scy w kol­czu­gach, heł­mach i z bro­nią przy boku. Bar­wio­ne na brąz płasz­cze zwi­sa­ły im z ra­mion, u naj­wyż­sze­go kłu­ła w oczy bia­ło-czer­wo­na la­mów­ka. Im­pe­rial­na ka­wa­le­ria.

Na roz­kaz wszy­scy zsie­dli z koni. Czte­rech skie­ro­wa­ło się do kuź­ni, pią­ty zo­stał na po­dwó­rzu i trzy­ma­jąc wo­dze w ręku, roz­glą­dał się wo­kół ze znu­dzo­ną miną. Scho­wa­ła się i przy­kle­iła do cien­kiej ścia­ny.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)