Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Laskolnyk oparł się biodrami o kowadło, zakładając ręce na piersi. A Kailean nagle odkryła, że podsłuchiwanie to jednak zły nawyk. A w każdym razie prowadzi do sytuacji, kiedy chciałoby się znaleźć gdzieś indziej, lecz próba zmiany pozycji i wycofania się może narazić cię na dekonspirację. Już dawno zdała sobie sprawę, że jeśli kha-dar ją tutaj odkryje, będzie miała kłopoty. Duże kłopoty, bo tych rzeczy z pewnością nie powinna słyszeć.
– Co mógłbym przekazać w mieście? – zapytał wreszcie Der’eko, dowodząc, że jednak potrafi szybko myśleć.
– To, co powiedziałem o stadach i tabunach. Oraz to, że zostaną nietknięte, chyba że ich liczebność zacznie się zmniejszać lub ktoś spróbuje przepędzić je na pastwiska bliżej obozów. Będą pod uważną obserwacją.
– Układy i umowy... – Chyba tylko mina ojca powstrzymała Pierwszego od splunięcia Laskolnykowi pod nogi. – Więc tak się teraz nazywa przyłożenie komuś noża do gardła.
– Nie, chłopcze. Tak nazywa się powstrzymanie kogoś przed podpaleniem wszystkim dachu nad głową. Yawenyr jest stary i chory, to prawda, ale był już stary i chory w zeszłym roku, dwa lata i pięć lat temu. Suczy syn trzyma się życia jak końska pijawka skóry, a to, że nie wychodzi z namiotu, może być częścią jakiejś jego gry. Jeśli teraz uderzycie na koczowników, to się zjednoczą, zacisną w jedną, potężną pięść. Dziś każdy z Synów Wojny ma pod sobą od dziesięciu do dwudziestu tysięcy jeźdźców i własny kawałek Stepów, którym rządzi jak udzielnym księstwem. Wjedźcie teraz na teren któregokolwiek z nich, a Yawenyr nie będzie miał wyjścia, odda Pas Wojny i wyznaczy swojego następcę.
– Może to zrobić, nawet jak nie ruszymy.
– On? Yawenyr Kedo Baken? Chyba mówimy o kimś innym. Musiałby się dogadać z Ojcem Pokoju, a nie wiadomo nawet, czy ten żyje, i musiałby uzyskać poparcie Synów Pokoju, których od dwudziestu lat trzyma pod strażą. Nie. Poczekajcie, aż stary sukinsyn umrze, a Synowie Wojny rzucą się sobie do gardeł. Żaden nie ma dość sił, żeby szybko i prosto podbić i zhołdować resztę. Będą się wykrwawiać przez lata i najpewniej podzielą w końcu Stepy na kilka królestw.
– A jeśli nie? Jeśli wybiorą Ojca Wojny bezkrwawo? Teraz są podzieleni, a za rok możemy trafić na mur kopyt. Daj nam coś więcej – albo zabierz stada od razu.
– Wybiorą bezkrwawo? Kaileo Hynu Lawyo i Sowynenn Dyrnih? Amanewe Czerwony i Zawyr Heru Lom? Oni nienawidzą się tak, że jeden drugiemu gardło by przegryzł. A Kyh Danu Kredo nienawidzi wszystkich pozostałych bez wyjątku. Gdy tylko Yawenyr zdechnie, Stepy zapłoną. Wtedy będziecie mieli szansę.
– To znaczy kiedy? Za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat? Mam się dochować własnych dzieci w międzyczasie?
– Matkę byś na pewno ucieszył. Powiem ci tak – niektórzy rozumni ludzie w Imperium też liczą na to, że se-kohlandzkie królestwo rozpadnie się na trzy albo cztery mniejsze władztwa. I wiedzą, że nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Nie damy im takiego wroga, nie w postaci wielkich karawan wjeżdżających na Stepy z zachodu. Wykuliby sobie na was armię, wśród Synów Wojny wyłoniłby się nowy Ojciec, młody i spragniony zwycięstw.
– Boicie się.
Miało to zabrzmieć oskarżycielsko i pogardliwie, ale Laskolnyk tylko pokiwał głową.
– Nie wiem jak inni, ale ja z pewnością. Dwadzieścia lat odbudowywaliśmy wschodnie i północne prowincje. W rok możemy wszystko stracić. Tak. Ja się boję.
Der’eko założył ręce na piersi.
– Daj mi coś więcej, generale, coś poza pogróżkami i strachem. Inaczej ruszymy.
– Kiedy? Teraz? Der’eko, jest początek jesieni, jeszcze nie padają deszcze, ale za parę dni mogą zacząć, a wtedy Stepy zamienią się w bagno. Wozy będą grzęzły po osie w błocie. Nie dotrzecie na północ przed mrozami. A jeśli nawet, to nie będzie tam dość paszy dla waszych zwierząt ani czasu, żeby założyć obozy i opanować wyżynę. Przegracie, zanim na dobre się zacznie. Nie, chłopcze, wy planowaliście ruszyć za pół roku, wczesną wiosną, gdy jest dużo wody, świeżej trawy, a dni robią się coraz dłuższe, więc można więcej drogi zrobić między postojami. Mam rację? No i oczywiście wtedy większość koczowników będzie jeszcze siedzieć w zimowych obozach, daleko od głównego szlaku na wyżynę. Zanim się zorientują, przebędziecie połowę drogi. Taki był plan, mam rację?
W miarę jak kha-dar mówił, twarz Pierwszego ciemniała. Wyglądał, jakby miał pęknąć. Nagle parsknął dziko i uśmiechnął się.
– Ojciec ma rację, łatwo zapomnieć, z kim rozmawiam, generale. Sam byś tak zrobił, prawda? Wyruszył wiosną?
– Prawda.
– A więc za pół roku... będziemy mogli odjechać?
– Już powiedziałem. Tylko jeśli Yawenyr umrze, a jego następcy zaczną się rżnąć.
– A jeśli mimo wszystko spróbujemy?
– Czym jest wóz bez koni? – powtórzył Laskolnyk. – Nie pozwolimy wam.
– Naprawdę?
Och, ależ to zabrzmiało – to „naprawdę” z przeciąganiem samogłosek i wyzywającym spojrzeniem. I z odpowiednią postawą, lewa stopa w przód, lekko ugięte nogi, opuszczone ręce, prawa już schowana za plecami. Młodzi i niecierpliwi lubią rozwiązywać szybko takie sprawy. Zwłaszcza jeśli noszą przy sobie broń.
– Wyciągnij nóż, Der, a osobiście połamię ci wszystkie kości. – Kailean pierwszy raz słyszała, żeby kowal mówił takim głosem, jakby lodowiec sunął naprzód.
W kuźni zapanowała całkowita cisza.
Końskie parsknięcie zabrzmiało w tej ciszy jak huk gromu. Kailean prawie podskoczyła. Jak, do ciężkiej cholery, ktokolwiek zdołał podjechać pod budynek tak bezszelestnie? Ostrożnie, posuwając się na czworakach, dotarła do końca ściany i wyjrzała zza rogu.
Sześć koni i pięciu jeźdźców, wszyscy w kolczugach, hełmach i z bronią przy boku. Barwione na brąz płaszcze zwisały im z ramion, u najwyższego kłuła w oczy biało-czerwona lamówka. Imperialna kawaleria.
Na rozkaz wszyscy zsiedli z koni. Czterech skierowało się do kuźni, piąty został na podwórzu i trzymając wodze w ręku, rozglądał się wokół ze znudzoną miną. Schowała się i przykleiła do cienkiej ściany.