Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 173
Перейти на страницу:

And’ewers uspo­ko­ił się już, ode­tchnął głę­bo­ko i uśmiech­nął tak, jak­by ktoś wbi­jał mu nóż w ser­ce.

Awo­lan­de­ray.

– Co?

– Nie ma­cie ta­kie­go sło­wa w Im­pe­rium. To zna­czy mniej wię­cej „duma źre­biąt”. Gdy mło­dy koń, rocz­niak le­d­wo, pró­bu­je ści­gać się z do­ro­sły­mi, gdy chło­piec, któ­ry do­pie­ro co wy­kuł swo­je ka­vayo, rzu­ca wy­zwa­nie star­sze­mu wo­jow­ni­ko­wi, mó­wi­my – awo­lan­de­ray. I uśmie­cha­my się, bo to w grun­cie rze­czy po­wód do ra­do­ści, mieć dum­ne i od­waż­ne po­tom­stwo. Jed­nak to, co się te­raz dzie­je... to była i jest na­sza wina, nas, star­szych. Wy­cho­wy­wa­li­śmy tu dzie­ci... Chcie­li­śmy im prze­ka­zać, jak to jest być Wo­za­ka­mi, chcie­li­śmy na­uczyć, jak to jest żyć w ka­ra­wa­nie, mimo iż ka­ra­wa­ny już nie jeź­dzi­ły. I opo­wia­da­li­śmy – o wę­drów­kach, o wiel­kich, ru­cho­mych mia­stach, o ży­ciu na wy­ży­nie. I kła­ma­li­śmy, mó­wi­li­śmy tyl­ko o du­mie, ho­no­rze, wol­no­ści i bo­ha­ter­stwie. Two­rzy­li­śmy le­gen­dy, w któ­rych za­bra­kło miej­sca na ple­mien­ne wa­śnie, zdra­dy i pod­ło­ści. Tak, ge­ne­ra­le, ban­da pi­ja­nych star­ców, snu­ją­cych mrzon­ki o swo­jej mło­do­ści, wy­cho­wa­ła mło­de po­ko­le­nie. I na­wet nie za­uwa­ży­li­śmy, jak chłop­cy i dziew­czyn­ki sta­li się mło­dy­mi męż­czy­zna­mi i ko­bie­ta­mi, któ­rych ma­rze­nia wy­ro­sły na na­szych baj­kach... Mó­wisz, że kil­ka lat temu było nie­wie­le ry­dwa­nów. To praw­da. Ale też kil­ka lat temu woź­ni­ce tych ry­dwa­nów prze­cho­dzi­li jesz­cze wy­pro­sto­wa­ni pod koń­skim brzu­chem. A te­raz pcha­ją się do woj­ny i nie moż­na ich już po­wstrzy­mać.

Ko­wal za­pa­trzył się gdzieś przed sie­bie.

– Kie­dyś za­py­ta­łeś mnie, dla­cze­go tu przy­je­cha­łem. Ucie­kłem, Gen­no, ucie­kłem przed tymi opo­wie­ścia­mi, nie chcia­łem, żeby moi sy­no­wie wy­ra­sta­li na woź­ni­ców ry­dwa­nów, któ­rzy wy­ru­sza­ją do sa­mo­bój­czych szarż, i nie chcia­łem, żeby moje cór­ki wy­ra­sta­ły na wdo­wy. – Wska­zał na kąt, w któ­ry po­to­czy­ło się sta­lo­we kół­ko. – Ucie­kłem przed tym, przed ko­łem, któ­re już wte­dy nie­któ­rzy za­czę­li no­sić. I przed wo­zem pło­ną­cym gdzieś na ste­pie.

– Trud­no uciec przed ry­dwa­nem, a bo­jo­we wozy nie pło­ną tak ła­two, oj­cze.

Der’eko stał w wej­ściu do kuź­ni i uśmie­chał się sze­ro­ko. Z lo­do­wa­tym, wy­zy­wa­ją­cym gry­ma­sem. Ka­ile­an pra­wie pod­sko­czy­ła, gdy się tam po­ja­wił. Za­słu­cha­na, nie za­uwa­ży­ła, kie­dy ją opu­ścił. La­skol­nyk spoj­rzał na drzwi, jak gdy­by wła­śnie na nie­go cze­kał, i ski­nął gło­wą na po­wi­ta­nie.

– Je­śli wy­je­dziesz stąd, prze­kro­czysz rze­kę i skie­ru­jesz się na pół­noc­ny wschód, to tra­fisz na szlak do wa­szej wy­ży­ny – po­wie­dział ta­kim to­nem, jak­by kon­ty­nu­ował ja­kąś wcze­śniej­szą dys­ku­sję. – A je­śli nie bę­dziesz go znał, dro­gę wska­żą ci reszt­ki wo­zów, zwę­glo­ne de­ski, po­czer­nia­łe oku­cia. Bę­dzie tak, mimo że upły­nę­ło po­nad dwa­dzie­ścia lat. Kup­cy, któ­rzy cza­sem tam­tę­dy jeż­dżą, na­zy­wa­ją tę dro­gę Szla­kiem Spa­lo­nych Wo­zów.

– Wie­my o tym. I nie za­mie­rza­my ob­ra­żać się o tę na­zwę. Ale gdy wy­bu­chło po­wsta­nie, nie mie­li­śmy praw­dzi­wych bo­jo­wych wo­zów, bo ko­czow­ni­cy kil­ka lat wcze­śniej ka­za­li wszyst­kie znisz­czyć. W Krwa­wym Mar­szu wzię­ły udział tyl­ko zwy­kłe wozy miesz­kal­ne, le­d­wo co przy­spo­so­bio­ne do wal­ki. I dzię­ku­ję, że pan to po­wie­dział, ge­ne­ra­le.

– Co?

– Że to na­sza wy­ży­na.

Za­pa­dła chwi­la ci­szy. La­skol­nyk mie­rzył Pierw­sze­go wzro­kiem. Pa­trzył na spodnie, pas, skó­rza­ną ka­mi­zel­kę.

– Wi­dzia­łem twój ry­dwan, chłop­cze. So­lid­ne bur­ty, miej­sce dla dwóch lu­dzi, je­den z przo­du po­wo­zi, dru­gi stoi z tyłu. Trud­no w ta­kim ry­dwa­nie roz­ma­wiać w cza­sie dro­gi, praw­da?

– Ja­koś so­bie ra­dzi­my.

– To bo­jo­wy ry­dwan, Der!

– Ależ ja nie za­mie­rzam za­prze­czać. – Uśmiech Der’eko stał się jesz­cze bar­dziej lo­do­wa­ty i jesz­cze bar­dziej wy­zy­wa­ją­cy. – To ry­dwan do wal­ki. Obo­zy czu­ją się za­gro­żo­ne, nie tyl­ko Man­del­len, inne rów­nież. Zresz­tą Im­pe­rium też czu­je się nie­zbyt pew­nie, sko­ro prze­su­wa woj­ska nad gra­ni­cę. I to gwar­dyj­skie puł­ki. Wszy­scy o tym wie­dzą, ge­ne­ra­le. Oj­ciec Woj­ny sła­bu­je, szar­pa­ni­na mię­dzy Sy­na­mi może się roz­lać na cały Wschód. Ja mogę tyl­ko przy­siąc, że je­śli wy­buch­nie woj­na, bę­dzie­my wal­czyć z na­jeźdź­cą ze wszyst­kich sił. I dla­te­go się uzbra­ja­my.

La­skol­nyk po­ki­wał gło­wą, jak­by roz­ba­wio­ny bez­czel­no­ścią mło­de­go.

– Woj­na może wy­buch­nąć, bo wy wy­ru­szy­cie na wschód, a Oj­ciec Woj­ny lub jego na­stęp­ca po­trak­tu­je to jako atak ze stro­ny Me­ekha­nu. Nie przy­szło wam do gło­wy, że te puł­ki mają po­wstrzy­mać nie ko­czow­ni­ków, ale was?

Na­wet And’ewers, od dłuż­szej chwi­li mil­czą­cy, wy­glą­dał na wstrzą­śnię­te­go. Jego pier­wo­rod­ny zmru­żył oczy.

– Nie zro­bi­cie tego – sap­nął.

– A dla­cze­go nie? Je­śli mamy nie do­pu­ścić do woj­ny...

Der’eko po­chy­lił gło­wę, ob­na­żył zęby.

– Tyl­ko spró­buj­cie!

Kha-dar za­cho­wał spo­kój. Jego wzrok wę­dro­wał od ojca do syna.

– Tacy po­dob­ni – uśmiech­nął się wresz­cie – i tacy róż­ni. Do tej pory nie by­łem pe­wien, czy na­praw­dę za­mier­za­cie ru­szyć, Der’eko. Twój oj­ciec za­cho­wał mil­cze­nie, ty nie. Mą­drość i wiek, ni­g­dy ich nie lek­ce­waż.

– Nie da­cie rady nas po­wstrzy­mać!

– Kto wie? – La­skol­nyk wzru­szył ra­mio­na­mi. – Mamy tu już dwa­na­ście ty­się­cy za­wo­do­wej jaz­dy i dru­gie tyle nie­re­gu­lar­nych, bo każ­dy do­wód­ca puł­ku otrzy­mał roz­kaz, żeby za­cią­gać wol­ne cza­ar­da­ny. A czym jest wóz bez koni?

Przez chwi­lę Der’eko wy­glą­dał na za­gu­bio­ne­go. Po­tem zro­zu­miał.

– Rusz­cie tyl­ko sta­da... – wy­char­czał.

– To co? Bę­dzie­cie za nimi gnać na pie­cho­tę? Wa­sze ta­bu­ny i by­dło są zbyt licz­ne, więc pasą się poza obo­za­mi. Wie­my gdzie. Wy­star­czy je­den de­kret o kon­fi­ska­cie, a woj­sko za­gar­nie je i po­pę­dzi w głąb Im­pe­rium. Obo­zy mogą zo­stać bły­ska­wicz­nie oto­czo­ne przez pie­cho­tę, a wierz mi, wy­star­czy kil­ka go­dzin, żeby za­mknąć każ­dy w pier­ście­niu oko­pów. Czym więc jest wóz bez koni, py­tam?

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)