Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 94
Перейти на страницу:

Thorisin mówił dalej:

— I tak nie mam zamiaru zrobić tego, co powiedziałaś. Powiem ci szczerze, że nie ścierpiałbym, gdyby coś takiego spotkało tego zasmarkanego łajdaczynę.

— Zatem od tej pory, skoro nie masz zamiaru słuchać moich rad, nie każ mi marnować czasu na tego typu spotkania. — Komitta wstała, pełna gniewnego wdzięku, i godnie niczym jednoosobowa procesja wymaszerowała z pokoju.

Gavras odwrócił się do Marka.

— No cóż, stary, co powiesz? Czasami odnoszę wrażenie, że trzeba wyciągać z ciebie myśli jak zęby. Czy mam wysłać go do Kynegionu i zamknąć sprawę? — Kynegion, mały park w pobliżu Największej Świątyni, był również głównym miejscem straceń w Videssos.

W Rzymie kara śmierci była wyrokiem ferowanym nadzwyczaj rzadko, ale — pomyślał Skaurus — została wymierzona Katylinie, który zamierzał przeprowadzić zamach stanu. Odpowiedział powoli:

— Tak, chyba tak, jeżeli może to być tak przeprowadzone, by wszystkie gryzipiórki nie obróciły się przeciwko tobie.

— Pieprzyć ich — warknął Bouraphos. — Są dobrzy tylko w mówieniu, dlaczego człowiek nie może dostać złota na konieczne naprawy.

— Tak, to w większości niewiele warci ludzie — powiedział Baanes Onomagoulos. — Ściąć go i posiać strach w sercach ich wszystkich.

Ale Thorisin, pocierając w zadumie szczękę, przyglądał się trybunowi z niechętnym podziwem w oczach.

— Masz zwyczaj wytykania nieprzyjemnych faktów, prawda? Jestem za bardzo żołnierzem, by brać biurokratów na poważnie, ale bezsprzecznie posiadają oni władzę; zbyt wielką, na Phosa.

— Kto mówi, że bezsprzecznie? — burknął Onomagoulos. Wskazał pogardliwie kciukiem na Ortaiasa Sphrantzesa. — Patrz na ten wyrwany z korzeniami chwast. Oto kogo te urzędasy chciały mieć za przywódcę.

— A co z Vardanesem? — zapytał Zigabenos, który przebywał w mieście podczas panowania Ortaiasa i rządów jego stryja.

Onomagoulos zamrugał, ale powiedział:

— No cóż, co z nim? Jeszcze jeden tchórz. Podsuń biurokracie pod nos kawałek stali, a zrobisz z nim, co zechcesz.

— I to oczywiście dzięki temu na imperialnym tronie zasiadali biurokraci bądź ludzie przez nich popierani przez czterdzieści pięć z ostatnich pięćdziesięciu jeden lat — powiedziała Alypia Gavra, a jej opanowany ton był bardziej kąśliwy niż jawne szyderstwo. — To dlatego w tym czasie biurokraci i ich najemcy stłumili… ile? dwa tuziny? trzy?…powstań zorganizowanych przez prowincjonalną szlachtę, i bez większych problemów sprowadzili prawie wszystkich videssańskich wieśniaków do poziomu gnębionych podatkami niewolników. Czyż te przykłady nie świadczą, że odnoszą zwycięstwa bez najmniejszego wysiłku?

Onomagoulous zarumienił się aż po łysinę. Otworzył usta i zamknął je bez słowa. Thorisina pochwycił nagły atak kaszlu. Ortaias Sphrantzes, nie mając nic do stracenia, wybuchnął głośnym śmiechem na widok kłócących się między sobą ludzi, którzy mieli decydować o jego losie.

Imperator, nie spuszczając oczu z bratanicy, zapytał:

— Co zatem według ciebie mamy zrobić z tym łotrem?

Księżniczka po raz pierwszy od początku spotkania zwróciła oczy na człowieka, którego żoną, przynajmniej z nazwy, była. Równie dobrze mogłaby patrzeć na połeć wołowiny. W końcu powiedziała:

— Nie sądzę, że można by skazać go na śmierć bez wywoływania wrogości, której lepiej nie wzbudzać. Ze swej strony nie czuję palącej potrzeby zobaczenia go martwym. W pewien sposób był tak samo więźniem swego stryja jak ja, i wcale nie w większym stopniu mógł decydować o swym przeznaczeniu czy poczynaniach.

Ortaias, ze swego miejsca na kanapie, rzekł cicho:

— Dziękuję, Alypio — i, co było dlań nietypowe, znów zamilkł.

Księżniczka nie okazała, że usłyszała jego słowa.

Baanes Onomagoulous, ciągle zdenerwowany jej uszczypliwym sarkazmem, dostrzegł szansę na zemstę. Powiedział:

— Thorisinie, to oczywiste, że ona będzie się za nim opowiadać. I dlaczegóż miałaby tego nie robić? Ostatecznie są mężem i żoną, a jak wiadomo wspólne łoże to wspólne troski.

— Zaczekaj chwilę… — zaczął zapalczywie Skaurus, ale Alypia nie potrzebowała obrońcy.

Poruszając się z lodowatym wdziękiem, który prezentowała przy większości okazji, wstała i chlusnęła winem w twarz Onomagoulosa. Mężczyzna zaniósł się kaszlem, klnąc i pocierając piekące oczy. Gęste czerwone wino ściekało z jego szpiczastej brody na haftowaną jedwabną tunikę, która przylgnęła mu do piersi.

Zaczął szukać rękojeści miecza, ale zmienił zdanie jeszcze nim Elissaios Bouraphos złapał go za nadgarstek. Spod już podpuchniętych powiek spojrzał na Thorisina Gavrasa, ale na twarzy Imperatora nie znalazł niczego, co mogłoby go zadowolić.

— Nic tu po mnie — mruknął, wstał i pokuśtykał do drzwi; jego chromy chód był niezamierzoną parodią zwinnego wyjścia Komitty Rhangawe.

— Może cię zainteresuje — powiedział Balsamon — że zeszłej nocy na usilne naleganie księżniczki ogłosiłem unieważnienie małżeństwa, o ile w ogóle można tak nazwać ten związek, miedzy Sphrantzesem a Alypią Gavrą. Może również zainteresuje cię to, że kapłan, który udzielił ślubu, przebywa w klasztorze na południowym brzegu rzeki Astris i zesłałem go na to wygnanie w dniu, w którym dowiedziałem się o ślubie, nie ubiegłej nocy.

Ale Onomagoulos tylko warknął:

— Ba! — i zatrzasnął drzwi za sobą.

Nie większa od dłoni figurynka z kości słoniowej zachwiała się i spadła z półki na podłogę. Balsamon, bardziej rozdrażniony niż wcześniej w czasie spotkania, zerwał się z krzykiem. Sapnął, schylił się, podniósł statuetkę i obejrzał ją niespokojnie.

— Dzięki niech będą Phosowi, nic się jej nie stało — powiedział, odstawiając posążek na półkę.

Marek wspomniał jego namiętność do wyrobów z kości słoniowej z Makuranu; królestwa, które było zachodnim sąsiadem i rywalem Videssos, dopóki Yezda nie ruszyli ze stepów i nie podbili go pokolenie wcześniej. Patriarcha poskarżył się półgłosem, mówiąc bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego:

— Od czasu odejścia Gennadiosa wszystko się wali.

Skaurus wiedział, że ponury kapłan był tyleż towarzyszem, co psem łańcuchowym Balsamona, i nierzadko zdarzało się, że patriarcha czerpał prawdziwie świecką radość z dokuczania mu. Teraz, po jego odejściu, wydawało się, że Balsamonowi go brakuje.

— Co się z nim stało? — zapytał trybun bez szczególnego zainteresowania.

— Co? Przecież mówiłem — odparł drażliwym tonem Balsamon. — Spędza czas nad Astris, modląc się, by Khamorthom nie wpadł do głowy pomysł przepłynięcia na drugą stronę i najechania tego kurnika.

— Och — mruknął Marek.

Patriarcha nie nazwał po imieniu kapłana, który udzielił ślubu Alypii i Ortaiasowi, ale trybun nie był zaskoczony, że chodziło o Gennadiosa. Był on człowiekiem Strobilosa Sphrantzesa, poprzednika Marvikiosa, i bez wątpienia pozostawał wierny klanowi. Skaurus pomyślał, że taka lojalność byłaby chwalebna w lepszej sprawie; nie odczuwał zbytniego żalu z powodu wygnania kapłana.

— Czy ta pusta gadanina nigdy się nie skończy? — zapytał Thorisin ze źle ukrywaną niecierpliwością.

— Pusta gadanina? — zawołał Balsamon z udawanym oburzeniem. — Bzdura! W pół godziny będzie po wszystkim. Ty możesz zrobić tak samo z biurokratami!

— Hmm — mruknął cesarz.

Wyrwał włos z brody i zrobił zeza, by przyjrzeć mu się z bliska. Włos był biały.

Odrzucił go. Odwracając się do Alypii, zapytał:

— Mówisz, że nie chcesz jego głowy?

— Nie, naprawdę — odparła. — Jest głupią marionetką, tchórzliwą i okropnie nudną. — Przez chwilę na twarzy Ortaiasa Sphrantzesa oburzenie walczyło ze strachem. — Ale, stryju, gdybyś skazywał na śmierć każdego, kto pasuje do tego opisu, wkrótce zabrakłoby ci poddanych. Gdyby tu był Vardanes…

Jej głos pozornie nie uległ zmianie, lecz ledwo uchwytna lodowata nuta sprawiła, że strach go było słuchać.

— Tak. — Prawa ręka Thorisina zwinęła się w pięść. — No cóż — podjął — przypuszczam, że darujemy życie temu szubrawcowi. — Ortaias, ożywiony nadzieją, pochylił się gwałtownie; strażnicy pchnęli go z powrotem na oparcie kanapy. Imperator zignorował go, warcząc: — Skotos zaciągnąłby mnie do piekła, gdybym tak po prostu puścił go wolno. Zacząłby spiskować, zanim znikłyby mu pręgi po więzach. Musi zrozumieć, i ludzie muszą zrozumieć, jakim był skończonym idiotą, i dlatego zostanie ukarany.

— Oczywiście — Alypia skinęła; była co najmniej równie dobrym politykiem jak jej stryj. — Jak ci się podoba coś takiego…?

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)