Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 94
Перейти на страницу:

Odrzucił go. Odwracając się do Alypii, zapytał:

— Mówisz, że nie chcesz jego głowy?

— Nie, naprawdę — odparła. — Jest głupią marionetką, tchórzliwą i okropnie nudną. — Przez chwilę na twarzy Ortaiasa Sphrantzesa oburzenie walczyło ze strachem. — Ale, stryju, gdybyś skazywał na śmierć każdego, kto pasuje do tego opisu, wkrótce zabrakłoby ci poddanych. Gdyby tu był Vardanes…

Jej głos pozornie nie uległ zmianie, lecz ledwo uchwytna lodowata nuta sprawiła, że strach go było słuchać.

— Tak. — Prawa ręka Thorisina zwinęła się w pięść. — No cóż — podjął — przypuszczam, że darujemy życie temu szubrawcowi. — Ortaias, ożywiony nadzieją, pochylił się gwałtownie; strażnicy pchnęli go z powrotem na oparcie kanapy. Imperator zignorował go, warcząc: — Skotos zaciągnąłby mnie do piekła, gdybym tak po prostu puścił go wolno. Zacząłby spiskować, zanim znikłyby mu pręgi po więzach. Musi zrozumieć, i ludzie muszą zrozumieć, jakim był skończonym idiotą, i dlatego zostanie ukarany.

— Oczywiście — Alypia skinęła; była co najmniej równie dobrym politykiem jak jej stryj. — Jak ci się podoba coś takiego…?

Prawie wszystkie jednostki, które towarzyszyły Thorisinowi w czasie marszu koronacyjnego, zostały odesłane do koszar. W czasie gdy Imperator i jego doradcy debatowali nad losem Ortaiasa Sphrantzesa, tylko parę oddziałów videssańskiej straży przybocznej czekało na Thorisina przed rezydencją patriarchy. Razem z nimi stali ludzie noszący parasole, którzy wchodzili w skład obowiązkowej publicznej świty Autokratora.

Ulice były prawie puste. Nieliczni Videssańczycy stali i gapili się na pomniejszoną cesarską eskortę, gdy wracała ona w kierunku pałaców, ale większość mieszkańców miasta już znalazła sobie inną rozrywkę.

Z tego powodu Marek z daleka zauważył przepychającego się ku nim wysokiego mężczyznę, ale nie poświęcił mu uwagi — po prostu jeszcze jeden Videssańczyk o chodzie marynarza. W wielkim porcie, jakim była stolica, coś takiego raczej nie przyciągało uwagi.

Nawet kiedy człowiek ten pomachał do Thorisina Gavrasa, Skaurus zignorował go. Tak wiele osób robiło to samo na widok Imperatora, że trybun przestał na to reagować. Dopiero kiedy mężczyzna krzyknął:

— Witam Waszą Imperatorską Mość! — Skaurus poczuł lodowate ciarki na krzyżu. Zgrzytliwy bas, lepiej pasujący do szumu wiatru i fal niż do miasta, mógł należeć tylko do Tarona Leimmokheira.

Trybun spotkał drungariosa z floty Ortaiasa zaledwie dwukrotnie, raz w nocy, na plaży i drugi raz, gdy był ścigany przez jego galerę. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie miał okazji zobaczenia rysów Leimmokheira, ale jak teraz stwierdził, nie były też one wcale godne uwagi: może czterdziestopięcioletni admirał miał surową twarz, pobrużdżoną i spaloną przez słońce, a włosy i brodę zbyt posiwiałe, by można było poznać, na ile zostały wybielone przez słońce.

Marek miał zatem wymówkę, by nie rozpoznać Leimmokheira, lecz nie można było powiedzieć tego samego o Thorisinie Gavrasie, który za panowania swego brata miał do czynienia z drungariosem prawie codziennie. Mimo wszystko Thorisin był mniej zaskoczony pojawieniem się Leimmokheira niż trybun. Zatrzymał się i wytrzeszczył oczy jakby na widok ducha.

Dzięki temu admirał przecisnął się między strażnikami.

— Gratulacje, Gavrasie! Dobra robota! — zawołał i upadł na kolana, a potem na brzuch na środku ulicy.

Leżał w akcie poddaństwa, gdy Thorisin w końcu odzyskał głos.

— Taka niewiarygodna bezczelność dosłownie zasługuje na nagrodę — wyszeptał. Potem z nagłą wściekłością ryknął na całe gardło: — Straż! Pojmać mi tego zdradzieckiego łotra!

— Co? Co to jest? Zabierać ze mnie łapy!

Leimmokheir chciał walczyć z żołnierzami, ale było ich zbyt wielu, a poza tym trudno wymyślić gorszą pozycję do obrony niż leżenie na brzuchu. W ciągu paru sekund admirał został poderwany na nogi i unieruchomiony, z wykręconymi do tyłu rękami. Prawie dokładnie tak — pomyślał mimochodem Marek — jak Vardanes Sphrantzes trzymał Alypię.

Drungarios spiorunował wzrokiem Thorisina Gavrasa.

— O co chodzi?! — zawołał, ciągle próbując się uwolnić. — Czy w taki sposób dziękujesz każdemu, kto nie pada do twych kolan i nie oddaje ci czci? Jeżeli tak, to co robi obok ciebie ten wąż, Namdalajczyk? Przecież on sprzedałby własną matkę za dwa miedziaki, gdyby tylko myślał, że jest tyle warta.

Hrabia Drax warknął i zrobił krok w jego stronę, ale Thorisin zatrzymał go ruchem ręki.

— Jesteś doskonałym partnerem do rozmowy o wężach, Leimmokheirze, wraz ze swoją perfidią i wynajętymi przez siebie mordercami.

Krzaczaste brwi Tarona Leimmokheira — prawie identyczne jak Balsamona — wzniosły się do połowy czoła, niczym dwie szare gąsienice — admirał odrzucił w tył głowę i roześmiał się.

— Nie wiem, co ostatnio pijasz, chłopcze. — Gavras poczerwieniał niebezpiecznie, lecz Leimmokheir nie zwrócił na to uwagi. — Daj mi butelkę, jeżeli jakaś ci została. Nie mam pojęcia, co w niej jest, ale to coś sprawia, że człowiek widzi dziwne rzeczy. — Mówił jak do równego sobie, kompletnie ignorując trzymających go strażników.

Skaurus przypomniał sobie, co pomyślał wówczas, gdy po raz pierwszy usłyszał głos drungariosa — że nie ma w nim podstępu. Teraz to pierwsze wrażenie powróciło i było równie silne. Jednakże dwa lata życia w Imperium nauczyły go, że podstęp czai się wszędzie, zbyt często umiejętnie przebrany za szczerość.

I tak pojmował to Imperator. Jego gniew był tym gorętszy, gdyż został zdradzony przez człowieka, którego uważał za uczciwego. Powiedział:

— Możesz kłamać, póki nie padniesz, Leimmokheirze, ale robisz z siebie głupca, próbując. Nie ma żadnego dowodu świadczącego na twoją korzyść, by prowadzić jakąkolwiek dyskusję. Byłem tam, jak wiesz, i widziałem twoich wynajętych zabójców na własne oczy…

— Toś widział więcej, niż ja — odpalił Leimmokheir, ale Gavras ruszył jak burza.

— Tak, i zabiłem paru z nich.-Imperator zwrócił się do strażników. — Zabierzcie tego świetnego, prawomyślnego jegomościa do więzienia. Zapewnimy mu miłe, spokojne miejsce, w którym będzie mógł przemyśleć pewne rzeczy, dopóki nie zdecyduję, co z nim zrobić. W drogę, precz z moich oczu.

Żołnierze trzymali drungariosa, nie mogli więc zasalutować, ale skinęli głowami i posłusznie zabrali admirała.

Zdawało się, że dopiero wtedy Leimmokheir zrozumiał, iż nie padł ofiarą okrutnego żartu.

— Gavrasie, ty przeklęty durniu, na lodowate piekło Skotosa, nie mam pojęcia, o co mnie posądzasz, ale ja tego nie zrobiłem! Uważajcie, niezguły! — krzyknął do żołnierzy, którzy powlekli go przez kałużę. Jego protesty ścichły w oddali.

Realizacja zamierzeń dotyczących Ortaiasa Sphrantzesa była przewidywana na dwa dni później, ale z powodu ulewnego deszczu termin został przełożony. Następnego dnia znów padało, i trzeciego także. Obserwując gnane z północy brudnoszare chmury, Skaurus zdał sobie sprawę, że są one tylko pierwszym zwiastunem długiej fali deszczów. Gdzie podział się rok? — zapytał się w myślach; na to pytanie nigdy nie było odpowiedzi.

Wreszcie pogoda poprawiła się. Północny wiatr nadal niósł wilgoć i zimno, ale słońce świeciło jasno; odbijało się oślepiająco od nadal mokrych murów i przemieniało ostatnie krople wody w tęczę. I chociaż nie miało dość czasu, by wysuszyć wszystkie siedzenia w olbrzymim videssańskim amfiteatrze, ludzie nie uskarżali się. W porównaniu z widowiskiem, na jakie czekali, mokry tyłek był mniejszą niewygodą.

— Ale tłum! — powiedział Viridoviks, a jego oczy wędrowały z miejsca zajmowanego przez legionistów w górę boków wielkiej wapiennej czary. — Ci biedni omadhaunowie w ostatnim rzędzie są tak daleko, że dopiero w przyszłym tygodniu zobaczą, co tu się dzisiaj będzie działo.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)