Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 119
Перейти на страницу:

— Kogo D’ram przywozi? — zapytał Jaxom.

— Sharro — zawołała Brekke z drugiego pokoju — nasi goście przybyli. Czy przyprowadzisz ich z plaży? — Weszła szybko do pokoju Jaxoma, wygładziła lekki koc i bacznie zajrzała mu w twarz. — Masz czystą twarz? A ręce?

— Kto to przybywa, że wpadłaś w taki popłoch? Ruth?

On się cieszy, że mnie też widzi, ton zdziwienia w głosie Rutha zabarwiony był zachwytem.

Po tej uwadze Jaxom zorientował się, kim jest gość, ale potrafił tylko patrzeć oszołomiony szeroko otwartymi oczami, kiedy Lytol wielkimi krokami wszedł do pokoju. Pod hełmem jego twarz była napięta i blada i nie zadał sobie trudu, by rozpiąć kurtkę podczas drogi z plaży, tak, że na jego — czole i górnej wardze lśniły kropelki potu. Stanął w drzwiach, po prostu patrząc na swego podopiecznego.

Raptownie odwrócił się w kierunku ściany, szorstko odchrząknął, zdarł z siebie hełm i rękawice, rozpiął pas przy kurtce i mruknął ze zdziwienia, kiedy przy jego łokciu pojawiła się Brekke, żeby uwolnić go od tego wszystkiego. Kiedy mijała łóżko Jaxoma w drodze do wyjścia z pokoju, popatrzyła na niego z takim napięciem, że nie miał pojęcia, co mu próbuje przekazać.

Ona mówi, że on płacze, powiedział mu Ruth. I że ty nie masz się dziwić ani wprawiać go w zakłopotanie. Ruth przerwał. Ona także sądzi, że Lytol już wyzdrowiał. Przecież Lytol nie był chory.

Jaxom nie miał czasu, żeby uporządkować sobie te okrężne aluzje, ponieważ jego opiekun odzyskał już panowanie nad sobą i odwrócił się.

— Cieplej tu niż w Ruatha — powiedział Jaxom, usiłując przerwać milczenie.

— Potrzeba ci trochę słońca, chłopcze — w tym samym momencie powiedział Lytol.

— Nie wolno mi jeszcze wstawać z łóżka.

— Ta góra wygląda tak samo, jak na twoim szkicu.

Znowu odezwali się równocześnie, odpowiadając nawzajem na swoje uwagi.

Tego już było Jaxomowi za wiele, wybuchnął śmiechem i pomachał do Lytola, żeby usiadł przy nim na łóżku. Wciąż jeszcze się śmiejąc, Jaxom chwycił Lytola za przedramię, mocno je ściskając i próbując tym gestem przeprosić za wszystkie troski, których był przyczyną. Raptownie Lytol porwał go szorstko w objęcia, a następnie puścił, zdrowo klepnąwszy w plecy. Jaxomowi oczy również napełniły się łzami na to niespodziewane okazanie uczuć. Opiekun zawsze skrupulatnie troszczył się o swego podopiecznego, ale im Jaxom był starszy, tym częściej się zastanawiał, czy Lytol w ogóle go lubi.

— Już myślałem, że cię straciłem.

— Mnie nie tak łatwo stracić, panie.

Jaxom nie mógł za nic powstrzymać swojego szerokiego, niezbyt mądrego uśmiechu, ponieważ Lytol miał na twarzy autentyczny uśmiech: pierwszy jaki Jaxom pamiętał.

— Nic z ciebie nie zostało, tylko blada skóra i kości — powiedział Lytol w swój zwykły, chropawy sposób.

— To minie. Wolno mi już jeść, ile tylko zechcę — odparł Jaxom. — Masz na coś ochotę?

— Nie przyleciałem tu, żeby jeść. Przyleciałem, żeby cię zobaczyć. I powiem ci tyle, młody Lordzie Jaxomie, radzę, żebyś wybrał się do Mistrza Kowali i wziął jeszcze parę lekcji rysowania szkiców: wcale nie umiejscowiłeś dokładnie drzew wzdłuż brzegu zatoczki. Chociaż górę narysowałeś dobrze.

— Wiedziałem, że przy drzewach popełniłem błąd, to jedna z rzeczy, które chciałem sprawdzić. Tylko, że kiedy już tu się znalazłem, zupełnie o tym zapomniałem.

— Tak mi dano do zrozumienia.

— Powiedz mi proszę, co słychać w Warowni. — Jaxom zapalił się nagle do tych drobnych szczegółów, które go kiedyś nudziły.

Pogadali sobie po przyjacielsku, że Jaxom aż był zdziwiony. Uświadomił sobie, że odkąd nieumyślnie Naznaczył Rutha, czuł się skrępowany w towarzystwie Lytola. Ale to napięcie się teraz ulotniło. Jeżeli nic innego dobrego nie przyniosła ta choroba, to zbliżyła przynajmniej ich obu bardziej, niż to potrafił sobie Jaxom w dzieciństwie wyobrazić.

Weszła Brekke, uśmiechając się przepraszająco.

— Przykro mi, Lordzie Lytolu, ale Jaxom łatwo się męczy. Lytol posłusznie podniósł się, zerkając niespokojnie na wychowanka.

— Brekke, po tym jak Lytol przebył taką odległość na smoku, musi mieć prawo…

— Nie, chłopcze, zawsze mogę wrócić. — Uśmiech Lytola zaskoczył Brekke. — Wolałbym nie podejmować ryzyka, jeśli chodzi o niego. — Następnie wprawił Brekke w zdumienie jeszcze raz, kiedy objął Jaxoma z niezgrabną tkliwością, a potem wielkimi krokami wyszedł z pokoju.

Brekke wytrzeszczyła oczy na Jaxoma, który wzruszył ramionami sygnalizując, że sama może sobie zinterpretować zachowanie jego opiekuna. Pospiesznie wyszła, żeby odprowadzić gości na plażę.

On bardzo się cieszy, że cię zobaczył, powiedział Ruth. Uśmiecha się.

Jaxom wyciągnął się, starając ułożyć wygodnie. Zamknął oczy cichutko się śmiejąc. Udało mu się doprowadzić Lytola do tego, że zobaczył jego piękną górę.

Opiekun nie był jedyną osobą, która przybyła, żeby zobaczyć tę górę i Jaxoma. Następnego popołudnia przybył Lord Groghe, postękując i sapiąc z gorąca, pokrzykując na swoją malutką królową, żeby nie zgubiła się wśród tych wszystkich obcych i żeby nie przemokła do nitki, bo nie chce mieć w drodze powrotnej mokrego ramienia.

— Słyszałem, że zachorowałeś na tę całą płomienną grypę, jak ta harfiarka — powiedział Lord Groghe, wkraczając do pokoju z taką energią, że rekonwalescent natychmiast poczuł się zmęczony.

Jeszcze bardziej odbierała mu odwagę szczegółowa obserwacja, której poddał go Groghe. Jaxom był pewien, że ten człowiek przeliczył mu żebra, tak długo im się przyglądał.

— Nie możesz go trochę lepiej karmić, Brekke? Sądziłem, że Z ciebie pierwszorzędny uzdrowiciel. Chłopak jest jak szczapa! Nie mogę na to pozwolić. Muszę przyznać, że wybrałeś sobie Przepiękne miejsce, żeby zachorować. Rozejrzę się, skoro już tu Jestem. Nie żeby przylot zabrał dużo czasu. Hmmm. Tak, muszę się rozejrzeć. — Groghe wysunął szczękę w kierunku Jaxoma, ponownie zmarszczywszy brwi. — A ty się rozejrzałeś? Zanim cię złapała ta choroba?

Jaxom uświadomił sobie, że całkowicie niespodziewana wizyta Lorda Groghe mogła mieć kilka powodów: po pierwsze, uspokojenie Lordów Warowni, że Lord Ruathy przebywa w krainie żywych, pomimo wszystkich sprzecznych plotek. Drugi powód niepokoił nieco Jaxoma, kiedy tak wyraźnie przypominał sobie uwagę Lessy, która chciała „najlepszą jego część”.

Kiedy Brekke taktownie przypomniała zawadiackiemu i jowialnemu Lordowi Warowni, że nie wolno mu męczyć pacjenta, Jaxom niemalże zaczął wiwatować.

— Nie martw się chłopcze. Wrócę tu jeszcze, nie obawiaj się. Lord Groghe pomachał mu wesoło od drzwi. — Śliczne miejsce. Zazdroszczę ci.

— Czy wszyscy na północy wiedzą, gdzie ja jestem? — zapytał Jaxom, kiedy Brekke wróciła.

— D’ram go przywiózł — powiedziała, ciężko westchnąwszy. — D’ram powinien być mądrzejszy — powiedziała Sharra, padając na ławkę i zawzięcie powiewając palmowym liściem jak wachlarzem. Udawała, że ciężar spadł jej z serca, gdy Lord się oddalił. — Ten człowiek wystarczy, żeby wyczerpać zdrowego, a co dopiero rekonwalescenta.

— Domyślam się — powiedziała Brekke, ignorując uwagi Sharry — że Lordom Warowni konieczny był dowód, że Jaxom wraca do zdrowia.

— Oglądał Jaxoma jak hodowca. Czy musiałeś pokazać mu zęby?

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)