Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 119
Перейти на страницу:

Sok był chłodny i tak delikatny w smaku, że nie potrafił określić, z jakich mógł być owoców. Ale było to właśnie to, czego mu było trzeba, sok nie był ani za kwaśny, co podrażniłoby jego wysuszone usta, ani za słodki, co na pusty żołądek by go mdliło. Wypił wszystko i poprosił o jeszcze, ale Brekke powiedziała, że na razie mu wystarczy. Powinien się teraz postarać zasnąć.

— Ruth? Czy z tobą wszystko w porządku?

Teraz, kiedy wróciłeś do siebie, będę jadł. Nie odejdę daleko. Nie potrzebuję.

— Ruth? — Wpadłszy w popłoch, że jego smok się zaniedbywał, Jaxom nieroztropnie spróbował unieść głowę. Ból był nieprawdopodobny.

— Z Ruthem jest wszystko w absolutnym porządku, Jaxomie — powiedziała Brekke surowym głosem. Pchnęła jego ramiona z powrotem na łóżko. — Rutha po prostu obsiadły jaszczurki ogniste, i kąpał się regularnie rano i wieczorem. Nigdy nie oddalał się od ciebie na więcej, jak dwie swoje długości. Uspokoiłam jego obawy. — Jaxom jęknął, zapomniawszy kompletnie, że Brekke potrafiła rozmawiać ze wszystkimi smokami. — F’nor i Canth polowali dla niego, ponieważ nie chciał od ciebie odejść, więc żadną miarą nie zostały z niego skóra i kości tak jak z ciebie. Będzie teraz polował, nic nie ucierpiawszy przez tę zwłokę. A ty idź spać.

Nie miał żadnego wyboru, ale gdy jego świadomość się rozpływała, zaczął podejrzewać, że ten sok zawierał jeszcze coś, oprócz owoców.

Kiedy się obudził, wypoczęty i zniecierpliwiony, pamiętał o tym, żeby nie ruszać głową. Usiłował sięgnąć myślą wstecz poprzez zniekształcone wspomnienia, że jest mu gorąco i zimno. Wyraźnie pamiętał, jak dolecieli nad zatoczkę, jak zataczając się przeszedł do cienia i jak padł u podnóża drzewa pąsów, wytężając siły, żeby dosięgnąć grona owoców, pragnąc ochłodzić swoje spieczone usta i gardło. To wtedy Ruth musiał zdać sobie sprawę, że jest chory.

Jaxom tylko niejasno przypominał sobie, jak widział przelotnie Brekke i F’nora, jak błagał ich, żeby przyprowadzili do niego Rutha. Przypuszczał, że musieli wznieść dla niego jakieś tymczasowe schronienie. Sharra mówiła coś w tym sensie. Wyciągnął powoli lewą rękę i poruszył nią w górę i w dół, nie dotykając niczego poza ramą od łóżka. Wyciągnął prawą rękę.

— Jaxom? — Usłyszał miękki głos Sharry. — Ruth tak mocno zasnął, że mnie nie uprzedził. Czy chce ci się pić? — W jej głosie wcale nie było słychać skruchy, że spała. Wydała cichy odgłos konsternacji, kiedy dotknęła teraz już suchego kompresu. — Nie otwieraj oczu.

Zdjęła bandaż, a on usłyszał, jak zanurza go w jakiejś cieczy, wykręca i następnie zadrżał, gdy poczuł chłód na skórze. Sięgnął w górę, przytrzymał bandaż na czole, najpierw lekko, a potem przyciskając bardziej pewnie.

— Hej, to nie boli…

— Ćśśś. Brekke zasnęła, a ona tak łatwo się budzi. — Głos Sharry był przytłumiony; teraz palce jej zacisnęły się na jego wargach.

— Czemu nie mogę odwrócić głowy z boku na bok? — Jaxom starał się, żeby w jego głosie nie było słychać takiego strachu, jaki odczuwał.

Śmiech Sharry uspokoił go.

— Zaklinowałyśmy ci głowę między dwoma klockami, żebyś nią nie mógł poruszać. Pamiętasz? — Poprowadziła do nich jego ręce, a następnie usunęła te ograniczenia. — Obróć głowę, tylko troszeczkę, z boku na bok. Jeżeli twoja skóra nie będzie już nadwrażliwa, to najgorszą część płomiennej grypy pewnie masz za sobą.

Delikatnie obrócił głowę w lewo, potem w prawo. Wykonał śmielszy ruch.

— Nie boli. Naprawdę nie boli.

— O nie, mowy nie ma. — Sharra złapała go za nadgarstki, kiedy sięgnął po kompres. — Mam zapaloną nocną lampkę. Zaczekaj, aż ją osłonię. Im mniej światła, tym lepiej.

Posłyszał, jak gmera przy osłonie żarów.

— Czy teraz już mogę?

— Pozwalam ci tylko dlatego spróbować — podkreśliła ostatnie słowo, przykrywając jego rękę na bandażu swoją dłonią — że jest bezksiężycowa noc i nie zrobisz sobie krzywdy. Jeżeli zobaczysz nawet najmniejszą świecącą plamkę, natychmiast zakryj oczy.

— To takie niebezpieczne?

— Może być.

Powoli odciągnęła bandaż.

— Nic nie widzę!

— Widzisz jakieś plamki, jakiś ostry blask?

— Nie. Nic! Och! — Coś musiało zasłaniać mu pole widzenia, bo teraz widział jakieś niewyraźne zarysy.

— Trzymałam ci rękę przed nosem, na wszelki wypadek powiedziała.

Dostrzegał teraz obok siebie niewyraźny zarys jej postaci. Musi chyba klęczeć. Powoli wzrok mu się poprawiał, kiedy mrugając uwalniał z piasku swoje rzęsy.

— Mam oczy pełne piasku.

— Chwileczkę. — Nagle ktoś mu ostrożnie zaczął wkraplać wodę do oczu. Zamrugał jak wściekły i zaczął głośno narzekać. Mówiłam ci, żebyś był cicho, bo obudzisz Brekke. Ona jest wyczerpana. Oczyściło ci to oczy z piasku?

— Tak, już jest dużo lepiej. Nie chciałem przysporzyć wam tylu kłopotów.

— Co ty powiesz? A ja myślałam, że to wszystko zaplanowałeś.

Jaxom złapał ją za rękę i podniósł ją do ust, trzymając tak silnie, jak tylko mu pozwalało jego osłabienie, ponieważ ona na ten pocałunek cichutko krzyknęła i odebrała mu dłoń.

— Dziękuję!

— Zakładam ci na powrót ten bandaż — powiedziała z niedwuznacznym wyrzutem w głosie.

Jaxom zachichotał, zadowolony, że udało mu się ją wprawić w zakłopotanie. Żałował tylko, że nie ma światła. Widział, że była szczupła. Jej głos, mimo że była taka stanowcza, brzmiał młodo. Czy jej twarz będzie taka śliczna, żeby pasowała do tego głosu?

— Wypij proszę cały sok — powiedziała i poczuł słomkę na wargach. — Prześpij się jeszcze teraz porządnie, a najgorsze będziesz miał już za sobą.

— Jesteś uzdrowicielką? — Jaxom poczuł się skonsternowany. Jej głos brzmiał tak młodo. Założył, że była wychowanką Brekke.

— Bez wątpienia. Nie przypuszczasz chyba, że zawierzyliby Życie Lorda Warowni Ruatha jakiemuś terminatorowi? Mam duże doświadczenie w leczeniu ludzi chorych na płomienną grypę.

Zalało go znane mu już uczucie, że unosi się w powietrzu. Wywoływał je sok fellisowy i nie mógł już jej odpowiedzieć, choć by bardzo tego chciał.

Ku jego rozczarowaniu, kiedy obudził się następnego dnia, na jego wołanie odpowiedziała Brekke. Wydawało mu się, że nieuprzejmie będzie pytać, gdzie jest Sharra. Nie mógł również zapytać Rutha, bo Brekke usłyszałaby wymianę ich myśli. Ale Sharra ewidentnie opowiedziała Brekke o tym, jak się obudził w środku nocy, ponieważ jej głos brzmiał bardziej beztrosko, niemal wesoło, kiedy go witała. Żeby uświetnić jego dochodzenie do zdrowia, pozwoliła mu na kubek słabiutkiego klahu i miseczkę rozmoczonego ciasta.

Uprzedziwszy go, żeby trzymał oczy zamknięte, zmieniła bandaże, ale nowy bandaż nie był taki gęsty i kiedy otworzył oczy, mógł rozróżnić wokół siebie jasne i ciemne obszary.

W południe pozwolono mu usiąść i zjeść lekki posiłek, dostarczony przez Brekke, ale nawet ta niewielka czynność wyczerpała go. Niemniej kiedy Brekke zaproponowała mu, by napił się jeszcze soku, zaczął z rozdrażnieniem narzekać.

— Zaprawionego sokiem fellisowym? Czy chcecie, żebym przespał całe życie?

— Och, nadrobisz stracony czas, zapewniam cię — odparła, a on zapadając ponownie w sen łamał sobie głowę nad tą jej tajemniczą wypowiedzią.

Następnego dnia denerwował się jeszcze bardziej na nakładane na niego ograniczenia. Złościł się, ale kiedy Sharra i Brekke pomogły mu przejść nalewkę, żeby wymienić sienniki w łóżku, osłabł tak, że po kilku minutach w pozycji siedzącej z wdzięcznością znowu się wyciągnął. Tym bardziej był więc zdumiony, kiedy tego wieczoru usłyszał w sąsiednim pokoju głos N’tona.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)