Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Dużo lepiej wyglądasz, Jaxomie — powiedział N’ton podchodząc cicho do łóżka. — Przyniesie to ogromną ulgę Lytolowi. Ale jeżeli jeszcze kiedyś — w szorstkim głosie N’tona odbijał się cały jego niepokój — spróbujesz zwalczać Nici, kiedy będziesz chory, to ja… to ja… zdam cię na łaskę i niełaskę Lessy.
— Nie sądziłem, żeby to było coś więcej niż zapchany nos, N’tonie — odparł Jaxom, nerwowo wtykając palce w trawiaste nierówności swojego siennika. — A to był mój pierwszy Opad na Ruthu…
— Wiem, wiem. — W głosie N’tona było już dużo mnie dezaprobaty. — Skąd miałeś wiedzieć, że zapadasz na płomienną grypę. Czy wiesz, że zawdzięczasz swoje życie Ruthowi? F’nor mówi, że Ruth ma więcej rozumu niż większość ludzi. Połowa smoków na Permie nie miałaby pojęcia, co zrobić, gdyby ich jeździec zaczął majaczyć; wszystko by im się kompletnie pomieszało od chaosu w umysłach ich jeźdźców. Nie, ty i Ruth jesteście bardzo dobrze widziani w Bendenie. Bardzo dobrze! Skup się teraz na odzyskiwaniu sił. A kiedy poczujesz się silniejszy, D’ram powiedział, że chętnie dotrzyma ci towarzystwa i pokaże parę interesujących rzeczy, które odkrył podczas swego pobytu tutaj.
— Nie miał nam z Ruthem za złe, że polecieliśmy za nim?
— Nie. — N’ton był autentycznie zaskoczony pytaniem Jaxoma. — Nie, chłopcze, był zaskoczony, że komukolwiek go brakowało i miło mu było, że wciąż jeszcze potrzebny jest jako smoczy jeździec.
— N’tonie! — Wołanie Brekke było stanowcze.
— Mówiły, że nie wolno mi zostać długo. — Jaxom usłyszał, jak stopy N’tona szurają po podłodze, kiedy się podnosił. Przyjdę tu znowu, obiecuję. — Jaxom usłyszał, jak Tris narzeka i wyobraził sobie, jak ta malutka jaszczurka ognista czepia się ramienia N’tona, żeby utrzymać równowagę.
— Jak się czuje Menolly? Czy wraca do zdrowia? Powiedz Lytolowi, że bardzo mi przykro, iż miał przeze mnie tyle zmartwień!
— On to wie, Jaxomie. A Menolly czyje się dużo lepiej. Dużo lżej przechodziła tę płomiennę grypę niż ty. Sebell rozpoznał objawy niemal natychmiast i wezwał Oldive’a. Nie śpiesz się jednak ze wstawaniem.
Mimo że tak się cieszył wizytą N’tona, odczuł ulgę, gdy ten już poszedł. Czuł się osłabiony i zaczęła go boleć głowa.
— Brekke? Czy to może być nawrót?
— Jest z N’tonem, Jaxomie.
— Sharra! Głowa mnie boli. — Nie potrafił opanować drżenia głosu.
Jej chłodna ręka dotknęła jego policzka.
— Nie masz gorączki, Jaxomie. Szybko się męczysz, to wszystko. Śpij teraz.
Te spokojne słowa wypowiedziane łagodnym, głębokim głosem uśmierzyły jego niepokój i chociaż bardzo nie chciał zasypiać, oczy mu się zamknęły. Jej palce masowały jego czoło, zsunęły się na kark, łagodnie wygładzały napięcia, a przez cały ten czas jej głos zachęcał go, by odpoczął, zasnął. I zrobił to.
O świcie obudziła go chłodna, wilgotna morska bryza i zaczął rozdrażniony gmerać przy kocu, chcąc przykryć odkryte nogi i plecy, bo spał na brzuchu zaplątany w lekki koc. Uporządkowawszy wszystko z pewną trudnością, nie mógł już zasnąć, chociaż zamknął oczy spodziewając się snu. Otworzył je znowu, popatrując niespokojnie za uniesione zasłony schronienia. Aż nagle wykrzyknął, sztywniejąc ze zdziwienia, i dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę, że nie ma już zabandażowanych oczu i że nic nie przeszkadza mu patrzeć.
— Jaxom?
Skręcając się zobaczył wysoką postać Sharry wyskakującą z hamaka, zauważył, jakie długie są jej czarne włosy, spływające na ramiona, zasłaniające jej twarz.
— Sharra!
— Jak twoje oczy, Jaxomie? — zapytała przyciszonym szeptem i szybko podeszła do jego łóżka.
— Moje oczy mają się świetnie, Sharro — odparł chwytając ją za rękę i zatrzymując ją w miejscu, gdzie mógł zobaczyć wyraźnie twarz dziewczyny w przyćmionym świetle. — O nie, mowy nie ma — powiedział z niskim śmiechem, kiedy próbowała mu się wyrwać. — Czekałem na to, żeby zobaczyć jak wyglądasz. — Swoją wolną ręką odgarnął na bok włosy zasłaniające jej twarz.
— No i? — przeciągnęła to słowo z dumnym wyzwaniem, podświadomie prostując ramiona i odrzucając włosy do tyłu. Sharra nie była ładna. Tego się spodziewał. Jej rysy były zbyt nieregularne, a zwłaszcza nos miała zbyt długi w stosunku do twarzy, a chociaż brodę miała kształtną, była ona odrobinę zbyt stanowcza jak na piękność. Ale jej usta wyginały się w śliczny podwójny łuk, którego lewy kącik drgał, kiedy pohamowywała wesołość. Głęboko osadzone oczy również się śmiały. Powoli uniosła lewą brew, wyginając ją w łuk, rozbawiona jego badawczym spojrzeniem.
— No i? — powtórzyła.
— Wiem, że możesz się ze mną nie zgodzić, ale ja sądzę, że jesteś piękna! — Oparł się jej ponownym wysiłkom, by uwolnić rękę i wstać. — Na pewno zdajesz sobie sprawę, że mówisz prześlicznym głosem.
— To akurat usiłowałam kultywować — powiedziała.
— Udało ci się. — Przycisnął silniej jej rękę, przyciągając ją bliżej. Było to dla niego ogromnie ważne, żeby określić jej wiek.
Roześmiała się miękko, poruszając palcami w jego silnym uścisku.
— Puść mnie już Jaxomie, bądź grzecznym chłopczykiem!
— Nie jestem grzeczny i nie jestem chłopczykiem. — Przemówił z cichym naciskiem, na który z jej twarzy zniknęło dobrotliwe rozbawienie. Spokojnie odpowiedziała spojrzeniem na jego spojrzenie, a potem lekko się do niego uśmiechnęła.
— Nie, nie jesteś grzeczny, i nie jesteś chłopczykiem. Byłeś bardzo chorym mężczyzną, a moim zadaniem — podkreśliła ostatnie słowo lekko, kiedy pozwolił jej wyciągnąć dłoń z jego ręki — jest uleczenie cię.
— Im prędzej, tym lepiej. — Jaxom wyciągnął się z uśmiechem. Pomyślał, że na stojąco będzie niemalże jego wzrostu. Podobało mu się to, że będą mogli patrzyć sobie prosto w oczy.
Obrzuciła go jednym przeciągłym, nieco zakłopotanym spojrzeniem, a potem z tajemniczym wzruszeniem ramion odwróciła się od niego, zebrała włosy i owinęła je schludnie wokół głowy. Wyszła z pokoju.
Chociaż żadne z nich słowem nie wspomniało o tych porannych zwierzeniach, Jaxomowi później łatwiej było pogodzić się z ograniczeniami, jakie narzucała mu jego rekonwalescencja. Jadł, co mu dali bez narzekania, zażywał lekarstwa i posłusznie odpoczywał.
Jedna sprawa trapiła go jednak, tak że w końcu wygadał się przed Brekke.
— Kiedy miałem gorączkę, Brekke, czy ja… to znaczy… Brekke uśmiechnęła się i uspokajająco poklepała go po ręce. — Nigdy nie zwracamy uwagi na takie majaczenia. Zwykle są tak niespójne, że i tak nie da się ich zrozumieć.
Coś w jej głosie niepokoiło go jednak dalej. „…tak niespójne, że i tak nie da się ich zrozumieć?” A więc wypaplał wszystko. Nie żeby martwiła go Brekke, jeżeli wypaplał coś o tym przeklętym jaju królowej. Ale jeżeli Sharra słyszała? Była z Warowni Południowej. Czy równie ochoczo zlekceważy jego majaczenia na temat tego po dwakroć przeklętego jaja? Nie mógł się odprężyć. Co za pech, że musiał zachorować akurat, kiedy jest coś, co trzeba utrzymać w sekrecie! Martwił się tym, aż zasnął, a następnego ranka wrócił do tych myśli, chociaż zmuszał się do wesołości, nasłuchując, jak Ruth kąpie się z jaszczurkami ognistymi.
On przybywa, powiedział nagle Ruth, a w jego głosie brzmiało zaskoczenie. I to D’ram go przywozi.