Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 113
Перейти на страницу:

— Wykorzystać?

— Jest bohaterką, która uratowała nas wszystkich. Sposób, w jaki rozwija się jej domena, a zwłaszcza wpływ, jaki Sky Domes wywierają na całą planetę, to najlepsze dowody korzyści płynących z Sojuszu, a więc i reform. Marchant i Burdette popełnili poważny błąd, atakując ją osobiście. Nie tylko publicznie zaatakowali patrona, a to należy wykorzystać, mając na względzie ich sojuszników wśród Kluczy, ale przede wszystkim obrazili kobietę. I to właśnie postawi największych konserwatystów przed poważnym dylematem, niezależnie od tego, jak bardzo nienawidzą zmian. — Protektor uśmiechnął się zimno. — Jeśli Burdette uważa, że atakując ją, zjednoczy podobnie myślących, to należy udowodnić mu, że ten kij ma dwa końce i wsadzić mu ten drugi głęboko w dupę!

Samuel M. Harding był nowym pracownikiem, w czym nie było niczego oryginalnego — w ciągu ostatnich trzech miesięcy wpłynęła taka ilość zamówień z innych domen, że Grayson Sky Domes Ltd. musiało czterokrotnie zwiększyć zatrudnienie. Korporacja zmuszona została do przeprowadzenia rekrutacji na olbrzymią skalę i do wyszkolenia wszystkich nowo przyjętych w obsłudze sprzętu pochodzącego z Królestwa Manticore. Zrozumiałym więc było, że pracownicy prawie nie mieli czasu, by poznać się między sobą, podobnie zresztą jak kadra nie miała kiedy poznać dokładniej nowych pracowników. Na szczęście zajęcie Hardinga nie było specjalnie skomplikowane, zwłaszcza że opracowany w Gwiezdnym Królestwie świder był pomyślany tak, by być przyjaznym dla użytkownika. Oprogramowanie umożliwiało szybkie i łatwe sterowanie, a sprzężone z nim nierozerwalnie zabezpieczenia czyniły urządzenie prawie zupełnie odpornym na głupotę użytkownika. A do tego Harding był pojętnym uczniem — w mniej niż trzy tygodnie poznał nowe stanowisko pracy i zdał egzamin bhp pozwalający mu na obsługę świdra bez bezpośredniego nadzoru. Akurat na czas, by zostać przydzielonym do zespołu rozpoczynającego najnowszą budowę.

Teraz siedział w wygodnym fotelu operatora, nadzorując pracę maszyny wartej ćwierć miliona austinów. Na ekranie monitora obserwował, jak obrotowe głowice świdra numer 4 tną skaliste podłoże, jakby to był żółty ser. Hałas był ogłuszający, co pamiętał ze szkolenia, kiedy stał przy miejscu samego wiercenia, ale nie słyszał go w trakcie pracy, czemu trudno się było dziwić, jako że znajdował się o trzy kilometry od odwiertu. Nadal przyglądał się szybkości pracy z podziwem — szyb o ponadmetrowej średnicy pogłębiał się o dziesięć centymetrów z każdą minutą, a to i tak było o sześćdziesiąt procent wolniej niż przy wierceniu przez rumowisko czy twardą glinę.

Naprawdę wspaniała maszyna. Nad transporterem urobku unosił się obłok rozpylonej skały, a z otworu wylotowego sypały się najrozmaitszej wielkości kawałki skał. Czego nie widział, to ciągle chłodzącego głowicę płynu zwanego chłodziwem, chroniącego ją przed przegrzaniem i pęknięciem, bowiem najtrwalszy nawet stop ma granicę wytrzymałości. Głowice obracały się z większą prędkością niż turbina jego nowego wozu wyprodukowanego na Manticore, a był to szybki pojazd. Odwrócił lekko głowę i sprawdził zgodność wierconego otworu z projektem na umieszczonym z drugiej strony fotela ekranie komputera.

W jego pracy było coś dziwnie nierealnego — musiał jedynie patrzeć na ekrany i naciskać klawisze, a kontrolował maszynę o niewiarygodnej wręcz mocy, siedząc w cichym, klimatyzowanym pomieszczeniu, do którego nie dobiegał najmniejszy nawet ślad potępieńczego, ogłuszającego wycia. I tylko on wiedział, co dokładnie robi w danej chwili.

Z pół tuzina innych operatorów siedziało w tym samym czasie przy takich samych stanowiskach kontrolnych po obu jego stronach, ale żaden nie miał czasu się rozglądać, bo każdy skupiony był na obsłudze swojego świdra. I trudno się było temu dziwić, ponieważ każdy traktował to co robił nie jak pracę, lecz jak misję — dzięki nim ich rodzinna planeta będzie jeszcze bardziej przyjazna dla ludzi. To, że przy tej okazji i domena Harrington, i oni sami dobrze zarabiali, miało naturalnie znaczenie, ale nie było najważniejsze. Zrozumiałe też było, że pracownicy Sky Domes w przeważającej większości byli wręcz fanatycznie lojalni wobec swej patronki z racji umożliwienia im poprawy życia na Graysonie, jak i zwiększenia majątku domeny i własnego.

Samuel Harding doskonale to rozumiał, bo też był wdzięczny za szansę robienia tego, co robił. On też miał do wykonania misję, choć nie tę samą co pozostali pracownicy Sky Domes. Wprowadził drobną poprawkę, zmieniając nieco parametry szybu. Zmiana była drobna, lecz wystarczająca. Wiercił szyb pod jeden z głównych wsporników nośnych kopuły… ale ten będzie się nieco różnił od wzorca. Niewiele. Tak niewiele, że mógłby to odkryć jedynie ktoś robiący pomiary i spodziewający się znaleźć taką anomalię.

Sama w sobie owa różnica była bez znaczenia, ale Samuel Harding miał tego dnia wywiercić jeszcze dwa podobne szyby, a następnego pięć — i tak codziennie, aż do końca budowy. Każdy minimalnie odbiegający od projektu a nie był jedynym, który o tym wiedział. Kiedy rozpocznie prace ekipa monterska, pewni jej członkowie będą wiedzieli, które otwory różnią się od oryginalnych planów. Wsporniki, które będą w nich zamocowywać, były wykonane także z nowego, superwytrzymałego stopu i każdy stanowił część konstrukcji dokładnie obliczonej i zaprojektowanej przez Adama Gerricka i jego zespół inżynierów. Po zmontowaniu dzięki starannemu obliczeniu napięć, obciążeń, odciągów i innych czynników, o których Harding nawet nie miał pojęcia, nadadzą kopule wytrzymałość większą, niż gdyby w całości wykonano ją ze stali. Ponieważ równocześnie cała konstrukcja będzie elastyczna jako stworzona z wielu samodzielnych elementów precyzyjnie połączonych w jedną całość, nic poza naprawdę silnym trzęsieniem ziemi nie powinno spowodować choćby pęknięcia jednej tafli krystoplastu.

Tyle że wsporniki w wywierconych przez niego otworach zostaną zakotwiczone przy użyciu prawie właściwie stopionego cerambetu. Połączenie tego z prawie właściwymi otworami da zupełnie inny niż spodziewany przez projektantów efekt. Nad tym, by go osiągnąć, także pracowali dobrzy specjaliści, dokładnie obliczając niezbędne zmiany, i choć Samuel Harding nie miał pojęcia, czy kopuła zawali się jeszcze w trakcie budowy, czy dopiero po jej ukończeniu, wiedział, że stanie się to na pewno. A kiedy dokładnie — to już zależało od Boga.

Miał nadzieję, że niewielu ludzi przy tym zginie, ale ofiary czasami są niezbędne, by wypełniła się wola boża. Najbardziej żałował, że tak wielu z nich będzie grzesznikami zwiedzionymi na drogę zła przez nierządnicę przybyłą do ich świata, by zgubić ich dusze. Modlił się za nich co noc, ale świadomość, że ich błąd może ich tyle kosztować ciążył mu na sumieniu. Pocieszał się świadomością, że Bóg jest miłosierny w swej łasce, tak samo jak straszny w swym gniewie. Może weźmie pod uwagę, że został zdradzony przez fałszywych pasterzy, którzy wyprowadzili jego trzodę na drogę zła.

Zresztą co by ich po śmierci nie spotkało, on musiał przejść swój test i choć wiedział, że Bóg jest z nim, było to jego własne zadanie i wyłącznie jego odpowiedzialność. Najlepszym dowodem na to, iż Bóg jest po jego stronie, był fakt, że nikt go o nic nie podejrzewał. Współpracownicy przyjęli go jak swego nieświadomi, że rozpoznał prawdziwą naturę tej, której tak ślepo służyli, i że wiedział, jakie ona i jej całe Królestwo stanowi zagrożenie dla wszystkich naprawdę wierzących. A ostatecznym tego dowodem było to, że nikt nie sprawdził jego danych — a podał fałszywe nazwisko — i w rezultacie nikt nie wiedział, że panieńskie nazwisko jego matki brzmiało Marchant.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)