Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 84
Перейти на страницу:

Bisesa pomyślała, że oto jeszcze raz zmienia bieg historii. Gdyby przeżyli — to wielki znak zapytania — zastanawiała się, jaka nowa synteza medycyny wcześniejsza o dwa tysiące lat może się rozwinąć z prymitywnej edukacji, jaką starała się przekazać, może będzie to zupełnie nowa dziedzina wiedzy, równoważna funkcjonalnie mechanice Newtona dwudziestego pierwszego wieku, lecz sformułowana w języku macedońskich bogów.

Ruddy Kipling nalegał, aby, jak to określił, „włączyć się”.

— Oto stoimy na rozstajach historii, gdzie mają stoczyć bitwę dwaj najwięksi wodzowie, jakich wydała ludzkość, a jej ceną jest los nowego świata. Jestem gotowy na wszystko, Biseso!

— Twierdził, że przeszedł przeszkolenie z Pierwszym Ochotniczym Oddziałem Strzelców w Pendżabie, będącym częścią wspólnej angielskiej i hinduskiej inicjatywy zmierzającej do odparcia zagrożenia ze strony buntowniczych plemion zamieszkujących okolice Granicy Północno-Zachodniej. — Zakładając że nie zostanę tam zbyt długo — powiedział — po tym jak wyśmiałem umiejętności strzeleckie moich towarzyszy w małym wierszu o tym, jak podziurawili kulami moje ciało, kiedy szedłem sąsiednią ulicą…

Brytyjczycy popatrzyli na tego pyzatego, pękatego i nieco napuszonego młodzieńca, który wciąż był blady z powodu nękającej go choroby i zaczęli się śmiać. Macedończyków po prostu wprawiał w zakłopotanie i też nie chcieli go mieć w swoich szeregach.

Po tych odmowach, trochę wbrew opinii Bisesy, Ruddy uparł się, żeby dołączyć do jej prowizorycznego oddziału szpitalnego.

— Wiesz, kiedyś miałem ambicję, żeby zostać lekarzem…

— Może nawet tak było, ale okazał się zdumiewająco delikatny i zemdlał, kiedy po raz pierwszy zobaczył świeżą krew kozy.

Jednak postanowiwszy odegrać swoją rolę w wielkiej wiktorii i nie zmienił zdania. Stopniowo przyzwyczaił się do atmosfery szpitala, zapachu krwi, beczenia rannych i przestraszonych zwierząt. W końcu był w stanie założyć bandaż na otwartą ranę na nodze kozy i doprowadzić rzecz do końca, zanim zrobiło mu się słabo.

Potem przyszedł największy triumf, kiedy zjawił się jakiś żołnierz z raną ciętą dłoni, co przydarzyło mu się w trakcie szkolenia. Ruddy zdołał oczyścić ranę i obwiązać ją, nie wzywając Bisesy, chociaż, jak później z humorem przyznał, kiedy już było po wszystkim, zwymiotował.

Wtedy Bisesa wzięła go za ramiona, nie zwracając uwagi na lekki odór wymiocin.

— Ruddy, odwaga na polu bitwy to jedno, ale niemniejszej odwagi wymaga pokonanie własnych demonów, a ty tego dokonałeś.

— Przekonam siebie, aby uwierzyć w to, co mówisz — powiedział, oblewając się rumieńcem.

Chociaż Ruddy nauczył się znosić widok krwi, cierpienia i śmierci, wciąż ogromnie poruszało go samo zdarzenie, nawet śmierć kozy.

Podczas obiadu powiedział:

— Czymże jest życie, skoro jest tak cenne, a tak łatwo je zniszczyć? Może to nieszczęsne koźlę, które dziś pokroiliśmy na kawałki, uważało się za pępek świata. A teraz zostało unicestwione, wyparowało jak kropla rosy. Dlaczego Bóg daje nam coś tak cennego jak życie, by potem go pozbawić w wyniku okrutnej śmierci?

— Ale — powiedział de Morgan — to nie Boga możemy teraz o to pytać. Już nie uważamy się za szczytowy produkt Stworzenia, gorszy jedynie od samego Boga, bo teraz są w naszym świecie te istoty, które Bisesa wyczuwa wewnątrz Oczu. Może są mniej doskonałe niż Bóg, ale doskonalsze od nas, tak jak my jesteśmy doskonalsi od tych zarzynanych przez nas koźląt. Dlaczego Bóg miałby słuchać naszych modłów, skoro to oni stoją bliżej Boga?

Ruddy spojrzał na niego z niesmakiem.

— To dla ciebie typowe, de Morgan, lubisz gnębić swych współtowarzyszy.

De Morgan tylko się roześmiał.

Josh powiedział:

— A może nie ma boga Nieciągłości. — Wydawał się niezwykle zatroskany. — Wiecie, to całe przeżycie, wszystko, czego doświadczyliśmy od chwili Nieciągłości, jest jak straszny sen, jak majaczenie w gorączce. Biseso, mówiłaś mi o wielkim wymieraniu gatunków w przeszłości. Mówisz, że w moich czasach już to rozumiano, choć mało kto się z tym zgadzał. I że wśród znalezionych skamieniałości nie ma śladu umysłu, niczego, aż do chwili, gdy pojawił się człowiek i jego bezpośredni przodkowie. Jeżeli sami mamy umrzeć, może będzie to pierwszy przypadek, kiedy wymrze inteligentny gatunek. — Zgiął dłoń, przyglądając się swoim palcom. — Abdikadir mówi, że według naukowców z dwudziestego pierwszego wieku umysł jest powiązany ze strukturą wszechświata, że w jakiś sposób powołuje świat do istnienia.

— Załamanie się funkcji kwantowych, tak. Może.

— Jeżeli tak jest i jeżeli nasze umysły mają zostać unicestwione, może to właśnie stanowi następstwo. Mówią, że kiedy stajemy oko w oko ze śmiercią, przemyka nam przed oczami całe nasze życie. Może my jako rasa przechodzimy ostatni psychiczny wstrząs, zanim pogrążymy się w niebyt — fragmenty naszej krwawej przeszłości wydobywają się na powierzchnię w ostatnich chwilach życia — i może ginąc, rozbijamy strukturę przestrzeni i czasu… — Mówił teraz szybko, coraz bardziej poruszony.

Ruddy tylko się roześmiał.

— Takie myśli to niepodobne do ciebie, Josh! Bisesa wyciągnęła rękę i dotknęła dłoni Josha.

— Zamknij się, Ruddy. Posłuchaj, Josh. To nie jest sen o śmierci. Myślę, że Oczy to tylko artefakty, a Nieciągłość to akt celowy. Myślę, że stoją za tym jakieś umysły, umysły potężniejsze od naszych, ale do nich podobne.

— Ale — powiedział de Morgan ponuro — twoje istoty z Oka same potrafią tasować przestrzeń i czas. Czyż nie jest to domeną bogów?

— Och, nie sądzę, aby byli bogami — powiedziała Bisesa. — Są potężni, tak, znacznie potężniejsi od nas, ale nie są bogami.

Josh powiedział:

— Dlaczego tak myślisz?

— Bo obce jest im współczucie.

Dano im jeszcze cztery dni. Wtedy powrócili wysłannicy Aleksandra.

Spośród tysiąca ludzi, którzy wyruszyli, powróciło jedynie dwunastu. Kapral Batson przeżył, ale ucięto mu uszy i nos. A w przytroczonej do siodła torbie przywiózł odciętą głowę Ptolemeusza.

Kiedy Bisesa się o tym dowiedziała, przeszył ją dreszcz nie tylko na myśl o nadciągającej wojnie, lecz także z powodu utraty kolejnego włókna w rozpadającej się tkance historii. Wiadomość o tym, co spotkało Batsona, doświadczonego żołnierza, doprowadziła ją do rozpaczy. Dowiedziała się, że i Aleksander opłakiwał stratę towarzysza.

Następnego dnia macedońscy zwiadowcy donieśli o wzmożonej aktywności w obozie Mongołów. Wyglądało na to, że atak jest bliski.

Tego popołudnia Josh zastał Bisesę w Świątyni Marduka. Siedziała oparta o jedną z osmalonych, sczerniałych ścian, z nogami okrytymi kocem dla ochrony przed rosnącym zimnem. Wpatrywała się w Oko, które nazwali Okiem Marduka, chociaż niektórzy żołnierze nazywali je „Jajem Marduka”. Bisesa zaczęła spędzać tu większość wolnego czasu.

Josh usiadł koło niej, objąwszy się rękami.

— Miałaś odpoczywać.

— Odpoczywam. Odpoczywam i obserwuję.

— Obserwujesz obserwatorów? Uśmiechnęła się.

— Ktoś musi. Nie chcę, żeby myśleli…

— Co?

— Że nie wiemy. O nich i o tym, co nam uczynili, co zrobili z naszą historią. A poza tym myślę, że tkwi w tym jakaś energia. Musi tak być, skoro pojawiło się to Oko i jego kopie na całej planecie, skoro dwadzieścia ton złota zamieniło się w kałużę… Nie chcę, żeby zjawili się tutaj Sabie i Czyngis-chan i położyli na nim łapę. Jeżeli nam się nie uda, kiedy nadejdą Mongołowie, stanę w tych drzwiach z pistoletem w dłoni.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)