Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 84
Перейти на страницу:

— Możemy ich tylko łatać.

— Tak…

Ale nie było czasu, nie było czasu. Człowiek z raną nogi był zaledwie pierwszym z przynoszonych na noszach rannych, którzy nagle zaczęli napływać przez Bramę Isztar. Filip, lekarz Aleksandra, wybiegł im naprzeciw i tak jak go nauczyła Bisesa, zaczął przeprowadzać szybką selekcję, oddzielając tych, którym można było pomóc od pozostałych i odsyłając rannych tam, gdzie mogli otrzymać najskuteczniejszą pomoc medyczną.

Bisesa kazała macedońskim sanitariuszom zabrać rannego w nogę do namiotu rannych i złapała następne nosze. Okazało się, że ofiarą był mongolski wojownik. Dostał mieczem w górną część uda i z przeciętej arterii tryskała krew. Próbowała zacisnąć brzegi rany, ale było już zdecydowanie za późno i po chwili krwawienie samo ustało.

Ruddy powiedział:

— Ten człowiek w ogóle nie powinien był się tu znaleźć.

Z dłońmi ociekającymi krwią, ciężko dysząc, Bisesa cofnęła się.

— Tak czy owak nic nie możemy dla niego zrobić. Zabierzcie go stąd. Następny!…

Ciągnęło się to przez całe popołudnie — strumień okaleczonych, zwijających się z bólu ciał; nie przestawali pracować, aż poczuli, że nie mogą już dłużej, ale mimo to pracowali dalej.

Abdikadir znajdował się wśród sił rozmieszczonych poza murami Babilonu. Był już bliski włączenia się do walki, kiedy macedońskie linie prawie się ugięły. Ale zarówno jego, jak i Brytyjczyków — oraz Caseya, który był gdzieś dalej — trzymano w rezerwie; broń palną mieli ukrytą pod macedońskimi pelerynami. Aleksander obiecał im, że ich czas nadejdzie, ale jeszcze nie teraz, nie teraz.

Aleksander i jego nowożytni doradcy dysponowali historyczną perspektywą, która była bardzo pomocna. Znali klasyczną taktykę Mongołów. Ich pierwszy atak stanowił jedynie manewr mylący, którego celem było uwikłanie Macedończyków w pościg. W razie konieczności mogli się cofać całymi dniami, doprowadzając do wyczerpania i rozdzielenia sił Aleksandra, aż w końcu byli gotowi do zamknięcia pułapki. Nowożytni opowiedzieli Aleksandrowi, jak Mongołowie rozbili kiedyś armię chrześcijańskich rycerzy w Polsce, zwabiwszy ich w pułapkę, swego czasu Aleksander rzeczywiście natknął się na scytyjskich jeźdźców, którzy stosowali podobną taktykę. Nie dał się na to nabrać.

Poza tym Aleksander rozgrywał własną grę: ukrył połowę swojej piechoty i całą konnicę wewnątrz murów Babilonu, no i jak dotąd nie wykorzystał broni z dziewiętnastego i dwudziestego pierwszego wieku. To mogło się udać. Chociaż mongolskich zwiadowców zauważono w okolicy Babilonu, było praktycznie niemożliwe, aby szpiedzy Czyngis-chana przeniknęli potajemnie do miasta.

Pomimo pełnego napięcia oczekiwania Mongołowie tego dnia już nie ponowili ataku.

Kiedy nadszedł wieczór, na horyzoncie można było dostrzec długą linię ognisk, rozciągającą się z północy na południe, która wydawała się obejmować cały świat. Abdikadir zdawał sobie sprawę z szemrania żołnierzy na widok budzącej grozę liczebności mongolskich sił. Pomyślał, że mogliby bać się jeszcze bardziej, gdyby im powiedziano, że wśród długiej linii mongolskich jurt dostrzeżono charakterystyczny kopulasty kształt statku kosmicznego.

Aleksander odwiedził obóz, mając u boku Hefajstiona i Eumenesa. Król lekko utykał, ale jego hełm i żelazny napierśnik lśniły srebrzyście. Wszędzie, którędy przechodził, żartował ze swymi ludźmi. Mongołowie nas nabierają, twierdził. Prawdopodobnie dla każdego ze swych ludzi rozpalili dwa lub trzy ogniska, w końcu znani są z tego, że wyruszają do bitwy z wypchanymi manekinami, dosiadającymi zapasowych koni, aby wystraszyć wrogów. Ale Macedończycy są zbyt cwani, żeby się nabrać na takie sztuczki! Tymczasem sam Aleksander pozwolił rozpalić bardzo niewiele ognisk, by Mongołowie nie zdawali sobie sprawy z liczebności sił przeciwnika oraz niezłomnego męstwa i siły woli macedońskich żołnierzy!

Nawet Abdikadir czuł, jak poprawił mu się nastrój po wizycie Króla. Aleksander to niezwykły człowiek, pomyślał, chociaż podobnie jak Czyngis-chan budzący przerażenie.

Z kałasznikowem u boku zwinął się w kłębek pod swym ponczo i szorstkim brytyjskim kocem, próbując zasnąć.

Czuł się dziwnie spokojny. Konfrontacja z armią Mongołów wydawała się potęgować jego własną determinację. Znać Mongołów jako abstrakcyjne pojęcie z dawno nieodkurzanych stron historii to jedno, a odczuć na własnej skórze ich brutalność to coś zupełnie innego.

Mongołowie wyrządzili islamowi ogromne szkody. Zjawili się w bogatym islamskim kraju Khwarezm — starożytnej cywilizacji, stabilnej i scentralizowanej już w połowie siódmego wieku przed Chrystusem. Faktycznie Aleksander Wielki natknął się na nich podczas swej euroazjatyckiej wyprawy. Mongołowie splądrowali piękne miasta Afganistanu i północnej Persji, od Heratu do Kandaharu i Samarkandy. Podobnie jak Babilonia, Khwarezm zbudowano w oparciu o skomplikowany podziemny system nawadniający, który przetrwał od czasów starożytnych. Mongołowie zniszczyli go także, a wraz z nim i Khwarezm; niektórzy arabscy historycy utrzymują, że gospodarka na tym obszarze nigdy nie odzyskała dawnej świetności. I tak dalej. Wydarzenia te położyły się cieniem na duchu całego islamu.

Abdikadir nigdy nie był fanatykiem. Teraz jednak odkrył w sobie zamiłowanie do naprawiania historii. Tym razem islam zostanie uratowany przed Mongołami i odrodzi się. Ale najpierw tę przeklętą wojnę trzeba wygrać, i to bez względu na koszty.

Pomyślał, że w chaosie spowodowanym Nieciągłością pocieszający jest fakt, że ma coś do roboty: musi zrealizować zupełnie określony cel. A może po prostu odnajdywał swoje macedońskie korzenie.

Zastanawiał się, co by na to wszystko powiedział Casey. Casey, gorliwy chrześcijanin urodzony w Iowa w 2004 roku, a obecnie uwięziony między armiami Mongołów i Macedończyków w czasie bez daty.

— Dobry chrześcijański żołnierz — mruknął Abdikadir — jest zawsze o krok od nieba. — Uśmiechnął się do siebie.

Kola leżał w jamie wydrążonej w ziemi pod jurtą Czyngis-chana przez trzy dni — trzy dni, ślepy i głuchy, cierpiąc przejmujący ból. Ale mimo to żył. Był nawet w stanie wyczuć upływ czasu, dzięki drganiom wywołanym krokami na deskach znajdujących się nad głową, krokami, które zbliżały się i oddalały jak fale przypływu.

Gdyby Mongołowie go przeszukali, znaleźliby ukrytą pod kamizelką plastikową torbę z wodą, która tak długo trzymała go przy życiu, oraz jeszcze coś, od czego zależało jego ryzykowne przedsięwzięcie. Ale nie przeszukali go. Tak, to było ryzykowne przedsięwzięcie, ale opłaciło się, przynajmniej jak dotąd.

Wiedział o Mongołach znacznie więcej niż Sabie, ponieważ dorastał ze świadomością ich istnienia, liczącą osiem stuleci, lecz wciąż bardzo silną. I słyszał o zwyczaju Czyngis-chana zamykania nieprzyjacielskich książąt pod podłogą swojej jurty. Kola przekazał Caseyowi tyle informacji, ile zdołał, wiedząc, że zostanie ujęty; a kiedy to się stało, pozwolił, aby podstępna Sabie tak skołowała Mongołów, że wyrazili zgodę na jego „łagodne” potraktowanie. Chciał tylko być tutaj w ciemności i pozostać przy życiu, trzymając urządzenie, które sporządził, zaledwie o jakiś metr od Czyngis-chana.

W Sojuzie nie było granatów, które idealnie nadawałyby się do tego celu. Ale pozostały niewykorzystane sworznie wybuchowe. Mongołowie nie zorientowaliby się, co wyniósł ze statku kosmicznego, nawet gdyby go uważnie obserwowali. Oczywiście Sabie by to wiedziała, ale w swej arogancji założyła, że Kola jest kimś nieistotnym, niezdolnym, aby przeszkodzić w realizacji jej własnych ambicji. Kiedy go zignorowano, Kola mógł łatwo zrobić proste urządzenie spustowe i ukryć swoją prowizoryczną broń.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)