Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 84
Перейти на страницу:

Musiał czekać na właściwy moment, kiedy uderzy. Właśnie dlatego musiał tkwić w ciemności i znosić męczarnie. Trzy dni — to było jak przeżycie trzech dni po własnej śmierci. Ale o dziwo, jego ciało nadal funkcjonowało, nadal musiał oddawać mocz i wypróżniać się, jak gdyby to ciało myślało, że jego los będzie miał jakiś dalszy ciąg. Pomyślał, że to jak skurcze świeżych zwłok, manekina, które nic nie znaczą.

Trzy dni. Ale Rosjanie byli cierpliwi. Mieli takie powiedzenie: najgorsze jest zawsze pierwsze pięćset lat.

Nadszedł świt. Macedończycy zaczęli się ruszać, kaszleć, przecierać oczy, załatwiać się. Abdikadir usiadł. Różowo-szare, jaśniejące niebo było dziwnie piękne, a rozproszone światło słoneczne na tle szarych chmur przywodziło na myśl kwiaty wiśni rozsypane na wulkanicznej lawie.

Ale po przebudzeniu się miał tylko chwilę spokoju.

Świt i zmierzch to dla żołnierza najniebezpieczniejszy okres, ponieważ oczy próbują przystosować się do szybko zmieniającego się oświetlenia. I właśnie w tym momencie Mongołowie przypuścili atak.

Zbliżyli się do macedońskich pozycji w zupełnej ciszy. Teraz zabrzmiały naccara, ich bębny wojenne i Mongołowie ruszyli do przodu, wrzeszcząc jak opętani. Nagła wrzawa była mrożąca krew w żyłach, jak gdyby nadciągał jakiś potężny kataklizm, powódź lub obsunięcie się ziemi.

Ale macedońskie trąbki odezwały się zaledwie w chwilę później. Żołnierze pobiegli na stanowiska. Rozległy się krótkie komendy wykrzykiwane macedońskim dialektem. Formować się, utrzymać pozycje! Macedońska piechota, ustawiona w osiem szeregów, tworzyła ścianę skóry i żelaza.

Oczywiście Aleksander był przygotowany na atak. Przewidując go, dopuścił wroga tak blisko, jak było można. Teraz nadszedł czas, aby zatrzasnąć pułapkę.

Abdikadir zajął swoją pozycję, trzy szeregi za pierwszą linią. Po obu stronach stali zalęknieni brytyjscy żołnierze. Czując na sobie ich spojrzenia, Abdikadir zmusił się do uśmiechu i uniósł kałasznikowa.

Pierwszy raz wyraźnie zobaczył mongolskiego wojownika przez celownik.

Ciężka konnica zajmowała miejsce w środku ataku, a lekka galopowała zaraz za nią. Jeźdźcy mieli na sobie zbroje wykonane z bawolich skór i metalowe hełmy ze skórzanymi ochraniaczami wokół szyi i uszu. Byli obwieszeni różnoraką bronią: mieli dwa łuki, trzy kołczany, lancę z paskudnie wyglądającym hakiem na końcu, topór i zakrzywioną szablę. Nawet konie miały na sobie szeroki skórzany pancerz, który osłaniał ich boki i metalowe kołpaki na głowach. Opancerzeni Mongołowie wyglądali bardziej na jakieś owady niż na ludzi.

Ale nie wszystko działo się pod ich dyktando. Na sygnał trąbki na balustradach murów Babilonu pojawili się łucznicy i tuż nad głową Abdikadira zaczęły świstać strzały, spadając na nacierających Mongołów. Kiedy jakiś jeździec padał, następował chwilowy zamęt, który zakłócał przebieg ataku.

Teraz poleciały płonące strzały, których końce pokryto smołą. Były wycelowane w doły w ziemi, w których umieszczono bele siana nasączone smołą. Po chwili wśród Mongołów wytrysnęły wielkie słupy ognia i dymu. Ludzie zaczęli krzyczeć, a konie spłoszyły się i zatrzymały. Ale choć liczne ofiary zwolniły tempo natarcia Mongołów, nie zatrzymały ich całkowicie.

I znów ich ciężka konnica uderzyła w macedońskie linie obronne.

Macedończycy zaczęli się cofać na całej długości. Było to nieuniknione wobec impetu ataku Mongołów i gwałtowności, z jaką jeźdźcy wymachiwali mieczami i maczugami.

Abdikadir, teraz dosłownie o metr od toczącej się zaciętej walki, zobaczył, jak konie stają dęba, a płaskie twarze Mongołów wyłaniają się w górze, nad walczącymi i ginącymi ludźmi. Czuł zapach krwi, kurzu, potu przerażonych koni i nawet w takiej chwili, obrzydliwy smród, który mógł dochodzić tylko od samych Mongołów. Gęstwa ludzi i zwierząt i ryk wydobywający się z dziesięciu tysięcy gardeł sprawiały, że trudno było nie tylko walczyć, ale w ogóle unieść broń. Ostrza świstały v powietrzu, krew i części ciała fruwały na wszystkie strony podczas tej niemal absurdalnej, nieprawdopodobnej jatki i stopniowo krzyki wściekłości zamieniały się w okrzyki bólu. Napór jeszcze się wzmógł, kiedy w ślad za ciężką pojawiła się mongolska lekka konnica, wciskając się tam, gdzie uderzenie ciężkiej konnicy uczyniło wyłom w murze obrońców.

Ale Aleksander odpowiedział atakiem na atak. Dzielni piechurzy wypadli zza macedońskich linii, dzierżąc długie, zakrzywione lance; nawet jeśli samo pchnięcie chybiło, uderzenie lancy mogło zrzucić jeźdźca. Mongołowie spadali z koni, ale macedońscy piechurzy padali jak kwiaty ścinane kosą.

Wśród zgiełku nagle rozległ się wyraźny dźwięk macedońskiej trąbki.

W środku pola walki, tuż przed Abdikadirem, ocalali macedońscy żołnierze z pierwszej linii cofnęli się, niknąc w tylnych szeregach i pozostawiając na polu walki zabitych i rannych. Nagle między Abdikadirem a najdzikszymi wojownikami, jakich nosiła ziemia, zrobiło się pusto.

Zaskoczeni Mongołowie na spłoszonych koniach wahali się przez chwilę. Jeden z nich, ogromny mężczyzna, niski, ale szeroki w barach niczym niedźwiedź, patrzył prosto w oczy Abdikadira, trzymając uniesioną w górę krótką maczugę, z której kapała krew.

Przy boku Abdikadira pojawił się kapitan Grove.

— Strzelaj!

Abdikadir uniósł kałasznikowa i pociągnął za spust. Głowa Mongoła rozprysła się na kawałki, rozsiewając wokół mgiełkę krwi i kości, a metalowy hełm wyleciał w powietrze. Jego koń poniósł, a pozbawione głowy ciało ześlizgnęło się z siodła w kłębiący się wokół tłum.

Wszędzie wokół Abdikadira Brytyjczycy strzelali w masę Mongołów; grzechot staroświeckich karabinów Martini-Henry’ego i Snidera mieszał się z seriami kałasznikowów. Ludzie i konie rozpadali się pod miażdżącym gradem kul. Granaty fruwały w powietrzu. Większość z nich były to granaty błyskowo-hukowe, ale to wystarczyło, żeby przerazić konie i co najmniej kilku wojowników. Jeden z granatów eksplodował pod koniem. Wydawało się, jakby zwierzę wybuchło, a jeździec z krzykiem wyleciał w powietrze.

Jeden z granatów wylądował blisko Abdikadira. Podmuch był jak uderzenie w brzuch. Kiedy upadł na plecy, dzwoniło mu w uszach, a nos i usta wypełnił metaliczny smak krwi i cierpki smak chemikaliów. Czuł się dziwnie nieswojo, jak gdyby przeleciał przez kolejną Nieciągłość. Ale skoro leżał, w linii przed nim musiała powstać wyrwa. Uniósł karabin i zaczął strzelać nie patrząc, jednocześnie próbując podnieść się na nogi.

Wydano rozkaz natarcia. Linia Brytyjczyków ruszyła wielkimi krokami naprzód, nieprzerwanie prowadząc ogień.

Założywszy nowy magazynek, Abdikadir ruszył razem z nimi. Ziemia przed nim była zasłana trupami i częściami rozerwanych ciał, a gdzieniegdzie wnętrznościami, na których się ślizgał. Idąc, musiał nawet nastąpić na rannego mężczyznę, który krzyknął z bólu, ale nie miał innego wyjścia.

Na początku pomyślał, że akcja poskutkowała. Na lewo i na prawo, jak daleko sięgał wzrokiem, Mongołowie się wycofywali, niezdolni stawić czoła broni palnej pochodzącej z czasów o ponad sześćset lat późniejszych.

Ale wtedy Abdikadir usłyszał piskliwy głos — głos kobiety — i kilku Mongołów zsiadło z koni. Ruszyli w stronę strzelaniny, wykorzystując ciała swoich towarzyszy i ich koni jako osłonę. Abdikadir znał tę taktykę: ocenić zagrożenie, przesunąć się, ukryć i ocenić zagrożenie ponownie. Używali tylko łuków, jedynej broni, która zasięgiem dorównywała karabinom i posuwając się do przodu, ubezpieczali się nawzajem. Krzyki Macedończyków i przekleństwa brytyjskich żołnierzy dowodziły, że niektóre ze strzał dosięgły celu.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)