Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Obóz otaczały głębokie na dziesięć kroków rzędy zaostrzonych palików, więc Perrin ruszył wzdłuż tego ogrodzenia do krawędzi części obozu zajmowanej przez ghealdańskich lansjerów, gdzie dla wyjeżdżającej konnicy zostawiono szersze ścieżki, chociaż idącym za nim obok siebie Balwerowi i Aramowi było tu zbyt wąsko. Przy ludziach z Dwu Rzek piechur stale musi się obracać i patrzeć za siebie. Składający się z ogromnych, pnących się ku niebu drzew, których rozłożyste korony tworzyły niemal baldachim, las zaczynał się nieco ponad sto kroków stąd; strzały mieszkańców Dwu Rzek z łatwością by tam doleciały. Wygląd wielu spośród tutejszych drzew był Perrinowi zupełnie obcy, lecz rozróżnił też sosny, mahoniowce i wiązy, niektóre o pniach grubych na trzy albo cztery kroki u podstawy, a także jeszcze większe dęby. Te ogromne drzewa odbierały miejsce wszelkiej, próbującej pod nimi rosnąć roślinności większej niż chwasty czy małe krzewy; między drzewami pozostawały wprawdzie szersze przestrzenie, panował tam wszakże ciemniejszy niż w nocy mrok. Był to stary las, w typie tych, które potrafiły połknąć całe armie, nie zostawiając nawet kości.
Balwer szedł za Perrinem całą drogę wśród palików, wreszcie uznał, że bardziej sam na sam z Aybarą prawdopodobnie na razie nie będzie, więc się w końcu odezwał.
— Jeźdźcy, których wysłał Masema, mój panie... — zaczął, po czym otoczył się szczelniej płaszczem i rzucił podejrzliwe spojrzenie na Arama, który popatrzył na niego obojętnie.
— Wiem — przerwał mu Perrin. — Uważasz, że jadą do Białych Płaszczy. — Miał ochotę odjechać i to znacznie dalej niż jego towarzysze. Położył dłoń z cuglami na łęku siodła, ale wstrzymał się z wsunięciem buta w strzemię. Stepper odrzucił głowę, także zniecierpliwiony. — Równie łatwo Prorok mógłby wysyłać wiadomości do Seanchan...
— Jest jako rzekłeś, mój panie. Istnieje taka możliwość, na pewno istnieje. Czy mogę jednak jeszcze raz zasugerować, że pogląd Masemy na Aes Sedai jest bardzo bliski poglądom Białych Płaszczy? W gruncie rzeczy, ich podejście jest niemal identyczne. Gdyby to zależało od Proroka, wszystkie siostry już by leżały martwe. Punkt widzenia Seanchan jest bardziej... pragmatyczny, jeśli wolno mi użyć tego słowa. W każdym razie, nie w pełni się pokrywa z opinią Masemy.
— Wiem, że nienawidzisz Białych Płaszczy, panie Balwer, jednak nie oni są źródłem wszelkiego zła. A Prorok już wcześniej radził sobie z Seanchanami.
— Skoro tak twierdzisz, mój panie. — Wyraz twarzy Balwera ani o jotę się nie zmienił, lecz w mężczyźnie można było wyczuć wątpliwości. Perrin nie potrafił udowodnić spotkań Masemy z Seanchanami, zaś opowieść wyjaśniająca, skąd się o nich dowiedział, jedynie zwiększyłaby jego obecne problemy. Tyle że Balwer lubił dowody i bez nich nie sposób go było przekonać. — Co do Aes Sedai i Mądrych, mój panie... Aes Sedai najwyraźniej zawsze wierzą, że wiedzą wszystko lepiej niż całe ich otoczenie, oprócz prawdopodobnie innych Aes Sedai. Mądre, moim zdaniem, tak samo.
Perrin sapnął, wydychając w powietrze niewielki pióropusz białej mgły.
— Powiedz mi coś, czego nie wiem. Na przykład dlaczego Masuri spotkała się z Masemą i dlaczego Mądre na to pozwoliły. Stawiam Steppera przeciw jednemu końskiemu kopytu, że nie odbyłaby rozmowy bez ich pozwolenia.
Annoura to co innego, ale Annoura mogła robić, co chciała. Perrinowi w każdym razie nie wydawało się prawdopodobne, żeby działała z rozkazu Berelain.
Balwer poprawił płaszcz na ramionach, po czym poprzez rzędy naostrzonych palików zerknął za siebie: na obóz i na namioty Aielów. Patrzył z ukosa, jakby spodziewał się wejrzeć przez namiotowe ściany.
— Istnieje szereg możliwości, mój panie — oświadczył drażliwie. — Dla niektórych składających przysięgę osób dozwolone jest wszystko, co nie jest zabronione i uważają, że można ignorować wszystko, co nie zostało przekazane w konkretnym rozkazie. Inni podejmują działanie, nie pytając uprzednio o pozwolenie suzerena, jeśli tylko sądzą, że mu się w ten sposób przysłużą. Aes Sedai i Mądre w mojej opinii mieszczą się w którejś z tych kategorii, w obecnym stanie rzeczy jedynie są to spekulacje.
— Mógłbym po prostu je zapytać. Aes Sedai nie mogą kłamać, a jeżeli zacznę wystarczająco mocno naciskać, może Masuri zdradzi mi prawdę.
Balwer skrzywił się, jakby schwycił go nagły ból żołądka.
— Być może, mój panie, być może. Choć bardziej prawdopodobne, że Masuri powie ci coś, co dla ciebie zabrzmi jak prawda. Aes Sedai mają doświadczenie w takich rozmowach, przecież wiesz. Tak czy owak, mój panie, twoje pytanie skłoni Masuri do zastanowienia, skąd się o tych sprawach dowiedziałeś, a ten tok myślenia może ją doprowadzić do Haviara i Neriona. Kto wie, komu się w takich okolicznościach zwierzy? Droga bezpośrednia nie zawsze jest najlepsza. Czasem pewne kwestie trzeba próbować wyjaśniać po kryjomu, choćby dla własnego bezpieczeństwa.
— Mówiłem ci, że Aes Sedai nie można ufać — wtrącił niespodziewanie Aram. — Powiedziałem ci o tym, Lordzie Perrin. — Zamilkł, gdy Aybara podniósł rękę, jednak od służącego bił tak silny zapach furii, że Perrin zaczął gwałtownie oddychać, pragnąc oczyścić płuca. Musiał wszakże przyznać, iż jakaś część jego istoty pragnęła wciągnąć tę woń gniewu i dać się jej kompletnie owładnąć.
Przemyślał spokojnie słowa Balwera. Jeśli Aes Sedai potrafiły przekręcać prawdę w taki sposób, że w końcu trudno ją było odróżnić od kłamstwa, jeśli to potrafiły i to robiły... w jakim stopniu można im było ufać? Zaufanie zawsze stanowiło problem. Perrin nauczył się tego podczas twardych lekcji. Zapanował jednak nad wściekłością. Mówiąc obrazowo, wykutego z gniewu młota należało używać rozważnie, gdyż za jeden błąd można było zapłacić wydarciem serca z piersi.
— Czy sytuacja może się zmienić, jeżeli kilkoro druhów Selande zacznie spędzać więcej czasu z Aielami? Przecież pragną zostać Aielami. W ten sposób zyskaliby dostateczne usprawiedliwienie. I może któraś z kobiet zaprzyjaźni się z Berelain i jej doradczynią...
— To powinno być możliwe, mój panie — odparł Balwer po krótkim wahaniu. — Ojciec Lady Medore jest Wysokim Lordem Łzy, więc ta kobieta urodziła się arystokratką i bez problemów może się zbliżyć do Pierwszej z Mayene. Jest to wystarczające uzasadnienie. Prawdopodobnie jedna czy dwie Cairhienianki mają także odpowiednio szlachetne pochodzenie. Umieszczenie ich między Aielami powinno być jeszcze łatwiejsze.
Perrin kiwnął głową. Tak, tak, musiał panować nad tym młotem, choć pragnął rozbić w drobny mak wszystko, co leżało w zasięgu jego wzroku.
— Zorganizuj zatem całą sprawę. Ale, panie Balwer, próbujesz... mnie do tego namówić... odkąd opuściła nas Selande. Od tej pory, jeśli masz jakąś sugestię, przedstaw mi ją. Nawet jeśli odmówię dziewiątej w rzędzie, zawsze chętnie wysłucham dziesiątej. Nie jestem wybitnie sprytny, lecz pragnę słuchać rad mądrzejszych od siebie, do których moim zdaniem i ty należysz. Tylko nie usiłuj mnie do niczego popychać. Bo tego nie lubię, panie Balwer!
Sekretarz zamrugał, potem ukłonił się, założywszy ręce w talii. Wydzielał zapach zaskoczenia. I zadowolenia. Zadowolenia?!