Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 88
Перейти на страницу:

Ta pozłacana siatka kontrastowała z bladozieloną skórą, a skrzydła były ciemnozielone, poprzecinane złotymi paskami. Także wyglądały dość niezwykle: były wąskie, zwężone i dłuższe od jej tułowia, nawet składały się na jej grzbiecie, a ich końce leżały na pokładzie niczym tren.

Kiedy Temeraire przedstawił ich po chińsku, smok przysiadł na tylnych łapach i ukłonił się. Laurence odpowiedział skłonem głowy, rozbawiony nieco faktem, że wita się ze smokiem tak jak z człowiekiem. Po wymianie uprzejmości smok wyciągnął szyję, by mu się lepiej przyjrzeć, i omiótł go wzrokiem od stóp do głów. Miał wielkie bursztynowe oczy, osłonięte grubymi powiekami.

Hammond rozmawiał z Sun Kaiem i Liu Bao, którzy trzymali osobliwy list, gruby i opatrzony wieloma pieczęciami, pokryty czarnym atramentem i cynobrowymi cętkami. Yongxing stał nieco z boku i czytał inną wiadomość, złożoną z ogromnych znaków nakreślonych na długiej rolce papieru. Nie podzielił się z nikim treścią, tylko zwinął list, oddał służącemu i dołączył do pozostałej trójki.

Hammond ukłonił się Chińczykom i podszedł do Laurence’a, by przetłumaczyć mu nowiny.

— Otrzymaliśmy polecenia — powiedział. — Okręt ma płynąć do Tien-sing, a my polecimy dalej, i upierają się, żebyśmy ruszali natychmiast.

— Polecenia? — zapytał skonsternowany Laurence. — Nie rozumiem. Kto je wydał? Niemożliwe, żeby już otrzymali odpowiedź z Pekinu. Przecież książę Yongxing wysłał do nich wiadomość zaledwie przed trzema dniami.

Temeraire przekazał pytanie Ping, a ta przechyliła głowę na bok i odpowiedziała niskim, mało kobiecym głosem, dudniącym w potężnej piersi.

— Mówi, że przyniosła wiadomość ze stacji przekaźnikowej w Heyuan, oddalonej o czterysta li, i leciała stamtąd nieco ponad dwie godziny — powiedział. — Nie mam pojęcia, jaka to odległość.

— Jedna mila to trzy li — wyjaśnił Hammond i zmarszczył czoło, przeliczając.

Laurence, bardziej biegły w rachunkach, wytrzeszczył oczy: jeśli to była prawda, oznaczało to, że Yu Ping przeleciała ponad sto dwadzieścia mil. W takim tempie, przy zmieniających się kurierach, wiadomość rzeczywiście mogła przybyć z Pekinu oddalonego o prawie dwa tysiące mil. Mimo wszystko nie mógł uwierzyć.

Yongxing usłyszał ich rozmowę i oznajmił zniecierpliwionym tonem:

— To wiadomość najwyższej wagi, przekazana dzięki Nefrytowym Smokom. Oczywiście przybyła z Pekinu. Kiedy przemawia cesarz, nie można sobie pozwalać na zwłokę. Jak szybko możecie się przygotować do podróży?

Wciąż nieco oszołomiony Laurence opanował się i zaprotestował. Oznajmił, że nie może opuścić pokładu Allegiance, ale musi zaczekać, aż Riley wydobrzeje. Yongxing nie musiał nawet się odzywać, bo Hammond głośno się sprzeciwił.

— Nie możemy już na samym początku obrażać cesarza — powiedział. — Allegiance z pewnością może pozostać w porcie na czas rekonwalescencji kapitana Rileya.

— Na litość boską, to tylko pogorszy sytuację — rzucił zniecierpliwiony Laurence. — Gorączka zabrała mu już połowę załogi i nie możemy pozwolić na to, żeby druga polowa zdezerterowała.

Ale argument Hammonda był nie do odparcia, szczególnie kiedy poparł go Staunton, który przybył na okręt, żeby zjeść z Laurence’em i Hammondem śniadanie.

— Obiecuję, że major Heretford i jego ludzie udzielą kapitanowi Rileyowi wszelkiej możliwej pomocy — oświadczył Staunton. — Ale zgadzam się. W tym kraju przywiązują dużą wagę do rytuałów i odrzucenie ceremonialnej etykiety zostałoby odebrane jako celowa zniewaga. Proszę nie zwlekać.

Po tej zachęcie, a także konsultacji z Franksem i Beckettem, którzy, opierając się bardziej na odwadze niż doświadczeniu, zapewnili go, że sobie poradzą, i wizycie u Rileya Laurence wreszcie ustąpił.

— W końcu nie stoimy przy nabrzeżu i mamy dość zapasów, więc teraz Franks może wciągnąć łodzie i zatrzymać ludzi na pokładzie — zauważył Riley. — Niestety, zostaniemy za wami daleko z tyłu, ale ja czuję się już o wiele lepiej, podobnie jak Purbeck. Wyruszymy najszybciej jak to możliwe i spotkamy się z wami w Pekinie.

Od razu pojawiły się kolejne problemy: zaczęto już się pakować, kiedy Hammond, ostrożnie rozeznawszy się w sytuacji, ustalił, że zaproszenie obejmuje tylko nielicznych. Laurence znalazł się na liście z konieczności jako pomocnik Temeraire’a, Hammond jako przedstawiciel króla uzyskał niechętną zgodę, ale ze zgrozą odrzucono pomysł, że zabierze się z nimi załoga smoka, przypięta do uprzęży.

— Nigdzie nie polecę bez załogi, która strzegłaby Laurence’a — rzucił Temeraire, usłyszawszy o problemach, i oznajmił to samemu Yongxingowi, pełen najgorszych podejrzeń. Dla podkreślenia zaparł się mocno na pokładzie, owinięty ogonem, jakby chciał sprawić wrażenie, że nie ruszy się z miejsca. Szybko zaproponowano kompromis: Laurence wyznaczy dziesięciu członków swojej załogi i zabiorą ich inne chińskie smoki, którym wypada się zniżyć do takiej posługi.

— Chciałbym się dowiedzieć, co może zdziałać dziesięciu ludzi w środku Pekinu — zauważył cierpko Granby, kiedy Hammond przedstawił w kajucie propozycję Chińczyków; wciąż nie mógł wybaczyć dyplomacie, że ten nie pozwolił na śledztwo po zamachu na Laurence’a.

— A ja chciałbym się dowiedzieć, co mogłaby pana zdaniem zdziałać setka ludzi w wypadku ataku armii cesarskiej — odpowiedział równie ostro Hammond. — Tak czy owak, nic więcej nie wskóramy. Zdrowo musiałem się napocić, żeby pozwolili nam zabrać tę dziesiątkę.

— W takim razie musi nam to wystarczyć — odparł Laurence, nie podnosząc nawet wzroku. Przebierał właśnie odzież i odrzucał bardziej znoszone podczas podróży ubrania. — Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to przede wszystkim musimy mieć pewność, że Allegiance rzuci kotwicę w odległości, którą Temeraire będzie mógł pokonać bez trudu w jednym locie. — Odwrócił się do Stauntona, którego zaprosił na pokład, i rzekł: — Czy zgodziłby się pan towarzyszyć kapitanowi Rileyowi, jeśli pozwalają na to pańskie obowiązki? Po naszym odlocie jednocześnie straci tłumaczy i glejt chińskich posłów. Martwię się, że może mieć jakieś kłopoty podczas podróży na północ.

— Jestem całkowicie do pańskiej i jego dyspozycji — powiedział Staunton i skłonił głowę.

Hammond nie wyglądał na zbyt zadowolonego, ale w tych okolicznościach nie mógł protestować, więc Laurence ucieszył się, że dzięki temu politycznemu posunięciu zyskał możliwość korzystania z rad Stauntona, nawet jeżeli ten dołączy do niego później.

Oczywiście Granby będzie mu towarzyszył, więc Ferris musiał przejąć dowództwo nad tymi, którzy zostaną na transportowcu; co do innych wybór był o wiele trudniejszy. Laurence nie chciał nikogo faworyzować, lecz nie zamierzał też zabierać Ferrisowi wszystkich najlepszych ludzi. Ostatecznie zdecydował się na Keynesa i Willoughby’ego z obsługi naziemnej: polegał na opinii lekarza i choć miał zostawić uprząż, to uznał, że powinien zabrać ze sobą chociaż jednego uprzężnika, aby ten pokierował pozostałymi, gdyby trzeba było włożyć Temeraire’owi jakąś prowizoryczną uprząż.

Porucznik Riggs przerwał jego naradę z Granbym i z pasją poprosił o włączenie go do grupy wraz z czterema najlepszymi strzelcami.

— Tutaj nas nie potrzebują, mają na pokładzie piechotę morską, a gdyby coś poszło źle, to z karabinów będzie największy pożytek — powiedział.

Miał rację z taktycznego punktu widzenia, lecz tak naprawdę strzelcy należeli do największych awanturników wśród młodych oficerów, więc Laurence nie chciał zabierać aż czterech z nich na dwór cesarski po siedmiu miesiącach spędzonych na morzu. z pewnością za obrazę jakiejś chińskiej damy czekałaby ich surowa kara, a on przecież będzie zbyt zajęty, żeby mieć ich na oku przez cały czas.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)