Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
— Myślisz, że potrafiłbyś? Jakże interesujące. Ale sądzę, że jeszcze poczekamy, Aikenie Drum. Dla nas wszystkich będzie bezpieczniej, jeśli na razie potrzymamy cię na smyczy.
Nadpłynęła skrycie myśl Elżbiety. Masz tyle fantastycznych zdolności Aiken. Co tam jeszcze jest w tobie schowane? Niech no popatrzą.
— Tylko bez tego, Elżbieto! — zawołał głośno Aiken. — Wynoś się, albo cię ustrzelę!
Spojrzała na niego ze smutkiem.
— Zrobiłbyś to naprawdę?
— NooO… — zawahał się, po czym uśmiechnął krzywo. — Może i nie, słoneczko, ale nie mogę pozwolić, byś się do mnie wtrącała, rozumiesz. Nawet w zabawie. Nie jestem Steinem… ani także Sukey.
Creyn powiedział:
— Statek czeka na nas na końcu mola. W drogę. — Lecz gdy wszyscy ruszyli, zwrócił się do Elżbiety modłą ścisłego ogniskowania, zwróconą tylko do niej: Czy widziałaś jak on to zrobił?
Prymitywnie i skutecznie. Nawet przeciw mnie nie przygotowanej. Zaniepokojony ?
Raczej przerażony.
Jak skuteczna obrożoblokada ?
Dostateczna teraz gdy on jeszcze nie używa pełnej możliwości. Później srebrna zupełnie za mało, zagarnie złotą. Wychowawcy wobec dylematu z nim. Może wymagać likwidacji. Nie moja decyzja dzięki Tanie.
Zdolny strasznych głupstw nawet jeszcze latentny. Rzadki stary ludzki typ nieczęsty w Środowisku: agrepblazen.
Typ występujący wśród Tanów niestety. Przewidywanie chłopak uderzy-walnie Muriah. Pytanie Muriah wytrzyma wstrząs.
Ironiczna sluszna kara wam panom niewolników.
Ludzkość zgubna zdobycz.
Ach Elżbieto.
Zaprzeczasz? Śmiech. Manipu zręcznilatorzyf Desocjalizacjaj resocjalizacja wygnańców sprytnie próbowana. Przykład: zamek otoczenie prowokobawy. Następnie przyjęcie ciepło przyjaźń seks łakocie. Wzmocnienie lekcji odciętymi głowami. Prymitywne dobry facet/zły facet kara/nagroda strach/ulga warunkowanie. Aiken + Raimo + (Sukey?) twoi. Oba Polowania zwycięskie.
Jak inaczej zintegrować minimum czasu? Niektóre typy na przykład Aiken superryzyko.
Bardziej Tanu niż sami Tanowie?
Spostrzegawcza Elżbieta. Anielska powściągliwa Z góry patrząca pogardza rzewnymi wygnańcy nieprzystosowani.
Ach, Elżbieto. Powinniśmy się naprawdę blisko poznać.
Szyper, witający ich na niezwykłym statku, którym mieli płynąć w dół rzeki, był ubrany w spodnie koloru khaki i przepocony podkoszulek. Brzuch wystawał mu nad paskiem od spodni. Na spalonej na mahoń twarzy miał jowialny uśmiech, okolony falującym szpakowatym wąsem i brodą w kształcie podkowy.
Zasalutował niedbale Creynowi — przyłożył palec do daszka zniszczonej, dwudziestowiecznej czapki marynarki wojennej USA.
— Witam na pokładzie, milordzie, panie i panowie! Kapitan Highjohn do waszych usług. Klapnijcie sobie gdzie chęć, ale najlepszy widok jest na dziobie. Wy tam, nosze tutaj, przywiązać i umocować.
Podróżujący ludzie weszli na dziwny statek i nieco trwożliwie usiedli na fotelach; okazały się pneumatyczne i przystosowane do kształtu ciała, ze skomplikowanym układem pasów, które kapitan pomógł im zapiąć.
— Kapitanie, czy rzeka jest bardzo burzliwa?
— spytała Sukey. Zajęła miejsce blisko Steina i rzucała co chwila zaniepokojone spojrzenia w stronę śpiącego olbrzyma. Ludzie z załogi zabezpieczyli nosze mocną siatką.
— Nie ma strachu. Pływam na tym szlaku Rodan-Sródziemniak od szesnastu lat i nigdy nie straciłem statku. — Highjohn odsunął pokrywkę na poręczy fotela; odsłonił się ukryty pojemnik. — Wiaderko w razie nagłych mdłości.
— Może nie straciłeś statku, ale jak z pasażerami?
— pisnął Aiken.
— Wygląda na to, chłopcze, że masz mocną pompkę. Gdyby wrażenia były dla ciebie za mocne, Lord Creyn zaprogramuje ci przez obręcz uspokojenie. Wszyscy na miejscach? Około południa zatrzymujemy się przy Plantacji Feligompo na lunch dla tych, którzy będą jeszcze mieli apetyt. Wieczorem dotrzemy do Darask, leżącym poniżej miejsca przyszłego Awinionu, wiecie, tego z mostem. Do zobaczenia. — Machnąwszy przyjaźnie ręką poszedł w stronę dziobu.
Służący pałacowi, którzy przynieśli Steina i bagaż podróżników, zeszli na ląd. Po statku zaczęli biegać robotnicy portowi; przygotowywali go do odcumowania. Pasażerowie przyglądali się temu z mieszaniną ciekawości i niepokoju.
Statek żeglugi rzecznej podobny był w ogólnych zarysach do większości innych statków stojących w przystani. Od wysokiego, ostrego jak nóż dziobu do nazbyt zaokrąglonej rufy mierzył czternaście metrów. Był dalekim kuzynem nadmuchiwanych tratw i pontonów, używanych przez sportsmenów i odkrywców na bardziej burzliwych wodach planet Środowiska Galaktycznego. Kadłub, z wypisaną po obu stronach nazwą statku Mojo, był z mocnej, nadmuchiwanej wewnątrz błony z grubymi zewnętrznymi sfalowaniami i poduszkowatymi zderzakami, wystającymi w regularnych odstępach wzdłuż linii wodnej. Statek wyglądał, jakby można było wypuścić z niego powietrze i złożyć dla przetransportowania karawaną. Do ładowni na dziobie i rufie prowadziły ściśle zamknięte luki. Miejsca pasażerskie znajdowały się na śródokręciu na otwartej przestrzeni, nad którą biegł szereg półkolistych obręczy. Robotnicy portowi szybko naciągnęli na ten stelaż segmenty ciemno zabarwionej, przejrzystej folii przypominającej dekamol. Gdy umocowano ostatnią, wewnątrz statku ruszyła dmuchawa dla wentylacji pomieszczenia pasażerskiego i usztywnienia nadciśnieniem wodoszczelnego baldachimu.
— Nie podobało mi się to, co powiedział kapitan. W co my się pakujemy? — zwróciła się Sukey do siedzącej obok Elżbiety.
— W każdym razie w interesującą podróż, jeśli wziąć pod uwagę liczbę objawów i znaków wieszczych. Bryan, czy wiesz cokolwiek na temat Rodanu?
— W naszych czasach był cały poprzegradzany tamami, śluzami i kanałami objazdowymi — odpowiedział antropolog. — Tutaj w pliocenie spadek jest zapewne znacznie większy, muszą więc być na rzece bystrza. Gdy zbliżymy się do okolic Awinionu, jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów stąd, znajdziemy się prawdopodobnie w strefie głębokiego przełomu. W XXII wieku był on zamknięty zaporą Donzere Mondragon, jedną z największych w Europie. Ale co tam teraz zastaniemy… no cóż, nie może być aż tak źle, bo by tamtędy nie pływali, nieprawdaż? Sukey zaśmiała się niepewnie.
— Słusznie mówisz. Więc, kochani, czyśmy gotowi czy nie, wyścig startuje.
W tylnej części statku za przedziałem pasażerskim zaczął się wysuwać dość gruby teleskopowy maszt. Gdy osiągnął pełną wysokość, cztery metry, otworzył się jego górny odcinek i wypuścił bom ze zwiniętym żaglem podobnym jak dwie krople wody do staromodnego amatorskiego ekranu filmowego. Żagiel rozwinął się i lekko zakołysał. Dokerzy odrzucili liny cumownicze. Wibracja pokładu zasygnalizowała, że na statku pracuje mały silnik pomocniczy. Mojo zaczął kręto przemykać się między innymi statkami ku głównemu nurtowi, z czego Bryan wywnioskował, że dla zapewnienia maksymalnej manewrowości musi mieć więcej niż jeden ster.
Odpłynęli od brzegu pod ostrym kątem. Gdy prąd ich pochwycił, mury Roniah uciekły w tył z zadziwiającą szybkością. Ponieważ do obu brzegów mieli po dwieście metrów, ocena prędkości nie była łatwa; Bryan przypuszczał, że mulista woda w rzece pędzi z szybkością przynajmniej dwudziestu węzłów. Co nastąpi, gdy ta masa wody zostanie w dalszym biegu ściśnięta między dwiema ścianami skalnymi, przekraczało wyobraźnię antropologa. Jego rozważania na ten temat miały posmak wyraźnie przyprawiający o mdłości.