Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Casimir wzruszył ramionami.
— Znają moje nazwisko i połowę twojego. Będą mieli akta na mnie, ale nic nie mają na ciebie. Nic ci nie grozi.
— Nie o siebie się boję.
Patrzył na nią przez chwilę. Wzrok mu złagodniał.
— Jestem ostrożny — powiedział spokojnie. Rozejrzał się po pokoju. — Jestem tutaj, w tym małym pokoju i kieruję zdalnie swoim kryminalnym imperium.
Uśmiechnęli się do siebie szeroko.
— Chcesz coś do jedzenia, do picia? — spytał.
— Chętnie, jeśli mają coś bez alkoholu.
Odniósł tacę z obiadem. Sula obeszła pokój, uporządkowała rozrzucone rzeczy Casimira, potem zdjęła buty i usiadła na podłodze. Casimir wrócił z dwiema butelkami Cytrynowego Szału. Zdziwił się, zobaczywszy ją na podłodze, ale przysiadł się bez słowa. Podał jej butelkę i stuknął w nią swoją butelką. Flaszki nie zadzwoniły — zrobiono je z żywicy syntetycznej i dźwięk zabrzmiał głucho.
— Za nasz podniecający wieczór.
— Podniecenie sami musimy sobie zapewnić — odrzekła Sula.
Oczy mu się roziskrzyły.
— Koniecznie. — Pociągnął drinka i spojrzał na nią.
— O lady Suli wiem jeszcze mniej niż o Gredel.
— A co chcesz wiedzieć?
Był mocno strapiony.
— Chodzi o tę historię o egzekucji twoich rodziców. Powiedziałaś mi po to, żeby się do mnie zbliżyć?
Sula pokręciła głową.
— Moi rodzice zostali straceni, gdy byłam młoda. Obdarto ich ze skóry.
— Naprawdę?
— Jeśli chcesz, możesz to sprawdzić. Wstąpiłam do Floty, bo tylko taki zawód był dla mnie dostępny.
— Ale przecież jesteś parem.
— Tak, ale biednym jak na para. Cały majątek rodziny został skonfiskowany. — Popatrzyła na niego. — Prawdopodobnie masz znacznie więcej pieniędzy niż ja.
Teraz był jeszcze bardziej zdziwiony.
— Nie spotkałem w życiu wielu parów, ale zawsze miałem wrażenie, że pławią się w zbytkach.
— Chciałabym pławić się w zbytkach. — Zaśmiała się i napiła Cytrynowego Szału. — Czy możesz mi powiedzieć, co zrobią z Julienem, jeśli dojdą do wniosku, że jest niewinny?
— Legion? Spróbują dać mu niezły wycisk i puszczą wolno.
— Czy Naksydzi w ogóle kogokolwiek puszczają wolno? — spytała po chwili. — Może wszystkich zatrzymanych z jakichś powodów zamykają w areszcie razem z innymi zakładnikami?
Potarł kciukiem brodę.
— Nie pomyślałem o tym.
— Ponadto mogą go uznać za zakładnika w zamian za dobre zachowanie ojca.
Casimir miał wyraz troski na twarzy.
— Gdzie go mogą przetrzymywać? — spytała Sula.
— Wszędzie. W Błękitnych Śluzach, w Rezerwuarze. W jakimś więzieniu albo na posterunku policji. — Zmarszczył brwi. — Z niektórych posterunków łatwo uciec.
— Miejmy nadzieję, że wyślą go do takiego miejsca.
— Miejmy nadzieję.
Po jego oczach widać było, że jest niespokojny. Dobrze — pomyślała Sula. Zależało jej na tym, by naprowadzić go na pewne myśli.
Następnego ranka po raz pierwszy użyto karabinu Sidney Model Jeden: z samochodu, który podjechał do dwóch Naksydów z patrolu straży miejskiej, oddano celne strzały. Niestety, kierowcy nie udało się uciec i trzej młodzi Terranie zostali zabici w strzelaninie, podczas której dodatkowo zostało rannych dwóch Naksydów z patrolu.
Choć zabójca zginął Naksydzi zastrzelili siedemdziesięciu dwóch zakładników. Dlaczego akurat siedemdziesięciu dwóch? — zastanawiała się Sula.
Zespół 491 — zaalarmowany przez wtyczkę, którą klika Nabrzeża miała w policji — przez cały dzień pozostał w domu.
Tymczasem Sidney przygotował Model Dwa. Sula zadzwoniła do Sidneya, gdy zespół wyjechał z dostawami. Usłyszała, że jest „wspaniale” — nie „pierwszorzędnie” — i może odebrać paczkę.
Model Dwa był to mały, poręczny pistolet, na taką samą amunicję jak Model Jeden. Do tego Sidney dołączył projekt tłumika.
Sula pocałowała Sidneya w pachnące dymem usta, dała mu pieniądze wystarczające na miesięczny czynsz za sklep i skłoniła P.J., by postawił im obiad.
Okazało się, że Legion Prawomyślności oczyścił Juliena z zarzutów, ale nadal trzymano go w zamknięciu jako zakładnika.
— Jest w więzieniu, w Rezerwuarze — powiadomił ją Casimir. — Cholera, nie ma sposobu, żeby go stamtąd wydostać.
W głowie Suli natychmiast zrodził się pomysł.
— Muszę się zastanowić.
Zapadła cisza, wreszcie Casimir odezwał się:
— Może powinniśmy się spotkać i omówić sprawy.
Sula wiedziała, że pewnych rzeczy nie należy mówić przez komunikator, a ich rozmowa i tak już balansowała na granicy bezpieczeństwa.
— Jeszcze nie, najpierw muszę przeprowadzić rozpoznanie — odparła.
Spędziła trochę czasu w publicznych bazach danych, chcąc poznać niuanse systemu prawnego Zanshaa, i jeszcze więcej czasu nad starymi numerami „Rejestru Sądowego” — publikacji Stowarzyszenia Prawniczego Zanshaa. Chciała sprawdzić, kto z „Rejestru” opuścił Zanshaa z dawnym rządem, a kto pozostał.
Potem zadzwoniła do Casimira i poprosiła go o zorganizowanie spotkania z Sergiusem. Czekając na jego odpowiedź, przygotowała kolejny numer „Bojownika”.
Zamieściła plany Sidneya Model Dwa, napisała pochwałę dla snajpera z Axtattle — „członka podziemnej armii ze skrzydła Eino Kangasa”, oddała cześć zabójcom strażników miejskich, zaznaczając, że zamachowcy to „członkowie Frontu Operacyjnego, organizacji sprzymierzonej z rządem podziemnym”. Jak sądziła, Naksydzi dostaną hysia na wiadomość, że istnieją już dwie walczące z nimi organizacje.
Wreszcie zadzwonił Casimir i powiedział, że spotkanie zostało zaaranżowane. Sula zdjęła soczewki kontaktowe, włożyła perukę blond i poszła do klubu na ulicy Kociej.
Gdy Legion przekazał Juliena do więzienia, Sergius Bakshi i Casimir wznowili normalne życie — Sula wywnioskowała to, gdy zabrano ją do biura Sergiusa na drugim piętrze typowego budynku w centrum Nabrzeża.
W przedpokoju Sula wraz z Casimirem minęli lokajów i brutalnych ochroniarzy; dziewczyna traktowała wszystkich z góry.
Na ich widok Sergius podniósł się zza biurka. Jego gabinet nie wyróżniał się niczym szczególnym: porysowana podłoga, zużyte meble, stęchły zapach rzeczy, które zbyt długo leżały w kącie.
Ludzie mający rzeczywistą władzę nie muszą jej demonstrować.
Sergius ujął jej dłoń; choć dotknięcie jego dużej ręki było lekkie, Sula czuła w tym hamowaną siłę.
— Lady Sula, co mogę dla pani zrobić? — spytał.
— Obecnie nic — odparła. — Ja natomiast mogłabym być dla pana użyteczna.
Jego bezlitosne oczy błyskawicznie spojrzały na Casimira, który odpowiedział mu spojrzeniem „wiem, co ona chce ci zaproponować”.
— Jestem wdzięczny, że pomyślała pani o mnie. Proszę usiąść. Przynajmniej tym razem usiądę — pomyślała. Sergius z powrotem wszedł za biurko.
— Mogłabym chyba wydostać Juliena z Rezerwuaru — oznajmiła.
Po raz pierwszy Sula dostrzegła w jego ciemnych oczach jakieś emocje, jakieś głębsze pragnienie, co przerażało u człowieka, który normalnie był pozbawiony wszelkich uczuć.
Czy Sergiusowi zależy na powrocie Juliena, ponieważ go kocha, czy dlatego, że stanowi jego własność, którą kaprys losu mu odebrał? W każdym razie w oczach Sergiusa uwidocznił się głęboki, palący głód, potrzeba oczywista, pierwotna i zachłanna — rzekłbyś, że wygłodniała pantera czeka na posiłek.