Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Służąca zamknęła drzwi i wyciągnęła ręce, by odebrać od niej czapkę i płaszcz. Sula spojrzała na nią.
— Proszę iść, natychmiast — powiedziała.
Służąca zrobiła niepewną minę, ale skłoniła się lekko i odeszła. Sula przejrzała się w lustrze z polerowanego niklu asteroidalnego, poprawiła medale i czekała.
Lady Mitsuko weszła energicznie. Trzydziestoparoletnia kobieta była młodsza niż się Sula spodziewała i bardzo wysoka. Miała kanciaste ciało, wąskie usta, zdecydowanie zarysowaną szczękę. Wszystko to sugerowało, że jako sędzia śledczy nie pozwala więźniom łatwo się wywinąć. Miała długie ciemnoblond włosy, związane z tyłu w koński ogon i swobody strój. Usiłowała zetrzeć chusteczką plamę z bluzki.
— Lady Caroline? Przepraszam, właśnie dawałam bliźniakom kolację. — Wyciągnęła rękę, ale wyraz twarzy świadczył o tym, że zastanawia się, czy już kiedyś spotkała Sulę.
Sula zasalutowała z uniesionym podbródkiem, czym zaskoczyła gospodynię.
— Lady sędzio, przychodzę w oficjalnej sprawie. Czy mogłybyśmy gdzieś porozmawiać?
— Owszem — odparła lady Mitsuko z nadal wyciągniętą ręką. Zaprowadziła Sulę do swego gabinetu — małego pokoiku, gdzie nadal unosił się lekki zapach lakieru, którym pokryto drewniane półki i meble.
— Proszę usiąść, milady — powiedziała, zamknąwszy drzwi. — Czy poprosić o napoje?
— Nie, to zbyteczne, nie zabawię długo — odparła Sula. Stała przy krześle, ale nie usiadła, czekając, aż lady Mitsuko wejdzie za biurko.
— Nieco zmieniła pani moje nazwisko — kontynuowała. — Nie jestem lady Caroline, lecz Caroline, lady Sula.
Lady Mitsuko szybko na nią spojrzała, oparła się na poręczy krzesła i rozwarła usta, zdziwiona.
— Czy pani mnie poznaje?
— Nnnie wiem. — Mitsuko wymawiała słowa tak, jakby mówiła w obcym języku.
Sula wyjęła z kieszeni swój identyfikator oficera Floty.
— Jeśli pani chce, może pani sprawdzić moją tożsamość. Przychodzę z misją w imieniu rządu podziemnego.
Lady Mitsuko przycisnęła chusteczkę do serca. Drugą rękę wyciągnęła po identyfikator.
— Podziemny rząd… — powtórzyła cicho, jakby do siebie. Usiadła powoli na krześle, cały czas patrząc na identyfikator.
Sula też usiadła, złożywszy płaszcz i czapkę na kolanach. Odczekała, aż lady Mitsuko podniesie wzrok, i oznajmiła:
— Potrzebujemy pani pomocy.
Mitsuko powoli wyciągnęła rękę, oddając jej identyfikator.
— Czego pani… czego chce podziemny rząd? Sula pochyliła się i odebrała swój identyfikator.
— Rząd chce, żeby pani przeniosła dwunastu zakładników z więzienia Rezerwuar do aresztu na posterunku policji na Nadbrzeżu. Przygotowałam listę… Czy mogłaby pani ustawić swój komunikator na odbiór?
Mitsuko wykonywała polecenia powoli, jakby była ogłuszona. Wreszcie przygotowała swój komunikator i Sula przesłała z własnego displeja mankietowego nazwiska Juliena, Veronki i dziewięciu więźniów wybranych przypadkowo z oficjalnej listy zakładników oraz nazwisko kucharza Cree z „Dwóch Batut” — po prostu dlatego, że gdy sporządzała listę, była w dobrym nastroju.
— Oczekujemy, że rozkaz zostanie wydany jutro — powiedziała i odchrząknęła. — Upoważniono mnie do stwierdzenia, że gdy wróci legalny rząd, pani lojalność zostanie nagrodzona. Z drugiej jednak strony, jeśli transfer więźniów nie nastąpi, zostanie pani zabita.
Mitsuko patrzyła na nią z oburzeniem. Wydawało się, że po raz pierwszy zauważyła na jej biodrze pistolet w kaburze. Odwróciła wzrok i z wyraźnym wysiłkiem wracała do równowagi.
— Jaki mam podać powód przeniesienia?
— Jaki wyda się pani najlepszy. Może taki, że muszą być przesłuchani w związku z innymi przestępstwami. Jestem pewna, że wymyśli pani coś odpowiedniego. — Sula wstała z krzesła. — Nie będę zajmować pani więcej czasu.
I pozdrowienia dla bliźniąt, chciała dodać ukrytą aluzję, ale doszła do wniosku, że to zbyteczne.
Skłonna była sądzić, że ona i lady Mitsuko osiągnęły porozumienie.
Mitsuko odprowadziła ją do drzwi. Cały czas była zamyślona, poruszała się niezbornie, jakby jej układ nerwowy nie nadążał za wydarzeniami. Nie wyglądała jednak na osobę, która z przerażeniem pobiegnie do komunikatora, gdy tylko gość wyjdzie.
Sula narzuciła płaszcz na ramiona.
— Proszę przyjąć życzenia dobrego wieczoru, lady sędzio.
— Hmm… dobrego wieczoru, lady Sula.
Macnamara czekał w samochodzie i gdy tylko Sula wyszła z domu, wyskoczył, by otworzyć jej drzwi. Starała się nie biec po mostku — szła jednak dziarskim wojskowym krokiem.
Samochód ruszył tak szybko, jak pozwalały mu na to cztery elektryczne silniki. Skręcił w pierwszą ulicę. Gdy minął dwie przecznice, Sula wyślizgnęła się z wojskowych spodni i bluzy. Pod spodem miała swobodną letnią bluzkę. Wsunęła nogi w kolorowe spodnie. Wojskowy strój i perukę blond włożyła do pralnianej torby, kaburę przesunęła na krzyż.
Za nimi jechała z rykiem furgonetka z zespołem ekstrakcyjnym. Oba samochody zatrzymały się i Sula z Macnamarą przeszli do furgonetki, zabierając ze sobą torbę. Do samochodu zaś wskoczył inny kierowca, który miał go odprowadzić na parking przy stacji lokalnego pociągu, skąd zostanie w stosownym czasie odebrany.
W furgonetce siedział zespół ekstrakcyjny: Spence, Casimir i czterech krzepkich mężczyzn z drużyny Juliena, w zbrojach, z karabinami na kolanach. Z przodu siedziała jeszcze dwójka osób. Wnętrze furgonetki było niebieskie od dymu tytoniowego. Sula wybuchnęła śmiechem, widząc ich ponure twarze.
— Odłóżcie broń — powiedziała. — Nie będziemy jej potrzebować.
Czuła triumf. Ponieważ w samochodzie nie było miejsca, usiadła Casimirowi na kolanach. Gdy drzwi ze szmerem zasunęły się i furgonetka ruszyła, Sula zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała go.
Wiedziała, że Sergius z całą kliką Nabrzeża nie mógłby dokonać tego, co jej się właśnie udało. Węszyliby w korytarzach sądów, szukając kogoś, kogo dałoby się przekupić — zresztą prawdopodobnie już to zrobili, ale bez sukcesu. Jednak nikt z nich nie potrafiłby przekonać sędziego-para, żeby z własnej woli podpisał polecenie przekazania więźniów. Gdyby złożyli propozycję lady Mitsuko, odprawiłaby ich; gdyby jej grozili, kazałaby ich aresztować.
Tylko par mógł skłonić para do współpracy. I nie łapówką, ale odwołaniem się do praworządności i solidarności klasowej.
Usta Casimira były ciepłe, oddech słodki. Macnamara przysiadł na podłodze za kierowcą i odwrócił wzrok, by nie patrzeć na Sulę siedząca na kolanach Casimira. Zbiry stukały się łokciami i wymieniały uśmiechy. Spence obserwowała całą scenkę z prawdziwym zainteresowaniem: w swoich wideo zapewne nigdy nie widziała, żeby par i przestępca tworzyli parę.
Kierowca nie korzystał z dróg ekspresowych, wybierał mniejsze ulice, ale mimo to utknął w korku. Furgonetka sunęła powoli, czas mijał.
— Cholera! — zaklął kierowca. — Blokada drogowa.
W jednej chwili Sula zeskoczyła z kolan Casimira i zaczęła się wpatrywać w drogę. Zobaczyła Naksydów w czarno-żółtych mundurach patrolu drogowego. Ich czworonogie ciała wiły się niesamowicie, gdy szli wzdłuż szeregu pojazdów, przyglądając się badawczo kierowcom. Zatrzymali jeden z samochodów i grzebali w bagażniku. Furgonetka znajdowała się na jednokierunkowej ulicy, oba pasy były zakorkowane. Nie mogła zawrócić.
Serce Suli biło jak szalone — nawet podczas rozmowy z Sergiusem czy lady Mitsuko nie czuła w piersiach takiego łomotu.
— Gdzieś zaparkować? Jakiś garaż? Udawać, że coś dostarczamy? — rzucała urywki zdań.