Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 158
Перейти на страницу:

Na wszystkie te pytania odpowiedź brzmiała: „nie”. Parkowanie było tu zabronione, nie było żadnego garażu, do którego można by skręcić, a wszystkie sklepy przy tej ulicy już pozamykano.

Casimir przecisnął się naprzód, napierając barkami na Sulę.

— Ilu? — spytał.

— Widzę siedmiu. Przypuszczam, że jest jeszcze dwóch lub trzech, których stąd nie widzimy. Razem może dziesięciu. — Wskazała stojący na chodniku wóz wojskowy z zamontowanym na szczycie karabinem maszynowym, za którym stał Naksyd. W jego czarnych paciorkowatych łuskach odbijało się słońce.

— Starling — zwróciła się do Macnamary — zajmiesz się tym karabinem.

Macnamara był na treningach najlepszym snajperem. Teraz dostał decydujące zadanie, ponieważ ten Naksyd musiał być zastrzelony jako pierwszy. Naksyd nie musiał nawet dotykać swojej broni — wystarczyłoby, że nastawiłby siatkę celownika na furgonetkę i nacisnął guzik „start”, a karabin sam wpakowały w cel kilka tysięcy pocisków.

A potem trzeba zabić kierowcę wozu, ponieważ mógłby obsługiwać karabin ze swojego stanowiska.

Sula sięgnęła po dodatkowy karabin, który dla niej na wszelki wypadek przygotowano. Nie było natomiast zapasowej kamizelki kuloodpornej i nagle Sula poczuła w piersiach dziurę tam, gdzie mogłyby trafić kule.

— Podchodzą do nas dwaj policjanci, jeden z każdej strony furgonetki. Wy dwaj… — wskazała kierowcę i mężczyznę obok niego — stukniecie ich od razu. Reszta wychodzi z tyłu. Najpierw Starling, żeby miał czas zdjąć strzelca. Pozostali idą do przodu; jesteście równie dobrze uzbrojeni jak oni i macie przewagę zaskoczenia. Jeśli coś się nie uda, rozdzielimy się na małe grupki. Starling i Ardelion ze mną. Porwiemy samochody z ulic i uciekniemy, jak tylko się da.

Skończyła mówić. Usta jej wyschły. Oblizała je językiem przypominającym papier ścierny. Casimir uśmiechnął się do niej.

— Niezły plan.

Totalny burdel, pomyślała, ale skinęła przekonująco głową. Przysiadła na gumowanej podłodze i przygotowała swój karabin.

— Lepiej włącz transponder — powiedział Casimir i kierowca podał kod jednostce komunikacyjnej furgonetki.

Każdy pojazd w imperium był skomputeryzowany i na bieżąco, w regularnych odstępach czasu, wysyłał swoje współrzędne do centralnej bazy danych. Furgonetkę przeprogramowano tak, by przekazywanie sygnału stało się opcjonalne, lecz funkcję tę zawieszono, gdy furgonetka wykonywała misję w pobliżu Zielonego Parku. Teraz jednak każdy pojazd, który nie zgłaszał się w systemie, mógłby wzbudzić podejrzenia patrolu drogowego.

— Słuszna myśl — stwierdziła Sula.

— Zbliżają się. — Casimir zanurkował za siedzenie. Spojrzał na Sulę. Policzki mu płonęły, oczy błyszczały jak diamenty. Przesłał jej promienny uśmiech.

Sula poczuła, jak serce jej przyśpiesza. Odpowiedziała mu uśmiechem, ale to jej nie wystarczyło i przechyliła się ku niemu, by go mocno pocałować.

Życie lub śmierć — pomyślała. Była gotowa.

— Sprawdzają nas — warknął kierowca. Jeden z policjantów podniósł naręczny komunikator i aktywizował transponder.

Furgonetka skoczyła do przodu i zatrzymała się. Sula usłyszała gwizd odsuwanych przednich szyb — miało to ułatwić strzelenie do policjantów z obu stron.

W furgonetce panował zaduch. Ze swego miejsca na podłodze Sula widziała, że kierowca trzyma pistolet przy fotelu. Tak zaciskał dłoń, że aż kostki mu zbielały. Serce Suli pędziło jak turbina. W głowie przewijały się pomysły taktyczne.

Usłyszała zbliżające się kroki Naksyda z patrolu. Cały czas patrzyła na pistolet kierowcy. Jak tylko drgnie, w tej samej chwili rusza do akcji.

Ale kierowca chrząknął tylko, zaskoczony i furgonetka ruszyła. Uścisk dłoni na pistolecie zelżał.

— Przepuścili nas — poinformował kierowca.

Zapadła chwila ciszy — nie dowierzali, ale zaraz potem dziesięciu przerażonych, solidnie uzbrojonych ludzi jednocześnie odczuło ulgę.

Furgonetka przyśpieszyła. Sula powoli wypuściła powietrze z płuc. Ostrożnie odłożyła karabin na podłogę. Odwróciła się i gdy zobaczyła ze sześć zapalonych papierosów, zaśmiała się i usiadła ciężko na podłodze.

Casimir patrzył na nią z wyrazem niesamowitego zdziwienia na twarzy.

— Ale szczęście! — powiedział.

Nic nie odrzekła. Widziała tylko pulsującą żyłę na jego szyi, błyszczącą warstewkę potu w obojczyku, szaleńczy blask w oku. Nigdy niczego bardziej nie pragnęła.

— Szczęście — powtórzył.

Furgonetka dotarła na Nabrzeże i stanęła przed hotelem „Mnogich Błogosławieństw”. Mężczyźni chowali karabiny i pistolety, a Sula wyszła z samochodu za Casimirem; cały czas bardzo uważała, by go nie dotykać, a gdy jechali windą, stanęła w odległości metra od niego.

Gdy dotarli do apartamentu i Casimir odwrócił się ku niej, Sula gwałtownie rozerwała mu koszulę i zaczęła zlizywać z jego torsu piekącą adrenalinę.

Jego też zżerała gorączka. Krew obojga płonęła podnieceniem wspólnie przeżytej zgrozy.

Śmiech. Krzyk. Warknięcia. Kotłowali się jak młode lwy z częściowo tylko schowanymi pazurami. Przyciskali ciało do ciała tak mocno, jakby uprawiali wzajemną wspinaczkę.

Szał wygasł jakoś po północy. Casimir wezwał obsługę — chciał coś do jedzenia. Sula miała wielką ochotę na czekoladę, ale w hotelu nie mieli czekolady. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie pojechać do swych własnych składów, by zaspokoić głód.

— Tym razem… — Casimir przekroił widelcem omlet i połowę zsunął na talerz Suli — tym razem mówiłaś zupełnie inaczej niż ludzie pochodzący z Nabrzeża.

— Naprawdę? — Uniosła brwi.

— I zupełnie nie jak lady Sula. Miałaś inny akcent, nigdy takiego nie słyszałem.

— Tej wymowy używam tylko przy tobie — odparła.

Wymowa z fabsów na Spannan. Głos Gredel.

* * *

Lady Mitsuko podpisała rano rozkaz przeniesienia więźniów. Sam transport zorganizowano po południu. Julien wraz z jedenastką innych osób znalazł się na posterunku na Nabrzeżu dopiero około szóstej.

Sergius Bakshi miał długotrwałą umowę z kapitanem tego posterunku. Uwolnienie Juliena kosztowało dwieście zenitów. Za Veronikę dano pięćdziesiąt. Za kucharza Cree — zaledwie piętnaście.

Przed siódmą Julien powinien był już wyjść, ale musiał czekać, aż nadzorca Naksyd, który zajmował się wydawaniem kartek żywnościowych, opuści posterunek.

Julien, obolały po przesłuchaniach, pokuśtykał wreszcie ku wolności, a tego samego wieczora Naksydzi ogłosili, że Komitet Ocalenia Praxis — czyli ich rząd — już zmierza z Naxas, by zainstalować się w Górnym Mieście Zanshaa. Zostanie zwołana nowa konwokacja, złożona z Naksydów i innych ras, która będzie najwyższym ciałem rządzącym imperium.

— Pojawia się nadzieja, że możemy im zgotować gorące przyjęcie — powiedziała Sula. Była wśród gości na obiedzie wydanym przez Sergiusa na powitanie syna. Była tam też matka Juliena, wysoka, chuda, nieprzystępna; wybuchła płaczem, gdy tylko zobaczyła syna.

Veroniki nie było. W śledztwie złamano jej kość policzkową i uszkodzono oczodół. Julien wezwał lekarza, a czekając na jego przybycie, podawał dziewczynie środki przeciwbólowe.

— Już ja ich przywitam! — wycedził Julien przez opuchnięte i pokaleczone usta. — Rozerwę drani na kawałki.

Sula popatrzyła przez stół na Sergiusa i bezgłośnie wymówiła „dziesięć”. Odpowiedział jej spojrzeniem „rozumiem”, a gdy zerknął na Juliena, jego wzrok stwardniał.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)