Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 158
Перейти на страницу:

— I ostatnia rzecz: jesteście wybitnymi ludźmi sukcesu. Wszyscy znają wasze imiona. Wzbudzacie respekt wśród obywateli, ludzie są świadomi waszej siły. Ale was nie kochają.

Po raz pierwszy udało jej się wywołać jakąś reakcję. Źrenice Sergiusa Bakshiego rozszerzyły się, a nieodgadniony Sagas szarpnął głową.

— Jeśli poprowadzicie walkę z Naksydami, zostaniecie bohaterami — kontynuowała. — Może po raz pierwszy obywatele pomyślą o was jako o ludziach szlachetnych. Będziecie uwielbiani, ponieważ wszyscysię przekonają, że stajecie po właściwej stronie, w obronie obywateli przed Naksydami.

Patel zaśmiał się krótko.

— Walczyć z Naksydami, żeby być kochanym! A to dobre! Jestem za! — Klepnął dłonią w stół i spojrzał na Sulę. Jego zęby błysnęły w szerokim uśmiechu. — Jestem z tobą, księżniczko! Za miłość, to wystarczy!

Sula zerknęła na Casimira. Spojrzał na nią kpiąco; nie dodawał jej wzrokiem otuchy, ale i nie zniechęcał.

Bakshi niecierpliwie machnął ręką i Patel zamilkł. Po nagle przerwanej wesołości zapadła cisza.

— A czego właściwie wymagałby od nas rząd podziemny… — spytał Bakshi i dodał z chłodną ironią: — w zamian za miłość ludu?

— W całym mieście organizowane są komórki oporu — wyjaśniła Sula — ale nie mają komunikacji między sobą i koordynacji działań. — Znów spojrzała na wszystkich po kolei. — Wy macie już paramilitarną strukturę. Dysponujecie środkami łączności, których rząd nie kontroluje. Dobrze by było, gdybyście podjęli się koordynowania tych grup. Przekazywania informacji od dołu do najwyższego dowództwa, przesyłania rozkazów w dół, zapewnienia dostaw wyposażenia tam, gdzie jest to potrzebne. Chodziło o tego typu sprawy.

Znów zapadła cisza. Bakshi wyprostował palec wskazujący i zaczął stukać nim w stół. U osoby tak spokojnej i powściągliwej, ten gest wydawał się dramatyczny jak wystrzał z pistoletu.

— Muszę wiedzieć jedno. Lord gubernator Pahn-ko został pojmany i zabity. Kto w zasadzie przewodzi rządowi podziemnemu?

Sula zacisnęła zęby, by nie zawyć z rozpaczy. Tego pytania się obawiała.

Wcześniej postanowiła, że nie będzie okłamywać obecnych tu osób. Konsekwencje takiego kłamstwa byłyby zbyt tragiczne.

— Ja pozostałam najstarszym oficerem — oznajmiła.

Patel wytrzeszczył ze zdziwienia oczy. Otworzył usta, ale nic nie powiedział. Tan-dau spojrzał z ukosa na Bakshiego.

— Jest pani porucznikiem, do tego młodym i niedawno awansowanym — zauważył Bakshi.

— To prawda — odparła Sula. Poczuła, jak pot gromadzi się pod jej blond peruką. — Ale jestem również parem ze starożytnej rodziny i uznanym pogromcą Naksydów.

— Wydaje mi się — Tan-dau zwrócił się ogólnie do wszystkich — że ona chce, byśmy za nią prowadzili jej wojnę. Ciekawe, co ona do tego wniesie.

W Suli wezbrała arogancka desperacja.

— Swoje wyszkolenie, swoje nazwisko i swoją umiejętność zabijania Naksydów.

Bakshi spojrzał na nią.

— Jestem pewien, że pani sprawność i odwaga są stosowne do zadania — powiedział. — Ale pani jest żołnierzem. — Rozejrzał się na boki i rozłożył ręce. — My natomiast jesteśmy ludźmi handlu i pokoju. Musimy myśleć o naszych interesach, o naszych rodzinach. Jeśli włączymy się do ruchu oporu, narazimy wszystkie nasze sprawy zawodowe na niebezpieczeństwo.

Sula już mała odpowiedzieć, ale Bakshi powstrzymał ją gestem dłoni.

— Zapewniła nas pani, że Flota lojalistów powróci i że Zanshaa zostanie uwolniona spod panowania Naksydów. Jeśli tak, to nie ma potrzeby tworzyć podziemnej armii. A jeśli pani się myli i Naksydzi nie zostaną wypędzeni, wszyscy z ruchu oporu nieuchronnie zginą. — Powoli pokręcił głową. — Życzymy pani wszystkiego najlepszego, ale nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy się w to angażować. Za duże ryzyko.

Znów zapadła ciężka cisza.

— Wszyscy panowie się z tym zgadzacie? — Sula spojrzała z rozpaczą po innych.

Tan-dau i Sagas nie odezwali się. Patel uśmiechnął się smętnie.

— Księżniczko, szkoda, że argument z miłością nie zadziałał — powiedział. — Mogło być ciekawie.

— Naksydzi już podskubują wasze interesy. Gdy zacznie się reglamentacja i wejdziecie na rynek żywności, będziecie musieli konkurować z klanami ustawionymi przez Naksydów, a oni was zniszczą.

Bakshi znów spojrzał na nią niewidzącym wzrokiem.

— A dlaczego sądzi pani, że zaangażujemy się w nielegalne dostawy żywności?

— Rozwój rynku nielegalnych dostaw jest nieunikniony — odparła Sula. — Jeśli wy nie staniecie na czele, stracicie kontrolę na rzecz ludzi, którzy tym się zajmą.

Po raz kolejny zapadła cisza. Bakshi rozłożył ręce.

— Milady, nic nie możemy zrobić. — Odwrócił się do Casimira i spojrzał na niego kamiennym wzrokiem. — Nasi współpracownicy też nic nie mogą zrobić.

— Oczywiście, Sergiusu — powiedział cicho Casimir.

Sula spojrzała z wyższością na wszystkich po kolei, ale żaden się nie odezwał. Zacisnęła dłonie z tyłu, aż paznokcie wbiły się w ciało. Chciała przedstawić więcej argumentów, ale wiedziała, że to bezcelowe, i zrezygnowała.

— Dziękuję zatem, że panowie zechcieli mnie wysłuchać — powiedziała i zwróciła się do Tan-dau: — Jestem wdzięczna, że zaproponował pan to miejsce na nasze spotkanie.

— Niech szczęście pani sprzyja, milady — odparł Tan-dau oficjalną formułką.

A szczęście właśnie ją opuściło. Energicznie skinęła wszystkim głową i wykonała przepisowo w tył zwrot.

Macnamara już zdążył podejść do drzwi i otworzyć je przed nią. Wymaszerowała z wyprostowanymi plecami i wysoko zadartą blond głową.

Dranie — pomyślała.

Usłyszała z tyłu jakiś hałas — to Macnamara chciał zamknąć drzwi, a Casimir usiłował się przez nie przecisnąć. W końcu mu się udało i dogoniwszy Sulę, zrównał z nią krok.

— Poszło lepiej niż oczekiwałem — powiedział.

— Niepotrzebna mi teraz twoja ironia.

— To nie ironia — odparł uprzejmie. — Mogło być znacznie gorzej.

— Nie wiem jak.

— Och, wiedziałem, że za pierwszym razem nie zgodzą się z tobą. Ale słuchali. Dałaś im wiele do myślenia. Wezmą pod uwagę wszystko, co od ciebie usłyszeli. — W jego oczach było rozbawienie i uznanie. — Muszę przyznać, że potrafisz zrobić wrażenie. Stanęłaś przed tymi ludźmi i patrzyłaś na nich tak, jakby wyszli właśnie ze śmierdzącego kanału. — Pokręcił głową. — Zupełnie nie rozumiem, jak ty to robisz ze swoim głosem. Gdy po raz pierwszy z tobą rozmawiałem, mógłbym przysiąc, że mówiłaś akcentem Nabrzeża.

— Z jakiegoś powodu wybrano mnie do tych zadań — odparła. Ale jej zdolność naśladowania wymowy wcale nie była tym powodem. Gdy zerwała z Martinezem, pomyślała, że zabijać lub dać się zabić będzie miłą odmianą po jej niedolach, a głupi zwierzchnicy po prostu wzięli ją i tyle.

Przechodzili przez frontowe drzwi klubu. Tym razem Macnamara nie próbował przynajmniej trzasnąć Casimira drzwiami. Punkt za uprzejmość — pomyślała.

Zwłoka przy drzwiach pozwoliła Julienowi dogonić ich w zewnętrznym korytarzu, wyłożonym miedzianymi płytami.

— Przykro mi — zwrócił się do Suli. — Następnym razem będziesz miała więcej szczęścia.

— Jestem pewna, że zrobiłeś, co mogłeś. — Tylko tyle była w stanie powiedzieć, żeby nie warczeć.

— W ubiegłym roku Tan-dau został ranny podczas próby zamachu i nie nadaje się do nowych przygód. Sagas nie jest typem Daimonga-ryzykanta. A tato — uśmiechnął się smętnie i pokręcił głową — nie osiągnął swojej pozycji dzięki nadstawianiu karku.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)