Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 135
Перейти на страницу:

Redrak ze smutkiem popatrzył na puste dłonie, jakby miał nadzieję, że znajdzie jeszcze odrobinę narkotyku. Zachichotał nieśmiało i dodał:

– Możesz dla mnie też znaleźć miejsce przy dworze… albo zaproponować obywatelstwo Tara.

– Dobry pomysł, Red… – po raz pierwszy pozwoliłem sobie na skrócenie jego imienia. – Myślisz, że księżniczka na mnie czeka?

– Oczywiście.

– A może myślisz, że nadal ją kocham?

– Rzecz jasna.

Ktoś zaśmiał się we mnie złym, pijanym śmiechem. Dańka poruszył się we śnie i żałośnie coś wymamrotał.

Zamilkłem. Pijane otumanienie szybko mijało. Trochę bolała głowa, ale wróciła jasność myśli.

– Treb działa bardzo krótko – powiedział z przygnębieniem Redrak. – Organizm szybko go wydala. Do diabła, sporo się nawdychaliśmy…

Skinąłem głową i z niepokojem popatrzyłem na Dańkę. Mam nadzieję, że chłopcu narkotyczne opary nie zaszkodziły.

– W pana opowieści, kapitanie – oznajmił oficjalnym tonem Redrak – są trzy kluczowe kwestie, które mogłyby wszystko wyjaśnić. Po pierwsze, dlaczego jest pan nietykalny dla Świątyń; po drugie, czemu one się niepokoją o Dańkę; po trzecie, dlaczego sekciarze nie chcą pana zabić… bezpośrednio.

– Na ostatnie pytanie znam odpowiedź.

Redrak skinął głową i powiedział głucho:

– Domyślam się. Jeśli Ernado i Lans ocaleli, będą problemy.

– Właśnie.

Ognisko się dopalało, gałęzie trzaskały nieznośnie głośno – treb ciągle działał. Gdzieś daleko w niebie narastał huk. Silniki szalupy idącej na dopalaniu. Śpiący Trofeum zastrzygł uszami, podniósł głowę.

– Słyszysz, Red?

– Ernado i Lans.

– Na pewno.

Wyciągnąłem rękę i poklepałem Dańkę po ramieniu.

– Obudź się, mały. Przyszli po nas.

CZĘŚĆ TRZECIA

ŚWIĄTYNIA

1. Psychokod

Szalupą sterował Ernado. Jeśli oczywiście można nazwać sterowaniem niespieszne krążenie nad skałami w granicach bezpośredniej widoczności od sterty metalowego złomu, obok której dopalało się nasze ognisko.

– Obserwowaliśmy Klena do ostatniej minuty – powiedział ponuro Lans. – Zdołał połączyć się z Raiderem… i chyba przeniknął do środka. Co się działo potem, to tylko Siewcy wiedzą.

– Potem Kleń… to znaczy Aler-Il zabił dwudziestu kilku członków załogi raidera – odpowiedziałem ze złością. – Sam jeden! Gdybyśmy byli z nim, moglibyśmy zwyciężyć.

– Skąd wiesz?

– Od Siewców.

Ernado powiedział cicho, nie odrywając się od pulpitu:

– Teraz gotów jestem uwierzyć nawet w to.

– Będziesz musiał uwierzyć jeszcze w niejedno, Sierżancie.

Ernado rzucił mi szybkie, czujne spojrzenie.

– Mów, Serge!

Kobieta stojąca na czele sekty to imperatorowa planety Tar. Lans pobladł zupełnie, jak Kleń w momencie odpierania ataku psychicznego. Z obrażoną miną, niczym oszukany dzieciak, powiedział:

– Żartujesz, Serge… książę.

– Nie. Jeśli zdecydujecie się kontynuować walkę z raiderem, staniecie się zdrajcami.

– Imperatorowa nie jest najwyższą władzą – rzekł Ernado twardo, jakby przekonując sam siebie. – I ty, i księżniczka stoicie ponad imperatorowa, która zdecydowała się na dobrowolne wygnanie.

– Ernado, jak nazywał się imperator? Rely?

– Relian Tar – wyszeptał Ernado. – Imperator Relian Tar.

– On jest całkowicie podporządkowany imperatorowej i razem z nią kieruje sektą Potomków Siewców.

Zrobiło się bardzo cicho, tylko ledwie słyszalnie pomrukiwał silnik szalupy i w tempie allegro moderato biło serce przytulonego do mnie Dańki.

– Jeśli pójdziecie z księciem, będzie to oznaczało walkę przeciwko imperatorowi. Jeśli przeciwko księciu, wystąpicie przeciwko formalnej władzy. Myślę, że najlepsze, co możecie zrobić, to stanąć z boku. Wrócić na Tar. Imperatorowa o nic was nie oskarży. Nawet ona nie zdecyduje się zaatakować mnie bezpośrednio.

– Teraz rozumiem, dlaczego podrzucili nam Dańkę – powiedział z nieoczekiwanym uśmiechem Ernado. – Logika podpowiadałaby zwabienie Serge’a na Ziemię przy pomocy podrzuconej dziewczyny, pięknej i mądrej…

– Oczywiście. Ale którzy rodzice przyznają, że jest na świecie dziewczyna piękniejsza od ich córki?

– Nie mylą się – powiedział głucho Lans.

No tak. Jeszcze jedna odsłonięta karta w talii przeciwnika. Nie przepadam za pasjansem, ale lubię grę w durnia. Nawet jeśli mam na ręku szóstki i inne blotki, potrafię wykorzystać je przeciwko partnerowi.

– Decydujcie, chłopcy – poprosiłem. – Jeszcze dzisiaj kupię statek. Za pieniądze Kle… Aler-Ila. Zginie raider albo ja.

Dańka, który dzielił ze mną szeroki fotel szalupy ratunkowej, wyszeptał:

– Sieriożka, mam w kieszeni paralizator. Jakby co, strzelę rozproszonym promieniem.

W milczeniu ścisnąłem go za rękę. Boże! Wielcy Siewcy! Czy jedyne, co umiemy robić, to walczyć?

– Schowaj swoją zabawkę, Dańka – poprosił Ernado. – Nie jestem rodakiem Serge’a… ale ryzykowałem życie, gdy on ratował księżniczkę. Raczej sam zginę, niż wyrządzę mu krzywdę.

– Co masz zamiar robić, Sierżancie?

– To, o czym mówisz, Serge, to tylko domysły. Nawet wymysły. Na razie jesteś księciem z planety Tar, więc będę słuchał ciebie.

– Ja też – powiedział cicho Lans.

– Wobec tego bierzemy kurs na główny kosmoport Shedmona. Statek klasy bojowej można kupić tylko tam.

Nie wierzę w przeznaczenie. Wierzę w przypadek. Jeśli nasza droga przez Shedmon biegła nad Świątynią Siewców, to był wyłącznie przypadek.

Gdy przed nami pojawiła się lustrzano-czarna kula Świątyni, Ernado musiał unieść szalupę wyżej. Dańka krzyknął i przywarł do ekranu.

Świątynia widziana po pierwszy raz w życiu działała hipnotyzujące Nawet nocą, gdy przypomina kulę ciemności upstrzoną iskrami gwiazd. Lustrzane i czarne kwadraty poszycia, ułożone bez żadnej widocznej logiki. Ale gdy patrzysz w tę ciemność, gęściejszą niż czerń kosmosu, na odbicia odległych gwiazd w lustrzanych płytkach Świątyni, z głębin pamięci wynurza się dziwne uczucie. Deja vu… Jakbym to już gdzieś, kiedyś widział… Jakbym znał Świątynię od dawien dawna, od dnia narodzin. Jakbym pamiętał ją genetyczną pamięcią milionów przodków, chociaż na Ziemi nie ma Świątyni.

– Chciałbym ją zobaczyć – wyszeptał Dańka. – Siergiej?… Wahałem się tylko sekundę. Pojawiło się to dziwne przeczucie, które czasem decyduje o losie człowieka. Albo o losie planety.

– Ernado, obok Świątyni jest muzeum.

– Widzę.

– Wyląduj przed nim.

– Muzeum powinno być czynne całą dobę – oznajmił uprzejmie Lans. – Ale czy mamy czas na wycieczki?

Nie odpowiedziałem. Szalupa wylądowała na betonowym kręgu lądowiska obok budynku w kształcie kuli – pomniejszonej kopii Świątyni. Architekci nie poradzili sobie jedynie z podtrzymującą ją dłonią. W blasku świateł widać było wyraźnie przezroczyste kolumny, na których wspierało się muzeum. W jednej z nich sunęła w dół kapsuła windy…

…z której wyszedł pospiesznie mężczyzna w srebrzystoczarnym stroju. Ruszył w naszą stronę, kiwając nam ręką.

– Też pewnie fanatyk – mruknął Dańka.

– Wątpię. – Redrak otworzył luk szalupy i wyskoczył na beton. – Kustosze w takich muzeach to zazwyczaj okropni sceptycy.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)