Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 135
Перейти на страницу:

„Biały Raider” wisiał przed nami cały i zdrowy. Najdoskonalsze narzędzie walki, zdolne roznieść na atomy planetę. Niewinna broń…

– Nie pomoże mu zrzucenie pancerza? – zapytał Lans.

Pokręciłem głową. Wszyscy patrzyli teraz na mnie. Tak zachwyceni widzowie wpatrują się w artystę, który dał pokaz szczytu swoich możliwości.

– Nie. To przecież substancja nadciekła. Jeśli zrzucą pancerz, dostanie się na wewnętrzną warstwę poszycia.

– Podgrzeją – odezwał się nieoczekiwanie Kleń. – Od ciepła antyhel wyparuje.

Spojrzałem na niego pobłażliwie.

– Zauważ, że mają nieczynne potężne źródła energii. A podgrzanie całego poszycia za pomocą prymitywnych…

– Nie muszą podgrzewać całej powierzchni, kapitanie. To przecież nadciekły hel.

Przez kilka sekund nie wiedziałem, o czym on mówi. W końcu do mnie dotarło.

Podczerwony ekran był umieszczony nieco z boku, pewnie dlatego, że w czasie walki nikt z niego nie korzysta. Łatwo wykryć za jego pomocą wrogie lasery i destruktory, ale komputery zrobią to znacznie szybciej i wyświetlą informację na głównym ekranie.

Za to komputery pominą plamkę na poszyciu wrogiego statku. Mogło się wydarzyć tyle rzeczy! Pożar w przedziale, przegrzany generator…

Z zamierającym sercem patrzyłem na błękitny ekran i na jasno-czerwony punkt, który wskazywał miejsce podgrzewania od wewnątrz powierzchni krążownika. Potem nad czerwonym punktem pojawił się malutki pomarańczowy gejzer. Antyhel parował i ulatniał się. Na jego miejsce napływał nowy – zimny i nadciekły.

Mój genialny pomysł okazał się nie absolutnym zwycięstwem, lecz chwilowym odpoczynkiem.

– Idziemy w skok, kapitanie? – Redrak zdjął czarny pilotażowy hełm, dając do zrozumienia, że nie będzie już walczył z krążownikiem.

Skinąłem głową. Nie miałem ochoty ani sił na gadanie. Odchodzimy. Chowamy się. Zostawiamy raidera w spokoju. Porzucamy Ziemię na pastwę losu.

– Cała energia w generator hiperprzejścia – zarządził szybko Redrak. – Nawigator, wyliczenie według punktów orientacyjnych.

Usiadłem wygodniej na fotelu. Za parę chwil Ernado poda cyfry hiperprzestrzennych współrzędnych i pojawią się narkotyczne majaki hiperprzejścia. Świadomość oddzielona od ciała robi zabawne rzeczy…

– Nie można ustalić współrzędnych – głos Ernado zadrżał.

Kleń wydał niezrozumiały dźwięk i pochylił się nad pulpitem.

Potem po raz pierwszy usłyszałem, jak Redrak mówi falsetem: – To niemożliwe! Sygnały są zawsze stabilne!

– Ale nie teraz. – Kleń był z nas najbardziej aktywny. Ja wpadłem w jakieś otępienie. Dańka i Lans też.

– Bierzemy bezpośredni namiar na planetę Kleń – ciągnął nasz taktyk pilotażowy. – Nikt nie ma nic przeciwko?

Z trudem pokonując nieoczekiwane oszołomienie, wyszeptałem:

– Szybciej, Kleń. Zaraz wyrwą się z pułapki.

Mijały chwile wyliczeń i coraz bardziej zmniejszał się wianuszek antygazu nad korpusem raidera. Mieliśmy najwyżej minutę.

– Nie można ustalić punktu… on się przesuwa – głos Klena przeszedł w zdławiony szept. Chwycił się za głowę i skulił w fotelu. Na skórze, która teraz stała się śnieżnobiała, wystąpiły czarne i zielone plamy. Skóra na głowie poruszała się, twarz drgała, jakby podłączona do elektryczności. Spod włosów, które stanęły dęba, od czoła aż do karku wysunął się niewielki kościany grzebień.

– Co z tobą? – Redrak niepewnie wstał zza pulpitu.

– Nie! Nie! – Kleń zerwał się, drapiąc sobie twarz pazurami, które wysunęły się z czubków palców. Bryznęła ciemna krew. – Nie… – Z powrotem opadł na fotel. – Nie dam się…

– Co się stało? – Chyba straciłem umiejętność dziwienia się. – Kleń!

– Atak psychiczny.

– Czyj? – zapytałem głupio.

I usłyszałem głos Lansa – cichy, pozbawiony intonacji:

– Nieważne. Odpowiedzi nie będzie.

7. Psychokod. Początek

Tylko ja rozumiałem, co się dzieje. Kleń wyjął blaster z kabury. Musiałem zareagować.

– Mylisz się, taktyku. To nie Lans cię zaatakował, on jest ofiarą tego samego ataku. Tylko że ty się oparłeś… a on nie zdołał.

– Zgadza się. – W głosie Lansa zabrzmiała nutka uprzejmości. – Twój przyjaciel jest od tej pory kukłą… mówiącą.

– I co chcesz mi powiedzieć… Siewco? Kleń pospiesznie opuścił blaster. Ernado i Redrak zastygli, słuchając moich słów.

– Nie jestem Siewcą. – Lans wybuchnął zimnym, nienaturalnym śmiechem. Tak rzeczywiście zaśmiałaby się kukła. – Jestem ich sługą. Wystąpiłeś przeciwko prawu i musisz przegrać. Żaden punkt orientacyjny nie wyśle sygnałów twojemu statkowi. Żegnaj.

Lans oklapł jak nadmuchiwana zabawka, z której wypuszczono powietrze, i powiedział żałośnie:

– Czy… czy ja coś mówiłem? Co to za bzdury?

– Za dziesięć sekund skończą się wszystkie bzdury. – Gdy niewidoczny sługa Siewców zamilkł, Kleń odzyskał spokój. – Kapitanie, proszę wydać rozkaz ewakuacji.

Zanim Kleń skończył mówić, moja ręka znajdowała się już w połowie drogi do owalnej płytki sensorów. Przebiłem palcami przezroczystą błonę i dotknąłem gładkiego metalu. Przez kilka milisekund, nieuchwytnych dla świadomości, komputer sprawdzał, czy to naprawdę moja ręka wydała rozkaz i czy wydałem go z własnej woli. Pod moim fotelem, podobnie jak pod innymi, znajdował się luk awaryjny.

Spadaliśmy. W wąskim tunelu, prowadzącym ze środka centrum statku do hangarów, fotele ślizgały się po niewidocznych prowadnicach, w miękkich objęciach pól magnetycznych, pod rzadkimi rozbłyskami pomarańczowych lamp. Obojętny głos komputera dudnił przy moim uchu:

– Awaryjny system ratunkowy aktywizowany. Ewakuacja przebiega zgodnie ze schematem numer cztery.

Numer 4? Przecież było ich tylko trzy!

– Podział załogi:

Kapitan Siergiej, Redrak, Daniił – szalupa numer 1. Ernado i Lans – szalupa numer 2. Kleń – szalupa numer 3.

– Kleń! – krzyknąłem. – Trzecia szalupa jest desantowa! Osiąga minimalną prędkość!

– Tak, kapitanie. Ale za to ma maksymalną ochronę i uzbrojenie.

– Coś ty wymyślił, Kleń?

– Lądujcie na planecie, kapitanie. To wasza jedyna szansa na ratunek. Ja zaatakuję raidera.

– W pojedynkę?!

– Tak.

Tunel się skończył. Nasze fotele wpadły prosto do kapsuły ratunkowej. Jednocześnie czarna kula grawikompensatora ściągnęła się, wybawiając nas od przeciążeń przyspieszenia awaryjnego. Na ekranach zobaczyłem oddalający się szybko statek – naszą „Terrę”, nasz dom. Nieco dalej „Biały Raider”, który już pozbył się kaftana antymaterii.

Widziałem, jak spadają na planetę szalupy, moja i ta, w której byli Ernado i Lans. Jak po krótkim łuku zbliża się do „Białego Raidera” kapsuła sterowana przez Klena. Planował staranowanie albo abordaż.

Przebiegłem palcami po klawiaturze, próbując zmienić kurs i podążyć za Klenem. Bez powodzenia. Automatyka nie słuchała moich komend. Statek zbuntował się przeciwko własnemu kapitanowi.

– To nic nie da, kapitanie – pojawił się w głośnikach głos Klena. – Przeprogramowałem wszystkie bloki sterowania, używając naszych klenijskich programów. To ma być moja walka. Wy musicie przeżyć.

– Kleń! Mieliśmy walczyć razem!

– Być może, kapitanie. Ale to nie będzie walka ostateczna. Odciągnę ich… na długo. A wy postarajcie się zebrać siły i zemścić. Moje konto w Banku Shedmońskim zostało przepisane na pana… Może pan kupić nowy statek i zniszczyć sekciarzy.

Byliśmy coraz bliżej planety, ryczące na dopalaczach silniki wytracały prędkość. A szalupa Klena już się przykleiła do pancerza „Białego Raidera”, biały plazmowy płomień wypalał dziurę w poszyciu. Wtedy usłyszałem głos Klena; nie mówił w standardzie, lecz krótkimi urywanymi frazami, trochę przypominającymi język niemiecki.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)