Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 173
Перейти на страницу:

Otwo­rzył je i za­mknął kil­ka razy, jak­by po­dzi­wia­jąc do­kład­ność wy­ko­na­nia. Po­znasz rze­mieśl­ni­ka po jego na­rzę­dziach, tak za­wsze po­wta­rzał, i w tej chwi­li wy­glą­dał, jak­by za­mie­rzał oce­nić And’ewer­sa na pod­sta­wie ja­ko­ści sprzę­tu w kuź­ni. Zda­wa­ło się, że całą uwa­gę po­świę­ca klesz­czom.

– Co to wła­ści­wie ob­cho­dzi kha-dara ja­kie­goś ma­łe­go cza­ar­da­nu? – Ko­wal po­chy­lił się i za­czął maj­stro­wać przy mie­chu.

– Więk­szy ruch na Ste­pach to wię­cej kło­po­tów. Ban­dy­ci już za­uwa­ży­li, że po­ja­wi­ło się wię­cej ka­ra­wan, zresz­tą nie tyl­ko oni. – Klesz­cze trzy­ma­ne przez La­skol­ny­ka otwo­rzy­ły się i za­mknę­ły nie­mal bez­gło­śnie. – Ko­czow­ni­cy też pa­trzą na nie ła­ko­mie.

– Żeby trzy­mać z da­le­ka ban­dy­tów, są na­jem­ni straż­ni­cy, a żeby trzy­mać z da­le­ka Se-koh­land­czy­ków, jest woj­sko. A wol­ne cza­ar­da­ny są od jed­ne­go i dru­gie­go, jak sły­sza­łem. – And’ewers po­ru­szył mie­chem, wzbi­ja­jąc lek­ki ob­łok po­pio­łu.

– Woj­sko i wol­ne cza­ar­da­ny mogą nie wy­star­czyć.

– A dla­cze­go?

Och, nie dało się tego py­ta­nia za­dać bar­dziej neu­tral­nym to­nem. Rów­nie do­brze ko­wal mógł­by wy­wrzesz­czeć: „Wiem, o co ci cho­dzi, ale i tak ze mnie tego nie wy­cią­gniesz”. Roz­ma­wia­ją­cy na­dal uni­ka­li swo­je­go wzro­ku. Jak­by pro­wa­dzi­li dia­log z po­wie­trzem.

– Te kil­ka puł­ków, któ­re przy­by­ły ostat­nio na Wschód, to tyl­ko de­mon­stra­cja. – Kha-dar odło­żył klesz­cze i się­gnął po małą nad­staw­kę, słu­żą­cą do wy­ku­wa­nia gro­tów. – Mają być tak wi­docz­ne, jak się da, ale otrzy­ma­ły roz­kaz wy­co­fa­nia się na za­chód, je­śli przyj­dzie co do cze­go. Im­pe­rium nie po­zwo­li się wcią­gnąć w woj­nę, nie bę­dzie ko­wa­dłem, na któ­rym na­stęp­ca Yawe­ny­ra wy­ku­je na nowo jed­ność swo­je­go kró­le­stwa. Je­że­li, rzecz ja­sna, ten sta­ry su­kin­syn wresz­cie umrze. A je­śli spra­wy po­to­czą się źle, od­da­my wschod­nie pro­win­cje, za­mknie­my się w twier­dzach i przyj­mie­my wal­ną bi­twę w głę­bi kra­ju, na na­szych wa­run­kach. Nie po­peł­ni­my tych sa­mych błę­dów co trzy­dzie­ści lat temu.

Jak na do­wód­cę wol­ne­go cza­ar­da­nu kha-dar zna­ko­mi­cie orien­to­wał się w pla­nach im­pe­rial­nej ar­mii.

– I zo­sta­wi­cie na­sze obo­zy na pa­stwę ko­czow­ni­ków? – Ko­wal wy­pro­sto­wał się po raz pierw­szy i spoj­rzał na La­skol­ny­ka. Ciem­ną twarz miał gład­ką i spo­koj­ną, jak­by roz­ma­wia­li o po­go­dzie, ale Ka­ile­an wie­dzia­ła, że we­wnątrz wrze. To nie była zwy­kła roz­mo­wa o ce­nach że­la­za i tak­ty­ce woj­sko­wej.

– Ale wa­szych obo­zów już nie bę­dzie. – Nad­staw­ka po­wę­dro­wa­ła na miej­sce i kha-dar zmie­rzył się wzro­kiem z And’ewer­sem. – I wła­śnie ten ich brak sta­nie się za­pew­ne przy­czy­ną woj­ny.

Coś brzęk­nę­ło i za­tań­czy­ło na ko­wa­dle. Małe sta­lo­we kół­ko z ośmio­ma szpry­cha­mi wi­ro­wa­ło chwi­lę, za­nim spa­dło i po­to­czy­ło się w kąt.

– Cena koni po­cią­go­wych po­szy­bo­wa­ła w górę już w ze­szłym roku, z ośmiu or­gów na dwa­dzie­ścia – głos La­skol­ny­ka był spo­koj­ny i ci­chy. – I to wła­śnie zwró­ci­ło uwa­gę pew­nych... ro­zum­nych lu­dzi, któ­rym pła­ci się za to, żeby uwa­ża­li na ta­kie wła­śnie rze­czy. Dla­cze­go – za­py­ta­li się – dla­cze­go na zie­miach, na któ­rych żyje pra­wie ćwierć mi­lio­na Wo­za­ków, ho­du­ją­cych naj­lep­sze ko­nie po­cią­go­we na świe­cie, na­gle nie moż­na ku­pić przy­zwo­itej pary? Nie było żad­nej za­ra­zy ani do in­nych pro­win­cji nie sprze­da­no wię­cej koni niż zwy­kle. Bo oczy­wi­ście po­mysł, że Ver­dan­no prze­han­dlo­wa­li je Se-koh­land­czy­kom, uzna­no za ab­sur­dal­ny. Wy­ja­śnie­nie było jed­no: Wo­za­cy prze­sta­li sprze­da­wać swo­je ko­nie. Ale dla­cze­go? Czy chcą pod­bić ceny, zdo­mi­no­wać ry­nek? A może cho­dzi o coś in­ne­go?

Ko­wal, z miną, jak­by zo­ba­czył du­cha, ga­pił się w kąt, w któ­rym znikł sym­bol koła.

– A po­tem ktoś ro­zum­ny po­sta­no­wił spraw­dzić, co jesz­cze po­szło w górę. – La­skol­nyk stał te­raz na wprost And’ewer­sa, sku­pio­ny i spię­ty. – Drew­no, że­la­zo, skó­ry, pa­sza, broń, żyw­ność. Ten ktoś ro­zum­ny był kie­dyś kwa­ter­mi­strzem w Czwar­tej Ar­mii i na­gle do­znał olśnie­nia. To wy­glą­da­ło tak, jak­by ja­kaś ar­mia szy­ko­wa­ła się do woj­ny, ta­kie sko­ki cen za­wsze to­wa­rzy­szy­ły za­ku­pom dla wiel­kiej masy woj­ska. Ale ja­kie woj­ska sta­cjo­nu­ją na Wscho­dzie? Prze­cież re­gu­lar­nej jaz­dy mamy tu nie wię­cej niż dwa­na­ście ty­się­cy, a wol­ne cza­ar­da­ny nie za­czę­ły na­gle uzbra­jać się na po­tę­gę. No i po co tej ar­mii taka ilość drew­na? I wte­dy zro­zu­miał. Tyle drew­na przy­da­ło­by się, gdy­by ktoś chciał zbu­do­wać ty­sią­ce wo­zów.

Ostat­nie zda­nie wy­po­wie­dzia­ne zo­sta­ło ta­kim to­nem, że ko­wal drgnął i spoj­rzał na La­skol­ny­ka. Twarz miał dziw­nie bez­bron­ną i... Ka­ile­an po­czu­ła lęk – mar­twą.

– Wozy... – za­czął z wa­ha­niem. – Wozy wy­ma­ga­ją na­praw. Tyl­ko tyle.

Szep­tał tak, że le­d­wo go sły­sza­ła, ale to był inny szept niż zwy­kle. Nie­mal pro­szą­cy.

– Pew­nie tak. – Kha-dar wzru­szył ra­mio­na­mi. – I pew­nie wszyst­kie na­raz. To oczy­wi­ste. A to, że pięć lat temu mia­ło się szczę­ście, je­śli na dro­dze spo­tka­ło się ver­dań­ski ry­dwan, a te­raz wo­kół każ­de­go obo­zu i po­mię­dzy nimi śmi­ga­ją ich set­ki, to tyl­ko taka moda. Mło­dzi mu­szą się wy­sza­leć. A broń, pa­szę i żyw­ność Wo­za­cy sku­pu­ją, bo za­po­wia­da się cięż­ka zima i być może po niej po­ja­wi się wię­cej band. I prze­sta­li sprze­da­wać swo­je ko­nie i by­dło, bo chcą pod­bić ceny. Wszyst­ko da się wy­tłu­ma­czyć. Wszyst­ko. Każ­dą rzecz z osob­na. Każ­da z nich jest jak jed­na nić w go­be­li­nie, przy­ja­cie­lu, nie­czy­tel­na, ale je­śli cof­nąć się tro­chę i spoj­rzeć na całe dzie­ło, to ukła­da się ono w ob­raz pło­ną­cej gra­ni­cy. Co oni pla­nu­ją, And’ewers? A może ina­czej – kie­dy ru­szą? Bo to, że ru­szą, jest pew­ne.

Ko­wal wy­pro­sto­wał się, od­ru­cho­wym ge­stem od­rzu­cił war­kocz na ple­cy. Chwi­lę mie­rzy­li się wzro­kiem.

– Nie wiem. Przy­się­gam na ży­cie mo­ich dzie­ci, że nie. Za­nim wy­je­cha­łem z obo­zu, już nie­któ­rzy mó­wi­li o ko­łach. O ka­ra­wa­nach, wę­drów­ce i po­wro­cie na wy­ży­nę.

– Nie­któ­rzy mó­wi­li o po­wro­cie, już prze­kra­cza­jąc bród – wark­nął La­skol­nyk. – Już wte­dy byli tacy, któ­rzy mó­wi­li: „Od­pocz­nie­my, zbie­rze­my siły i ru­szy­my z po­wro­tem”. I przez ostat­nie dwa­dzie­ścia parę lat po­wta­rza­li tę gad­kę w kół­ko tak dłu­go, aż nikt już ich nie słu­chał. Wy­wiad we­wnętrz­ny też. O Ver­dan­no wie­dzie­li tyl­ko tyle, że ho­du­ją ko­nie, ro­bią świet­ne uprzę­że i nie­złą broń, i że na okrą­gło ga­da­ją o od­bi­ciu tej swo­jej wy­ży­ny. Tyl­ko ga­da­ją, bo prze­cież do­brze im tu­taj, mogą han­dlo­wać, po­więk­szać sta­da i żyć w do­stat­ku. To tyl­ko bzdu­ry po­wta­rza­ne przez głu­pich sta­ru­chów, tłu­ma­czo­no, wspo­mi­na­ją­cych nad dzba­nem wła­sną mło­dość. Po co mie­li­by wra­cać na Wy­ży­nę Ly­the­rań­ską, na te la­tem wietrz­ne, a zimą na wpół za­mar­z­nię­te zie­mie, o któ­re mu­sie­li­by sto­czyć woj­nę z Se-koh­land­czy­ka­mi? Tam nie mają ni­cze­go, tu mają wszyst­ko. A przy­naj­mniej przy­szłość lep­szą niż śmierć w wo­zie pod­pa­lo­nym set­ką pło­ną­cych strzał. Co ich tam pcha?

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)