Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 151
Перейти на страницу:

Świat zaczął się kręcić, obrócił kilka razy wokół osi i zapadł w otchłań.

*

Ocknął się w łodzi, przykryty pledem, a mimo to zmarznięty na kość. Telepało nim na wszystkie strony, w uszach szumiało, a usta wypełniała jakaś gorzka maź, gęsta niczym okrętowa smoła.

Nie poruszył się.

Nad sobą miał rozgwieżdżone niebo, a w głowie małe morze, rozszalałe i burzliwe; świat nadal wirował. Co się stało? Co właściwie zaszło?

Odkaszlnął i splunął. Potem jeszcze raz. Mocniej.

Ktoś znalazł się przy nim, pomógł usiąść, przyłożył do ust naczynie z gorzkawym płynem.

– Nie pytaj, co to takiego – głos Naywira zaszeleścił mu przy uchu. – Ynao nazbierała jakichś ziół na tej wysepce i twierdzi, że cię nie zabiją. Poza tym sama wypiła trochę tego wywaru.

Przełknięcie kilku łyków zmęczyło złodzieja bardziej, niż gdyby własnoręcznie wiosłował tu aż z Kamany. Odetchnął i pokręcił głową, że już dość.

– Co się stało? – zachrypiał.

– Myślałem, że ty nam powiesz. Miałeś jakiś atak, Domah ledwo mógł cię utrzymać, a ty prawie udusiłeś się własną krwią. Paskudnie to wyglądało.

Altsin rozejrzał się. Kamienista plaża, jakieś wzniesienie zaraz obok, coś, co mogło być albo uschniętym drzewem wczepionym w jego szczyt, albo wyjątkowo chudym olbrzymem zaopatrzonym w wielki garb.

– Gdzie jesteśmy?

– Na małej wysepce jakąś milę od wybrzeża. Pół dnia płynęliśmy, szukając miejsca na bezpieczny nocleg. Mogliśmy przybić wcześniej, ale postanowiliśmy nie ryzykować spotkania z miejscowymi. To klany Wyrwyrów, a oni nie lubią Uwerunków. Ja mówię słabo po seehijsku, Domah wcale, a Ynao pewnie od razu wzięliby do niewoli. W końcu udało nam się zaleźć tę wysepkę, więc postanowiliśmy, że zanocujemy tutaj i spróbujemy cię postawić na nogi.

Potrzebował chwili, by zrozumieć, co to właściwie znaczy. Wysepka, kawałek skały daleko od Amonerii, jest noc, a w nocy nikt nie pływa wokół wyspy, jeśli absolutnie nie musi, więc to chyba bezpieczne miejsce. Gorący napar.

– Rozpaliliście ognisko – stwierdził.

– Maleńkie, w jamie wygrzebanej w ziemi po zasłoniętej wzniesieniem stronie wysepki. Trudno ugotować coś bez ognia.

– Gdzie reszta?

– Po drugiej stronie. Tam nie było miejsca, żeby cię położyć. Dasz radę iść?

To było bardzo długie i wyczerpujące trzydzieści kroków i Altsin chyba nie podołałby, gdyby nie Domah, który wyrósł w ciemności niczym kawał żywej skały, po czym podniósł go i posadził na kamieniu przykrytym pledem.

– Dziękuję.

Skinięcie głową musiało mu wystarczyć za odpowiedź. Rzucił okiem na prowizoryczne obozowisko, dziurę w ziemi wciąż oddychającą dymem, kilka mniejszych i większych głazów pełniących funkcję siedzisk oraz kamienną ścianę za plecami olbrzyma.

– Jak rozumiem, dzisiaj też nocujemy w łodzi? – zagaił.

Ynao wyłoniła się zza pleców Domaha i podała złodziejowi miskę z cynową łyżką. Jego kubki smakowe rozpoznały jakieś rozgotowane mięso i papkę z sucharów. Może być.

– Jesteś chory – stwierdziła obojętnym tonem.

Nie spodobał mu się ten ton. Enroh nigdy nie wspominał, jakie przesądy i uprzedzenia mają Seehijczycy wobec ludzi chorych na dziwne przypadłości, ale gdy dotrą na miejsce, jedno słowo dziewczyny może zdecydować o jego życiu lub śmierci.

Potem wyczuł wlepione w siebie spojrzenia mnichów i zrozumiał, że nie tylko ją będzie musiał okłamać.

– Tak. Jestem. – Ostrożnie nabrał kolejną porcję papki i wsunął do ust. Jego żołądek, o dziwo, nie buntował się zbytnio.

– Długo?

Najlepsze kłamstwo to takie, które ma piwnicę, ściany, a nawet dach zbudowane z prawdy.

– Od kilku lat. – Przełknął, oblizał łyżkę i wbił ją w potrawkę.

– Zawsze tak jest? Rzuca tobą, wymiotujesz, krwawisz z nosa i uszu?

– Nie. Pierwszy raz miałem taki atak.

– Więc twoja choroba się nasila?

– Tak.

Seehijka patrzyła na niego uważnie i milczała. Wiedział, jakie pytanie padnie, nim otworzyła usta.

– Czy tym można się zarazić?

– Nie. – Wygrzebał z miski kawałek mięsa, wsunął do ust. – To choroba głowy. Nie zaraża.

Nieźle. Odpowiedział na wszystkie pytania i ani razu nie skłamał. Piwnica jak się patrzy. I doskonale wiedział, o co dziewczynie chodzi. O wierności, jaką Seehijczycy wykazywali w stosunku do własnego klanu, krążyły legendy. Ynao prędzej zatopiłaby łódkę, niż przywlekła do swoich jakąś epidemię.

– On mówi – drobna dłoń wskazała na Naywira – że w klasztorze nie chorowałeś.

Myśl, ponaglił się, myśl, durniu.

– W Kamanie… potrafiłem przewidzieć atak. Czułem metal w ustach, słyszałem dziwny szum, czasem widziałem podwójnie. Wtedy uciekałem… zamykałem się w komnacie, przywiązywałem do łóżka i zaciskałem zęby na kawałku rzemienia. Nikt nie wiedział. Na łodzi… Trudno uciec. Poza tym nie miałem objawów od miesiąca i sądziłem, że wytrzymam dłużej.

Dziewczyna spojrzała pytająco na młodszego mnicha.

– Tak. Brat Altsin… znikał wiele razy. Nic nie mówił. Odchodził bez słowa.

Seehijski Naywira był ubogi, ale to nawet lepiej. No i uniki Altsina znalazły proste, logiczne wyjaśnienie. Kto by pomyślał, że tak się przydadzą. Gmach kłamstwa miał już ściany.

– Wiesz, skąd ta choroba?

Altsin wzruszył ramionami, wpakował pełną łyżkę do ust i uśmiechnął się w myślach. W sumie dlaczegóż by nie? W końcu prawda jest cenniejsza od złota.

– Spotkałem na kontynencie jedną z waszych wiedźm i odtąd mam tę przypadłość. Nie wiem nawet, czy zrobiła mi to świadomie, czy przypadkiem. Szukam jej, by poprosić o pomoc. Inaczej umrę.

I dach. Budowla zakończona, a on tak naprawdę nie skłamał.

Ynao milczała.

– To wiedźma z północnego plemienia?

– Tak.

– Nie pomoże ci. One są najgorsze. W bitwie miotają zaklęcia, które odbierają ludziom rozum, i śmieją się, gdy ci rzucają się na własne miecze. Powinieneś szukać pomocy gdzie indziej.

– Szukałem. Nikt nie potrafił mnie uleczyć, dlatego liczę jeszcze na nią. Nie rozstaliśmy się jak wrogowie.

Chyba się uśmiechnęła, choć w półmroku mógł się mylić. No tak, sprawa miała się tak jak z Cetronem. Gdyby seehijska wiedźma uznała go za wroga, najpewniej byłby już martwy.

Wszyscy patrzyli, jak złodziej je. Napięcie, jakie wyczuwał wcześniej, wyraźnie zelżało.

– Zanocujemy tu, ale będziemy spać w łodzi – Naywir przerwał ciszę. – Jest wygodniej. Odpłyniemy rankiem.

Altsin opróżnił miskę i podał dziewczynie. Wzięła bez słowa i usiadła obok Domaha.

– Pływałaś po tych wodach wcześniej?

– Czasami. Przy tutejszym brzegu są dobre łowiska. Wyrwyrowie nas nie lubią, ale bardziej nie lubią morza. Ich wybrzeże nie ma ani jednego miejsca, gdzie można przybić łodzią, więc nie są dobrymi żeglarzami.

– A u was? Będziemy mieli cię gdzie wysadzić?

– Jest kilka zatoczek. Głębokich i bezpiecznych. Pokażę drogę. Będziemy tam pojutrze, jeżeli nie…

– Nie będę miał ataku?

– Tak. – Posłała mu spojrzenie, które mogło oznaczać wszystko, od niemego zapytania po ostrzeżenie.

– Nie wiem, czy to się powtórzy, czy nie. – Otulił się szczelniej pledem. – To był pierwszy tak silny…

– Mówiłeś już. Jeśli poczujesz, że się zbliża, powiedz. Ostatnio o mało nie wywróciłeś łodzi.

Skinął tylko głową, nieco rozbawiony. Jak, do licha, doszło do tego, że przyjmuje polecenia od seehijskiej smarkuli?

Bez większych ceregieli zebrali wszystkie rzeczy i poszli spać, tym razem rezygnując z wart. Ynao zapewniła, że nocami nikt nie pływa wzdłuż wybrzeża, więc ten skalisty pryszcz na obliczu oceanu, najpewniej niemający nawet własnej nazwy, był najbezpieczniejszym miejscem w okolicy.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)