Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 210
Перейти на страницу:

Ka­ile­an spró­bo­wa­ła so­bie to wy­obra­zić, tu­nel tak wą­ski, że moż­na tyl­ko peł­zać na ko­la­nach albo brzu­chu, ciem­ność, set­ki, może ty­sią­ce stóp skał nad gło­wą.

— Osza­la­ła­bym.

— Nie wzię­li­by cię tam. Za duża je­steś. No, chy­ba że by­ła­byś au­wi­ni – po­piel­ną, i zro­bi­li­by cię straż­nicz­ką. No­si­ła­byś skó­rza­ny pan­cerz, krót­ki miecz, bat.

Przy­po­mnia­ło jej się, co Luka po­wie­dział wcze­śniej do Koła. To przy­ja­cie­le, nie one.

— One?

— One. — Po­ki­wał gło­wą, a jego oczy zro­bi­ły się na­gle dzi­kie i gniew­ne. — Suki prze­klę­te przez bo­gów. Au­wi­ni – po­piel­ne, nie­wol­ni­ce, ale z wyż­szej ka­sty, wiesz, ta­kie, co to mają wła­dzę nad in­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi. Nie­któ­rym nie trze­ba wię­cej do szczę­ścia, jak ro­zu­miem. A wiesz, dla­cze­go wła­ści­ciel ko­pal­ni wy­słał do ich pil­no­wa­nia baby? Bo po­dob­no męż­czyź­ni byli za mięk­cy. Bo da­wa­li cza­sem dzie­cia­kom od­po­cząć, nie za dar­mo oczy­wi­ście, tro­chę za­ba­wy z do­brym wuj­kiem, zwłasz­cza jak to­war był świe­ży, do­pie­ro przy­ję­ty do ro­bo­ty… wła­ści­wie wszyst­ko jed­no, chło­piec czy dziew­czyn­ka… ro­zu­miesz? Co? Obu­rzo­na? Za­wsty­dzo­na?

Nie. Uro­dzi­ła się w ro­dzi­nie dzier­żaw­ców w Ole­ka­dach. Do­ra­sta­ła na Ste­pach, do­brze wie­dzia­ła, że gdy­by nie przy­gar­nę­ła jej wo­zac­ka ro­dzi­na, sama mu­sia­ła­by so­bie zna­leźć „do­bre­go wuj­ka”. Za mi­skę stra­wy i kąt do spa­nia. Ta­kie było ży­cie. Ale czu­ła złość. Ber­deth, od­po­wia­da­jąc na jej na­strój, ob­na­żył wid­mo­we zęby. Pra­wie za­war­cza­ła jak pies.

Siwy we­te­ran po­ki­wał gło­wą.

— Baby nie tra­ci­ły cza­su na ta­kie za­ba­wy, za to wy­ci­ska­ły z dzie­cia­ków wszyst­ko, aż nie zo­sta­wa­ło nic. Po­dob­no to one wy­my­śli­ły szczu­rzą becz­kę.

Wy­obraź­nia pod­su­nę­ła jej naj­bar­dziej oczy­wi­sty ob­raz, ale na­stęp­ne sło­wa Luki prze­ko­na­ły ją, że na­wet wy­obraź­nia ko­goś do­ra­sta­ją­ce­go na Ste­pach cza­sem za­wo­dzi.

— My­ślisz o ta­kiej sta­rej tor­tu­rze, jak ro­zu­miem. — Siwy żoł­nierz splu­nął na zie­mię i po­krę­cił gło­wą. — Nie, to nie to, dziew­czy­no. Nie­kie­dy dzie­ciak nie wy­cho­dził z tu­ne­lu, ro­zu­miesz? Dłu­go nie wy­cho­dził. Może umarł, może przy­gnio­tło go osy­pi­sko, a może do­padł go skal­ny obłęd i wo­lał umrzeć w ciem­no­ści. Przez dłu­gi czas straż­nicz­ki po­sy­ła­ły w głąb tu­ne­lu inne dziec­ko, ale cza­sem ten obłą­ka­ny wal­czył i za­bi­jał po­słań­ca, a one mu­sia­ły się tłu­ma­czyć z dwóch tru­pów, ro­zu­miesz. Więc kie­dyś jed­na z nich wpa­dła na po­mysł: straż­nicz­ki wpa­ko­wa­ły do becz­ki kil­ka­dzie­siąt szczu­rów i trzy­ma­ły tam, na wpół osza­la­łe z gło­du. A gdy dzie­ciak nie po­ja­wiał się zbyt dłu­go, wpusz­cza­ły szczu­ry do tu­ne­lu. A po dniu albo dwóch, gdy ostat­ni szczur już uciekł, inny dzie­ciak wcho­dził tam, usu­wał ko­ści i ko­pał da­lej. Mą­dre suki, jak ro­zu­miem.

Ka­ile­an wes­tchnę­ła głę­bo­ko. Ber­deth szar­pał się w jej gło­wie, w tej chwi­li nie tyl­ko Koło mo­gła­by prze­gryźć ko­muś gar­dło.

— Nie chcę… nie chcę sły­szeć wię­cej. Nie mów już.

— Za dużo, jak ro­zu­miem? Ta opo­wieść już się koń­czy. Ka­hel po­słał nas tam w trzy­stu lu­dzi, mie­li­śmy prze­cze­sać oko­li­cę, uwol­nić tych, któ­rzy chcą zdjąć ob­ro­że, wy­cią­gnąć dzie­cia­ki z ko­palń. Za­sta­li­śmy znisz­czo­ne ma­szy­ny i na­rzę­dzia, mły­ny, mło­ty do kru­sze­nia urob­ku, pie­ce do wy­ta­pia­nia zło­ta, wszyst­ko spa­lo­no albo roz­bi­to. Z dy­mem po­szło też koło wod­ne, na­pę­dza­ją­ce mie­chy, któ­re tło­czy­ły po­wie­trze do ko­pal­ni. Na dole, w głów­nym tu­ne­lu, dało się jesz­cze wy­trzy­mać, ale w tych mniej­szych… Suki, za­nim ucie­kły i znisz­czy­ły ko­pal­nię, za­tka­ły ich wyj­ścia gru­zem i ka­mie­nia­mi. Je­den z nas zszedł tam… My­śle­li­śmy, że nikt nie prze­żył, a tu na­gle z ja­kiejś dziu­ry wy­la­zła ona.

— Koło?

— Ona sama. Wa­ży­ła, na oko, ja­kieś sześć­dzie­siąt fun­tów, była goła, tyl­ko na łok­ciach i ko­la­nach mia­ła skó­rza­ne ochra­nia­cze, od czoł­ga­nia się w tu­ne­lach prze­tar­te pra­wie na wy­lot. Spę­dzi­ła pod zie­mią łącz­nie trzy lata, sześć mie­się­cy i osiem­na­ście dni. Tak mó­wi­ła data na jej ob­ro­ży, bo wła­ści­cie­le ko­pal­ni ryli w me­ta­lu in­for­ma­cje o dniu przy­ję­cia nie­wol­ni­ka do pra­cy. Była je­dy­ną, któ­ra mia­ła dość sił, by wy­do­stać się z za­mknię­te­go tu­ne­lu. Po­tem pró­bo­wa­ła ode­tkać inne… ale nikt wię­cej z nich nie wy­szedł.

Ka­ile­an spoj­rza­ła mu w oczy.

— To ty zsze­dłeś do ko­pal­ni, praw­da?

— Ja. Zna­la­złem tyl­ko górę ko­ści na koń­cu głów­ne­go tu­ne­lu i ją. I wy­cią­gną­łem ją jak ostat­ni du­reń, nie my­śląc o ni­czym, ro­zu­miesz? Na szczę­ście słoń­ce już za­szło, ale i tak pra­wie ośle­pła od resz­tek świa­tła na nie­bie.

— Dla­cze­go na­zwa­li­ście ją Koło?

— Bo nie pa­mię­ta­ła wła­sne­go imie­nia, a to było pierw­sze sło­wo, któ­re po­wie­dzia­ła, i przez mie­siąc nie mó­wi­ła nic in­ne­go. Kar­mi­li­śmy ją, pil­no­wa­li­śmy, by nie ośle­pła od słoń­ca, całe szczę­ście mia­łem w od­dzia­le me­dy­ka, a gdy wresz­cie za­czę­ła mó­wić, wy­da­wa­ło się, że ni­g­dy nie prze­sta­nie. Ga­da­ła przez trzy dni bez prze­rwy. O ko­pal­ni, o onych, ska­le, tu­ne­lach, szczu­rach… Cza­sem pła­ka­ła, cza­sem krzy­cza­ła. A cza­sem po­ja­wia­ła się taka, jaką wi­dzia­łaś przed chwi­lą.

— I co mam wte­dy zro­bić? Ja albo ktoś inny z cza­ar­da­nu?

— Znajdź jej coś do ro­bo­ty. Po­proś, żeby ko­goś spro­wa­dzi­ła albo coś spraw­dzi­ła. Pój­dzie, bo to do­bra dziew­czy­na. Nie pro­wo­kuj, nie szu­kaj zwa­dy. Ten męż­czy­zna, któ­re­mu prze­gry­zła gar­dło, to był je­den z na­szych. Były nie­wol­nik, jak ona. Gdy­by inne dziew­czy­ny nie po­wie­dzia­ły, że lu­bił się pchać z ła­pa­mi do młó­dek i pró­bo­wał ją zgwał­cić, Koło nie wy­szła­by z tej hi­sto­rii cało. W obo­zie mamy twar­de re­gu­ły. Ale je­śli ktoś zro­bi krzyw­dę ko­muś z od­dzia­łu sław­ne­go ge­ne­ra­ła La­skol­ny­ka, któ­re­go bo­go­wie wie­dzą, co tu­taj przy­gna­ło…

Za­wie­sił głos, a Ka­ile­an pra­wie ro­ze­śmia­ła mu się w twarz.

— Nic z tego. Kha-dar każe, my je­dzie­my. To wódz-oj­ciec, nie musi nam mó­wić o wszyst­kim, praw­da?

— Praw­da — od­po­wie­dział uśmie­chem w sty­lu „trud­no, nie wy­szło, ale za­wsze war­to pró­bo­wać”. — Jak to w woj­sku.

— Wła­śnie. Kwa­drans chy­ba już mi­nął?

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)