Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 210
Перейти на страницу:

— A kto pierw­szy ko­men­tu­je ko­lor śmier­ci? Wi­dzę twój pas, ale czy na­praw­dę mam mu się po­kło­nić? Czy to tyl­ko „zim­ne ko­ra­le” peł­zną po pia­sku?

Sto­ją­ce nie­co z tyłu wo­jow­nicz­ki za­szem­ra­ły, unio­sły szyb­ko otwar­te dło­nie na wy­so­kość twa­rzy i cof­nę­ły się o dwa kro­ki. To nie na­sza spra­wa, ni­cze­go nie pod­wa­ża­my, w nic się nie wtrą­ca­my.

„Zim­ne ko­ra­le”. De­ana sama za­ło­ży­ła je kie­dyś na szy­ję, od­po­wia­da­jąc na głu­pie wy­zwa­nie ku­zy­nów i ku­zy­nek. Wśród se­tek ga­tun­ków węży peł­za­ją­cych po pu­sty­niach dwa były szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne. Pierw­szy, bran­so­let­nik pur­pu­ro­wy, był jed­nym z naj­bar­dziej ja­do­wi­tych ga­dów, ja­kie zna­no. Jego cia­ło po­kry­wa­ły pasy w naj­róż­niej­szych od­cie­niach czer­wie­ni, od ciem­nej bar­wy za­schnię­tej krwi po ja­sną czer­wień skal­nych ma­ków. Jego uką­sze­nie po­wo­do­wa­ło naj­pierw po­twor­ny ból, po­tem obrzęk, dusz­no­ści, drgaw­ki i wresz­cie śmierć, z krwa­wym po­tem zra­sza­ją­cym na ko­niec twarz. U do­ro­słe­go, zdro­we­go męż­czy­zny wszyst­ko to trwa­ło kil­ka go­dzin. U dziec­ka cza­sem dwa kwa­dran­se.

Dru­gim wę­żem współ­od­po­wie­dzial­nym za wie­le zgo­nów była zu­peł­nie nie­ja­do­wi­ta stru­żan­ka krwa­wa. Ta da­le­ka ku­zyn­ka bran­so­let­ni­ka na pierw­szy rzut oka wy­da­wa­ła się do nie­go po­dob­na jak je­den tal­her De­any do dru­gie­go. Tyl­ko że bran­so­let­nik miał za­wsze pa­rzy­stą licz­bę pa­sów na cie­le, a ona nie­pa­rzy­stą. Jej winą zaś było to, że dzie­ciar­nia Is­sa­ram uwiel­bia­ła idio­tycz­ne wy­zwa­nia, w tym chy­ba naj­po­pu­lar­niej­sze: znajdź stru­żan­kę, złap, za­łóż so­bie na szy­ję, niech ople­cie ją ni­czym zim­ne ko­ra­le. Trud­no po­li­czyć, ile pa­sów ma wąż ucie­ka­ją­cy przed tobą po pia­sku, ła­two się po­my­lić w li­cze­niu, gdy trzy­ma się w ręku wście­kle wi­ją­cą się ga­dzi­nę. Cięż­ko się umie­ra, gdy za­ło­ży­łeś so­bie na szy­ję bran­so­let­ni­ka, któ­re­go kły za­wie­ra­ją jad zdol­ny po­wa­lić ko­nia. Tak, stru­żan­ka była od­po­wie­dzial­na za wie­le śmier­ci, bo w cza­sie głu­pich za­baw my­lo­no ją z ja­do­wi­tym krew­nia­kiem.

Ale nie o to cho­dzi­ło w sło­wach De­any. Ona udo­wod­ni­ła już swo­je pra­wo do bie­li na po­chwach, po­ko­nu­jąc na scho­dach Świą­ty­ni Ognia Ka’eli­ru – Sza­fi­ro­wy Miecz Domu Trzcin i jego dwóch po­moc­ni­ków. O tym po­je­dyn­ku opo­wia­da­no już wszę­dzie na Da­le­kim Po­łu­dniu. Na­to­miast wszy­scy Is­sa­ram wie­dzie­li, że stru­żan­ka uda­je ko­goś, kim nie jest, by nie paść ofia­rą dra­pież­nych pta­ków, pu­styn­nych li­sów lub in­nych węży. Była spryt­na, za co ją sza­no­wa­no, ale jed­no­cze­śnie zu­peł­nie nie­groź­na. Czy więc Rash y’Wan­nu no­si­ła bia­ły pas jak ten nie­groź­ny wąż swo­je, czer­wo­ne? Bar­dzo do­bry wo­jow­nik, nie­bę­dą­cy jed­nak praw­dzi­wym mi­strzem, nie­po­tra­fią­cy przy­wo­ły­wać transu kha­an’s na za­wo­ła­nie, mógł­by poza afra­agra­mi Is­sa­ram całe lata uda­wać ko­goś, kim nie jest, żą­da­jąc wyż­szych cen za swo­je usłu­gi i ta­nią sztucz­ką na­peł­nia­jąc ser­ca wro­gów stra­chem.

Tym jed­nym wspo­mnie­niem o „zim­nych ko­ra­lach” De­ana pod­wa­ży­ła pra­wo tej ko­bie­ty do no­sze­nia bia­łe­go pasa.

Dla­cze­go nie? Tę­sk­ni­ła do szczę­ku bro­ni.

Uśmiech­nę­ła się i po­ło­ży­ła dło­nie na rę­ko­je­ściach sza­bel.

Star­sza Is­sa­ram ski­nę­ła lek­ko gło­wą, bez po­śpie­chu odło­ży­ła na zie­mię koł­czan i łuk.

— Masz ra­cję. Zgrze­szy­łam py­chą, na­zy­wa­jąc cię dziew­czy­ną, jak­byś była moją młod­szą, przy­głu­pią krew­ną. Je­śli po­ło­wa z tego, co mó­wią o two­im po­je­dyn­ku, jest praw­dą, po­win­nam od­ciąć so­bie swój głu­pi ję­zyk. Ale te­raz — unio­sła włócz­nię, a ta za­mie­ni­ła się nad jej gło­wą w fur­ko­czą­cy dysk — sło­wa już wy­le­cia­ły, a ja nie będę ich ła­pać i po­ły­kać z po­wro­tem. Spraw­dzi­my się?

De­ana po­czu­ła ra­do­sne dud­nie­nie krwi w skro­niach. Trans był tuż obok, cze­kał na we­zwa­nie jak sta­ry przy­ja­ciel. Rę­ko­je­ści tal­he­rów zda­wa­ły się skom­leć o do­tyk jej dło­ni. Po­zo­sta­wa­ła jesz­cze jed­na spra­wa.

— No­szę dziec­ko pod ser­cem.

— Wiem. Będę uwa­żać na twój brzuch. Z ko­lei ty, je­śli­byś mo­gła, uwa­żaj na moją twarz. Do tej pory nie za­ro­bi­łam na niej żad­nej bli­zny, wo­la­ła­bym, by tak po­zo­sta­ło.

— Dob…

Rash sko­czy­ła ku De­anie, a jej włócz­nia za­to­czy­ła krąg i wy­strze­li­ła w przód ni­czym ata­ku­ją­ca żmi­ja.

Sza­ble Pani Pło­mie­ni zna­la­zły się w jej dło­niach, za­nim tam­ta zro­bi­ła dwa kro­ki. Lewy tal­her mu­snął lek­ko grot włócz­ni, le­ciu­teń­ko, tyle tyl­ko, by od­bić go w bok, pra­wy przy­go­to­wał się na pa­ra­dę, bo prze­cież ten prze­wi­dy­wal­ny atak mu­siał za­wie­rać w so­bie ja­kiś pod­stęp.

Za­wie­rał. Dru­gi ko­niec włócz­ni ude­rzył od dołu, mie­rząc w ko­la­no De­any. Krok w tył, i jesz­cze je­den, gdy grot śmi­gnął ku jej twa­rzy – po­czu­ła cień roz­ba­wie­nia, w koń­cu umó­wi­ły się, że będą uwa­żać na ob­li­cze tyl­ko jed­nej z nich – i skon­tro­wa­ła.

Trans przy­szedł, sama nie wie­dzia­ła kie­dy. Na­gle prze­sta­ła czuć cię­żar sza­bel w dło­niach, chro­po­wa­tą nie­rów­ność ka­mie­ni­ste­go pod­ło­ża, opór, jaki zwy­kle sta­wia cia­ło zmu­sza­ne do eks­tre­mal­ne­go wy­sił­ku. Za­mie­ni­ła się w wodę, w wiatr. Pły­nę­ła i le­cia­ła.

I dla­te­go za­uwa­ży­ła, że jej prze­ciw­nicz­ka też się­gnę­ła po kha­an’s.

Po­win­na po­czuć coś w ro­dza­ju dumy: je­śli star­szy, bar­dziej do­świad­czo­ny mistrz wzy­wa trans bi­tew­ny w tym sa­mym mo­men­cie co ty, to zna­czy, że sza­nu­je i do­ce­nia two­je umie­jęt­no­ści, że uzna­je cię za rów­ne­go so­bie, mimo prze­wa­gi wie­ku i więk­szej licz­by sto­czo­nych walk. Ale na dumę przyj­dzie czas póź­niej, te­raz jest wal­ka, cios za cio­sem, unik za uni­kiem. Szyb­ciej! Jesz­cze szyb­ciej! Skró­cić dy­stans! Dłu­ga na sześć stóp włócz­nia to broń po­zwa­la­ją­ca trzy­mać prze­ciw­ni­ka na od­le­głość, da­ją­ca prze­wa­gę na­wet w po­je­dyn­ku z kimś uzbro­jo­nym w gre­sth – dwu­ręcz­ny miecz do wal­ki z kon­ni­cą, więc krót­kie sza­ble De­any mu­szą być szyb­sze, a ona musi przeć do przo­du, musi ata­ko­wać, nie może po­zwo­lić tam­tej ode­rwać się i od­sko­czyć.

Jesz­cze szyb­ciej!

Star­sza wo­jow­nicz­ka pa­ro­wa­ła wszyst­kie cio­sy, te z góry, z dołu, po sko­sie. Jej włócz­nia, mimo że cięż­ka, oćwie­ko­wa­na po sam grot, tań­czy­ła lek­ko jak trzcin­ka. Przez kil­ka chwil obie wy­glą­da­ły jak oto­czo­ne pół­przej­rzy­sty­mi za­sło­na­mi – De­ana sre­brzą­cą się zim­ną sta­lą, Rash ma­to­wą jak drew­no, z któ­re­go wy­ko­na­no drzew­ce jej bro­ni – i tyl­ko to­wa­rzy­szą­cy im co­raz szyb­szy, me­ta­licz­ny brzęk oznaj­miał wszyst­kim wo­kół, że to nie za­ba­wa ani ku­glar­ska sztucz­ka, lecz praw­dzi­wa wal­ka.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)