Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 210
Перейти на страницу:

Te­raz też szczu­pła wo­jow­nicz­ka po­ło­ży­ła so­bie na ko­la­nach dłu­gą na sześć stóp włócz­nię, a gię­ty łuk i koł­czan pe­łen strzał opar­ła o cem­bro­wa­nie oczka wod­ne­go. Kie­dy się po­zna­ły, przed­sta­wi­ła się jako Rash y’Wan­nu, a mę­skie imię nie dzi­wi­ło, bo pu­styn­ne sto­krot­ki wy­ha­fto­wa­ne na man­kie­tach i przy koł­nie­rzu jej ko­szu­li oznaj­mia­ły wszyst­kim, że była Za­przy­się­żo­ną Dzie­wi­cą. Jako pięt­na­sto­lat­ka zło­ży­ła ślu­by, że ni­g­dy nie za­zna męż­czy­zny, tak jak zna­ją go inne ko­bie­ty, że bę­dzie dla swo­jej mat­ki i ojca sy­nem, a dla współ­ple­mień­ców bra­tem, ku­zy­nem, przy­ja­cie­lem. Zmie­ni­ła imię, za­ło­ży­ła mę­ski strój i ofi­cjal­nie prze­sta­ła być dziew­czy­ną. Wschod­nie ple­mio­na kul­ty­wo­wa­ły w ten spo­sób zwy­cza­je prze­ję­te od nie­ist­nie­ją­cych już pu­styn­nych lu­dów, ale po­nie­waż Przy­się­ga Dzie­wi­cy w ża­den spo­sób nie ko­li­do­wa­ła z Pra­wa­mi Ha­ru­die­go, ni­ko­mu to nie prze­szka­dza­ło.

W ka­ra­wan­se­ra­ju De­ana roz­ma­wia­ła z wo­jow­nicz­ką prze­szło go­dzi­nę i wie­dzia­ła, że wor­ko­wa­ta za­sło­na skry­wa twarz pięć­dzie­się­cio­let­niej we­te­ran­ki pu­styn­nych wy­praw, od prze­szło trzy­dzie­stu lat wę­dru­ją­cej naj­trud­niej­szy­mi szla­ka­mi Tra­va­hen. Na do­da­tek – co było dla niej znacz­nie waż­niej­sze, pas opi­na­ją­cy ta­lię łucz­nicz­ki miał ko­lor przy­bru­dzo­nej bie­li.

Mi­strzy­ni włócz­ni w wal­ce była war­ta trzech męż­czyzn. Albo i pię­ciu.

Dwie po­zo­sta­łe ko­bie­ty uzbra­ja­ły się bar­dziej kla­sycz­nie. Wyż­sza, któ­ra ka­za­ła się na­zy­wać Am­wer cór­ka Pa­wal­li, wła­da­ła dłu­gą, wschod­nią sza­blą, bar­dzo po­dob­ną do roz­po­wszech­nio­nych na Da­le­kim Po­łu­dniu szam­szi­rów. Niż­sza, ale za to sze­ro­ka w ra­mio­nach jak za­pa­śnik, przed­sta­wi­ła się jako Bah­me­ria s’Tal­lar. Uzbro­jo­na była w yphir o klin­dze nie­co dłuż­szej niż broń uży­wa­na w ple­mie­niu De­any i w prze­ci­wień­stwie do zwy­cza­jów d’yahir­rów broń nie była no­szo­na na ple­cach, lecz ob­cią­ża­ła jej ta­lię. De­ana za­czerp­nę­ła in­for­ma­cji o tych dwóch, obie od dzie­się­ciu lat naj­mo­wa­ły się jako ochro­na ka­ra­wan, za­wsze jako para, za­wsze za staw­kę taką samą, jaką pła­co­no męż­czy­znom. Dziew­czy­ny mia­ły po­czu­cie wła­snej war­to­ści i po­tra­fi­ły za­dbać o swo­je in­te­re­sy. No i były roz­sąd­ne, bo przy­ję­ły jej pro­po­zy­cję, za­miast tra­cić czas i pie­nią­dze w ka­ra­wan­se­ra­ju.

Wy­ło­ni­ła się z ocie­nio­ne­go wej­ścia nie­spiesz­nie, szu­ra­jąc no­ga­mi, by jej na­dej­ście po­prze­dzał grze­chot ka­my­ków. To była taka… nie­pi­sa­na uprzej­mość; gdy uzbro­jo­ny zbli­żasz się do trzech wo­jow­ni­czek Is­sa­ram, pil­nuj, by nie po­ja­wić się przed nimi znie­nac­ka.

Chy­ba że ci spiesz­no przed ob­li­cze Mat­ki.

Bah­me­ria i Am­wer po­wi­ta­ły ją lek­ki­mi ukło­na­mi, bez szcze­gól­nej uni­żo­no­ści, ale od razu usta­la­ją­cy­mi ich wza­jem­ne re­la­cje. De­ana chcia­ła je wy­na­jąć do ochro­ny swo­je­go domu, one były go­to­we na taką służ­bę, więc układ straż­nik–pan na­ka­zy­wał pew­ną dozę sza­cun­ku.

Rash y’Wan­nu za­rzu­ci­ła so­bie koł­czan na ra­mię, jed­ną ręką pod­nio­sła łuk, dru­gą włócz­nię i sta­nę­ła bez ru­chu w po­zie wy­ra­ża­ją­cej co naj­wy­żej uprzej­me za­in­te­re­so­wa­nie. Wie­dzia­ła, po co ją tu za­pro­szo­no, ale z kimś no­szą­cym bia­ły pas ne­go­cju­je się ina­czej niż ze zwy­kłą sza­blą do wy­na­ję­cia.

De­ana uśmiech­nę­ła się pod ek­cha­arem. Już w cza­sie roz­mo­wy w ka­ra­wan­se­ra­ju Rash była trud­na w kon­tak­cie, oschła i dzi­ka. Ale za­pła­ta, jaką jej za­pro­po­no­wa­no, naj­wy­raź­niej na­wet dla dum­nej wo­jow­nicz­ki oka­za­ła się nie do po­gar­dze­nia. De­ana po­pra­wi­ła też lek­ko pas z tal­he­ra­mi, tak, by wy­ko­na­ne z bia­łej skó­ry po­chwy na­le­ży­cie się za­pre­zen­to­wa­ły.

— Dzię­ku­ję, że przy­szły­ście. Spra­wi­ły­ście mi tym ogrom­ną ra­dość.

Ode­zwa­ła się w naj­bar­dziej sztyw­nym wa­rian­cie k’is­sa­ri, uży­wa­nym, gdy ne­go­cjo­wa­no kon­trak­ty i umo­wy mię­dzy róż­ny­mi ple­mio­na­mi. Is­sa­ram za­miesz­ki­wa­li tak wie­le miejsc i kon­tak­to­wa­li się z tak wie­lo­ma lu­da­mi, że nie­któ­re lo­kal­ne gwa­ry i dia­lek­ty sta­wa­ły się z cza­sem trud­no zro­zu­mia­łe dla współ­ple­mień­ców. Więc tę pier­wot­ną od­mia­nę ich ję­zy­ka pie­lę­gno­wa­li wszy­scy Pie­śnia­rze Pa­mię­ci oraz ci, któ­rzy wę­dro­wa­li po świe­cie. To uła­twia­ło kon­tak­ty. No i jesz­cze jed­na spra­wa. De­ana mo­gła spo­koj­nie za­ło­żyć, że nikt w pa­ła­cu nie znał ję­zy­ka Is­sa­ram. Choć­by po to war­to było je za­trud­nić. Żeby po­roz­ma­wiać na do­wol­ny te­mat bez oba­wy pod­słu­cha­nia.

— Wi­dzę, że opo­wie­ści mó­wi­ły praw­dę — łucz­nicz­ka ode­zwa­ła się pierw­sza, po­praw­nie, choć szorst­ko, dziw­nie uci­na­jąc gło­ski.

— Opo­wie­ści?

— Bia­łe po­chwy. Mi­strzy­ni sza­bel. Lu­dzie opo­wia­da­li, że no­si­łaś ta­kie, gdy za­bi­łaś Sza­fi­ro­wy Miecz Trzcin. Po­win­naś je za­brać ze sobą, gdy roz­ma­wia­ły­śmy w ka­ra­wan­se­ra­ju.

— Nie mam zwy­cza­ju kłuć lu­dzi w oczy bie­lą na po­chwach. Nie­któ­rzy mo­gli­by to uznać za pró­bę za­stra­sze­nia.

— Kto mówi o stra­chu, dziew­czy­no.

To na­głe i pro­tek­cjo­nal­ne „dziew­czy­no” ubo­dło De­anę bar­dziej, niż się spo­dzie­wa­ła. Przez mo­ment, do­słow­nie dwa ude­rze­nia ser­ca, roz­wa­ża­ła, czy może to zi­gno­ro­wać. Ale je­śli zro­bi to te­raz, bę­dzie mu­sia­ła igno­ro­wać set­kę ta­kich szpil dzien­nie. A poza tym… ćwi­cze­nia z wid­mo­wy­mi prze­ciw­ni­ka­mi już daw­no jej się znu­dzi­ły.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)