Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 296
Перейти на страницу:

– Niech ostatni uścisk matki powita cię w domu – cicho dokończył Lan.

– Nie patrz na mnie tym wzrokiem, Lan – rzekł Andere. – Wszyscy wiedzieliśmy, na co się piszemy, kiedy… kiedy ruszyliśmy za tobą.

– Dlatego właśnie próbowałem was powstrzymać.

Andere popatrzył nań ponuro.

– Ja…

– Spokojnie, Andere – rzekł Lan, wstając. – Kierowała mną próżność. Chciałem zginąć za Malkier. Nie miałem prawa odmawiać tego przywileju innym.

– Lordzie Mandragoran! – Nadjeżdżał książę Kaisel. Jego niegdyś znakomita zbroja była poszczerbiona i pokryta krwią. Kandorańczyk wciąż wydawał się zbyt młody, żeby brać udział w tej krwawej rzezi, niemniej zdołał już dowieść opanowania właściwego posiwiałym weteranom. – Znowu zwierają szyki.

Land przeszedł kilka kroków po kamienistym gruncie do miejsca, gdzie koniuszy trzymał wodze Mandarba. Skórę czarnego ogiera pokrywały draśnięcia od broni Trolloków.

Dzięki Światłości, były powierzchowne. Lan oparł głowę na jego karku, rumak parsknął. W pobliżu jego chorąży, łysy mężczyzna imieniem Jophil, wzniósł sztandar Malkieru, Złotego Żurawia. To był już jego piąty chorąży od wczorajszego dnia.

Oddział Lana w pierwszej szarży zdobył Przełęcz, odrzucając do tyłu Pomiot Cienia, zanim ten zdołał wtargnąć w dolinę. Szczerze mówiąc, Lan nie spodziewał się takiego sukcesu. Przełęcz była długim, wąskim pasem kamienistej ziemi wciśniętym między poszarpane wzniesienia i szczyty.

Utrzymanie tej pozycji nie wymagało żadnych taktycznych umiejętności. Trzeba było stać w miejscu, umierać i zabijać – póki starczyło sił.

Lan dowodził kawalerią. Formacja nie była idealna na tę pozycję – kawaleria radziła sobie najlepiej w miejscach, gdzie miała możliwość rozwinięcia szyku i wykonania szarży – ale przestrzeń Przełęczy Tarwina była na tyle wąska, że Trolloki nie mogły atakować inaczej, jak tylko w skromnej liczbie. Tu Lan upatrywał swojej szansy. A przynajmniej szansy na to, żeby Trolloki nie mogły w pełni wykorzystać liczebnej przewagi. Za każdy jard zdobytej ziemi będą musiały zapłacić daninę krwi.

Teraz zwłoki Trolloków zaścielały dno Przełęczy niczym futrzany dywan. Za każdym razem, gdy kolejna fala próbowała się przedrzeć przez wąskie gardło, ludzie Lana dawali im odpór lancami i halabardami, mieczami i strzałami, w końcu powalając tysiące i zmuszając następne, żeby wspinały się na ciała poprzedników. Jednak za każdym razem liczba obrońców malała.

Każdy atak oznaczał dla jego ludzi odrobinę straty terenu. Cofali się ku wylotowi Przełęczy. Dzieliło ich teraz od niego niecałe sto stóp.

Lan czuł zmęczenie w kościach.

– Stan liczebny? – zapytał Lan księcia Kaisela.

– Może jakieś sześć tysięcy zdolnych do utrzymania się w siodle, Dai Shan.

Mniej niż połowa stanu, z którym zaczęli tę wyprawę.

– Każ im wsiadać na konie.

Kaisel wydawał się wstrząśnięty.

– Wycofujemy się?

Lan spojrzał na chłopaka.

Kaisel zbladł. Lanowi nieraz mówiono, że jego spojrzenie potrafi każdego człowieka wyprowadzić z równowagi; Moiraine żartobliwie mu dokuczała, że mógłby z kamieniami wygrywać pojedynki na spojrzenia i cierpliwością pokonywać dęby. Cóż, nie był tak pewny siebie, jak ludzie sądzili, niemniej ten chłopak powinien wiedzieć lepiej i nie zadawać głupich pytań.

– Oczywiście – odrzekł. – Wycofujemy się, a potem atakujemy.

– Atakujemy? – zdumiał się Kaisel. – Przecież się bronimy!

– Inaczej nas zmiotą – wyjaśnił Lan, gramoląc się na siodło Mandarba. – Jesteśmy u skraju sił, zmęczeni i niemalże pobici. Jeżeli będziemy tu stać i czekać na nich, zmiotą nas niczym fala powodzi.

Lan potrafił rozpoznać koniec, kiedy ten już się zbliżał.

– Przekaż rozkazy – polecił księciu Kaiselowi. – Powoli wycofamy się z przesmyku. Tymczasem ty sformujesz resztę wojska na płaskowyżu, na koniach. Będziecie gotowi do ataku, gdy tylko Pomiot Cienia wylezie z Przełęczy. Szarża da się im porządnie we znaki, nawet nie będą wiedzieli, jak oberwali.

– Nie grozi nam okrążenie i nawała przeważającej siły, gdy opuścimy przesmyk? – dopytywał się Kaisel.

– To jest wszystko, na co nas teraz stać.

– A potem?

– A potem w końcu się przedrą, rozerwą naszą formację i nas zgniotą.

Kaisel przez moment siedział w milczeniu, wreszcie pokiwał głową. Znowuż Lan był pod wrażeniem. Wcześniej podejrzewał, że chłopak poszedł za nim wabiony ułudą bitewnej chwały, żeby walczyć przy boku Dai Shana i triumfować nad jego wrogami. Ale nie. Kaisel był Pogranicznikiem do szpiku kości. Nie przybył tu dla chwały, przybył tu, bo musiał. „Dobry chłopak”.

– Przekaż rozkazy. Ludzie będą zadowoleni, mogąc znowu dosiąść koni. – Zbyt wielu musiało dotąd walczyć pieszo z powodu braku możliwości manewru w wąskim przesmyku.

Kaisel wydał rozkazy, a one rozpaliły morale żołnierzy niczym jesienny pożar. Lan zobaczył kątem oka, jak Bulen pomaga Andere wgramolić się na siodło.

– Andere? – zapytał Lan, kierując Mandarba w stronę tamtego. – Nie dasz rady utrzymać się w siodle. Ruszaj do obozu na tyłach, gdzie ranni.

– Żebym tam leżał i czekał, aż Trolloki mnie zarżną, gdy już skończą z wami? – Andere pochylił się nad łękiem siodła i lekko zakołysał. Bulen popatrzył na niego niespokojnie. Tamten zbył go lekceważącym gestem i jakoś zdołał się wyprostować. – Już udało się nam wzruszyć górę, Lan. Dmuchnijmy jeszcze i będzie po sprawie.

Lan nie znalazł argumentu. Krzyknął do ludzi stojących w głębi przesmyku, żeby się cofali. Skupili się wokół niego i powoli ruszyli na płaskowyż.

Trolloki zawyły z podniecenia. Doskonale wiedziały, że gdy tylko uwolnią się z ciasnej przestrzeni, zwycięstwo przyjdzie im już łatwo.

Lan wraz ze swoim niewielkim oddziałem wyjechał z Przełęczy. Spieszeni kawalerzyści ruszyli do swych rumaków stojących w pobliżu.

Trolloki – ten jeden raz – nie potrzebowały zachęt Myrddraali, żeby rzucić się do ataku. Odgłos łap i kopyt na kamieniach brzmiał niczym basowy grzmot.

Kilkaset jardów za otworem Przełęczy Lan ściągnął wodze Mandarba i po chwili zawrócił. Andere z trudem utrzymał się blisko niego, po chwili dołączyli pozostali jeźdźcy, tworząc długą kolumnę. Bulen kłusował po drugiej stronie.

Nawała Pomiotu Cienia dotarła już prawie do wylotu Przełęczy – wielotysięczna masa, która wkrótce wypadnie na otwartą przestrzeń… żeby ich pochłonąć.

Żołnierze Lana w ciszy gromadzili się wokół niego. Wielu z nich miało już swoje lata – niedobitki upadłego królestwa. Siła, której jakoś udało się zablokować wąską przełęcz, na otwartej przestrzeni zdawała się zupełnie drobna.

– Bulen – rzekł Lan.

– Tak, lordzie Mandragoran?

– Mówiłeś, żeś mnie zawiódł, dawno, dawno temu.

– Tak, mój panie. Ja…

– Wiedz, że wszystkie ewentualne przewiny, jakieś miałeś wobec mnie, zostały zapomniane – powiedział Lan, nie odrywając wzroku od wylotu Przełęczy. – Dumny jestem, że mogłem oddać ci twoje hadori.

Podjechał do nich Kaisel, skinął głową Lanowi.

– Jesteśmy gotowi, Dai Shan.

– Dobrze się stało – wykrztusił Andere, wykrzywiony, kurczowo ściskający bok i ledwie trzymający się w siodle.

– Inaczej być nie mogło – stwierdził Lan. Nie kłócił się z tamtym.

– Nie – sprzeciwił się Andere. – Tu chodzi o coś więcej, Lan. Malkier jest jak drzewo, którego korzenie pożarły białe robaki, a gałęzie umierają powoli. Ja wolę raczej zginąć w rozbłysku płomienia.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)