Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Słusznie prawisz – stwierdziła Elayne. – Będziemy musieli rozważyć inne rozwiązania. Aczkolwiek przeszło mi właśnie przez myśl, że winniśmy się zwrócić o wsparcie do Czarnej Wieży. Ilu tych Asha’manów tam jest?
Perrin chrząknął.
– Wydaje mi się, że trzeba zachować daleko idącą ostrożność w stosunkach z tym miejscem, Wasza Wysokość. Tam się coś dzieje.
Elayne zmarszczyła brwi.
– Coś?
– Nie wiem, co – odrzekł Perrin. – Rozmawiałem na ten temat z Randem, którego to trapi i obiecał, że zbada sprawę. W każdym razie… trzeba zachować ostrożność.
– Ja zawsze jestem ostrożna – powiedziała Elayne z roztargnieniem. – A zatem w jaki sposób przepędzimy Trolloki z Caemlyn?
– Możemy na przykład ukryć duży oddział w Lesie Braem, to tutaj, prawie pięćdziesiąt lig na północ od miasta. – Bryne pokazał na mapie. – Jeżeli mniejsza grupa żołnierzy podejdzie w charakterze przynęty do bram i wywabi Trolloki, które będą ich ścigały do Lasu, wciągając tym samym w pułapkę… Zawsze się bałem, że jakaś armia najeźdźców wykorzysta ten Las jako bazę do ataku na miasto. Nigdy nie myślałem, że sam będę rozważał taki manewr.
– Interesujące – stwierdził Agelmar, przyglądając się uważnie mapie okolic Caemlyn. – Wydaje się, że to dobry pomysł.
– Tylko co z Kandorem? – spytał Bashere. – Książę ma rację, tego kraju nie da się uratować, ale z drugiej strony nie możemy pozwolić, by hordy Trolloków zalewały stamtąd inne państwa.
Ituralde podrapał się po brodzie.
– To będzie trudna przeprawa. Trzy armie Trolloków. W dodatku trzeba podzielić siły, żeby każdą pokonać z osobna. Tak, w coraz większym stopniu dociera do mnie, że właściwie to możemy zająć się poważnie tylko jedną z nich, a pozostałe dwie spowalniać bojem w odwrocie.
– Armia Cienia w Caemlyn jest prawdopodobnie najmniejsza – zauważył Agelmar – jako że jej transport ograniczały rozmiary Portalu.
– Tak – zgodził się Bashere. – Największe szanse na prędkie zwycięstwo mamy właśnie w Caemlyn. Powinniśmy uderzyć tu z jak największym rozmachem, rzucając do ataku najliczebniejsze z naszych wojsk. Jeśli uda się nam wygrać w Andorze, to wówczas ograniczymy liczbę frontów, co będzie dla nas nad wyraz korzystne.
– Zgadzam się – powiedziała Elayne. – Wzmocnimy Lana, ale przekażemy mu, że jego zadaniem jest wyłącznie utrzymać się jak najdłużej. Drugi oddział wojska umieścimy na granicy z Kandorem, by tam również spowolnić ofensywę Trolloków, a może nawet zmusić je do powolnego wycofywania się, w zależności od warunków. I tak oto utrzymując oba te fronty, będziemy mogli skupić naszą właściwą uwagę i naszą największą armię na złamaniu Trolloków w Caemlyn.
– Niech tak będzie – powiedział Agelmar. – To mi się podoba. Tylko które oddziały umieścimy w Kandorze? Jaka armia spowolni Trolloki, ale nie będzie wymagała dużego zaangażowania liczebnego?
– Biała Wieża? – podsunęła Elayne. – Jeśli poślemy Aes Sedai do Kandoru, to pewnie zatrzymają przemarsz Trolloków przez granicę. Dzięki temu cała reszta nas będzie mogła skupić się na Caemlyn.
– Tak. To dobry pomysł – orzekł Bryne.
– A co z czwartym frontem? – spytał Ituralde. – Co z Shayol Ghul? Czy ktoś wie, co Lord Smok tam planuje?
Nikt się nie odezwał.
– Aielowie wypełnią jego rozkazy – rzekła Amys, ukryta za grupą wodzów klanów. – Nami nie musicie się przejmować. Sporządźcie plany swoich bitew, a my sporządzimy swoje.
– Nie – zaprotestowała Elayne.
– Elayne? – odezwała się Aviendha. – My…
– To jest dokładnie to, czego Rand życzyłby sobie uniknąć – rzekła z naciskiem Elayne. – Aielowie będą z nami współpracowali. Bitwa o Shayol Ghul może się okazać najważniejsza z wszystkich. Nie zgodzę się, by jedno z ugrupowań postanowiło trzymać się na uboczu i walczyć w pojedynkę. Przyjmiecie od nas pomoc.
„I nasze wskazania” – dodała w duchu. Aielowie byli znakomitymi wojownikami, ale pewnych rzeczy nigdy nie powiedzieliby na głos. Na przykład tego, jak użyteczna potrafi być kawaleria.
Aielom najwyraźniej nie spodobała się perspektywa służby pod dowództwem mieszkańców mokradeł, bo nie dość, że patrzyli zmrużonymi oczyma, to wręcz sprawiali wrażenie rozdrażnionych.
– Aielowie są znakomitym wojskiem nieregularnym – stwierdził Bryne, spoglądając na nich. – Stawałem przeciwko wam na Krwawym Śniegu i wiem, jacy potraficie być groźni. Jeśli jednak Lord Smok zaatakuje Shayol Ghul, waszym zadaniem najprawdopodobniej będzie opanowanie doliny, a i potem utrzymanie jej dostatecznie długo, by on zdołał stoczyć bój z Czarnym. Nie wiem, ile czasu to zajmie, ale być może wiele godzin. Albo i dni. Powiedzcie mi, czy kiedykolwiek musieliście się okopywać i toczyć długą, defensywną kampanię?
– Zrobimy, co będzie trzeba zrobić – oświadczył Rhuarc.
– Rhuarc – powiedziała Elayne. – Ty sam nalegałeś, że trzeba podpisać Pokój Smoka. Ty sam nalegałeś, że chcesz wejść w skład koalicji sprzymierzonych. Oczekuję, że dotrzymasz słowa. Będziecie robili, co się wam każe.
Pytania Bryne’a i Ituralde’a zasiały wśród nich wzburzenie, dopiero proste rozkazy przywołały ich do porządku. Rhuarc przytaknął.
– Oczywiście – powiedział. – Mam toh.
– A zatem wypełnij go, okazując posłuch – odparła Elayne. – I powiedz wreszcie, o co wam chodzi. Jeśli mamy walczyć na czterech frontach równocześnie, to musimy wszystko jak najbardziej precyzyjnie skoordynować. – Popatrzyła na zgromadzonych generałów. – Nachodzi mnie taka myśclass="underline" mamy cztery fronty i czterech wielkich komendantów…
Bashere przytaknął.
– To nie jest zbieg okoliczności.
– Cóż, może jednak…
– Nie ma czegoś takiego jak zbiegi okoliczności, Wasza Wysokość – rzekł Bashere. – Jeżeli czegoś się nauczyłem podczas podróżowania z Lordem Smokiem, to właśnie tego. Jest nas czterech i są cztery bitwy do stoczenia. Każdy z nas weźmie na siebie jedną z nich, a królowa Elayne będzie koordynowała nasze działania i dowodziła wysiłkiem wojennym jako całością.
– Pojadę do Malkierczyków – obiecał Agelmar. – Większość żołnierzy z Ziem Granicznych walczy tam teraz.
– A co z Kandorem? – spytała Elayne.
– Jeżeli mają tam walczyć Aes Sedai – odparł Bryne – to ja też. Moje miejsce jest przy Białej Wieży.
„On nie chce walczyć w Andorze” – pomyślała Elayne. – „Nie chce walczyć u mego boku. Chce ostatecznie zerwać wszystkie więzi”.
– Kto w takim razie uda się ze mną do Andoru?
– Ja pojadę – zaoferował Bashere.
– W takim razie ja udam się do Shayol Ghul – odezwał się Ituralde. – Będę walczył razem z Aielami. Prawdę rzekłszy, nigdy nie myślałem, że nastanie kiedyś taki dzień.
– Dobrze – powiedziała Elayne, przysuwając sobie krzesło. – W takim razie idźmy na całość i bierzmy się za szczegóły. Musimy znaleźć dla mnie jakieś dogodnie położone miejsce, z którego będę mogła działać, bo Caemlyn wszakże jest stracone. Na razie wykorzystam Merrilor. Zajmuje centralne miejsce na mapach i jest tam mnóstwo miejsca do przemieszczania wojsk i zapasów. Perrin, czy sądzisz, że mógłbyś zająć się logistyką tego obozowiska? Czyli wytyczeniem terenu do Podróżowania i wykorzystaniem przenoszących do porozumiewania się i transportu zapasów?