Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 296
Перейти на страницу:

– Słów, które mi się spodobają czy nie bardzo? – zapytał.

– Podejrzewam, że nie bardzo. Powiedz mi, dlaczego chcesz osobiście dowodzić połączonymi armiami? Przecież czeka cię podróż do Shayol Ghul, skąd zapewne nadzwyczaj trudno będzie ci nawiązać kontakt ze swoimi podkomendnymi.

– Ktoś musi dowodzić, Moiraine.

– W tej kwestii masz moją pełną zgodę.

Rand znowu założył ramiona za plecami, w jego zapachu pojawiły się nuty zakłopotania.

– Wziąłem na siebie odpowiedzialność za tych ludzi, Moiraine. Muszę o nich zadbać, muszę w największym stopniu ograniczyć okrucieństwa, jakie będą nieuniknionym skutkiem tej bitwy.

– Obawiam się, że to dosyć kiepska motywacja dla naczelnego wodza – odrzekła Moiraine. – Nie walczy się po to, żeby ocalić życie swoich ludzi. Walczy się po to, żeby wygrać. Nie musisz być naczelnym wodzem. Nie powinieneś.

– Nie dopuszczę do tego, aby ta bitwa zamieniała się w bezsensowny rozlew krwi, Moiraine – dowodził. – Gdybyś tylko mogła doświadczyć wszystkich pomyłek, jakie popełniliśmy ostatnim razem, zamieszania, które powstaje, gdy każdemu wydaje się, że to on panuje nad sytuacją. Każda bitwa to chaos, mimo to potrzebny jest jeden naczelny wódz, który będzie wydawał rozkazy, który narzuci jej jakiś generalny ład.

– A co z Białą Wieżą? – wtrąciła się Romanda, podchodząc bliżej, a właściwie przepychając się przez tłumek otaczający Egwene. – To my dysponujemy możliwościami skutecznego transportu między liniami frontowymi, my potrafimy zachować jasność myślenia w chwilach, gdy inni tracą głowę, a poza tym ufają nam wszystkie narody.

Na te ostatnie słowa Darlin zareagował uniesieniem brwi.

– Biała Wieża zaiste wydaje się stanowić właściwy wybór w tej sytuacji, Lordzie Smoku – dodała Tenobia.

– Nie – uciął Rand. – Amyrlin jest mistrzynią licznych i rozmaitych sztuk, ale sztuka wojenna do nich nie należy. Moim zdaniem nie byłby to właściwy wybór.

Egwene, co dziwne, nie zareagowała na to stwierdzenie. Perrin przyglądał się jej przez chwilę. Wcześniej sądził, że skwapliwie rzuci się na szansę zostania naczelnym dowódcą wojsk.

– Powinien to być ktoś z nas – rzekł Darlin. – Jeden z tych, którzy będą walczyć.

– Tak mi się też wydaje – zgodził się Rand. – Jeżeli dowódca zostanie wyłoniony, ustąpię mu miejsca. Jednak moje pozostałe wymogi nie podlegają negocjacjom.

– Czyli dalej chcesz zerwać pieczęcie? – zapytała Egwene.

– Nie przejmuj się, Egwene – uspokoiła ją Moiraine, uśmiechając się. – On nie zerwie pieczęci.

Twarz Randa pociemniała.

Usta Egwene wygiął lekki uśmiech.

– Ty to zrobisz – dodała Moiraine, zwracając się prosto do niej.

– Co? Oczywiście, że tego nie zrobię!

– Ty jesteś Strażniczką Pieczęci, Matko – ciągnęła dalej Moiraine. – Czy nie słuchałaś tego, com kiedyś mówiła? To się musi wydarzyć.

Na twarzy Egwene odbiła się przepełniająca ją konsternacja.

– Widziałaś to już, nieprawdaż? Wiesz? – szepnęła Moiraine. – O czym śniłaś, Matko?

Egwene przez dłuższą chwilę milczała.

– Co zobaczyłaś we śnie? – naciskała Moiraine, dając krok w jej stronę.

– Trzeszczało mu pod stopami… – odrzekła Egwene, patrząc Moiraine prosto w oczy. – Rand szedł naprzód, a pod stopami trzeszczały mu skorupy więzienia Czarnego. W innym śnie widziałam, jak je kruszy, aby otworzyć. Ale nigdy nie widziałam, żeby to się faktycznie stało, Moiraine.

– Ale skorupy widziałaś, Matko – stwierdziła Moiraine. – Pieczęcie zostały skruszone.

– Sny mogą być przedmiotem rozmaitych interpretacji.

– Ten akurat nie pozostawia większych wątpliwości. Pieczęcie muszą zostać zerwane, a równocześnie pozostają w twojej gestii. Skruszysz je, kiedy nadejdzie czas. Rand, Lordzie Smoku Odrodzony, czas nadszedł, aby jej je przekazać.

– Nie podoba mi się to, Moiraine – powiedział.

– Wobec tego musimy uznać, że niewiele się zmieniło, co? – rzuciła niefrasobliwie. – Mniemam, że nierzadko opierałeś się przed zrobieniem tego, co zrobić musiałeś. Zwłaszcza gdy to ja wskazywałam ci na konieczność określonych działań.

Przez chwilę trawił jej słowa, potem roześmiał się w głos i sięgnął do kieszeni kaftana. Wydobył z niej trzy cuendillary w kształcie krążków, przeciętych przez środek wężową linią. Położył je na stole.

– Skąd ona będzie wiedzieć, że czas nadszedł?

– Będzie – zapewniła go Moiraine.

Perrin czuł bijącą w jego nozdrza woń poważnych wątpliwości targających Egwene i nie mógł jej za nie winić. Moiraine zawsze wierzyła niezachwianie w konieczność postępowania zgodnego ze splotami Wzoru i ustępowania przed dyktatem obrotów Koła. Perrin miał inny pogląd na te sprawy. Sądził, że każdy sam jest kowalem swego losu, ufał swoim rękom, że wykonają, co trzeba. Wzór w jego opinii nie był czymś, na czym można polegać.

Egwene jednak była Aes Sedai. Więc z pozoru powinna widzieć rzeczy w taki sam sposób jak Moiraine. A może po prostu gotowa była się zgodzić na wszystko, żeby tylko dostać pieczęcie w swoje ręce?

– Zerwę je, kiedy uznam, że musi to zostać zrobione – oświadczyła, biorąc pieczęcie do ręki.

– Wobec tego mam twoją zgodę na traktat? – Wśród protestów urzędników uskarżających się na pośpiech, w jakim muszą pracować, Rand wyrwał im spod ręki dokument. Oryginalny zwój opatrzony był licznymi przypisami na pustej wcześniej, tylnej stronie. Jeden z urzędników krzyknął cicho, sięgając rozpaczliwie po naczynie z piaskiem, ale Rand zrobił coś Jedyną Mocą i atrament wysechł natychmiast. Następnie podsunął dokument Egwene.

– Masz – powiedziała, wyciągając rękę po pióro. Najpierw jednak uważnie przeczytała tekst klauzul, a reszta sióstr zaglądała jej przez ramię. Po kolei kiwały głowami.

Egwene złożyła swój podpis.

– Teraz pozostali – powiedział Rand, wodząc wzrokiem po zgromadzonych, żeby ocenić ich reakcje.

– Światłości, ależ bystry się zrobił – szepnęła Faile do ucha Perrina.

– Co? – zapytał Perrin, drapiąc się po brodzie.

– Zebrał tu wszystkich, na których poparcie mógł liczyć – wyjaśniła mu szeptem. – Pograniczników, którzy podpiszą wszystko, byle tylko zdobyć pomoc dla rodzinnych krain. Arad Doman, któremu ostatnio udzielił wsparcia. Aielów… choć, cóż, któż może wiedzieć, jak właściwie postąpią Aielowie? Niemniej, taki był pomysł. A potem przeprowadził całą rzecz w taki sposób, żeby opozycja skupiła się wokół Egwene. To autentycznie genialne posunięcie, Perrin. W ten sposób, żeby przeciągnąć opozycję na swoją stronę, musiał przekonać tylko ją. A kiedy już to się stało, reszta nie może trwać przy swoim, bo wyjdzie na głupców.

I faktycznie, kiedy władcy po kolei podchodzili, żeby złożyć podpisy pod dokumentem – Berelain uczyniła to jako pierwsza i najbardziej skwapliwie ze wszystkich – niedawni poplecznicy Egwene zaczęli nerwowo przestępować z nogi na nogę. W końcu do stołu podszedł i Darlin. Wziął pióro do ręki. Wahał się przez moment, w końcu podpisał.

Za jego przykładem poszedł Gregorin. Potem Pogranicznicy, po kolei, za nimi król Arad Doman. Nawet Roedran, który wciąż zdawał się uważać całe to spotkanie za nadaremny wysiłek, podpisał. Perrin zdziwił się lekko.

– On robi wokół siebie dużo szumu – wyjaśnił tyleż Faile, co samemu sobie – ale wie, że to dobre dla jego królestwa.

– Tak – zgodziła się. – Zachowuje się jak fanfaron, ale po części dlatego tylko, żeby wyprowadzić innych z równowagi, żeby go nie doceniali. Traktat precyzuje i utrwala istniejące granice państw – mówiła dalej. – To ogromna okazja dla kogoś, kto przede wszystkim musi ugruntować swoją władzę. Ale…

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)