Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Obłęd – mruknął Rand, kręcąc głową. – W porządku. Uwzględnię was w traktacie.
Aviendha zdawała się usatysfakcjonowana, jednak Perrin jakoś nie potrafił się uspokoić. Nie rozumiał Aielów… Światłości, nie rozumiał nawet Gaula, który był z nim od tak dawna. Niemniej zorientował się, że Aielowie nie lubią bezczynności. Nawet wypoczywając, pozostawali czujni, a kiedy inni mężczyźni grali lub uprawiali hazard, Aielowie często w ciszy zajmowali się czymś pożytecznym.
– Rand – powiedział Perrin cicho, podchodząc i chwytając go za ramię. – Mogę na chwilę?
Rand zawahał się, a potem skinął głową i wykonał zręczny gest ręką.
– Postawiłem zabezpieczenia, nikt nas nie podsłucha. O co chodzi?
– Cóż, właśnie zdałem sobie z tego sprawę. Aielowie są niczym narzędzia.
– Dobra…
– A nieużywane narzędzia rdzewieją – wyjaśnił Perrin.
– I stąd właśnie ta nieustająca wojna między nimi – zrozumiał Rand, rozcierając skronie. – Aby nie zatracić swych umiejętności. I dlatego też wyjąłem ich spod postanowień traktatu. Światłości, Perrin! Coraz mocniej jestem przekonany, że nie unikniemy katastrofy. Jeżeli uwzględnię ich w dokumencie…
– Wydaje mi się, że nie masz wyboru – wszedł mu w słowo Perrin. – Jeżeli traktat będzie ignorował Aielów, pozostali na pewno go nie podpiszą.
– I tak nie wiadomo, czy podpiszą – zasępił się Rand. Spojrzał tęsknym wzrokiem na zwój leżący na stole. – To był taki piękny sen, Perrin. Sen o dobrej ludzkości. Wydawało mi się, że mam ich w garści. Do chwili, gdy Egwene przejrzała mój blef, myślałem, że ich mam.
Dobrze, że nikt poza Perrinem nie mógł wywąchać emocji przepełniających Randa, w przeciwnym razie od razu by wiedzieli, że nigdy nie uchyliłby się przed swoim losem. Na twarzy przyjaciela nie dostrzegał nawet śladu prawdziwych uczuć, wiedział jednak, że w głębi ducha jest nerwowy niczym chłopak podczas swych pierwszych postrzyżyn.
– Rand, jeszcze tego nie widzisz? – zapytał Perrin. – To jest rozwiązanie.
Rand spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi.
– Aielowie – z naciskiem powiedział Perrin. – Narzędzie, które musi być używane. Traktat, który będzie potrzebował egzekucji.
Rand przez moment patrzył, nie rozumiejąc, a potem uśmiechnął się szeroko.
– Perrin, jesteś geniuszem.
– Póki w grę wchodzi kowalstwo, to znam się na tym i owym.
– Ale tu… tu w grę nie wchodzi kowalstwo, Perrin…
– Oczywiście, że tak – rzucił Perrin. Jak Rand mógł tego nie widzieć?
Rand odwrócił się od niego, a Perrin uznał, że równocześnie rozplótł też zabezpieczenia przed podsłuchem. Następnie podszedł do stołu, na którym spoczywał traktat, podniósł zwój i machnął nim w kierunku jednego ze swych urzędników, którzy trzymali się z tyłu, pod ścianami namiotu.
– Chcę, żeby dołączono do niego dwie klauzule. W pierwszym ma się znaleźć warunek stwierdzający nieważność traktatu w przypadku niepodpisania go przez Córkę Dziewięciu Księżyców albo Imperatorową Seanchan. W drugim… Aielowie, to znaczy wszystkie klany prócz Shaido, którym zostanie powierzona rola zbrojnych gwarantów pokoju i mediatorów w sporach między narodami. Każdy naród będzie mógł wezwać ich na pomoc, jeżeli poczuje się zagrożony napaścią lub zostanie napadnięty, a Aielowie zdecydują o należnej ze strony agresora kompensacie. Zostanie przyznane im prawo ścigania przestępców ponad granicami państwowymi. Będą wprawdzie podlegać prawom krajów, w których będą rezydować, ale nie będą poddanymi ich władców.
Odwrócił się ku Elayne.
– Masz swoje mechanizmy egzekucyjne traktatu, Elayne, i sposób na rozładowanie jątrzących się urazów.
– Aielowie? – zapytała, w jej głosie pobrzmiewały wątpliwości.
– Gotów byłbyś na to przystać, Rhuarc? – zwrócił się Rand do wodza klanu. – Bael, Jheran, wszyscy pozostali, co wy na to? Twierdzicie, że odbieram wam zasadę waszego życia, Perrin zaś widzi w was narzędzie, które domaga się używania. Weźmiecie na swoje barki ten obowiązek? Uchronienia świata przed wojną, karania tych, którzy czynią źle i współpracy z władcami narodów w dziele sprawiedliwości?
– Sprawiedliwości w naszym rozumieniu słowa – wtrącił Rhuarc – czy ich?
– Będzie to musiała być sprawiedliwość w rozumieniu Aielów – zapewnił go Rand. – Jeżeli zostaniecie wezwani, domniemanie będzie takie, że wzywający otrzyma waszą sprawiedliwość. Nie chodzi o to, żeby Aielowie stali się pionkami w rękach władców. Tylko dzięki zapewnieniu wam suwerenności w waszym dziele będzie ono skuteczne.
Gregorin i Darlin jak na komendę otworzyli usta, żeby coś powiedzieć, ale Rand uciszył ich jednym spojrzeniem. Perrin stał z ramionami zaplecionymi na piersiach i w pewnym momencie przyłapał się na tym, że kiwa głową. Protesty zgromadzonych stały się jakby słabsze niż wcześniej. Czuł docierającą od wielu woń namysłu.
„Wydaje się im, że właśnie zwietrzyli szansę” – zrozumiał. – „Aielów uważają za dzikusów, którymi łatwo będzie manipulować, gdy Rand zniknie ze sceny”. Uśmiechnął się, wyobrażając sobie srogi zawód, jaki przeżyją ci, który obiorą tę metodę postępowania.
– Dość nieoczekiwanie to na nas spadło – zauważył Rhuarc.
– Witajcie na przyjęciu – dodała Elayne, wciąż mierząc Randa wzrokiem ostrym jak sztylet. – Musicie spróbować znakomitej zupy. – Dziwne, ale pachniała równocześnie dumą. Osobliwa kobieta.
– Jednak ostrzegam cię, Rhuarc – kontynuował Rand. – Będziecie musieli zmienić wasze obyczaje. Przede wszystkim, w tych kwestiach nie obejdzie się bez wspólnego działania. Mądre i wodzowie stworzą rady, aby razem podejmować decyzje. Żaden klan nie będzie mógł iść do walki bez zgody innych klanów ani walczyć po stronie przeciwnej niż pozostałe.
– Naradzimy się nad tym – obiecał Rhuarc, kiwając głową ku pozostałym wodzom klanów. – Będzie to oznaczało koniec Aielów.
– A równocześnie nowy początek – dodał Rand.
Wodzowie i Mądre zebrali się na uboczu i rozpętała się debata prowadzona przyciszonymi głosami. Aviendha zwlekała, być może dlatego, że Rand patrzył w pustkę ponad głowami zgromadzonych, wyraźnie strapiony. Perrin słyszał, jak szepce, ale tak cicho, że nawet jego czułe uszy nie potrafiły wyłowić wszystkich słów.
– …teraz śnisz… kiedy obudzisz się z tego życia, nas już nie będzie…
Urzędnicy Randa podeszli szybko, żeby zacząć pracę nad klauzulami traktatu; biła od nich woń gorączkowej aktywności. A Cadsuane przyglądała się rozgrywającym wydarzeniom ze srogim wyrazem twarzy.
Niemniej pachniała autentyczną dumą.
– Dodajcie następującą klauzulę – mówił Rand. – Aielowie mogą wezwać inne narody do udzielenia im wsparcia podczas egzekucji postanowień traktatu, jeżeli uznają, że ich siły są niewystarczające. Skonstruujcie formalne drogi proceduralne, którymi narody mogą się zwracać do Aielów o stosowną kompensatę naruszonych postanowień traktatu lub o pozwolenie na zaatakowanie wroga.
Urzędnicy skinęli głowami i zdwoili swe wysiłki.
– Zachowujesz się tak, jakby sprawa była już przesądzona – powiedziała Egwene, nie odrywając oczu od Randa.
– Och, do tego jeszcze długa droga – stwierdziła Moiraine. – Rand, mam ci do przekazania parę słów.