Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 296
Перейти на страницу:

– Aes Sedai – odezwał się Darlin – wybacz mi, ale to dość złowieszcze słowa.

– Przynajmniej wynika z nich, że zbawienie nastąpi – replikowała Moiraine. – Chciałabym, żebyś powiedział mi jedno, Wasza Wysokość. Proroctwo głosi, że będziecie lać łzy rzęsiste. Czy powodem waszego płaczu będzie to, że cenę za wasze zbawienie spłacicie w bólu i zgryzocie? Czy przeciwnie: będziecie płakać, czekając zbawienia? Płakać za człowiekiem, który za was będzie cierpiał? Za jedynym, o którym z całą pewnością wiemy, że nie uchyli się przed walką?

Odwróciła się do Randa.

– Wymogi traktatu są niesprawiedliwe – upierał się Gregorin. – Narzucają nam nienaruszalność istniejących granic!

– „Zabije swoich ludzi mieczem pokoju i zniszczy ich za pomocą liścia”.

„Cykl Karaethoński. Znam te słowa”.

– Pieczęcie, Moiraine – wtrąciła Egwene. – On chce je zerwać. Sprzeciwiając się autorytetowi Zasiadającej na Tronie Amyrlin.

Moiraine bynajmniej nie była zaskoczona tym, co usłyszała. Perrin podejrzewał, że zanim weszła do namiotu, przysłuchiwała się toczącym w nim dyskusjom. To było do niej podobne.

– Och, Egwene – odparła Moiraine. – Zapomniałaś już? „Niepokalana Wieża kruszy się i ugina kolana przed zapomnianym znakiem…”

Egwene zarumieniła się.

– „Ani w nas zdrowia nie znajdziesz, ani plonu udanego nie zbierzesz” – cytowała Moiraine – „ziemia jest bowiem jedną ze Smokiem Odrodzonym, a on jest jednym z ziemią. On to, ta dusza z ognia, to serce z kamienia”.

Popatrzyła na Gregorina.

– „Dumą powodowany podbojów dokonuje i dumnych do uległości zmusza”.

Potem na Pograniczników.

– „On to rozkazuje górom na klęczki padać….”

Na Lud Morza.

– „…morzom z drogi ustępować”.

I na Perrina, a później na Berelain.

– „…niebiosom zaś samym pokłony mu bić”.

Wreszcie na Darlina.

– „Módlcie się wszak, aby to serce z kamienia zapamiętało łzy…”

I na koniec na Elayne.

– „…a ta dusza z ognia, miłość”. Nie możecie z tym walczyć. Żadne z was. Przykro mi. Wydaje się wam, że on sam to wszystko wymyślił? – Uniosła dokument do góry. – Wzór jest równowagą. Nie jest dobry ani zły, mądry ani głupi. Dla Wzoru te wszystkie rzeczy nie mają znaczenia, a jednak odnajdzie równowagę między nimi. Ostatni Wiek skończył się Pęknięciem, tak więc następny zacznie się pokojem, nawet jeśli musiałby go wam przemocą wlać do gardeł, jak niesmaczne lekarstwo wlewa się rozwrzeszczanym dzieciom.

– Mogę przemówić? – Aes Sedai w brązowym szalu wystąpiła naprzód.

– Możesz – zgodził się Rand.

– To jest nadzwyczaj mądry dokument, Lordzie Smoku – oznajmiła Brązowa siostra. Była dość przysadzista i wyrażała się bez zastrzeżeń oraz niuansów, co zazwyczaj stanowiło manierę Brązowych. – Ale dostrzegam w nim pewną wadę. Póki Seanchanie nie podpiszą traktatu, będzie on całkowicie pozbawiony umocowania. Nie ma mowy o pokoju, póki nie skończy się rekonkwista Seanchan.

– Zaiste to istotny problem – powiedziała Elayne. – Ale bynajmniej nie jedyny. Rand, rozumiem, co próbujesz osiągnąć i kocham cię za to. Co nie zmienia faktu, że traktat ten jest z gruntu jałowy. Żeby traktat pokojowy był skuteczny, podpisujące go strony muszą pragnąć pokoju dla korzyści, jakie przynosi. Nie definiuje żadnych dróg rozwiązywania sporów. A sporne kwestie pojawią się, co do tego nie ma wątpliwości.

– Każdy tego rodzaju dokument musi zawierać tego rodzaju przepisy, trzeba określić kary za złamanie postanowień traktatu… kary inne niż natychmiastowa wspólna interwencja zbrojna wszystkich pozostałych krajów. Bez rozwiązania tych kwestii dojdzie do tego, że drobne urazy będą się jątrzyć przez lata, aż w końcu eksplodują wojną totalną.

– W stanie obecnym traktat wymaga od wszystkich narodów militarnej agresji przeciwko pierwszemu, który go złamie. Ale nie zakazuje im powołania marionetkowego reżimu w pokonanym królestwie czy też w dowolnym innym kraju. Obawiam się, że z czasem postanowienia traktatu staną się martwym prawem: cóż komu z ochrony, którą ma tylko na papierze? Przewidywalnym skutkiem takiej sytuacji jest wojna. Totalna, wszechogarniająca wojna. Będziesz miał pokój przez czas jakiś, przynajmniej do czasu, póki nie wymrą ci, co cię czczą. Ale każdy rok pokoju będzie okupiony dodatkową grozą wojny, która nadejdzie, gdy rozpadnie się stworzony przez ciebie ład.

Rand stuknął parę razy palcem w dokument.

– Zawrę pokój z Seanchanami. Dodamy klauzulę do traktatu. Jeżeli ich władczyni go nie podpisze, wówczas skutkować to będzie nieważnością całego traktatu. Zgadzacie się na to?

– Jest to jakieś rozwiązanie, ale usuwa ono tylko mniejszy problem – cicho stwierdziła Elayne. – Poważniejszy pozostaje, Rand.

– Jest jeszcze bardziej poważna kwestia – odezwał się czyjś głos.

Perrin odwrócił się, zaskoczony. Aviendha? Ani ona, ani pozostali Aielowie dotąd nie brali udziału w dyskusji. Tylko się przysłuchiwali. Perrin zdążył już prawie zapomnieć, że w ogóle są pod namiotem.

– I ty też? – zapytał Rand. – Przyszłaś, żeby przespacerować się po ruinach moich marzeń, Aviendha?

– Nie zachowuj się jak dziecko, Randzie al’Thor – powiedziała tamta, podchodząc i wzorem Randa opierając palec na dokumencie. – Masz wobec mnie toh.

– Traktat o was nie wspomina – protestował Rand – ponieważ mam do ciebie zaufanie, jako też do wszystkich Aielów.

– Traktat nie wspomina o Aielach? – zdziwił się Easar. – Światłości, jak mogliśmy na to nie zwrócić uwagi!

– To jest obraza – rzekła Aviendha.

Perrin zmarszczył brwi. Aviendha rozsiewała wokół siebie woń znamionującą pełną powagę. Po każdym innym Aielu można by się spodziewać, że zaraz naciągnie zasłonę na twarz i uniesie włócznię.

– Aviendha – zaczął pojednawczo Rand, uśmiechając się. – Wszyscy pozostali chcą mnie powiesić za to, że zostali uwzględnieni w traktacie, ty jesteś zła, że was pominięto?

– Domagam się przysługi, którą mi obiecałeś – oświadczyła. – Oto ona. Masz znaleźć miejsce dla Aielów w swoim dokumencie, w tym „Pokoju Smoka”. W przeciwnym razie zostawimy cię.

– Nie mówisz przecież w imieniu wszystkich, Aviendha – mitygował ją Rand. – Nie możesz…

Wszystkie zgromadzone w namiocie Mądre podeszły i stanęły za plecami Aviendhy, zgrane niczym chór. Rand aż zamrugał.

– Aviendha piastuje nasz honor – rzekła Sorilea.

– Nie bądź głupi, Randzie al’Thor – dodała Melaine.

– To jest kobieca rzecz – uzupełniła Sarinde. – Nie będziemy zadowolone, póki nie potraktujesz nas na równi z mieszkańcami mokradeł.

– Czy uważasz, że ten traktat przerasta nasze możliwości? – zapytała Amys. – Chcesz nas obrazić, sugerując, że jesteśmy słabsi od reszty?

– Powariowałyście! – żachnął się Rand. – Zdajecie sobie sprawę, że podpisując go, wyrzekniecie się możliwości walki ze sobą?

– Walki się nie wyrzekniemy – replikowała Aviendha. – Tylko nieuzasadnionej walki.

– Wojna jest zasadą waszego życia – bronił się Rand.

– Jeżeli tak naprawdę sądzisz, Randzie al’Thor – usłyszał w odpowiedzi zimne słowa – to naprawdę na próżno cię uczyłam.

– Przemawia przez nią głos mądrości – rozległ się głos Rhuarca, który wystąpił przed tłum. – Naszym dotychczasowym życiem rządziła konieczność walki przy twoim boku na polach Ostatniej Bitwy… Życie nasze podporządkowaliśmy zasadzie każącej nam być silnymi, żeby przetrwać. Teraz potrzebna nam będzie jakaś inna zasada, inny cel. Dla ciebie, Randzie al’Thor, zrezygnowałem z wielu waśni krwi. Nie mam zamiaru na nowo ich wzniecać. Mam teraz przyjaciół i wolałbym nie musieć ich zabijać.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)