Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Jaxomie — zaczęta idąc w jego stronę, a na jej widok wzrosła natarczywość w jego lędźwiach — wolałabym, żebyś…
Uciszył jej na wpół żartobliwe besztanie pocałunkiem i poczuł, jak coś twardego przyłożyło mu w bok. Unieruchamiając ją przy sobie prawą ręką, lewą odszukał uwierającą go motykę. Wyrwał ją dziewczynie i odrzucił. Corana wywijała się, żeby się uwolnić, równie nie przygotowana na ten jego nastrój, jak on sam. Przytulił ją mocniej, usiłując powstrzymać wzrastające w nim napięcie, aż Corana będzie w stanie je odwzajemnić. Pachniała ziemią i własnym potem. Jej włosy, które zakrywały mu twarz, kiedy całował jej szyję i pierś, również pachniały ziemią i potem, a te zapachy jeszcze bardziej go podnieciły. Gdzieś w głębi jego świadomości zielona smoczyca wykrzykiwała swoje wyzwanie. Gdzieś blisko, bardzo blisko jego pragnienia, tkwiła ta wizja smoczych jeźdźców, czekających w jakiejś wewnętrznej sali, równie podnieconych jak on, czekających aż zieloną smoczycę złapie najszybszy, najmocniejszy i najsprytniejszy ze ścigających ją smoków. Ale to Coranę trzymał w ramionach, to Corana zaczynała odwzajemniać jego pragnienie. Leżeli na ciepłej ziemi, ta wilgotna ziemia, którą właśnie skopała, miękko układała się pod ich łokciami i kolanami. Słońce grzało go w pośladki, próbował wymazać sobie z pamięci tych smoczych jeźdźców niemal zataczających się w kierunku wewnętrznej sali i szydercze urąganie lecącej zielonej smoczycy. Nie opierał się przed kochając, znajomym kontaktem z Ruthem ani mu go nie odmawiał, kiedy orgazm wyzwalał z zamętu podniecenia jego ciało i umysł.
Jaxom nie mógł się zmusić, żeby następnego ranka udać się na ćwiczenia młodych jeźdźców. Lytol i Brand wyjechali wcześnie, udając się razem z wychowankami do odległego gospodarstwa, tak, że nikt nie zakwestionował jego obecności w twierdzy. Kiedy opuścił Warownię po południu, stanowczo skierował Rutha nad jezioro i szorował swojego smoka, aż Ruth potulnie zapytał, co się właściwie dzieje.
— Kocham cię. Jesteś mój. Kocham cię — powiedział Jaxom, pragnąc z całego serca, żeby z dawną pogodną pewnością mógł dodać, że zrobiłby wszystko na całym świecie dla swego przyjaciela. — Kocham cię! — powtórzył przez zaciśnięte zęby i zanurkował z grzbietu Rutha w lodowate wody jeziora tak głęboko, jak tylko potrafił.
Może ja jestem godny, powiedział Ruth, kiedy Jaxom walczył z ciśnieniem wody i brakiem powietrza w płucach.
Niewątpliwie może to stanowić jakąś rozrywkę, pomyślał Jakom wynurzając się na powierzchnię i gwałtownie łapiąc powietrze.
— W Południowej Ruatha jest gospodarstwo, gdzie tuczą się intrusie.
To by mi bardzo odpowiadało.
Jaxom szybko się osuszył, wciągnął ubranie i buty; dosiadając Rutha z roztargnieniem zarzucił sobie wilgotne prześcieradło kąpielowe na ramiona i skierował smoka w górę i pomiędzy do południowego gospodarstwa. Zdał sobie sprawę ze swego braku rozsądku, w momencie kiedy zabójczy chłód pomiędzy, jak gdyby wzmógł wilgoć wokół jego szyi. Bez wątpienia złapie rozpaczliwie nieprzyjemny katar przez taką głupotę.
Ruth jak zwykle uwinął się szybko z polowaniem. Jaszczurki ogniste, lokalne sądząc po kolorach pasków, przybyły chyba na zaproszenie białego smoka, żeby towarzyszyć mu przy uczcie. Jaxom przyglądał się, mając większą swobodę myślenia, kiedy Ruth całkowicie był pochłonięty polowaniem i jedzeniem. Nie był z siebie zadowolony. Czuł wielki niesmak do siebie i obrzydzenie, że w taki sposób wykorzystał Coranę. Stropiony był faktem, że wydawała się ona dorównywać mu w czymś, co jak sam musiał przyznać, było niepohamowaną żądzą. W jakiś sposób został zbrukany ich związek, będący niegdyś niewinną przyjemnością. Wcale nie był pewien, czy nadal chce być jej kochankiem, a to nastawienie obarczało go następnym poczuciem winy. Jeden tylko punkt można zapisać na jego korzyść, pomógł jej skończyć okopywanie, przerwane przez jego natręctwo. Dzięki temu nie będzie miała kłopotów z Fidellem przez to, że skraca sobie pracę. To młode zboże było ważne. Nie powinien brać Corany w taki sposób. Zrobienie czegoś takiego było niewybaczalne.
Jej to się bardzo podobano. Myśl Rutha dotknęła go tak niespodziewanie, że się raptownie wyprostował.
— A ty skąd o tym wiesz?
Kiedy jestem z Coraną, jej uczucia są również bardzo mocne i takie jak twoje. Więc ja też mogę odczuwać. Tylko w takim momencie. Inaczej jej nie słyszę. Zamiast żalu głos Rutha zabarwiała raczej akceptacja tego faktu. Prawie jak gdyby odczuwał ulgę, że kontakt był ograniczony.
Ruth mówiąc to człapał po polu w jego kierunku; załatwił się z dwoma tłustymi intrusiami i nie zostawił zbyt wiele jaszczurkom do obgryzania. Jaxom przyglądał się swojemu przyjacielowi, którego podobne do klejnotów oczy wirowały coraz wolniej, a czerwień głodu blednąc przechodziła w ciemny fiolet, a następnie w błękit zadowolenia.
— Czy podoba ci się to, co słyszysz? Kiedy my się kochamy? zapytał Jaxom, raptownie postanawiając wydobyć na światło dzienne swoje troski.
Tak. To tak bardzo przyjemnie dla ciebie. To jest dobre dla ciebie. Podoba mi się to, że to jest dobre dla ciebie.
Jaxom skoczył na równe nogi, trawiony frustracją i poczuciem winy.
— Ale czy ty sam nie chcesz tego robić? Dlaczego ty zawsze martwisz się o mnie? Dlaczego nie ruszyłeś się, żeby dopaść w locie tę zieloną smoczycę?
Czemu cię to martwi? Po co miałbym latać za tą zieloną smoczycą?
— Bo jesteś smokiem.
Jestem białym smokiem. To błękitne i brunatne, i czasami jakiś spiżowy latają za zielonymi.
— Ale ty mogłeś ją dogonić. Mogłeś ją dogonić, Ruth!
Ale nie życzyłem sobie. Znowu jesteś zdenerwowany. Ja cię zdenerwowałem. Ruth wyciągnął szyję, delikatnie dotknął nosem twarzy Jaxoma na przeprosiny.
Jaxom zarzucił ramiona na kark Rutha, wtulając czoło w gładką, korzennie pachnącą skórę, koncentrując się na tym, jak bardzo kocha swojego Rutha, swojego najbardziej niezwykłego Rutha, jedynego białego smoka na całym Pernie.
Tak, ja jestem jedynym białym smokiem, jaki kiedykolwiek istniał na Pernie, powiedział Ruth zachęcająco, przesuwając się tak, żeby mógł przygarnąć Jaxoma bliżej w zakole swojej przedniej łapy. Ja jestem białym smokiem. Ty jesteś moim jeźdźcem. My jesteśmy razem.
— Tak — powiedział Jaxom, ze znużeniem przyznając się do przegranej — jesteśmy razem.
Jaxoma przeszedł dreszcz i kichnął. Na Skorupy, jeżeli ktoś w Warowni usłyszy, że kicha, będą mu groziły te obrzydliwe lekarstwa, które Deelan wszystkim wpychała. Zapiął kurtkę, owinął sobie suche już teraz prześcieradło kąpielowe wokół szyi i piersi i dosiadając Rutha zaproponował, żeby wracali jak najszybciej do Warowni.
Udało mu się uniknąć zażywania lekarstw, tylko dlatego, że nie wchodził Deelan w drogę, trzymając się swojej własnej kwatery. Oznajmił, że zajęty jest pracą dla Robintona i nie chce jej przerywać na wieczorny posiłek. Miał nadzieję, że kichanie przejdzie mu do wieczora. Lytol odwiedzi go na pewno, a to przypomniało Jaxomowi, że może mieć z nim kłopoty, jeżeli po całym popołudniu pracy nie będzie miał mu nic do pokazania. Właściwie to Jaxom już wcześniej chciał zanotować swoje spostrzeżenia na temat tej ślicznej zatoczki, ze stożkiem olbrzymiej góry tak schludnie sterczącym w samym środku jej łuku. Używając miękkiego patyczka grafitowego, wymyślonego przez Mistrza Bendarka do pisania na arkuszach papierowych, pogrążył się w pracy. Dużo łatwiej było pracować przy pomocy tych przyborów niż na stole piaskowym. Błędy jakie popełniał ponieważ okazało się, że zatoczkę pamięta nie tak całkiem dokładnie — mógł wymazywać globulką żywicy z miękkodrzewa, dopóki uważał, by nie zarysować zbyt mocno powierzchni arkusza.