Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 116
Перейти на страницу:

Wygramolił się z łóżka i podszedł do okna. Nisko w dole Roniah już się obudziło i zajęło swymi sprawami: ludzie szli spacerowym lub pośpiesznym krokiem, majestatyczni Tanowie jechali na chalikach w strojnych rzędach, a wszędzie kręcili się ramowie: zamiatali, pracowali w ogrodach, nosili i ciągnęli ładunki. Fantastyczne! … Hej, Aik. Gdzieś ty, bracie?

Pozdrowienie myślowe nadawane było początkowo z wahaniem i zniekształceniami, ale szybko nabrało pewności. Oczywiście Raimo. W miarę, jak podczas przyjęcia objawiały się nowe metafunkcje Aikena, nastawienie zgryźliwego leśnika zmieniało się coraz wyraźniej. Raimo przestał być zaczepny i stał się przyjacielski. Ano, ten umiał wyczuć, kto tu górą!

To ty, Ray? Nadajesz do mnie, Drwalu?

A któż, u diabla, inny? Hej, Aik, jeśli to jest sen, to mnie nie budź, .

Żaden sen. Autenticopatentico. I na bank, że przed nami słodkie życie. Hej! Co byś powiedział na mały wyskok i spacerek po mieście?

Zamknęli mnie, Aik.

Zapomniałeś, czegośmy się nauczyli na przyjęciu? Wstrzymaj się przez nanosekundę, aż się ubiorę i już lecę.

Aiken włożył swój złocisty ubiór, sprawdził, że nikt z Tanów go nie pilnuje i rzucił się z okna pokoju. Unosząc się w powietrzu nad pałacem jak wielki błyszczący owad, rzucił myślosondę lokacyjną w stronę rozpoznawalnego po zgryźliwości umysłu Raima, po czym spikował przez otwarte okno pokoju kumpla i wieciał do środka; kipiał ze szczęścia:

— A kuku!

— Do diabła, ty naprawdę wiesz, jak to się robi, co? — powiedział z zazdrością Raimo. — Wygląda na to, że ja umiem tylko przestawiać meble. — Na dowód zmusił do tańca łóżko, a stoły i krzesła do fruwania po pokoju.

— Każdy po swojemu, Rębaczu. Ty masz swoje zdolności, ja swoje. A wiesz, przecież mogłeś podkręcić mechanizm zamka i dać dyla.

— O cholera. Nie przyszło mi to do głowy.

Aiken wyszczerzył zęby.

— Od teraz będziesz musiał dużo myśleć, Ray. I ja także. Trochę niespodzianek zeszłej nocy, nie?

Były leśny człowiek zaśmiał się głośno. Wspólnie zaczęli się delektować powtarzaniem wydarzeń wieczoru; rechotali ze zmieszania Sukey i Elżbiety, które zgorszone opuściły nagle zebranie, gdy przyłączyli się do niego powracający uczestnicy Polowania. Biedne sztywniaczki! Bez poczucia humoru i prawdopodobnie kompletne frygidki. No i krzyż na drogę! Po ich odejściu przyjęcie pociągnęło się aż do świtu, z coraz lepszymi uciechami, którymi, dzięki wzmacnianiu przez srebrne obręcze, mogli się obaj delektować ile wlezie. Fajna, pierwszorzędna metapsychoferajna!

Aiken wskazał w stronę okna.

— W drogę. Popatrzymy sobie, jak tu żyje ludzka połowa. Ciekawi mnie, jak w układach Wygnania funkcjonują normale. Nie wysilał się na latanie, Ray. Potrafię utrzymać dwie osoby.

— Wykapują nas.

— Mam jeszcze jedną metafunkcję. Tę od złudzeń.

Spójrz no na to!

Złocisty człowieczek znikł z bezgłośnym pstryknięciem. Pasiasty motyl żeglarek wzbił się do góry i wylądował prosto na nosie Raima.

Rączki przy sobie, albo zmienię się w szerszenia rozległ się głos Aikena. Motyl znikł i znów przed Raimem stał żartowniś dotykając jednym palcem jego nosa.

— O kurza twarz, Aik! Ależ ty tego masz!

— Mowa, Rębaczu. Dawaj łapę. No jazda, nie wygłupiaj się. Start!

Dwa żółte motyle odfrunęły z dzielnicy Tanów i poleciały nad Roniah. Nurkowały nad warsztatami garncarzy, dachówkarzy, tkaczy, stolarzy, kowali, szkutników, płatnerzy, dmuchaczy szkła i rzeźbiarzy. Naprzykrzały się kamieniarzom, malarzom, koszykarzom i muzykom podczas próby; spijały nektar z jaśminów rosnących koło basenów pływackich, gdzie spacerowały i śmiały się kobiety w ciąży; przeleciały nad klasą szkolną na wolnym powietrzu, gdzie z tuzin smukłych jasnowłosych dzieci pokazywało ich w zdumieniu palcami, a zaniepokojony nauczyciel Tanu wystrzelił niebezpiecznym pytaniem w kierunku pałacu Bormola.

— Na przystań — wydał rozkaz Aiken.

Pofrunęli w stronę brzegu rzeki. Do nabrzeża prowadziły szerokie schody. Ramowiedokerzy rozładowywali barki, a pracujący tam jako robotnicy portowi ludzie, wielu z nich było obnażonych do pasa z powodu porannego upału, zajmowali się swoimi sprawami albo leniuchowali w cieniu, czekając, aż inni ukończą swoją pracę.

Dwa motyle wylądowały na szczycie grubego pachołka cumowniczego i zmieniły się na powrót w Aikena i Raima. Któryś z ludzi krzyknął. Mewy poderwały się z chodników i palowań i wrzeszczały na alarm. Aiken spokojnie odmaszerował w powietrzu ze słupa cumowniczego i zatrzymał się w malowniczej pozie. Raimo został na miejscu; mrugał w zdumieniu oczami. Krępy marynarz wybuchnął śmiechem i zawołał:

— Czy to nie Peter Pan we własnej osobie?! Ale tego tam partacza lepiej odeślij do remontu!

Odpoczywające leniuchy ryczały na całe gardło. Raimo wyciągnął ręce na boki. Na jego skośnookiej fińskiej twarzy o krzywym uśmiechu pojawił się wyraz niezwykłego skupienia. Natychmiast zleciał z góry tuzin mew, które obsiadły ręce Raima od nadgarstków po ramiona.

— Hej, Aik! Strzelnica! Strzelaj dwunastkę albo przegrałeś?

Unoszący się w powietrzu człowieczek wycelował z palca i zawołał:

— Paf! Pif-paf-pif-paf-paf! W stronę wyciągniętych na boki rąk Raima poleciały małe błyskawice. Otoczyła go chmura dymu i poszarpanych białych piór. Publiczność klaskała i gwizdała z zachwytu, a Raimo kichał.

— Brawo, malutki, brawo?

— A na bis — zawołał Aiken i wykonał kilka czarodziejskich gestów w stronę pachołka cumowniczego — pokażę wam… czary-mary!

Rozległ się głośny wybuch. Ciężkie bale pachołka rozsypały się. Raimo zawisł w powietrzu z zaskoczoną miną.

— I ładnie to tak?! — zawołał eksdrwal. Popłynął w powietrzu do chichoczącego Aikena, złapał go za naramienniki złotego ubrania i zaproponował:

— A może tak popływalibyśmy dla ochłody?

Dwie fruwające postacie zaczęły się mocować pikując tuż nad mętnożółtymi wodami Rodanu wśród zacumowanych galarów, barek i łodzi jak dwa rzucane wiatrem baloniki karnawałowe.

Dość tego!

Myślowy rozkaz Creyna uderzył w nich jak batem, przeniósł obu na nabrzeże i rzucił boleśnie na chodnik. Czterech służących z pałacu Bormola podeszło i twardo chwyciło jeszcze parskających niegodziwców. Był to oczywisty koniec zabawy, więc dokerzy i marynarze wrócili do swych zajęć.

— Nakładam mentalną blokadę waszych głównych funkcji metapsychicznych do chwili, aż poddacie się właściwemu treningowi w stolicy — oświadczył Creyn. — Koniec z tą dziecinadą.

Aiken pomachał ręką w stronę Elżbiety, Bryana i Sukey, których prowadzono po schodach na nabrzeże; niesiono też leżącego na noszach Steina.

— Ojej, Szefie, jakże inaczej moglibyśmy się dowiedzieć, co możemy? — powiedział Raimo.

— Lord Bormol powiedział nam zeszłej nocy, byśmy się w to pchali od zaraz. No i tak zrobiliśmy! — dodał Aiken. Mrugnął na Sukey, która groźnie na niego spojrzała.

Creyn odrzekł:

— Od tej chwili będziesz się uczył w kontrolowanym środowisku. Nie odpłaca się Lordowi Bormolowi za gościnność demolowaniem jego przystani.

Człowieczek w złocistym ubraniu wzruszył ramionami.

— To tylko dlatego, że nie znam jeszcze pełni moich możliwości. Chcesz, abym to urządzenie poskładał z powrotem?

Oczy Creyna, mętnoniebieskie w świetle słonecznym, zwęziły się.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)