Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Uśmiech rozjaśnił jej twarz i kobieta jeszcze bardziej się wyprostowała, o ile było to możliwe. Duma, czysta i jasna duma wywołana własnymi osiągnięciami, niemal przesłoniła bijący od niej zapach strachu!
— Dziękuję ci, mój panie. Dziękuję ci! — Można by pomyśleć, że Perrin wręczył jej jakąś nagrodę. Może zresztą jego słowa stanowiły dla Selande nagrodę. Chociaż, kiedy Perrin się zastanowił, przemknęło mu przez głowę, że Faile mogłoby się nie spodobać, że małżonek używa jej „oczu i uszu” i że w ogóle o nich wie. Kiedyś myśl o niezadowoleniu Faile denerwowała go i czyniła niespokojnym, działo się tak jednak, zanim się dowiedział o istnieniu jej szpiegów. I ta mała sprawa Pękniętej Korony, której Elyas pozwolił się wymknąć. Zawsze się mawiało, że żony mają swoje sekrety, istniały wszakże jakieś granice!
Poprawiając jedną ręką płaszcz na wąskich ramionach, Balwer zakaszlał, drugą ręką zasłoniwszy usta.
— Dobrze powiedziane, mój panie. Bardzo dobrze powiedziane. Moja pani, jestem pewien, że przy najbliższej sposobności zechcesz przekazać ludziom instrukcje Lorda Perrina. Wolimy przecież uniknąć nieporozumień.
Selande, nie patrząc na Perrina, kiwnęła głową. Jej wargi się rozchyliły i Perrin był przekonany, że kobieta zamierza powiedzieć coś o swojej nadziei. Na przykład, że Perrin znajdzie wodę i cień. O Światłości, wody mieli w tej chwili pod dostatkiem, nawet jeśli w większości pozostawała zamrożona, cienia zaś — nawet w południe — o tej porze roku nikt nie potrzebował! Selande prawdopodobnie doszła do tych samych wniosków, ponieważ się zawahała.
— Łaska niech ci sprzyja, mój panie — powiedziała tylko. — Jeśli mogę być tak śmiała... I niech łaska ma w swojej opiece Lady Faile. W tobie cała dla naszej pani nadzieja.
Perrin skinął głową w podziękowaniu. W ustach miał smak popiołów. Łaska w zabawny sposób sprzyjała Faile, dając jej męża, który nadal jej nie odnalazł, mimo ponad dwutygodniowych poszukiwań. Panny Włóczni twierdziły, że Faile zostanie w niewoli gai’shain i nie będzie źle traktowana, z drugiej strony jednak nie mogły nie przyznać, że ci Shaido Aiel już setki razy postąpili niezgodnie z własnymi niegdysiejszymi zwyczajami.
W opinii Perrina już samo porwanie równało się złemu traktowaniu. Gorycz popiołów.
— Pani bardzo dobrze sobie poradzi, mój panie — powiedział Balwer cicho, zerkając za Selande znikającą w ciemnościach między wozami. Jego aprobata zaskoczyła Perrina, gdyż wcześniej mężczyzna odradzał mu korzystanie z usług Selande i jej przyjaciół, twierdząc, że wszyscy oni są w gorącej wodzie kąpani i nie można na nich polegać. — Posiada wszystkie niezbędne zdolności. Mają je zazwyczaj Cairhienianie, a do pewnego stopnia także Tairenianie, przynajmniej przedstawiciele arystokracji, szczególnie kiedy... — uciął gwałtownie i ostrożnie przypatrzył się swemu panu. Gdyby Perrin gawędził teraz z kimś innym, sądziłby zapewne, że rozmówcy wymknęło się zbyt wiele, ten mężczyzna był na to wszakże zbyt opanowany. Jego zapach nie zmienił się nawet o jotę i z pewnością nie wyczuwało się w nim niepokoju. — Czy mogę dodać kilka kwestii do sprawozdania Selande, mój panie?
Chrzęst kopyt w śniegu obwieścił przybycie Arama prowadzącego bułanego ogiera Perrina i własnego smukłego, siwego wałacha. Oba konie próbowały się podgryzać, więc Aram trzymał je z dala od siebie, chociaż z niejakimi problemami. Balwer westchnął.
— Panie Balwer, nie musisz się krępować Aramem. Możesz przy nim mówić wszystko, co chcesz — wyjaśnił Perrin.
Mały mężczyzna pokiwał głową na zgodę, znów jednak westchnął. Każdy w obozie wiedział, że Balwer posiada umiejętność wyciągania mądrych wniosków z byle pogłosek i łączenia w całość rozmaitych plotek wraz z przypadkowo zasłyszanymi komentarzami, a także znanymi mu czynami różnych osób, dzięki czemu zyskiwał rzeczywisty obraz prawdziwych lub potencjalnych, lecz bardzo możliwych zdarzeń. Sam Balwer uważał tę swoją działalność za normalną część sekretarskiej pracy, z jakiegoś powodu wszakże nie lubił się do tego talentu przyznawać. Słabostka ta wydawała się Perrinowi nieszkodliwa, więc swemu sekretarzowi pobłażał.
— Idź w pewnej odległości za nami, Aramie — powiedział, biorąc od niego wodze Steppera. — Muszę rozmawiać z panem Balwerem na osobności.
Westchnienie Balwera było tak ciche, że Perrin ledwie je usłyszał.
Ruszyli, Aram powlókł się za nimi bez słowa, słychać było tylko odgłosy pękania zmarzniętego śniegu pod ich stopami i kopytami koni. Aram wydzielał silny zapach — znów osobliwie drażniący, drżący, rzadki i kwaśny. Tym razem Perrin rozpoznał tę woń, choć nie skupiał się na niej bardziej niż zwykle. Aram był zazdrosny o wszystkich z wyjątkiem Faile, która spędzała z nim sporo czasu. Perrin zresztą nie widział sposobu powstrzymania zaborczości Arama i był do niej przyzwyczajony, podobnie jak do podskoków towarzyszącego mu Balwera, który co rusz popatrywał przez ramię, sprawdzając, czy Aram nie idzie przypadkiem w odległości na tyle bliskiej, żeby usłyszeć ich rozmowę. W końcu zdecydował się przemówić. Bił od niego ostry jak brzytwa zapach, dziwnie cierpki i dość chłodny, sugerujący podejrzliwość i stanowiący kontrapunkt wobec zazdrości Arama. Nie można zmienić ludzi, którzy nie chcą się zmienić.
Szeregi przywiązanych do palików koni i wozy z zapasami umieszczono pośrodku obozu, gdzie złodziejom byłoby trudno do nich dotrzeć i chociaż niebo nadal dla oczu większości osób pozostawało czarne jak smoła, woźnice i stajenni, którzy z racji pełnionych obowiązków spali w pobliżu, już się obudzili i teraz składali koce albo pracowali przy tymczasowych szałasach wykonanych z sosnowych konarów i gałęzi małych drzew zebranych w otaczającym lesie; umacniali je starannie, na wypadek gdyby ich potrzebowali następnej nocy. Powoli rozpalano ogniska, nad którymi wisiały niewielkie, czarne kociołki, tyle że w obozie nie było zbyt wiele pożywienia poza kaszą owsianą oraz suszoną fasolą. Czasem ludzie polowali bądź też zastawiali wnyki, ale mięsa schwytanych zwierząt — dziczyzny, królików, kuropatw, zwanych potocznie dzikimi kurami nielotów o nazwie weka leśna i innego ptactwa — nie starczało oczywiście dla wszystkich. Póki nie przekroczą rzeki Eldar, nie będą też mogli nigdzie dokupić zapasów.
Przechodzącemu Perrinowi wszyscy wokół kłaniali się, dygali lub mruczeli: „Dzień dobry, mój panie” czy „Niech Światłość ci sprzyja, mój panie”, jednak mężczyźni i kobiety, dostrzegłszy go, przerywali pracę nad umacnianiem szałasów, a niektórzy zaczynali je demontować, jakby wyczuwając w jego postawie i wielkich krokach swoistą determinację. Do tej pory już się prawdopodobnie nauczyli interpretować jego zachowanie. Od dnia, gdy Perrin zrozumiał swój błąd, nie spędził dwóch nocy w jednym miejscu. Teraz zaś, nie zwalniając, oddawał pozdrowienia i powitania.
Pozostała część obozu tworzyła cienki okrąg wokół koni i wozów, sięgając otaczającego ich ze wszystkich stron lasu. Mieszkańców Dwu Rzek podzielono na cztery grupy, wśród których rozmieszczono lansjerów z Ghealdan i Mayene. Ktokolwiek się do nich zbliżył, z któregokolwiek kierunku, miał przeciwko sobie długie łuki ludzi z Dwu Rzek i dobrze wyszkoloną kawalerię. Bardziej niż nagłego pojawienia się Shaido, Perrin obawiał się ataku Masemy. Ten człowiek podążał za nim z pozoru spokojnie, jednak oprócz nadejścia nowin o jego napaściach, zdarzyło się coś jeszcze — w ostatnich dwóch tygodniach z obozu zniknęło dziewięciu Ghealdan i ośmiu Mayenian; Perrin podejrzewał, że zdezerterowali. Przedtem, w dzień porwania Faile, dwudziestu Mayenian wpadło w zasadzkę i zginęło, a Perrin nie wierzył, że tego zabójstwa dokonał ktoś inny niż ludzie Proroka. Był więc między nimi swego rodzaju niespokojny pokój, pokój dziwacznie cierniowy, który zapewne szybko się skończy — ten, kto postawiłby miedziaka na jego trwałość, prawdopodobnie straciłby go. Masema udawał nieświadomego niebezpieczeństw grożących temu pokojowi, zwolennicy Proroka zaś chyba w ogóle się nim nie przejmowali i cokolwiek Masema udawał, i tak pozostawał ich przywódcą. Perrin natomiast do momentu uwolnienia Faile nie zamierzał tego pokoju naruszać. Jednym ze sposobów przedłużenia obecnego stanu rzeczy było odpowiednie zabezpieczenie własnego obozu.